Źrebaków galop po tytuł

„Nie ma takiej drużyny na świecie która dałabym im dzisiaj radę. Ich futbol jest perfekcyjny”. Gdy legendarny szkoleniowiec Manchesteru United Matt Busby wypowiadał te słowa w 1971, Borussia Moenchengladbach była jedną z najlepszych drużyn piłkarskich w Europie. Po zdobyciu w świetnym stylu mistrzostwa Niemiec, kwestią czasu wydawał się sukces w Pucharze Europy. Marsz po upragnione trofeum zatrzymała… puszka Coca-Coli. W sezonie 1976/77 klub ten sięgnął po swoje piąte w historii, a trzecie z rzędu mistrzostwo Niemiec. Dziś, po 41 latach Borussia Moenchengladbach znów zaczyna aspirować do wielkich sukcesów. Czy będący w życiowej formie Thorgan Hazard wystarczy żeby zawalczyć o mistrzostwo Niemiec?

20 października 1971 roku w pierwszej rundzie Pucharu Europy spotkały się ekipy Gladbach i mistrza Włoch-Interu Mediolan. Kilkanaście miesięcy wcześniej w półfinale mistrzostw świata Italia po genialnym widowisku pokonała Niemców 4:3, ponowne starcie obu nacji traktowano w kategoriach wielkiego rewanżu. Trener Borussii Hennes Weisweiler długo główkował jak przechytrzyć linię defensywną Interu którą uważał za jedną z najlepszych na świecie. Sam dysponował młodą drużyną którą media określiły mianem „Źrebaków”, ze względu na przebojowy i agresywny styl gry.

Gunter Netzer, Berti Vogts i Jupp Heynckes zszokowali i zdemolowali rywali z Mediolanu rezultatem 7:1, grając futbol z innej planety. Zachwyty nie trwały jednak długo, bo tuż po spotkaniu włoski klub zgłosił protest i domagał się unieważnienia wyniku z boiska. W trakcie spotkania gwiazdor Interu Roberto Boninsengna został trafiony puszką Coca-Coli rzuconą z trybun. Sprawa do dziś budzi mnóstwo wątpliwości, bowiem sam zawodnik początkowo chciał kontynuować grę, ale po sugestiach sztabu trenerskiego „w ciężkich bólach” opuścił na noszach murawę. Co ciekawe, z „poważnym urazem głowy” spędził noc w szpitalu, ale dzień po feralnym incydencie nie miał nawet małego guza w miejscu uderzenia. Władze federacji piłkarskiej skłoniły się do protestu Interu i jeden z najlepszych występów w historii niemieckiego futbolu klubowego został przekreślony. Powtórzone spotkanie miało zupełnie inny przebieg i to Inter awansował dalej.

Po kilku sezonach na najwyższym poziomie, Borussia zaczęła popadać w problemy finansowe. Czołowi zawodnicy chcieli się rozwijać i zarabiać więcej, a klub nie dysponował szczególnie dużym budżetem. Żeby ratować zespół zdecydowano się sprzedać największe gwiazdy, a sam szkoleniowiec przyjął ofertę pracy z Barcelony. Rywalizacja z Bayernem Monachium zaczynała stawać się jednostronna, a szalę goryczy przelał finał Pucharu Niemiec z roku 1984. Pojedynek Źrebaków z Bawarczykami rozstrzygnęły wówczas rzuty karne, w których pomylił się Lothar Matthaus będący czołowym graczem Gladbach. Po kilku dniach ten sam zawodnik ogłosił podpisanie kontraktu z Bayernem. Domyślacie się w jakiej atmosferze.

Na kolejne sezony Borussia Moenchengladbach popadła w szarą przeciętność, zakończoną spadkiem w 1999 roku. Drugoligowy byt trwał krótko, ale przez długie lata drużyna skazana była na walkę o utrzymanie. Dopiero zatrudnienie Luciena Favre dało impuls do zmian. W sezonie 2011/12 klub zajął wysokie 4 miejsce w lidze, a dwa lata później lokatę numer trzy dającą awans do Ligi Mistrzów. Powtórzył się jednak scenariusz z lat 80, a największe gwiazdy zespołu pokroju Marco Reusa, Granita Xhaki, Marc-Andre ter Stegena i Luuka de Jonga odchodziły do bogatszych drużyn.

W momencie gdy piszę ten tekst (26 listopada 2018), Borussia Moenchengladbach jest wiceliderem Bundesligi z 4 punktami straty do imienniczki z Dortmundu. Sympatyków „Źrebaków” zdecydowanie bardziej cieszy liczba 5, czyli przewaga punktowa nad Bayernem Monachium. Co prawda przyjęło się że największym rywalem ekipy z Gladbach jest zespół 1. FC Koln, ale rywalizacja z Dortmundem i Monachium również ma swoje długoletnie tradycje. Popularna przyśpiewka kibiców Gladbach ma nawet refren „jest tylko jedna Borussia”. Pikanterii tegorocznej rywalizacji dodaje fakt że szkoleniowcem Dortmundu jest ten sam Lucien Favre który jeszcze niedawno odbudowywał potęgę Źrebaków.

„Borussengipfel” jak rywalizację Dortmundu z Moenchengladbach nazywają media, może w tym sezonie wyłonić nowego mistrza Niemiec. Rozbity wewnętrznie Bayern Monachium gra coraz słabiej, a forma obu Borussii prezentuje się fantastycznie. Ci pierwsi ograli na własnym boisku Bawarczyków 3:2, Gladbach dokonało jeszcze bardziej spektakularnego wyczynu zwyciężając na Allianz Arenie 3:0. W zespole prowadzonym przez Dietera Heckinga najwięcej komplementów zbierają młodszy brat słynnego Edena-Thorgan Hazard, sprowadzony latem z Nicei Alassane Plea, a także Jonad Hofmann i młody obrońca ze Szwajcarii Nico Elvedi. Hecking skutecznie zmienił system gry drużyny na ofensywne 4-3-3 bazując na przebojowych talentach w ofensywie, ale i agresywnej grze w obronie. Borussia nie tylko dobrze punktuje, ale także prezentuje bardzo ładną dla oka grę.

Kibice Źrebaków liczą się oczywiście ze sprzedażą swoich największych gwiazd. Finansowo zarówno Bayern jak i Dortmund biją Gladbach na głowę. Działacze póki co obiecują kolejne wzmocnienia, zapewniając że póki klub jest w grze o mistrzostwo, to nie nastąpi żadna wyprzedaż. Czy ugną się gdy na stole pojawią się kwoty rzędu kilkudziesięciu milionów euro? Tego wykluczyć nie można. Młode talenty wciąż traktują Borussię jako trampolinę do mocniejszych lig. Dziś w składzie niewielu jest wychowanków którzy pamiętaliby czasy świetności Moenchengladbach.

Prezydent Bayernu Monachium Uli Hoeness zapytany niedawno czy jego klub odrobi stratę punktową w lidze, stwierdził że nie obawia się rywalizacji z Dortmundem, pomijając fakt wysokiego miejsca Moenchengladbach. Temat podchwyciła część mediów w Niemczech, podkreślając że mimo fantastycznej formy Źrebaki wciąż są niedoceniane i nie traktowane jako poważny kandydat do mistrzostwa. Bukmacherzy za jedną złotówkę postawioną na takie zakończenie sezonu gotowi są wypłacić aż 50 złotych.

Thorgan Hazard i jego koledzy zachowują spokój i nie wybiegają daleko w przyszłość. Bayern w końcu wyjdzie z kryzysu, ale być może w tym samym czasie Dortmund zacznie gubić punkty? Najważniejsze to samemu utrzymywać równy poziom. Gladbach jest czarnym koniem (a właściwie powinienem napisać „czarnym źrebakiem”) trwającego sezonu Bundesligi i ma wielką szansę napsuć krwi faworytom. Mistrzostwo byłoby olbrzymią sensacją, ale czy drużyna ogrywająca Bayern 3:0 i niepokonana na własnym boisku od lutego może stawiać sobie inne cele?

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *