Mistrzowie Polski

Z pasją opowiadamy o futbolu

Ekstraklasa

Złamana nowa miotła

Lechia w 2018 roku jest tragiczna. Gdańszczanie upatrywali swoich szans w dzisiejszym meczu przeciwko Legii w efekcie nowej miotły – wszak na ławce debiutował trener Stokowiec. Nic z tego. Legia gładko wygrała 1:3 i po klęsce Jagielonii w Poznaniu zrównała się z liderem liczbą punktów.

Był to jeden z typowych meczów Legii. Drużyna przeciwna – pierwsze 15-20 minut biega, walczy, pressuje i na tym nierzadko się kończy. Nie inaczej było i w przypadku Lechii. Na początku bardzo chcieli. Tylko co z tego skoro nie umieli. W 25 minucie Vesovic zagrał prostopadle do debiutującego Cafu lub Niezgody. Do piłki doszedł ten drugi i będąc sam na sam z Kuciakiem strzelił 11 gola w sezonie. Co dalej? Lechia nadal chce, ale nie potrafi. Malarz musiał spiąć się tylko raz, przy główce Paixao. Legia z kolei włączyła tryb eco, co jest mocno irytujące i przy lepszym przeciwniku może się zemścić. Tak czy inaczej do końca pierwszej połowy emocji już nie było.

Jeśli ktoś sądził, że druga połowa będzie trzymała w napięciu to mocno się zawiódł. Co prawda Lechia wyszła na boisko nabuzowana, ale już po chwili, w 47 minucie Radovic dostał piłkę po prawej stronie, dośrodkował w pole karne i co tam się stało? Gracze Lechii postanowili kryć powietrze, ewentualnie bali się, że Remy coś im zrobi i dali mu hektar wolnego miejsce, dzięki temu Francuz mógł spokojnie dołożyć głowę do piłki i załadować ją do pustaka. Cóż dalej? Nic się nie zmienia. Lechia nadal chciała. Ta godna pochwały postawa była jednak podlana ułańską fantazją. Szybka kontra, Niezgoda piętą do Kucharczyka, ten strzela, Kuciak broni, piłka wraca jednak do Kuchego i ten dobija zabijając mecz. Lechia dała jeszcze nadzieję swoim kibicom gdy w 61 minucie Sławczew ładnie przymierzył na 1:3. Impuls do odrabiania strat? A jakże. Jednak Legia grała mądrze, trzymała piłkę, wybijała Gdańszczan z rytmu i emocji już nie było.

Postawa Lechii jest czymś nieodgadnionym. Jedyne wyjaśnienie takiej postawy jaką prezentuje jest słynne „nie ma sianka, nie ma granka”. Bracia Paixao, Kuświk, Peszko, Kuciak, Łukasik, Krasić to nie są przypadkowi gracze i powinni spokojnie kręcić się blisko 8ego miejsca w tabeli. Wystarczy przecież spojrzeć jakie tuzy piłkarstwa grają w klubach będących wyżej. Od patrzenia na grę 3/4 ligowców bolą zęby. W Gdańsku jest potencjał piłkarski, bez dwóch zdań i trener Stokowiec ma z czego lepić. Jednak jest jeden problem. Mówimy o trenerze długodystansowym, a Lechia czasu nie ma. Pewnie z ligi nie spadnie – przecież grać gorzej niż Sandecja, czy druga wesoła trupa grająca mecze domowe w Niecieczy po prostu się nie da. Chłopaki z Gdańska pewnie w odpowiedniej chwili zepną się w sobie i od trzeciego meczu rundy finałowej będą mogli być myślami na wakacjach. Jednak o co tu chodzi? Przylatuje i podpisuje kontrakt indonezyjski Messi. Trudno oprzeć się wrażeniu, że Lechia to coś w rodzaju menadżerskiej wydmuszki gdzie obecnie chodzi o wszystko co związane z pieniędzmi, a już na pewno wynik sportowy nie ma tam dla działaczy większego znaczenia. W sumie smutno i straszno. Jedyna pociecha to dobra gra młodego Chrzanowskiego.

Co do Legii to po dwóch słabszych i jednym tragicznym wreszcie zagrała dobry mecz. Nie wybitny, bez fajerwerków, lecz na dobrym poziomie i zasłużenie wygrała. Jozak znowu zaskoczył składem (choć prawie cały go już na przedmeczowej konferencji). W pierwszym składzie pierwszy raz w 2018 roku wyszedł Kucharczyk, Hamalainen pierwszy raz na ławce. Od razu w pierwszej jedenastce zadebiutował Cafu. Ten ostatni pokazał, że umie grać w piłkę – przyjąć, podać, uderzyć z dystansu, zdusić akcje przeciwnika w zarodku. Podobnie jak Remy’emu nie będzie mu chyba potrzebna mityczna aklimatyzacja, choć w drugiej połowie miał już kilka strat. Trzeba też odnotować debiut Mauricio, który zmienił Radovicia. Brazylijczyk ma pseudonim „skała”. Trudno o twarde wnioski po 30 minutach gry, szczególnie na pozycji stopera. Jednak dziś był co najwyżej ścianą z karton-gipsu. Paixao dwa razy ograł bardzo łatwo – może nie być więc tak dobrze jak w przypadku Remy,ego i być może Cafu. Choć z drugiej strony Ofoe też był na początku „grubym szrotem”. Co kibiców Legii może martwić? Radovic poza asystą nie zagrał nic dobrego i aż dziwne, że wyszedł na drugą połowę i jego słabość nie mija z kolejnymi meczami. Za kartki nie mógł grać Jędrzejczyk i to było paradoksalnie wzmocnieniem Legii. Vesovic przypilnował skutecznie Peszkę, do tego dołożył asystę. Tymczasem „Jędza” co mecz to klops większy lub mniejszy. Po raz kolejny nie uniknął wpadek dziś Pazdan i jeśli we dwóch mają zatrzymywać „kocurów” z Senegalu to już dziś trzymajmy kciuki za formę naszych bramkarzy na Mundialu.

Lechia już raczej zostanie w dolnej ósemce. Legia ma kłopot bogactwa, w środku pola szczególnie. Jeśli Jozak powstrzyma potencjalne „kwasy w szatni”, nie będzie dawał placu za nazwisko i ta maszyneria się zgra to powinno być coraz lepiej. Należy jednak pamiętać o tym, że Legię często wystarczy zabiegać i jest jej bardzo ciężko.

Fot: legionisci.com

Facebook Comments