Gdy zapowiedzi przechodzą w czyn

Legia Warszawa gładko rozprawiła się ze Śląskiem Wrocław wygrywając 4:1. Wynik sugeruje to, że działo się wiele, ale tak naprawdę emocji mieliśmy nie więcej niż 20 minut. W pierwszej połowie warszawska drużyna zagrała tak jak zapowiadał trener Jozak – szybko, finezyjnie i skutecznie. Okazuje się więc, że zapowiedzi z okresu przygotowawczego mogą okazać się prawdziwe. Jednak druga połowa otwiera pole do krytyki legionistów.

Pierwsze kilkanaście minut to posiadanie piłki po stronie Legii Warszawa i kilka dobrze zapowiadających się akcji wrocławskiej drużyny. Jednak gdy goście się już wyszumieli do głosu coraz mocniej zaczęli dochodzić legioniści co przełożyło się na Hamatime. W 23 minucie meczu zobaczyliśmy akcję o jakości, która na naszych boiskach jest białym krukiem. Kilka szybkich podań, z pierwszej piłki i na dwa kontakty, w środku boiska i przed polem karnym zakończonych magiczną asystą Eduardo do Hamalainena, któremu zostało już tylko pokonanie bezradnego Słowika. W tym miejscu zatrzymajmy się na chwilę. Jestem fanatykiem Ekstraklasy. Oglądam mnóstwo spotkań naszej ligi. Niestety poziom się nie podnosi. Gole są strzelane zazwyczaj po stałych fragmentach gry, wrzutkach lub kontrach. Kombinacyjnej gry jest bardzo mało, zawodnikom brakuje po prostu jakości. Przy pierwszej bramce Legii zagrało wszystko – technika, pomysł, akcja jak z innej ligi.

Jeśli rzeczywiście z Legią ma być jeszcze lepiej to strach się bać.

Przede wszystkim każdy z zawodników wiedział co ma robić w tej sytuacji, a to już zasługa trenera i jego pracy nad taktyką. W 30 minucie Hamalainen próbował uruchomić Eduardo, obrońca przeciął podanie, piłka wróciła do Fina, ten przymierzył z pierwszej piłki w lewy róg bramkarza, precyzyjnie, ale Słowik powinien to wyjąć. Nie dał rady i kibice mogli świętować drugiego gola. Trzy minuty później Eduardo zagrał piękne otwierające podanie na prawą stronę do Brozia, ten podciągnął kilka metrów, dośrodkował, akcję zamknął na długim słupku Hamalainen i po chwili mógł świętować pierwszego w karierze hat-tricka. Nokaut, pogrom, na trybunach euforia. Jednak Legia popełniła błąd pierwszy – rozluźnienie i nonszalancja w efekcie gol w 37 minucie dla Śląska.

Młodziutki Bergier (świetny występ, szczególnie na tle mizerii kolegów) zagrał krzyżakiem tak dokładnie, że Pich w sytuacji sam na sam nie miał problemu z pokonaniem Malarza. Za chwilę mogło być już tylko 3 do 2. Po raz kolejny świetnie podawał Bergier, ale tym razem Koseckiego zatrzymał bramkarz Legii. Gdy wydawało się, że goście łapią drugi oddech i w drugiej połowie będą emocje środkowi obrońcy z Wrocławia postanowili zrobić wszystko, aby Niezgoda także wpisał się na listę strzelców i zrobił to w doliczonym czasie gry strzelając z takim spokojem jakby to robił już 10 lat.

Na tym można by zakończyć relacje. W drugiej połowie Legii się nie chciało, Śląsk nie potrafił. Trzeba jednak zwrócić uwagę na kilka rzeczy.  Po pierwsze kolejny słaby mecz Pazdana (kilka niedokładnych zagrań, sprokurowanie „setki” dla Śląska na początku drugiej odsłony, którą sam wyratował wybijając piłkę z linii bramkowej). Remy także mniej pewny w wyprowadzeniu piłki niż w meczu z Zagłębiem. Jednak to co może kibiców Legii denerwować najbardziej to granie w drugiej połowie na stojąco – kibice nie po to marzli aby oglądać tzw. Stojanowa. Oczywiście był wynik, ale mimo wszystko taki przestój nie powinien mieć miejsca, szczególnie, że był podszyty niechlujstwem i nonszalancją.

Niemniej jednak wrażenie ogólne z oglądania Legii pozytywne -świetny Antolić, nadal dobry Remy, oczywiście Hamalainen. Legia gra z pomysłem i jakością, można mieć wrażenie, że gdyby Śląsk strzelił np. 4 bramki to Legia bez problemu odpowiedziałaby 6. Raz jeszcze to podkreślę – każdy wie co ma robić w nowym, bądź co bądź, systemie gry i dobrze to wygląda.

Jeszcze dwie sprawy.

Po pierwsze Eduardo – „szklany” „emeryt” „odcinający kupony” bez problemu zagrał 98 minut walnie przyczyniając się do zdobycia przez Legię dwóch bramek i tym samym zamknął usta wszelkim jasnowidzom, którzy jeszcze miesiąc temu poddawali w wątpliwość  sens jego transferu. Druga sprawa to zmiany. Zejście Philipsa spowodowało to, że Śląsk przejął środek boiska i Legia przestała dominować, Radović zagrał słabo. Wejście Kucharczyka lepiej przemilczeć, Vesović pokazał, że potencjał ma, ale grał krótko. Wydaje się, że takimi zmianami Jozak chciał coś przetestować przy bezpiecznym wyniku. Jeśli tak to test nie wyszedł.

Śląsk nie miał czym walczyć z Legią, za mało jakości, jeden Bergiel to za mało. Drugi mecz pokazał to, że Legie w drodze po tytuł może pokonać tylko Legia. Jednak nad obroną warszawska drużyna musi popracować. Wydaje się, że potrzebna jest przede wszystkim większa koncentracja i Pazdan w swej normalnej formie.

Facebook Comments