Pamiętacie „Kacze opowieści”? Ten kultowy serial animowany produkcji The Walt Disney Company opowiadał o losach Hyzia, Dyzia i Zyzia oraz Sknerusa McKwacza, czyli najbogatszego kaczora świata. Jeden z głównych bohaterów tej bajki, a więc Sknerus McKwacz lubił pieniądze bardziej niż Floyd Mayweather Jr. Jego myślą przewodnią były następujące słowa: „Zaoszczędzone pieniądze, to pieniądze zarobione”. Jego przeciwieństwem był pewien piłkarz z Holandii. Zawsze marzył o grze w Barcelonie i dzięki Louisowi van Gaalowi udało mu się pograć na Camp Nou przez dwa lata. Później trafił do Chelsea, podpisał kontrakt życia i spoczął na laurach. Zarabiał tygodniowo £40,000 i przestał się prowadzić jak na zawodowca przystało. Codziennie widywano go w McDonald’s, Burger Kingu i nocnych klubach. Nie lubił go Claudio Ranieri ani koledzy z szatni. On jednak nic sobie z tego nie robił. Chciał tylko wypełnić kontrakt, a na pytanie jednego z dziennikarzy BBC odpowiedział: „Być może jestem jednym z najgorszych transferów w historii Premier League, ale mam to gdzieś. Mój kontrakt, moje pieniądze”. Przed Wami kontrowersyjny Winston Bogarde!

Winston Bogarde urodził się 22 października 1970 roku w Rotterdamie.

Bogarde rozpoczął karierę piłkarską w klubie Alexandria ’66. Uwielbiał grać w pomocy, zarówno na środku jak i na skrzydłach. Po kilku latach treningów w Alexandrii ’66 trafił do Sparty Rotterdam. Życie w jednym z największych portów w Europie mu odpowiadało. Dynamicznie rozwijające się miasto, perspektywy i wysokie zarobki. Sporo młodych piłkarzy w Holandii chciało zaczynać swoje kariery właśnie w Rotterdamie (poza Amsterdamem i Eindhoven). Szkolenie w akademii piłkarskiej „czerwono-białych gladiatorów” ukończył w 1988 roku i ruszył w świat. Pierwszy zawodowy kontrakt podpisał w klubem Schiedamse Voetbal Vereniging. Po 11 meczach w barwach SVV został wypożyczony do Excelsioru.

Dobre występy w Excelsiorze sprawiły, że Bogarde wrócił do Sparty. De Rood-Witte Gladiatoren potrzebowali solidnego, silnego pomocnika, dlatego zdecydowali się postawić na Winstona. Potężnie zbudowany zawodnik wykorzystał swoją szansę w 100%. Być może nie był błyskotliwy, ale doskonale radził sobie w destrukcji i strzelał sporo bramek po stałych fragmentach gry. W ciągu trzech lat strzelił dla Sparty 14 bramek, w tym aż 11 w sezonie 1993/1994. Był jednym z najskuteczniejszych pomocników w lidze holenderskiej i zwrócił na siebie uwagę Ajaxu. Klub z Amsterdamu budował potęgę i potrzebował kolejnego wzmocnienia. Latem 1994 roku Winston Bogarde podpisał kontrakt z „Synami Bogów”.

Okres gry w Amsterdamie był najlepszym w jego karierze pomimo zmiany pozycji na boisku. Louis van Gaal postanowił, że Bogarde będzie grać na środku obrony. Pomoc miał już obsadzoną (Edgar Davids, Ronald de Boer, Marc Overmans, Frank Rijkaard, Clarence Seedorf, Nordin Wooter i Finidi George). Nie było miejsca dla Winstona w drugiej linii Ajaxu. Podczas trzech sezonów gry w „Godenzonen” Bogarde strzelił mniej goli niż w Sparcie, ale wygrał z Ajaxem najważniejsze trofea. Popularni „Ajacieden” dali mu dwa mistrzostwa Holandii, Puchar Ligi Mistrzów, Superpuchar Europy i Puchar Interkontynentalny. Sezon 1994/1995 przeszedł do historii, bo Ajax wygrał w nim praktycznie wszystko, a jego piłkarze mogli przebierać w ofertach największych klubów w Europie. Wśród nich był Bogarde, który w 1997 roku przeszedł do Milanu.

Silvio Berlusconi nie mógł znieść porażki w finale Ligi Mistrzów w 1995 roku z Ajaxem, dlatego postanowił kupić kilku piłkarzy z Amsterdamu. Razem z Adriano Gallianim postawili na Bogarde. Winston był solidnym defensorem, do tego mierzył ok. 190 cm wzrostu i trudno było go przepchnąć na boisku. Wydawało się, że będzie wzmocnieniem, lecz okazał się totalnym niewypałem. Holender miał wybujałe ego i kompletnie nie potrafił się dogadać z Fabio Capello. Włoch dał mu trzy szanse, ale kiedy zobaczył go w akcji na San Siro to zabrakło mu słów. Wyglądał jak niedawno Roberto Donadoni po zobaczeniu rulety w wykonaniu Andrei Poliego na treningu na Stadio Renato Dall’Ara. Włodarze Milanu szybko zrezygnowali z usług Holendra i wypchnęli go do… Barcelony. Wówczas trenerem Blaugrany był jego mentor. Louis van Gaal budował holenderską kolonię w Barcelonie i koniecznie chciał mieć u siebie Bogarde. Sprytny CEO Milanu, Adriano Galliani od razu wykorzystał sytuację i sprzedał Barcelonie Bogarde za 3,70 mln euro (majstersztyk, serio!).

Winston Bogarde dołączył do klubu z Camp Nou. Miał 27 lat na karku i na swoim koncie najważniejsze trofea. Louis van Gaal ponownie dał mu szansę i nie żałował. Bogarde rozegrał 19 meczów w sezonie 1997/1998, a Barcelona zdobyła mistrzostwo Hiszpanii i Copa del Rey. Rok później Barcelona ponownie świętowała mistrzostwo, ale sezon 1998/1999 był pechowy dla Winstona ze względu na pasmo kontuzji (rozegrał zaledwie jeden mecz w ciągu rozgrywek 98/99). W 2000 roku Barcelona została zrzucona z tronu La Liga przez Deportivo La Coruña. Po tamtym sezonie zakończyła się pierwsza przygoda van Galla z Barcą, a wraz z nią kariera Bogarde na Camp Nou (41 meczów, 4 gole).

Po dwóch latach gry w Hiszpanii Bogarde przeniósł się do Anglii i podpisał bajeczny kontrakt z Chelsea. Na grę w Premier League namówił go Mario Melchiot. Wiecie jak mówiono o jego transferze do Chelsea? Otóż, na antenie BBC jeden z dziennikarzy sportowych powiedział: „Jego przyjście na Stamford Bridge sprawi problemy Frankowi Leboeufowi i Albertowi Ferrerowi”. Czyżby? Sytuacja w Chelsea szybko się zmieniła. Gianlucę Vialliego na stanowisku trenera zastąpił Claudio Ranieri. Włoski trener przeprowadził przegląd kadry i praktycznie z miejsca zrezygnował z Bogarde. Holender fatalnie prezentował się na treningach. Był wolny niczym ruszająca z peronu moskiewskiego dworca centralnego lokomotywa kolei transsyberyjskiej. Dodatkowo Winston lubił dużo jeść. Kochał hamburgery i tłuste jedzenie jak George Foreman. Codziennie odwiedzał McDonald’s, przed treningiem i po jego zakończeniu. Claudio Ranieri oznajmił mu, że nie ma szans gry z nadwagą. Zniesmaczeni byli również koledzy, zwłaszcza Graeme Le Saux, który nie owijał w bawełnę i komentował jego podejście do futbolu w następujący sposób: „Nie miał ochoty osiągnąć niczego. Gdybym był na jego miejscu, jako profesjonalista czułbym się wtedy zakłopotany”.

Winston Bogarde jednak nic sobie z tego nie robił. Dalej żył jak król śmieciowego jedzenia, a koledze z Chelsea odpalił w jednym z wywiadów, że: „Chelsea zaproponowała mi kontrakt, który podpisałem, więc jaki jest problem?”.

Co było dalej?

Bogarde przez cztery sezony wystąpił w 12 meczach Chelsea (11 spotkań w pierwszym sezonie i… 1 mecz w FA Cup przeciwko Gillingham w 2004 roku). Wszystkie oferty wypożyczeń odrzucał. Robił wszystko, żeby wypełnić kontrakt z The Blues. Ile zarobił Bogarde podczas swojej przygody z Chelsea? 8,2 mln funtów, co daje 683 tys. za jeden mecz – absolutny rekord! Brytyjska prasa krytykowała go za podejście oraz za fakt, że nie chciał odejść, ale Holender pozostawał niewzruszony. Uwielbiał udzielać wywiadów BBC i w jednym z nich powiedział, że: „Ten świat oparty jest tylko na pieniądzach i kiedy oferują Ci bajeczny kontrakt to po prostu nie możesz go odrzucić. Mam gdzieś to co mówią ludzie, mój kontrakt i moje pieniądze”. Budżet Chelsea odciążył 8 listopada 2005 roku kiedy zdecydował się zawiesić buty na kołku.

W reprezentacji Holandii wystąpił 20 razy. Pierwsze powołanie do kadry Oranje otrzymał w 1995 roku w meczu przeciwko Irlandii. Selekcjoner Guus Hiddink zabrał go na Euro 1996 i Mistrzostwa Świata we Francji w 1998 roku.

Biorąc pod uwagę karierę klubową i reprezentacyjną, Winston Bogarde wystąpił w 253 meczach i strzelił 26 goli.

Po zakończeniu kariery został dyrektorem wykonawczym firmy Global Music Entertainment, która zajmuje się organizacją imprez muzycznych. Mało tego, założył także swój klub z automatami do gier (salon został zamknięty w 2007 roku po strzelaninie – sam Bogarde żartował, że jego klub wyglądał jak jedno ze spotkań w serialu „Rodzina Soprano”). Ponadto wydał kontrowersyjną autobiografię pod tytułem „This Negro Bows for No One”, w której opisał jak „ciężkie” miał życie. W jednym z fragmentów tej książki możemy przeczytać, że: „Dlaczego niby mam wyrzucić £8,000,000 skoro to już są moje pieniądze?”.
Dodatkowo zrobił uprawnienia trenerskie, ale nie otrzymał jeszcze szansy prowadzenia żadnego klubu i w sumie nie ma się co dziwić. Przypięta łatka zachłannika mu w tym nie pomoże. Holender próbuje ocieplić swój wizerunek, ale brytyjska prasa często wypomina mu jego zachowanie z czasów „gry” w Chelsea. Zresztą jak taki gość miałby niby współpracować z młodzieżą czy z dzisiejszym pokoleniem piłkarzy? Facet przez cztery lata odcinał kupony i zapuścił się jak Tyson Fury po zwycięstwie nad Władimirem Kliczko. W trakcie gry w The Blues zraził do siebie trenera oraz większość kolegów z szatni i ktoś taki ma być wykładnikiem dla młodych sportowców? Winston Bogarde to nie jest „role model” i to delikatnie mówiąc. Wiecie dlaczego? Bo oprócz zachłanności nie miał szacunku do trenerów i innych piłkarzy. Przykład, proszę bardzo: „Kogo najlepiej wspominam z gry w Chelsea? Prawdziwych ludzi jak kobietę, która parzyła mi kawę i szatniarza”. Czy warto w ogóle komentować jego słowa? Absolutnie nie. Dno i gruba warstwa mułu.

Winston Bogarde miał piękną karierę, a w jego CV znajdziemy m. innymi takie kluby jak Ajax, Milan, Barcelona i Chelsea. W wieku 25 lat wygrał praktycznie wszystko w piłce nożnej, ponieważ w ciągu jednego sezonu podniósł Puchar Ligi Mistrzów, Superpuchar Europy, Puchar Interkontynentalny i trofeum za mistrzostwo Holandii. Później postanowił, że będzie przeliczać banknoty niczym Sknerus McKwacz sztabki złota w swoim skarbcu. Jednak w odróżnieniu do Sknerusa Bogarde nie został bohaterem. Do dziś stawia się go za przykład antypiłkarza. Holender zarobił ponad £8 milionów funtów za 6 godzin gry w koszulce The Blues, a w jednym z wywiadów w Guardianie powiedział, że właściwie to nie pamięta swojego ostatniego meczu w karierze. Żenujący piłkarz i paskudny typ. Antoine de Saint-Exupery powiedział kiedyś, że: „Pracując dla samych dóbr materialnych budujemy sobie więzienie. Zamykamy się samotni ze złotem rozsypującym się w palcach, które nie daje nam nic, dla czego warto byłoby żyć”. Aczkolwiek te słowa nie pasują do Winstona Bogarde’a, który od 2000 roku nie był zainteresowany grą w piłkę. Wolał stołować się „pysznymi” kanapkami w McDonald’s zamiast walczyć o pierwszy skład Chelsea u trenera Ranieriego. Bez wątpienia jeden z najgorszych piłkarzy w historii Chelsea i całej Premier League. Zero woli walki, zero ambicji, zero szacunku do wykonywanego zawodu!

Facebook Comments