Mistrzowie Polski

Z pasją opowiadamy o futbolu

Felietony

Wymarzony menedżer

W dobie niestałości i ciągłych zmian w świecie futbolu, coraz trudniej przychodzi kibicom utożsamianie się z drużynami, zawodnikami czy menedżerami. Szczególnie dotyczy to tych ostatnich, gdyż ich średnia długość pracy w większości krajów z roku na rok stale spada. Wędrują od klubu do klubu, a ich pracodawcy nie często są mistrzami cierpliwości. Słabszy okres może zakończyć nawet kilkumiesięczną współpracę. Niewielu może pochwalić się kilkuletnim stażem w jednym miejscu. To dlatego takie historie jak choćby ta sir Alexa Fergusona są tak unikatowe.

Wracając jednak do tożsamości, fani niekiedy sami naciskają na zwolnienie szkoleniowca. Płacą niemałe pieniądze, by móc podziwiać swoją ukochaną drużynę i oczekują przy tym korzystnych rezultatów. Kiedy te nie są zadowalające i nie widać szans na poprawę, lud oczekuje głowy menedżera. Oczywiście nie dosłownie, lecz transparenty i przyśpiewki nakłaniające do zakończenia współpracy z danym szkoleniowcem, to powszechna praktyka. Im także brakuje cierpliwości. Ze świecą szukać stabilizacji i ciągłości pracy. Są oczywiście małe wyjątki w każdej z lig.

Jaki jest jednak wymarzony menedżer dla kibiców kochających swój klub? Czy takie pojęcie w ogóle istnieje?

Najlepiej byłoby gdyby był niepokonany, odnosił zwycięstwo za zwycięstwem. Nie kalkulował, a przy tym wpajał swoim podopiecznym efektywność i efektowność gry. Nie ma jednak ludzi niepokonanych. I chyba nikt nie łudzi się, iż kiedykolwiek pojawi się człowiek, który wygra wszystko bez potknięć. To nawet dobrze, gdyż największą zaletą sportu jest jego nieprzewidywalność.

Wymarzonym menedżerem w moim mniemaniu jest w pełni oddany swojej pracy, gotowy do poświęceń i zżyty z klubem człowiek. Najlepiej były piłkarz tegoż przedsiębiorstwa, bo tym w istocie są dzisiejsze kluby. Taka osoba jest w pełni szczera i troszczy się o dobro drużyny. Nie przybywa tylko po pieniądze i sławę. Chce tworzyć historię i dawać radość fanom, dla których niegdyś grała. Ci potrafią być wyrozumiali dla idola sprzed lat i stanąć za nim murem. Jest jednak pewien problem.

Mianowicie wyśmienici piłkarze rzadko stają się potem utalentowanymi szkoleniowcami. Nie jest łatwo przekazać wiedzę i doświadczenie zdobyte na murawie kolejnym pokoleniom futbolistów. Zarządzanie kapitałem ludzkim to kolejna umiejętność, z którą nie każdy się rodzi. W historii piłki nożnej było wielu, którym nie udało powtórzyć się sukcesów z boiska, stojąc przy linii bocznej. Ostatnim z nich zdaje się być Zinedine Zidane, który święcił niedawno pasmo triumfów wraz z Realem Madryt, którego niegdyś był wybitnym piłkarzem.

Przykładów jest oczywiście więcej, od Johana Cruyffa po Didiera Deschampsa. To miłe uczucie widzieć byłego, wybitnego kopacza stającego się świetnym szkoleniowcem kontynuującym życie w środowisku piłkarskim. Częściej jednak zdarza się, iż największe sukcesy odnoszą ludzie, których kariera na boisku nie wiązała się z wielkimi sukcesami. Sądzę, iż nie wpływa to negatywnie na sposób ich odbierania, a jeśli prowadzą swoją drużynę zgodnie z oczekiwaniami, to nie ma powodów do narzekania.

Dobrym przykładem jest Jurgen Klopp, który występował, a później prowadził FSV Mainz. Co prawda z różnymi skutkami, gdyż udało mu się awansować do najwyższej klasy rozgrywkowej, by następnie z niej spaść. Jego zespół grał też w Pucharze UEFA. Sumienna praca zaowocowała szansą odciśnięcia swojego piętna w Borussii Dortmund i obecnie w Liverpoolu. Niemiec nigdy nie wyróżniał się na murawie, lecz ławka trenerska, to już co innego. Jest obecnie jedną z wyrazistszych i najbardziej pożądanych postaci w świecie piłki. Takich historii jest wiele. Jose Mourinho także nie zrobił ogromnej kariery jako zawodnik, a światu dał się poznać jako wybitny strateg. Podobnie było z wspomnianym wyżej Fergusonem lub Massimiliano Allegrim.

Kolejne pokolenie próbuje swojego szczęścia. Legendy boiska próbują stać się zapamiętani również jako menedżerowie. Niedawno Ryan Giggs stał się selekcjonerem reprezentacji Walii, a Gennaro Gattuso prowadzi obecnie AC Milan. Nie wiadomo jak potoczą się ich losy, ale wśród kibiców mają już zaskarbiony szacunek (Giggs względnie) i mogą liczyć na przychylniejsze spojrzenie wiążące się z treningiem cierpliwości i wytrzymałości. Sukces rodzi się w bólach.

Osobiście uwielbiam takie historie i każdemu kibicowi życzę, aby zaznał kiedyś przyjemnego uczucia wywołanego przez widok swojego idola, lecz już nie w trykocie meczowym, a w dresie lub garniturze przy ławce trenerskiej. Tak jak Barcelona miała Guardiolę, Juventus Conte, a Atletico ma Simeone, tak każdy klub powinien mieć swojego uniwersalnego bohatera.

Po więcej ciekawych treści związanych z futbolem zapraszam tutaj: https://maciejsarosiek.wordpress.com/

Facebook Comments