Właściwy człowiek na właściwym stanowisku

W 27-letniej historii Premier League zaledwie sześć klubów zdołało sięgnąć po tytuł mistrzowski. Nikogo nie dziwi fakt, że w elitarnym gronie znajdują się obie ekipy z Manchesteru, Arsenal, Chelsea czy silne na początku lat 90. Blackburn Rovers. Grupę uzupełnia jednak Leicester, dla którego zdobycie najcenniejszego lauru w angielskim futbolu oznaczało kompletną odmianę tożsamości. Sensacyjny wyczyn sprawił ponadto, iż celem minimum przestało być utrzymanie – nowym stały się europejskie puchary. Problem w tym, że drużynie ani razu nie udało się spełnić pokładanych w niej nadziei. Czy receptą na sukces okaże się zatrudnienie nowego szkoleniowca?

Od największego osiągnięcia w dziejach klubu minęły dwa sezony. O tym, jak długi to okres w futbolowej rzeczywistości najlepiej świadczy fakt, iż kadrę Lisów zasiliło w tym czasie 26 zawodników, 18 graczy postanowiło opuścić King Power Stadium, a przez gabinet trenera przewinęło się czterech stałych menedżerów. Gdyby tego było mało, w październiku ubiegłego roku w tragicznych okolicznościach zmarł właściciel Leicester – Vichai Srivaddhanaprabha – co odcisnęło swe piętno i musi być brane pod uwagę w kontekście oceny poczynań zespołu w rozgrywkach 2018/19. Wszak każdy człowiek pracujący na chwałę drużyny z East Midlands czuł się związany z tajskim miliarderem i nie inaczej było z piłkarzami, dla których wieść o katastrofie helikoptera była bolesnym ciosem.

Niewątpliwie nie ułatwiło to pracy ówczesnemu szkoleniowcowi, który za słabe rezultaty osiągane przez jego podopiecznych zapłacił posadą. Claude Puel jest pragmatykiem, człowiekiem twardo stąpającym po ziemi, nastawionym na efekty długofalowe, na które zarząd Lisów nie chciał cierpliwie czekać. Nie oznacza to jednak, iż podjął on niewłaściwą decyzję. W schyłkowym okresie pracy Francuza zespół prezentował się słabo i próżno było szukać nadziei na odmianę tej sytuacji. Nic więc dziwnego, że misja ta została powierzona innemu fachowcowi.

26 lutego nowym opiekunem drużyny został Brendan Rodgers, znany z pracy w Swansea, Liverpoolu i Celticu. Największe sukcesy święcił przy okazji pobytu w Glasgow, gdzie wywalczył 2 mistrzostwa Szkocji, 2 puchary kraju oraz 3 Puchary Ligi. Wszystko wskazywało na to, że w kwietniu Irlandczyk z Północy dopisze do swojego dorobku kolejny tytuł, lecz oferta Leicester okazała się bardziej kusząca, a możliwość ponownego sprawdzenia się w silniejszych rozgrywkach atrakcyjniejsza od pozostania w strefie komfortu. Nie był to łatwy wybór, co menedżer przyznał podczas pierwszej konferencji prasowej po powrocie do Anglii:

– To była bardzo trudna decyzja. Jeśli kierowałbym się wyłącznie głosem serca, zostałbym w Celticu do końca życia, ponieważ to niesamowity klub, któremu kibicowałem od dziecka. (…) Po niespełna trzech latach w Celticu, biorąc pod uwagę wszystko, co osiągnęliśmy, uznałem, że to właściwy moment na kolejne wyzwanie.

Innego zdania byli fani The Bhoys, którzy drogę obraną przez Rodgersa utożsamiają ze skazaniem się na przeciętność kosztem nieśmiertelności. Ponadto, ze szkockiej posiadłości szkoleniowca skradziono większość medali i trofeów zdobytych przez niego na przestrzeni minionych lat. Doprawdy smutny był to koniec pięknej i udanej przygody.

Brendan otwiera jednak kolejny rozdział swojej kariery, a władze Leicester liczą na to, że pracując na chwałę ich klubu nawiąże do swoich największych sukcesów – nie bez powodu wydano 9 milionów funtów na zatrudnienie nowego sztabu szkoleniowego. W jego umiejętności wierzą również kibice, którzy ciesząc się powiewem świeżości nie zatracają się w snuciu marzeń i planów. Wręcz przeciwnie, mają świadomość, iż bieżący sezon jest trudny, a nowa miotła nie zamiecie pod dywan wszystkich problemów. Z tego też powodu, przed Brendanem Rodgersem stawia się cele długoterminowe, obiecując przy tym cierpliwość. Przypadek Claude’a Puela pokazał jednak, że jej nadużywanie jest niewskazane.

Głównym i absolutnie najważniejszym zadaniem Irlandczyka z Północy jest powrót do europejskich pucharów. Jeśli Lisy byłyby bohaterami jednej z wysokobudżetowych produkcji rodem z Hollywood, niewątpliwie można by zakładać rychłe odzyskanie mistrzostwa kraju i ponowne zawitanie na salony, czyli do Ligi Mistrzów. Premier League jest jednak bytem w pełni rzeczywistym, w którym baśniowe scenariusze realizują się stosunkowo rzadko. Co więcej, zdaje się, iż w latach 2015-2016 drużyna z King Power Stadium wykorzystała limit szczęścia na najbliższe kilka dekad.

Realnym celem jest więc awans do Ligi Europy. W teorii Leicester ma wszystko, czego potrzeba do jego zrealizowania, w praktyce dwa ostatnie sezony zakończyły się niepowodzeniem. Obecnie zespół zajmuje 10. miejsce w tabeli i do lokaty, która może dać szansę gry na Starym Kontynencie traci 3 punkty. Jeśli i tym razem rezultatem starań okaże się fiasko, nikt nie będzie miał pretensji do Rodgersa. Sprawiedliwie rozliczać go będzie bowiem można dopiero na podstawie wyników osiąganych w kolejnych rozgrywkach i to wtedy zetknie się on z prawdziwą presją.

Na razie były szkoleniowiec Celticu ma czas na dogłębne poznanie kadry, ocenienie jej mocnych i słabych punktów, a także ewentualne korekty składu personalnego. Powinien też czynić pierwsze kroki ku odzyskaniu boiskowej tożsamości drużyny, co stanowi istotną część jego misji w klubie z hrabstwa Leicestershire. Za czasów szczytowej formy pod wodzą Claudio Ranieriego Lisy cechowały się żelazną defensywą oraz doprowadzoną niemal do perfekcji umiejętnością karcenia rywali po kontratakach. Kadencja Puela to natomiast okres bezbarwności i nijakości, połączony z bardziej lub mniej udanymi próbami gry opartej na posiadaniu piłki, z którego często niewiele wynikało.

Teraz ma się to zmienić, albowiem drużyny prowadzone przez Rodgersa nastawione są skrajnie ofensywnie i prezentują wysoką intensywność. Wszyscy pamiętamy przecież, jak dobrze radził sobie Liverpool, podczas gdy poczciwy Brendan stał u jego steru, jak miło patrzyło się wówczas na grę The Reds, i jak bliscy upragnionego tytułu mistrzowskiego byli wtedy gracze z Anfield. Trudno porównywać tamten zespół z obecną drużyną Leicester, lecz nie ulega wątpliwości, że drzemią w niej wystarczające pokłady jakości, by marzyć o sukcesie.

Wystarczy powierzchowna analiza składu, by stwierdzić, że nowy szkoleniowiec ma z czego “lepić”. W defensywie doświadczenie łączy się z młodością – Schmeichel, Morgan oraz Evans tasują się z Maguirem, Chilwellem i Pereirą. W środku i na skrzydłach niepodzielnie rządzi młodzież w osobach Ndidiego, Tielemansa, Maddisona, Barnesa oraz Graya. Szpica to natomiast królestwo Vardy’ego, którego giermkiem jest Iheanacho. Grzech nie skorzystać z tak zbalansowanej i utalentowanej kadry, której nie brakuje ani kreatywności, ani pomysłowości, ani determinacji.

Jak dotąd Irlandczyk poprowadził Lisy w trzech spotkaniach, spośród których dwa wygrał i jedno przegrał. Wprawdzie nie miał wiele czasu na przedstawienie podopiecznym swojej wizji gry, ani na wprowadzenie w życie autorskich pomysłów, lecz spostrzegawczy obserwatorzy dostrzegają w poczynaniach zespołu “rękę Rodgersa”. O wpływie nowego opiekuna ochoczo mówią także piłkarze.

– Na boisku zwraca uwagę na szczegóły. Jest trenerem preferującym atrakcyjny i ofensywny futbol, co stara się wpoić drużynie. To bardzo dobrze – mówił Youri Tielemans w rozmowie ze Sky Sports. Wtórował mu kapitan, Wes Morgan: – Przyjście Rodgersa było powiewem świeżości. Ma styl i tożsamość, pomysł na grę. To zajmie trochę czasu, ale w końcu staniemy się siłą, z którą będzie trzeba się liczyć.

Osobiście zgadzam się ze stwierdzeniem Jamajczyka. Jeśli Brendan Rodgers nada zespołowi swój rys, ekipa z King Power Stadium będzie bardzo groźnym rywalem dla każdej drużyny w stawce. Sądzę, że Irlandczyk z Północy jest właściwym człowiekiem na właściwym stanowisku i zdoła tego dokonać. Poradził sobie prowadząc beniaminka ze Swansea, odnalazł się w wielkim klubie z Liverpoolu, zdominował ligę Szkocką i nie widzę przeciwwskazań do tego, by zawiódł Lisy do europejskich pucharów. Jeśli nie w tym, to w następnym sezonie.

Facebook Comments