Mistrzowie Polski

Z pasją opowiadamy o futbolu

Premier League

Wisienka bez tortu

19 dni do pierwszego gwizdka w nowym sezonie Premier League! W prezentowanym codziennym cyklu pora na ekipę z samego południa Anglii – Bournemouth. Klub z najmniejszym stadionem w lidze, bez wielkich gwiazd w kadrze, ale z ogromnymi ambicjami i determinacją do walki o swoje. 

Wisienki mają coś jeszcze bardziej wyjątkowego. Coś, co pozwala drużynie robić postępy i rozwijać się. A raczej kogoś. Eddie Howe jest obecnie menedżerem z najdłuższym stażem w jednym klubie w Premier League, co stanowi niebagatelny atut. Kilkukrotnie udowodnił, że potrafi wyprowadzić zespół z kryzysu i maksymalnie wykorzystać jego potencjał. Wyciska ze swoich podopiecznych wszystko, co mają najlepsze, a jego kariera stanowi przykład i ukoronowanie pracy u podstaw, której niezwykle istotnym czynnikiem jest zaufanie oraz dialog na linii menedżer-zarząd.

Kampania 2018/19 będzie czwartą z rzędu i czwartą w całej 119-letniej historii Bournemouth spędzoną w najwyższej klasie rozgrywkowej. Czy po trzech utrzymaniach pora na coś więcej?

Będzie o to bardzo, bardzo trudno. Grono TOP 6 jest niemal hermetycznie zamknięte, a o siódmą, ostatnią umożliwiającą grę w europejskich pucharach (a dokładnie udział w eliminacjach) lokatę powalczy kilka klubów. Na ogół mają one większy potencjał finansowy i kadrowy, jak chociażby Leicester czy Everton. Na Dean Court nie ma jednak rzeczy niemożliwych, a zarząd, menedżer, piłkarze i kibice marzą o przygodzie na miarę Burnley.

Największym problemem może okazać się jakość poszczególnych zawodników, którzy pewnego poziomu nie są w stanie osiągnąć. Nie mają ogromnego talentu, a sama determinacja może nie wystarczyć. Pisząc krótko, uważam, że w drużynie Wisienek jest zbyt dużo rzemieślników, graczy jedynie solidnych, gwarantujących utrzymanie i spokojny byt w ekstraklasie, a zbyt mało jednostek wybitnych, wyróżniających się, by powalczyć o wyższe cele.

Bardzo imponuje mi jednak kolektyw, który widać po Bournemouth w każdej formacji i w każdym spotkaniu. Być może wpływa na to dobrze zbilansowana kadra, której kręgosłupem są doświadczeni piłkarze, którzy ograli się na kilku poziomach rozgrywkowych, a teraz z dumą reprezentują swój klub w Premier League. Jest jednak również miejsce dla młodszych, przebojowych zawodników, takich jak Ibe, Fraser, Cook, Ake czy nowy nabytek prosto z Sheffield United – Brooks.

W zasadzie to jedyny poważny ruch transferowy tego lata. 21-letni Walijczyk w poprzednik sezonie zanotował 3 gole i 6 asyst w 33 występach w barwach Szabel i wydaje się być ciekawym wzmocnieniem linii środkowej, której być może doda więcej kreatywności.

Jako przedsezonowych sparingpartnerów Bournemouth upatrzyło sobie zespoły hiszpańskie. Po remisie 1:1 z Sevillą udało się pokonać Levante 4:3. Przed ekipą Howe’a jeszcze 4 mecze, nim po raz pierwszy wybiegną na murawę w kampanii 2018/19. Zmierzą się kolejno z Bristol City, Nottingham Forest, Betisem oraz Olympique Marsylia. Mieszanka brytyjsko-europejska zdaje się być niezłym rozwiązaniem, gdyż Wisienki lizną własnego podwórka, ale też zmierzą się z nieco innym stylem gry.

Sądzę, że środek tabeli, być może pierwsza połowa stawki, to realny cel Bournemouth. Spokojnie można przebić 12. lokatę z poprzedniej kampanii, lecz na europejskie puchary zdecydowanie za wcześnie. Przyznaję, że mam słabość do zespołu z południa Anglii przez ich osiągnięcia ponad stan i teoretyczne możliwości. Do tego jeszcze odważny szkoleniowiec, który nie boi się grać ofensywnie prowadząc zespół wciąż będący kopciuszkiem. Niech się więc Wisienkom wiedzie jak najlepiej i jak najdłużej!

Facebook Comments