Wiking który nie został Królem

-„Zlatan? Nie rozumiem jego fenomenu. Bawiłem się sztuczkami gdy miałem 15-16 lat, ale dawno to sobie odpuściłem. Płacą mi żebym strzelał prosto na bramkę, a nie robił tricki cyrkowe”. Prawdopodobnie większość zawodników olałaby taką zaczepkę, ale nie człowiek o takim ego jak Ibra. Tym bardziej że John Carew który jest autorem tego cytatu, był młodzieńczym idolem Szweda. Ibrahimović w swojej biografii przyznał zresztą że w swoim pokoju wieszał plakaty z jego wizerunkiem, a gdy w 2001 roku przechodził za 11 milionów euro do Ajaxu Amsterdam, myślał jedynie o tym że bije transferowy rekord swojego ulubieńca.

Kiedy więc obaj panowie spotkali się podczas meczu towarzyskiego Norwegia-Szwecja, Zlatan nie darował sobie okazji do zemsty, mówiąc „John Carew? To, co on robi z piłką, ja robię z pomarańczami”. I chociaż wszyscy doskonale wiemy kto wygrał rywalizację o tytuł najlepszego Skandynawskiego napastnika, Panowie przez kolejne lata nie szczędzili sobie uszczypliwości. Zapraszam do opowieści o byłym idolu Zlatana, który do dziś nie potrafi pogodzić się z porażką.

John Carew celebryta

Dzisiejszą historię zacznę nietypowo, bo od momentu w którym John Carew zakończył swoją karierę. Był rok 2013, a trzydziestoczterolatek od roku pozostawał bez klubu. Nie udało mu się zaczepić w Valarendze Oslo, gdzie oczekiwał gwiazdorskiej pensji, testy medyczne w Interze Mediolan zakończyły się gdy spod koszulki wylała mu się oponka na brzuchu. Niedługo później ogłosił bankructwo, tłumacząc że przez całą karierę nie przejmował się pieniędzmi, nie zastanawiając się za co będzie żył po jej zakończeniu.

Dopiero po jakimś czasie znalazł dla siebie miejsce w… norweskich horrorach. Zapytacie dlaczego? Ano przez Zlatana. Carew stwierdził wówczas że uważa się za zwycięzcę rywalizacji, bo to on jest pierwszym skandynawskim piłkarzem który został gwiazdą kina. Gdybyście chcieli zmarnować dwie godziny ze swojego życia, zapraszam do produkcji „Hovdinger” w której John gra jedną z głównych ról. Żeby było dziwniej, Carew naprawdę uwierzył w swój talent aktorski, do tego stopnia że jeździł po różnych festiwalach filmowych, łapiąc kontakty ze znanymi osobistościami jak Antonio Banderas czy Leo DiCaprio.

Ba! Koleś w pewnym momencie otwarcie zarywał do Rihanny, robił sesje zdjęciowe Demi Lovato, a kilka miesięcy temu widziano go w loży VIP Aston Villi w towarzystwie… księcia Williama. Tak, potencjalny następca tronu brytyjskiego jest wielkim fanem talentu Norwega, a jeden z popularniejszych skeczy angielskich komików w ostatnim czasie miał miejsce przed narodzinami jego potomka, gdzie żartowano że William chce nazwać syna właśnie „John Carew”. Tak na marginesie nie wiem jak zdesperowanym trzeba być żeby umawiać się na sesje zdjęciowe z gościem który nie jest fotografem, tylko byłym piłkarzem. No ale cóż, widać nie rozumiem „showbiznesu”.

John Carew talent

Skąd w ogóle u byłego piłkarza tego typu popularność? John podobnie jak Zlatan reprezentuje drugą generację imigrantów w Skandynawii. Ibra przyszedł na świat w Malmoe jako syn Chorwatki i Bośniaka, Carew urodził się w Loerenskog pod Oslo, jako syn Norweżki i Gambijczyka. Obaj w dzieciństwie znani byli z niesfornych charakterów, obaj nie bali się kłótni z trenerami i w młodym wieku zostali okrzyknięci objawieniami. Momentem zwrotnym w karierze Norwega był transfer latem 1999 do ekipy Rosenborga. W 17 spotkaniach dla tego zespołu zdobył 19 bramek, a jego nowa drużyna robiła furorę w Lidze Mistrzów demolując na wyjeździe silną wówczas Borussię Dortmund 3:0. Oczywiste stało się wówczas że liga norweska to za niskie progi dla bramkostrzelnego snajpera, który po sezonie odszedł za 8.5 miliona euro do hiszpańskiej Valencii. I chociaż w zespole Nietoperzy „Dżon Kerju” (w Norwegii jego nazwisko wymawia się „Jun Karew”, ciekawostka którą lubił kiedyś powtarzać redaktor Smokowski) nie miał szczególnie udanych statystyk strzeleckich, to jego zespół sięgnął po mistrzostwo wyprzedając potęgi pokroju Realu i Barcelony.

W pamiętnym 2002 roku zainteresowanie zawodnikiem wyraziło Fulham. Gość mający 1.95 wzrostu, posiadający dobrą technikę i potrafiący grać świetnie tyłem do bramki wydawał się idealnym graczem pod Premier League. Niestety, ostatecznie do transferu nie doszło, głównie ze względu na wycofanie się Valencii. Nietoperze odrzuciły również propozycję ze strony West Bromwich Albion, zgadzając się na wypożyczenie do Romy. Tam Carew nic specjalnego nie pokazał, po roku trafił do Besiktasu gdzie należał do najlepszych piłkarzy, aż przed sezonem 2005/06 z jego usług postanowił skorzystać Olympique Lyon. Jego gra we Francji była co najmniej dziwna. Grał niewiele, chociaż w decydujących spotkaniach wypadał fantastycznie (znakomity mecz w Lidze Mistrzów przeciwko Realowi Madryt). W końcu w 2007 roku John dopiął swego i trafił do Anglii, a konkretniej do Aston Villi która w zamian oddała Lyonowi Milana Barosa.

Spędził w tym klubie 4 sezony podczas których zdobył 35 bramek. Niezbyt imponujący wyczyn, chociaż z Norwegiem nie można było się nudzić. Raz grał genialnie, raz beznadziejnie, jeszcze innym razem kompletnie olewał grę i truchtał bez większego zaangażowania. Gdy Zlatan miał za sobą grę w Juve, Interze i szykował się do podboju Barcelony, jego idol z czasów dzieciństwa wciąż pozostawał niewiadomą. „El Vikingo”, jak nazywano Johna po wygaśnięciu kontraktu z Aston Villą trafił jeszcze do Stoke City a następnie West Hamu, ale traktować to można jedynie w formie ciekawostki, bo nic szczególnego nie wniósł do gry tych drużyn.

John Carew piłkarz

Z wielkim zdziwieniem obserwuje niemalejące grono kibiców Johna Carew. Facet w całej swojej karierze zaliczył 197 trafień, ale nigdzie nie zagrzał na dłużej miejsca, nie potrafiąc ustabilizować wysokiej formy. Czy miał talent? Oczywiście że miał. Nawet grając w Anglii momentami pokazywał że drzemią w nim spore umiejętności. Problem w tym że jednego dnia zdobywał hat-trick z Newcastle i świętował nagrodę dla zawodnika kolejki, a później na kolejne 7 spotkań jego licznik zatrzymywał się. Z reprezentacją Norwegii potrafił ograć Argentyńczyków (2007 rok, 2:1 po dwóch golach „Wikinga”, na boisku grali wówczas m.in. Messi, Saviola i Milito) i Włochów (2000, 1:0 po bramce Carewa, w Italii występąpli Buffon, Totti, Del Piero, Inzaghi, Maldini i Cannavaro), ale to wszystko były jedynie przebłyski. Gdy przychodziło do jakiejś poważnej imprezy, Norwegii z jednym wyjątkiem nie było na turnieju. Ten wyjątek to mistrzostwa Europy 2000, ale i tam ciężko ocenić dyspozycję Johna, którego trener Nils Johan Semb próbował wystawić na skrzydle.

Przykład Zlatana i Johna pokazuje że sam talent to nie wszystko. Obaj mieli podobny charakter, obaj w pewnym momencie zapowiadali się na znakomitych piłkarzy. Niestety, Carew największe co osiągnął to trzykrotny tytuł najlepszego piłkarza w Norwegii. Ibra nagród dla zawodnika roku w Szwecji ma jedenaście. Dziś mając 37 lat jest jednym z najlepszych strzelców amerykańskiej MLS, ale jeszcze 2 lata temu kończył sezon Premier League z 17 trafieniami, a wcześniej potrafił zdobyć 38 bramek w jednym sezonie Ligue 1. Tego typu liczby dla Johna Carew przez całą karierę były nieosiągalne. Może gdyby skupił się na ciężkiej pracy zamiast myśleć o karierze celebryty, albo gdyby mądrzej wybierał kolejne kluby? Dziś cieszy się z pozycji gwiazdy norweskiego kina, podobnie jak niemalże dwie dekady temu cieszył się z tytułu „Króla Północy”. Niedługo później pojawił się Zlatan który wyjaśnił że to on jest niepodzielnym władcą skandynawskiego futbolu.

John Carew aktor

Dla pana Johna mam również inną złą wiadomość. Ibra w kwietniu podpisał kontrakt z jedną z największych amerykańskich agencji filmowych i po zakończeniu kariery piłkarskiej ma dostać swój własny film. Pewnie odniesie sukces, w końcu Ibra to Ibra. Zresztą, Szwed nie zapomniał słów o cyrkowych sztuczkach, przy wielu okazjach wciąż dogryzając swojemu dawnemu ulubieńcowi. Dziś różnica pomiędzy Panami polega na tym że gwiazdy zgadzają się robić zdjęcia z Carewem, a Zlatan zgadza się robić zdjęcia z gwiazdami.

Wchodząc na jego media społecznościowe ciężko połapać się że koleś grał kiedyś w piłkę. Zresztą sam siebie opisuje jako aktor/producent filmowy. Mógł być drugim Zlatanem, został drugim Majdanem. Nic tylko czekać aż zajmie się hodowlą jedwabników.