Wielki test dla obydwu stron

Wszyscy jesteśmy świadomi, że temat „Adama Nawałki w Lechu Poznań” został już opisany milion razy, ale razem z Marcinem pochodzimy z Poznania i wielkim grzechem byłoby nie napisać o tym, tym bardziej, że wszystko, co do tej pory mogliście śledzić zostało stworzone przez dziennikarzy, a nie prostych kibiców, którzy czasem bawią się w redaktorów. Dlatego, jeśli tylko macie ochotę to zapraszamy, bo warto zobaczyć jakie spojrzenie mają na to fani Lecha Poznań.

W Wielkopolsce od długiego czasu nastroję są minorowe. Zarząd Lecha zafundował kibicom taki rollercoaster, że dzisiaj większość z nas marzy o tym, by część klanu Rutkowskich wraz z Karolem Klimczakiem odjechał lokomotywą za naszą zachodnią granicę, gdzie na co dzień przebywa właściciel Kolejorza. Zwolnienie Bjelicy, którego kibice bardzo szanowali, ponadto rzucenie na pożarcie Djuki, którego fani kochali, kochają i zawsze będą kochać.

Zatrudnienie byłego selekcjonera było jedynym rozwiązaniem, by nie nasilać konfliktu na linii zarząd-kibice. Kiedy pojawiły się pierwsze doniesienia Jacek Rutkowski wiedział, że będzie trzeba za wszelką cenę i wszystkie pieniądze świata sprowadzić Nawałkę na Bułgarska, ponieważ większość fanów wpadła w prawdziwą euforię. Oczywiście dochodził do tego inny, ważny czynnik, czyli wcześniejsze odrzucenie Legii Warszawa i Zagłębia Lubin, co jeszcze bardziej łechtało wybujałe ego poznańskich fanów. Dla mnie podpisanie byłego trenera Górnika Zabrze jest wielkim hitem, który na poznańskim gruncie mógłby tylko przebić powrót do Lecha Roberta Lewandowskiego (oczywiście na zakończenie kariery) – wszyscy jednak wiemy, że nigdy się to nie wydarzy, ponieważ obydwie strony sądzą się o pieniądze, które nie zostały wypłacone Lewemu i Kucharskiemu po transferze do Borussii Dortmund.

Zacznijmy od pozytywów. Po pierwsze w Poznaniu zawitał trener, któremu nie postawią się piłkarze jak miało to miejsce za czasów Macieja Skorży. Maciej Makuszewski w wywiadzie podkreślił, że jego koledzy boją się metod treningowych byłego selekcjonera i bardzo dobrze to wróży, ponieważ jeśli Nawałka zdobędzie zaufanie piłkarzy to Ci wskoczą za nim w ogień. Szacunek i zaufanie to najlepsza możliwa mieszanka. Bjelica był twardy, ale za nim stała szczególnie „grupa Bałkańska” z Mario Situmem i Emilem Dilaverem na czele. Adam ma za zadanie scalić zespół, który w ostatnim czasie przypomina wieżę Babel. Ukrainiec, Norweg, Grek, Argentyńczyk, Szwajcar, Rumun, Portugalczycy, Duńczyk, Hiszpan, Czarnogórzec tworzą mieszankę wybuchową, która na co dzień muszą oglądać kibice z Poznania.

Nawałka to trener, który potrafi kreować zawodników: Kapustka, Milik oraz Pazdan to najważniejsze odkrycia byłego selekcjonera. Dzisiaj w Poznaniu prócz Gumnego i Jóźwiaka nie ma zawodnika w pierwszej drużynie na, którym można zawiesić oko. Co rusz słychać o tym, że młodzieżowe kadry Polski powołują zawodników poznańskiego Lecha, dzisiaj, kiedy w Wielkopolsce nie ma już Kamińskiego, Bednarka, Kownackiego, czy Linettego, a są takie asy jak Amaral, Goutas, Dioni czy Radut, trzeba głęboko zajrzeć w struktury młodzieżowe i zbudować następców, którzy w najbliższych latach będą stanowić o sile zespołu.

Nawałka zabrał ze sobą sztab szkoleniowy, który w żaden sposób nie jest związany z poznańskimi strukturami klubu. Przychodzi świeża krew, która spojrzy na wszystko z boku. Podczas negocjacji zapewnili sobie taką pozycję, że nikt nie będzie grozić im palcem jak poprzednim sztabom. Nie będzie głupawych konferencji Piotra Rutkowskiego, czy spotkań z kibicami pod płotem. Nowy rozdział, nowi ludzie, nowe spojrzenie na problemy, które obecne są na stadionie przy Bułgarskiej.

Nawałka prócz nowych twarzy potrafi wykreować lidera z prawdziwego zdarzenia. Był nim Lewandowski, był nim również Łukasz Piszczek, czy Kamil Glik. W Poznaniu brakuję człowieka, który pociągnąłby za sobą cały zespół. Kapitanami w tym sezonie byli już Trałka, Tiba, Rogne, Burić, czy Gytkjær – nowa moda na przekazywanie opaski? Nikt tutaj tego nie chce. W Poznaniu każdy pragnie powrotu do czasów, gdy zespołem rządzili tacy zawodnicy jak Bosacki, Reiss, Murawski, czy Djurdjevic.

Wybranie jednej taktyki to podstawowe zadanie nowego trenera. Wszyscy mają dość oglądania gry trójką z tyłu, tym bardziej że w Poznaniu jest jeden, porządny środkowy obrońca i jest nim Thomas Rogne. Oglądanie Macieja Makuszewskiego na wahadle było tak logiczne, jak robienie pisanek na Boże Narodzenie. Maki i Jóźwiak to świetni skrzydłowi jak na polskie warunki i żal zabijać ich potencjał, ponadto przecież z Gumnym i Kostevychem mogą jeszcze mocnej rozwinąć skrzydła.
Zmiana polityki transferowej, z której tak chełpili się zarządzający Lechem Poznań. Kiedyś potrafili wynaleźć takie perełki jak Lewandowski, Stilić, Burić, Rudnev, czy Tonev-dzisiaj na ich koncie można odhaczyć takie nazwiska jak Dioni, Sisi, Djoum, Keita, czy Chobłenko. Sławny komitet transferowy zyskał nowego członka, który będzie mógł zawetować głupawe pomysły Piotra Rutkowskiego.

Kadra za czasów gry Nawałki grała świetnie w obronie. Pazdan i Glik byli skałą, do tego Piszczek, który jest do dzisiaj klasą samą w sobie. Prawdziwy monolit stworzony z dwóch zawodników grających na zachodzie, piłkarza Legii i przypadkowego lewego obrońcy, którego nie udało się wykreować również innym selekcjonerom. Dlaczego w Poznaniu nie miałoby się udać, stworzyć kilku schematów w obronie, które tak sprawdziły się w kadrze? Na Gumnym, Rogne i Kostevychu można budować defensywę. Kolejnego zawsze można dobrać, bo okno transferowe otwiera się już całkiem niedługo.

Widzę jeden minus w tej całej układance. Nie jest nią presja, którą narzucili kibice, bo prowadząc kadrę, Nawałka pokazał, iż kapitalnie potrafi sobie z nią radzić. Jest nim przywiązanie do nazwisk-czy faktycznie będzie on próbował sprowadzić Sławomira Peszko? Wątpię, to raczej głupawa, medialna kaczka, ale sprowadzenie Krzysztofa Mączyńskiego, żołnierza Nawałki jest już dość logiczne. Czy w Poznaniu zaakceptują byłego zawodnika Legii i Wisły Kraków? Wątpię.

Zatrudnienie Nawałki jest szansą dla Lecha, ale nie zapominajmy, że to również sprawdzian dla Nawałki. Pytanie, czy będzie on Adamem z 2016 roku? Czy tym z 2018 roku? Po odejściu z reprezentacji wszyscy byli przekonani, że trafi on do jakiegoś dobrego klubu. Oczywiście nie chodziło tutaj o Barcelonę, czy Manchester United, ale logiczne było, że nadaje się do niemieckiego, czy francuskiego średniaka. Rynek jednak zweryfikował plany trenera i okazało się, że ma do wyboru poznański, dość stabilny grunt za dobre pieniądze, albo chiński, niepewny za gigantyczne pieniądze. Wybrał on ligę, którą zna i jeśli ją zdominuję, będzie mieć większe szanse na wypłynięcie na zachodnie wody. Reprezentacja to reprezentacja rządzi się swoimi prawami. Adam spadł z wysokiego konia, ale w Poznaniu wszyscy w niego wierzą. 150 tysięcy nie jest wielką kwotą w obliczu zarobków Bjelicy (130 tysięcy), czy Besnika Hasiego (mówi się o kwocie między 160-200 tysięcy złotych). Jeśli on nie uporządkuje poznańskiego bałaganu to nikt tego nie zrobi.

Facebook Comments