Wielki piłkarz, mały człowiek

Dzisiaj będziecie mogli przeczytać o zawodniku, który u szczytu swojej kariery czarował w niesamowity sposób, trafił on jednak na złote pokolenie piłkarzy w swoim kraju, którzy sprawili, że jego osiągnięcia nigdy nie były doceniane w taki sposób, w jaki powinny. Jego trudny charakter również był przeszkodą, która zamknęła mu drzwi do najlepszych klubów na świecie. Przed państwem Pierre van Hooijdonk, zawodnik, którego rzuty wolne zapamiętam do końca życia.

Urodził się on w Steenbergen, 29 listopada 1969 roku. Jest to niewielkie miasto w Barbarcji Północnej, które ma około 20 tysięcy mieszkańców. Słynie ono z wielu zabytkowych kościołów oraz portu rzecznego. Mieszkał tam z matką, ponieważ jego biologiczny ojciec, który był Marokańczykiem, opuścił ich jeszcze przed narodzinami przyszłego piłkarza. Od najmłodszych lat wiedział, że chce zostać zawodowcem, dlatego od małego występował w młodzieżowych zespołach SC Welberga. Jego serce biło jednak dla NAC Breda i dlatego w wieku 11 lat udał się na otwarte testy, gdzie zaimponował trenerom swoimi warunkami fizycznymi oraz techniką użytkową. Niestety po 3 latach obecności w akademii zrezygnowano z jego usług. Warto zaznaczyć, iż grał on wtedy na prawej pomocy, co przy jego wzroście stawiało go na przegranej pozycji z niższymi, bardziej zwrotnymi i szybszymi zawodnikami.

Pierre nie załamał się, uparcie dążył do celu. Grał w piłkę w drużynach amatorskich, by po pewnym czasie rozpocząć treningi w RBC Roosendaal (w 2001 roku grał tam Tomasz Iwan). Postanowił zmienić pozycję na taką, która sprawi, że jego warunki fizyczne staną się atutem. Wybór padł na środek ataku. Ze względu na kłopoty finansowe klubu, musieli oni rozstać się ze swoimi kluczowymi zawodnikami i dać szanse młodzieży. Pierre van Hooijdonk zadebiutował w zespole w sezonie 1988/1989, gdzie w drugiej połowie kampanii zaliczył 6 bramek. Jego wkład w grę zespołu spodobała się na tyle, że rok później stał się kluczowym zawodnikiem RBC. Podpisał pierwszy zawodowy kontrakt i odwdzięczył się za zaufanie zdobywając 27 bramek w 37 spotkaniach.

Ten kapitalny wynik sprawił, że wiele klubów z drugiego i pierwszego poziomu rozgrywkowego zainteresowało się rosłym napastnikiem. Pierre pozostał stały w uczuciach i zdecydował się wybrać ofertę NAC, która jeszcze niedawno podziękowała mu za grę w akademii. Breda występowała wtedy w Eerste Divisie. Od pierwszego dnia prezentował się znakomicie i pokazał, że brak szansy okazał się wielkim błędem. W ciągu dwóch lat gry w drugiej lidze strzelał gola za golem i w sezonie 1992/1993 walnie przyczynił się do tego, że jego ukochana Breda wywalczyła awans do Eredivisie. W wieku 23 lat został największą gwiazdą zespołu, na której barkach spoczęła odpowiedzialność za utrzymanie NAC w najwyższej klasie rozgrywkowej.

I plan ten wykonał w 100%, mało tego zespół z Bredy skończył rozgrywki na 7. miejscu, a sam napastnik stał się największym odkryciem całej holenderskiej ligi. W pierwszych czterech spotkaniach zdobył łącznie 5 bramek, by w kolejnych ośmiu kolejkach trafić do siatki tylko raz. Większość komentatorów uważała, że jego dobra forma z początku sezonu była szczęściem nowicjusza. Nic bardziej mylnego, ponieważ Pierre włączył piąty bieg. Ustanowił rekord Eredivisie strzelając bramki w kolejnych jedenastu spotkaniach! Ten wynik, po dzień dzisiejszy nie został pobity. Kosmos. Koronę króla strzelców przegrał o jedno trafienie z genialnym Jarim Litmanenem. Jak przegrywać to tylko z najlepszymi.

Kolejny sezon stał się przełomowy dla samego zawodnika. W pierwszej fazie sezonu ustrzelił 10 bramek, co spowodowało, że mocno parol zagiął na niego Celtic. Samo zainteresowanie tak wielkiego klubu jest wielkim wyróżnieniem, nie mówiąc już o możliwości reprezentowania barw tak legendarnego zespołu. van Hooijdonk nie mógł oprzeć się takiej pokusie i w styczniu 1995 roku za blisko 2 miliony euro zamienił swoją ukochaną Brede na pochmurne Glasgow, stając się częścią rodziny The Bhoys.

Już w pierwszym spotkaniu zdobył niesamowitego gola, co sprawiło, że z miejsca stał się bohaterem kibiców, którzy nie zobaczyli żadnego trofeum na Celtic Park od 6 lat. Zmieniło się to wraz z przybyciem Holendra, ponieważ w swojej pierwszej kampanii przyczynił się do zdobycia Pucharu Szkocji, zdobywając jedyną bramkę w finałowym spotkaniu z Airdrieonians.
W sezonie 1995/1996 „Huggy” (przydomek nadany przez kibiców) do reszty rozkochał w sobie fanów The Bhoys. Zdobył 32 bramki, w tym 26 w szkockiej lidze. Mimo iż to The Gers cieszyli się z Mistrzostwa Kraju, to Holender był największym wygranym sezonu. Tytuł króla strzelców zdobył z siedmiobramkową przewagą nad Gordonem Durie, czy dwunastobramkową nad Paulem Gascoigne.

Niestety van Hooijdonk w pewnym momencie poczuł się ważniejszy od klubu, który przecież dla wielu zawodników był marzeniem ze względu na renomę oraz historię. Pod koniec 1996 roku popadł konflikt z Fergusem McCann, który nie chciał zgodzić się na podwyżkę zarobków proponowaną przez Holendra. Niefortunny wywiad spowodował, że były zawodnik Bredy stał się czarną owcą w klubie, który szczyci się przede wszystkim przestrzeganiem katolickich wartości. Stwierdził on, że proponowane 7000 funtów podwyżki mogłoby zadowolić bezdomnego, a nie napastnika klasy światowej. Szkoda nawet komentować, ale McCann nie pozostał mu dłużny i opowiedział całej Szkocji o tym, że Pierre nie wypełnia założeń kontraktowych, które nakazywały zawodnikom The Bhoys uczestniczyć w akcjach charytatywnych, powiedział również o tym, że, mimo iż Holender piłkarsko nie musi już się niczego uczyć, to pozostaje mu przyswojenie pewnej cechy, mianowicie pokory.

Jedynym rozsądnym rozwiązaniem było podziękowanie zawodnikowi za współprace. Całą sytuację wykorzystało Nottingham Forest, które postanowiło zapłacić 6 milionów euro za kartę piłkarza. Holender musiał przyzwyczaić się do nowej rzeczywistości, którą była walka o utrzymanie. Jednak ani on, ani Stuart Pearce, ani Dean Saunders nie potrafili pomóc Tricky Trees. Klub zajął ostatnie miejsce w lidze, notując tylko 6 wygranych, strzelając przy tym 31 bramek. Pierre w 8 występach zdobył jednego gola co było wielkim rozczarowaniem dla wszystkich kibiców. Jego ego niesamowicie ucierpiało, dlatego za punkt honoru wziął pomoc w powrocie Nottingham do najwyższej klasy rozgrywkowej.

Napisać, że grał genialnie w First Division to zbyt mało. On po prostu wciągnął całą ligę jedną dziurką i wypuścił drugą. Strzelał gola za golem, co w ogólnym rozrachunku sprawiło, że Tricky Trees wygrali rozgrywki, zapewniając sobie bezpośredni awans. 29 bramek dało mu drugą w życiu koronę króla strzelców i nadzieję na lepszą przyszłość w jednej z najlepszych lig na świecie.

Nic bardziej mylnego, ponieważ po powrocie z Mistrzostw Świata, gdzie prym wiedli raczej jego rywale do gry w ataku (Jimmy Floyd Hasselbaink, Patrick Kluivert, czy Dennis Bergkamp) spotkała go niemiła niespodzianka. Kevin Campbell, jego partner z ofensywy został sprzedany do tureckiego Trabzonsporu, kapitan zespołu Colin Cooper dostał pozwolenie na odejście do ligowego rywala Middlesbrough, a Scot Gemmill za to, że nie podpisał nowego kontraktu, został zesłany do rezerw. Zamiast wzmocnień zapanował wielki chaos. Holender zażądał wystawienia go na listę transferową, na co nie zgodził się klub. Pierre odmówił gry i wyjechał do rodzimego kraju, gdzie utrzymywał formę, trenując ze swoją ukochaną Bredą. Właściciele nie ugięli się pod naciskiem piłkarza i konsekwentnie odrzucali za niego oferty (między innymi Feyenoordu). Kiedy pod koniec września van Hooijdonk wiedział już, że nie jest w stanie nic ugrać swoim zachowaniem, powrócił do klubu, co spotkało się z wielkim sprzeciwem zawodników oraz kibiców. Mimo strzelenia kilku bramek jego koledzy z drużyny świętowali je bez udziału napastnika. Niesamowity widok, dwa obozy, Huggy w jednym i reszta w drugim. Rzecz jasna spory te szkodziły samemu klubowi co zakończyło się ponownym spadkiem w fatalnym stylu.

Za zaistniałą sytuację wszyscy obwiniali Holendra. Nie było już dla niego miejsca w zespole. Dlatego bez cienia wątpliwości oddano go do Vitesse, mimo lepszych ofert z innych zespołów. Napastnik chciał powrócić do kraju, by udowodnić swoją wartość i otrzymać ponowne powołanie do kadry Oranje.
To niesamowite, ale on znów w słabszym zespole potrafił strzelić ponad 20 bramek, co spowodowało, że klub, który był raczej skazywany na walkę w środku tabeli, awansował do Pucharu UEFA. van Hooijdonk umieszczał piłkę w siatce wszystkich największych Holenderskich zespołów: PSV, Ajaxu i Feyenoordu, bawił się w spotkaniach z MVV Maastricht, NEC Nijmegen, gdzie zdobył po trzy gole i dorzucił jeszcze asystę.

Oczywiście jego forma nie przeszła bez echa. Po roku do gry wkroczyła Benfika, która skłoniła włodarzy Vitesse do sprzedania najlepszego zawodnika za blisko 7 milionów euro. Pech chciał, że zawirowania w zespole po zmianie trenera z Juppa Heynckesa na José Mourinho zbiegły się również z działaniami apodyktycznego prezesa, który wyrzucił go mimo dobrej gry do rezerw, twierdząc, że nie wierzy w jego umiejętności. Taki los spotkał również kilku jego kolegów z drużyny, wszystko to sprawiło, że Lizbona nie była już miejscem obiecanym.

Feyenoord w końcu wykorzystał chęć oddania van Hooijdonka. Sprowadzili go za 2,5 miliona euro, co w dalszej perspektywie można uznać, za jedną z najlepszych inwestycji w historii klubu. Dwa lata gry Holendra w Rotterdamie obfitowało w kapitalną ilość bramek, dwie korony króla strzelców i wygranie Pucharu UEFA, co było według samego zawodnika: „najważniejszym wydarzeniem w całej piłkarskiej karierze”. 63 bramki w ciągu dwóch kampanii mówią same za siebie. W tym sezonie miała miejsce również najbardziej legendarna bramka, jaką zdobył były zawodnik Bredy. 3 runda Pucharu UEFA, przeciwnikiem Freiburg, rzut wolny z boku boiska, z odległości około 31 metrów. Wszyscy spodziewali się dośrodkowania jednak Pierre miał inny pomysł na wykonanie stałego fragmentu gry. Mocne, rotacyjne uderzenie, zdjęło pajęczynę zza pleców Richarda Golza. N-I-E-S-A-M-O-W-I-T-A B-R-A-M-K-A, którą zna każdy prawdziwy fan piłki nożnej. Mimo wielkiej konkurencji w nagrodę za Puchar UEFA i niezliczoną ilość bramek otrzymał tytuł zawodnika roku w Holandii.

W 2003 roku zawodnik wiedział, że duże pieniądze, które oferowało mu Fenerbahce będą prawdopodobnie ostatnimi dużym kontraktem, na który w piłkarskim życiu może liczyć. W wieku 34 lat wiesz, że zapewnienie bytu na odpowiednim poziomie jest ważne, dlatego zdecydował się poprosić włodarzy Feyenoordu o zgodę na transfer. Ci nie sprawiali trudności zawodnikowi i pozwolili by dołączył do naprawdę mocnej ekipy, ponieważ w roku 2003 w Sarı Kanaryalar grali tacy piłkarze jak: Mehmet Aurélio, Robert Enke, Tuncay Sanli, Serhii Rebrov, czy Ali Günes.

Mimo wieku Holender nie zawiódł. W pierwszym sezonie strzelił 21 goli, będąc najlepszym strzelcem zespołu. Walnie przyczynił się do zdobycia mistrzostwa Turcji, a co ciekawe, był to jego pierwszy krajowy tytuł, zdobyty dopiero w wieku 35 lat. Kolejny sezon to ponownie złoty medal, jednak już z mniejszym udziałem Holendra, który przez kilka tygodni leczył uraz, by stracić minuty na rzecz Nicolasa Anelki (w sezonie 2004/2005 do klubu dołączył Brazylijczyk Alex-pamiętacie go? Pisaliśmy o nim! Legenda Sarı Kanaryalar). Brak występów skłonił napastnika do powrotu do Holandii. Najpierw do ukochanej Bredy, później do Feyenoordu, gdzie w 2007 roku definitywnie zakończył karierę.
Mimo rozegrania 46 spotkań w kadrze Oranje nigdy nie był tam przodującą postacią. Bergkamp, Hasselbaink, Kluivert, Makaay skrzętnie uniemożliwili mu granie pierwszych skrzypiec. Sorry Pierre, nie ten czas i nie to miejsce.

Po zakończeniu kariery został komentatorem. Zasłynął z krytyki Robina van Persiego, którego przecież znał z czasów gry dla Feyenoordu, którego nazwał dziurawym piłkarzem, który w wieku 18 lat myślał, że jest najlepszy na świecie. Miało to miejsce podczas Mistrzostw Świata w 2014 roku, gdzie przecież Robin grał kapitalnie.

Z czego zapamiętamy van Hooijdonka? Niesamowite rzuty wolne, instynkt strzelecki, ale także kontrowersyjne wypowiedzi z czasów gry w Szkocji, czy strajk prowadzony, gdy był zawodnikiem Tricky Trees. To kapitalny przykład zawodnika, który nie zrobił większej kariery przez swój trudny charakter. Z jego umiejętnościami powinien dzisiaj oglądać stare kontrakty z Barceloną, czy Manchesterem United, za to pewnie żałuje, że kilkukrotnie z własnej winy musiał udowadniać swoją przydatność w zespole. Barwny ptak.

Facebook Comments