10 Cze
2018

Walka o powrót na szczyt

„Piłka nożna to taka gra, w której 22 mężczyzn biega za piłką, a na końcu i tak wygrywają Niemcy”. Nieco wyświechtane już powiedzenie, którego autorem jest Gary Lineker, okazało się jednak prawdą 4 lata temu w Brazylii. Die Mannschaft zdobyli swoje czwarte mundialowe złoto w historii, ale podczas EURO 2016 ulegli Francji w półfinale. Podczas zbliżających się mistrzostw świata znów są w gronie głównych faworytów, lecz kilka zespołów ma zamiar pokrzyżować ich plany.

Na pierwszy front wysuwają się Brazylijczycy, Francuzi, Hiszpanie oraz Argentyńczycy. Drużyny pełne gwiazd, które sukcesywnie zdobywają doświadczenie na najwyższym poziomie zarówno rozgrywek klubowych, jak i reprezentacyjnych. O ile piłkarze rodem z Półwyspu Iberyjskiego jeszcze nie tak dawno święcili triumfy w największych imprezach, o tyle pozostali kandydaci na złoto czekają ładnych paręnaście lub parędziesiąt lat. To właśnie oni mają największe apetyty na finalny sukces, z którymi absolutnie się nie kryją, lecz muszą wyciągnąć odpowiednie wnioski ze swoich występów na ostatnich turniejach. A jest nad czym pracować… Czy wreszcie postawią solidną kropkę nad i?

Neymar bogiem i nałogiem

16 lat. Tyle kraj kawy czeka na kolejny tytuł mistrzów świata, a na jakiekolwiek trofeum od 2013 roku, kiedy udało się wygrać Puchar Konfederacji. Na swoim kontynencie po raz ostatni triumfowali w 2007 roku, a od tego czasu nie weszli nawet do finału Copa America. Nie są to najbardziej pozytywne fakty z bogatej historii brazylijskiej piłki, lecz naród bezustannie wierzy i trudno się dziwić. W zespole wszystko zdaje się funkcjonować jak należy. Jest wyraźny lider oraz cała grupa wybitnych graczy, którzy dobrze rozumieją się na boisku. Kluczem do wszystkiego jest jednak Neymar.

Typowany na króla futbolu po erze Messiego i Ronaldo na razie pozostaje w ich cieniu. Nie pomógł rekordowy transfer, dzięki któremu zamienił Barcelonę na Paryż, ani udany sezon ligowy. W reprezentacji jest jednak niekwestionowanym przywódcą i postacią numer jeden, bez której reszta nie radzi sobie najlepiej. Z jednej strony jest to zbawienie, a z drugiej koszmar Brazylijczyków. Kiedy Neymar przebywa na murawie, wszystko chodzi jak w zegarku, a on może zdobyć gola w każdym momencie i w dowolnej sytuacji. To właśnie pozytyw posiadania dominującej postaci, która dodaje otuchy innym. Gorzej, gdy lidera brak.

Dobitnie pokazują to ostatnie występy Brazylii na najbardziej prestiżowych turniejach. Mundial na własnej ziemi zakończył się sromotną porażką z Niemcami w półfinale. Był to nóż wbity w samo serce narodu, który nie zdążył się otrząsnąć po kontuzji swojego idola. Ćwierćfinał przeciwko Kolumbii zakończył się tragicznie dla Neymara, który doznał urazu, a do sprawności wrócił dopiero kilka miesięcy później. Nie sądzę, że wraz z nim gospodarze postawiliby się podopiecznym Loewa, lecz rozmiary porażki mogłyby być znacznie mniejsze.

Następnie odbyły się dwa turnieje Copa America, w których Brazylijczycy, łagodnie mówiąc, nie zachwycili. Odpadnięcie w ćwierćfinale z Paragwajem – Neymara brak. Koniec przygody już po fazie grupowej – Neymara brak. Mimo, że w kadrze roi się od gwiazd, to gdy zbraknie tej najjaśniejszej wszystko idzie jak po grudzie.

Mundial w Rosji znowu rozbudza nadzieje fanów. W teorii pięciokrotni mistrzowie globu nie mają wad, a każda formacja obsadzona jest topowymi zawodnikami. Jak będzie jednak w praktyce? Szanse na dobry występ są ogromne, lecz wszystko poza złotym medalem będzie klęską. Kluczem do sukcesu powinna być forma lidera oraz udźwignięcie presji, z czym zmierzą się wszyscy kadrowicze.

Król i jego dworzanie

Podobnie, choć jeszcze bardziej jaskrawo, wygląda to w przypadku Argentyny. Jest istnym paradoksem fakt, że mimo tylu utalentowanych graczy, którzy występują w najlepszych klubach na świecie, i tak wszystko opiera się na jednym człowieku. Momentami nawet nadczłowieku. Mowa oczywiście o Leo Messim, który dźwiga na swoich barkach odpowiedzialność za wynik całej drużyny, a każde niepowodzenie, to fala krytyki i wylane wiadro pomyj na jego osobę. Trudno się dziwić, iż po kolejnym przegranym finale Copa America gracz FC Barcelony zdecydował się zakończyć reprezentacyjną karierę i tylko cudem udało się przekonać go do powrotu.

Chile dwa razy z rzędu pokonało Albicelestes. W 2014 roku Niemcy okazali się lepsi w ostatnim meczu brazylijskiego mundialu. 3 lata i 3 przegrane finały, to miażdżący bilans, z którym mierzą się reprezentanci Argentyny. Mistrzostwa świata w Rosji będą prawdopodobnie ostatnim turniejem tej rangi, w którym Messi jest u szczytu formy. Czy to wystarczy?

Umiejętności w całej kadrze stanowczo nie brakuje. Nazwiska, które znaczą niemało w futbolu można wymieniać niemal bez końca. Ogromne wrażenie, przynajmniej na papierze, robi siła ofensywna. Messi, Dybala, Aguero i Higuain zdobyli w minionym sezonie łącznie 124 bramki. Do tego kreatywny Di Maria, a z tyłu solidny Otamendi. Jedyny poważny mankament to pozycja między słupkami. Dwóch najbardziej rozpoznawalnych golkiperów rodem z Argentyny, to tylko rezerwowi czołowych klubów angielskich. Dodatkowo Romero doznał kontuzji, która przekreśliła jego szanse na mundial, więc na polu bitwy został jedynie Caballero. Drugim poważnym kandydatem jest Nahuel Guzman grający na co dzień w Meksyku.

Jeśli Messi nie weźmie sprawy w swoje nogi, podopieczni Sampaoliego zbyt wiele nie osiągną. Strach pomyśleć, co stałoby się gdyby kapitana w ogóle zabrakło. W ostatnich 13 spotkaniach bez jego udziału Argentyna wygrała jedynie 4 razy, zremisowała czterokrotnie i odniosła 5 porażek. Jest to podobny kazus, co w przypadku Brazylii czy choćby Polski.

Nie ma jednak co gdybać, a jeśli czołowi piłkarze skupią się na wyznaczonym celu i będą się wzajemnie motywować, Albicelestes mogą wreszcie sięgnąć po upragnione trofeum. Leo raczej nie osiągnie poziomu uwielbienia podobnego do Maradony, lecz znacznie zbliży się do jego wielkości.

W młodości siła

W ostatniej omawianej drużynie wyraźnego i jedynego lidera brak. Można co prawda podciągnąć pod to miano Griezmanna, lecz Francuzi nie są od niego uzależnieni. W kadrze króluje przede wszystkim młodość i przebojowość, która najbardziej objawia się w ataku. Co prawda w jego centrum grają wspomniany wyżej zawodnik Atletico oraz Giroud, lecz na skrzydłach hasają Dembele i Mbappe. W sumie mają 40 lat i są warci grubo ponad 300 milionów euro. Nie cena robi jednak różnicę, a umiejętności czysto piłkarskie, których nie sposób obu panom odmówić.

W pomocy jest nieco więcej doświadczenia. Z naciskiem na nieco. Trzon stanowią Pogba (25), Kante (27) oraz Matuidi (31), a w odwodzie pozostaje jeszcze Tolisso (24). Staruchy to nie są, a swoje już przeszli, co jest dużym plusem dla całego zespołu. Z tyłu rządzą natomiast Sidibe, Varane, Umtiti i Mendy. Wszyscy poniżej trzydziestego roku życia.

Ławka rezerwowych także musi robić wrażenie na przeciwnikach. Najpewniej zasiądą na niej Fekir, Thauvin, Kimpembe czy Pavard, więc gracze w żadnym wypadku anonimowi. Dla większości kadry mundial, to dopiero początek wielkiej kariery lub jej bardzo wczesny etap, co może to zadziałać w dwie strony.

Z jednej, determinacja, by udowodnić swoją klasę będzie ogromna, a kilku piłkarzy będzie chciało pokazać się na międzynarodowej scenie i zapisać się w pamięci ludzi zarządzających wielkimi klubami. Z drugiej, nikłe doświadczenie może kosztować Francję błędy w grze lub problemy z udźwignięciem presji.

Podopieczni Deschampsa chcą odbić sobie porażkę w finale EURO 2016, gdy Portugalia okazała się lepsza. Mają ku temu niebywałą okazję i możliwości, które wręcz trzeba wykorzystać. Być może nieco brakuje im charyzmy, którą reprezentacja posiadała za czasów Zidane’a, Vieiry czy Henry’ego, lecz talentu z pewnością nie. Czas zapisać się w historii futbolu.

Osobiście największe szanse na sukces daję Brazylijczykom oraz Francuzom. Spoza zestawienia dopisałbym dodatkowo Hiszpanów, którzy dysponują nie mniej okazałą kadrą. Jeśli chodzi o Argentynę, typowałbym ich raczej do miana największego zawodu turnieju, lecz z Messim w zespole wszystko jest możliwe. Wszystko to jednak tylko domysły, a jak będzie w praktyce, okaże się w przeciągu najbliższego miesiąca. Nie pozostaje nic, jak tylko czekać i podziwiać.

 

Komentarze
Udostępnij: