W pogoni za oczekiwaniami

Wielkie indywidualności często nie potrafią stworzyć spójnej całości, która może powalczyć o wyższe cele. Niekiedy brakuje im determinacji, wzajemnego zrozumienia, kogoś, kto poprowadzi ich do sukcesu lub zwyczajnie weźmie na siebie odpowiedzialność. Mimo ogromnego potencjału ludzkiego i niebywałych umiejętności, brak kropki nad i. Przykładów takiej sytuacji jest mnóstwo, lecz, jako, że pozostajemy w tematyce mundialowej, na myśl przychodzą mi szczególnie dwie reprezentacje. 

Los chciał, by spotkały się one w jednej grupie i już od początku turnieju mierzyły się z ogromną presją. Chodzi oczywiście o grupę G i dwóch przedstawicieli Starego Kontynentu: Anglię oraz Belgię. Są to kraje z wieloletnią tradycją futbolową, które tego i owego doświadczyły. Gabloty z trofeami w szwach jednak nie pękają, mimo że od lat obie nacje szczycą się wybitnymi kopaczami, a oczekiwania kibiców niezmiennie rosną. Bez wyjątku jest i teraz, a atmosfera na 6 dni przed startem imprezy robi się coraz gęstsza.

Tuż po rozlosowaniu poszczególnych grup, starcie obu zespołów jawiło się jako rywalizacja największych gwiazd Premier League. Cała kadra Anglii gra w swojej rodzimej lidze, a Belgowie są jej niezwykle istotną częścią. Trzon ich reprezentacji tworzą gracze występujący na co dzień na Wyspach, więc spokojnie można napisać, iż oba obozy znają się jak łyse konie. Czy to pomoże, czy przeszkodzi? Trudno jednoznacznie stwierdzić. Dowiemy się tego dopiero 28 czerwca, podczas ostatniej kolejki fazy grupowej.

Co sprawia, że oba zespoły zazwyczaj należą do grona faworytów (może nie największych, lecz zawsze poważnych), a jednak nie potrafią sprostać oczekiwaniom? Przede wszystkim psychika. Mimo, iż większość zawodników posiada umiejętności sportowe klasy światowej, to bardzo rzadko podąża za tym mentalność prawdziwych zwycięzców. Anglicy w całej swojej historii tylko raz wygrali mistrzostwa świata, a Belgowie nigdy nie poznali smaku złota.

Wyspiarze od dawna (zawsze?) potrafią wyłowić największe talenty w swoim narodzie i zdaje się, że „złota generacja” trwa tam permanentnie. Nieodżałowane pokolenie Terry’ego, Ferdinanda, Gerrarda i Lamparda. Ikony takie jak Beckham, Owen czy Rooney. Drużyna z Wysp niemal zawsze jedzie na turniej, by wygrać. Zawsze jest to cel nadrzędny i dość realny. A jednak nie spełnia się od ponad półwiecza.

Być może presja kibiców i mediów jest zbyt wielka. Nie powinno to pętać nóg zawodnikom tego kalibru, lecz koniec końców, to tylko ludzie. Zdaje się, że brakuje właśnie tej jednej osoby. Tej, która weźmie los drużyny na siebie i tchnie wiarę w pozostałych. Czy wśród wybrańców Southgate’a jest taki osobnik? Śmiem wątpić. Jest to bardzo młode grono ludzi, którzy dopiero wejdą w najlepszy okres w swojej karierze. Wciąż się rozwijają, lecz cechy wolicjonalne mogą okazać się nie do przeskoczenia.

Nie odmawiam im determinacji, lecz mentalności zwycięzców już niestety tak. Być może to właśnie w Rosji zrodzi się w ich głowach coś wyjątkowego i zagrają wszystkim niedowiarkom na nosach. Czas pokaże.

Sporo ludzi ma też zastrzeżenia co do samego szkoleniowca. Gareth Southgate nie ma zbyt dużego doświadczenia w roli selekcjonera, a mundial będzie dla niego pierwszym wielkim turniejem w tej funkci. Ja jednak uważam, iż taka świeżość może zadziałać pozytywnie, a Anglik zbuduje sobie mocną pozycję na rynku szkoleniowców. Musi jednak odpowiednio wpłynąć na swoich podopiecznych, a jeśli mu się to uda, Anglia może zajść naprawdę daleko.

Belgia znajduje się w bliźniaczo podobnej sytuacji. Zawodników stanowiących o sile największych europejskich klubów nie sposób zliczyć na palcach obu dłoni. Nie zawsze przekłada się to jednak na poczynania reprezentacji. O ile eliminacje do wielkich turniejów nie są w ostatnich latach przeszkodą nie do przejścia, o tyle faza finałowa wciąż pozostaje nieokiełznana.

Na mundialu w Brazylii, w 2014 roku udało się zajść do ćwierćfinału. Mimo, że Belgowie byli typowani przynajmniej na medalistów, porażka z późniejszym finalistą – Argentyną – żadną ujmą być nie mogła. Styl mógł już jednak budzić zarzuty. Mało bramek zdobywanych i gra bez pomysłu, to największe grzechy ówczesnych kadrowiczów.

Potem było EURO we Francji, gdzie wydawało się, iż zawodnicy, którzy zdobyli doświadczenie dwa lata wcześniej pokażą wreszcie na co ich stać. Kolejny ćwierćfinał, to zdecydowanie zbyt słaby wynik, a porażka ze słabszą personalnie Walią bolała podwójnie. Piłkarzom zarzucono, że nie poświęcają się dla swojego kraju i myślą jedynie o karierze klubowej.

„Złota generacja” nadal nie zapisała się w historii futbolu, a przecież zdaje się, że niczego im nie brakuje. Szczelna obrona, dział kreacji na elitarnym poziomie i doborowi strzelcy z przodu. Nic tylko grabić i rabować. Po raz kolejny odzywają się jednak psychika i mentalność. Kompany wiecznie walczy z urazami, de Bruyne jest raczej cichym liderem, Hazard często nie wytrzymuje presji, a Lukaku ma wahania formy. Wyraźnego przywódcy brak. Za nimi jednak kolejne dobre eliminacje i kolejny dobry sezon. Sami z pewnością czują, że jeśli nie teraz, to może już nigdy w podobnym zestawieniu.

Czy to im pomoże? Czy może w głowach będą już transfery i wakacje? Wszystko to stara się spiąć Roberto Martinez, lecz na niego również co rusz spada krytyka. A to, że nie potrafi wykorzystać potencjału swoich graczy. A to, że nie posiada odpowiednich umiejętności taktycznych. Na dodatek jest obcokrajowcem, przez co komunikacja nie jest do końca naturalna.

Zawodnicy nie są już najmłodsi z najmłodszych i dojrzeli do poważnych wyzwań. Wiedzą z czym je się taka impreza, co powinno zaprocentować. Czy stać ich na coś więcej niż przyzwoity występ? Łatwo nie będzie.

Przy założeniu, że Anglicy i Belgowie wyjdą ze swojej grupy, trafią następnie na Kolumbię, Senegal, Polskę lub Japonię. Wszyscy rywale są w ich zasięgu, a ewentualne schody zaczną się później. Potencjalni przeciwnicy to Brazylia i Niemcy, czyli główni faworyci do ostatecznego triumfu. Piłka nożna jest jednak na tyle nieprzewidywalna, że oba zespoły mogą skończyć swój udział w turnieju i na trzecim miejscu w fazie grupowej, i na trzecim miejscu w fazie pucharowej.

Interesujące tygodnie przed nami. Każda reprezentacja chce sprostać oczekiwaniom swoich sympatyków, lecz w pełni uda się to nielicznym. Czy będą wśród nich Belgowie lub Anglicy?