Mistrzowie Polski

Z pasją opowiadamy o futbolu

La Liga

Valverde musi zażegnać kolejny kryzys

Wielu kibiców nie było zadowolonych po decyzji Josepa Marii Bartomeu o pozostawieniu Ernesto Valverde na stanowisku trenera tego lata. Wszak kompromitująca porażka na Anfield w półfinale Ligi Mistrzów nie była pierwszą. Rok wcześniej Barcelona w dokładnie taki sam sposób uległa Romie w ćwierćfinale. Mimo zapowiedzi Hiszpana, że wyciągnął wnioski, poległ on tak samo jak przed rokiem. Co więc trzyma go dalej na ławce trenerskiej mistrza Hiszpanii? Właśnie „mistrza Hiszpanii” to słowo klucz. 55-latek dwukrotnie wygrywał z Barceloną La Ligę, odskakując rywalom na kolejno 14 i 11 punktów.

Problemy na wyjazdach

Jednakże w tym sezonie, to co zawsze było atutem Valverde stało się jego przekleństwem. Po 5 kolejkach rozegranych mieli zaledwie 7 punktów. I, o ile na Camp Nou odprawili Betis i Valencię z kwitkiem (oba mecze 5:2), to na wyjazdach nie tylko nie ma wyników, ale Duma Katalonii po prostu jest zespołem słabszym i zasłużenie nie wywozi kompletu punktów. Znamienne jest to, że w tym sezonie Barca zaliczyła więcej porażek w lidze niż w pierwszym sezonie pracy Hiszpana. Na trzy wyjazdy Katalończycy zdobyli tylko jeden punkt w zremisowanym meczu 2:2 z Osasuną i było to jedyne spotkanie, w którym zdołali trafić do siatki przeciwnika. We wszystkich tych starciach oddali zaledwie siedem strzałów celnych przy 14 przeciwnika, tracąc aż 5 goli.

I tu pojawia się kolejny problem – gra w defensywie. Barcelona zaczęła sezon od sześciu spotkań bez czystego konta, a po 5 kolejkach mieli najwięcej straconych goli w całej lidze. Tak, drużyna, która nie jest już tak nastawiona ofensywnie jak kiedyś i która po strzeleniu bramki, bardziej skupia się na tym, żeby jej nie stracić, niż ją strzelić. W poprzednich dwóch sezonach Blaugrana straciła 65 bramek w 76 meczach w lidze, co daje średnią 0,86 na mecz. Teraz w sześciu meczach rywale trafiali do siatki aż 10 razy (1,67 na mecz, prawie dwukrotnie więcej niż w poprzednich dwóch kampaniach). Jedyne zero z tyłu Barca odnotowała w Dortmundzie. Ale nie możemy jej pochwalić za dobry występ, Borussia stworzyła sobie znacznie więcej sytuacji bramkowych, a w dodatku nie wykorzystała rzutu karnego. To był właśnie ten jeden z tych meczów, gdzie Valverde bardziej interesuje obrona własnej bramki niż trafienie do siatki przeciwnika.

Przyszła gwiazda

Oczywiście, oceniając Barcelonę musimy wziąć pod uwagę fakt, że największa gwiazda zespołu Lionel Messi nie rozegrał ani jednego pełnego spotkania, a w większości z nich w ogóle nie pojawił się na boisku. W spotkaniu z Villarealem nabawił się kolejnej kontuzji i Katalończycy znowu – przez maksymalnie dwa tygodnie – będą musieli sobie radzić bez niego. Te mecze z pewnością pokazują, że Barca nie jest przygotowana na erę po Messim. Wiadomo, w pojedynczych meczach zdarzy się fenomenalny występ Griezmanna czy nawet Dembele, ale w żadnym z obecnych zawodników Blaugrany nie widzę kogoś, kto może choć w połowie przejąć obowiązki Messiego. Wielu z Was pewnie pomyślało o Ansu Fatim. Faktycznie może on zostać piłkarzem ze światowego topu, ale jak na razie ma dopiero 16 lat i jak dla mnie jest jeszcze wielką zagadką, a nie kimś, w kim można upatrywać zastępcy Messiego.

Jednak czy z Messim na boisku Barcelona prezentowała się lepiej? Przypomnę, że wszedł on w drugiej połowie meczu z Borussią Dortmund oraz zagrał po 45 minut w meczach z Granadą i Villarealem. Sam Argentyńczyk na pewno nie wypadł źle, ale gra nie była dużo lepsza. Mam wrażenie, że gdy 32-latek jest na boisku, to reszta graczy nie bierze odpowiedzialności na siebie, grają na zasadzie: „Nie wiem co zrobić z piłką, podam ją do Messiego, on na pewno coś wymyśli.” Griezmann jak na razie więcej udanych akcji to zaliczył chyba w defensywie niż ofensywie, Suarez też nie wygląda najlepiej, a środkowi pomocnicy – nie ważne, kto tam gra – grają zbyt pasywnie, rzadko decydując się na strzał z dystansu. Jedynym, który próbuje coś zrobić był Ansu Fati. Młodzian pokazuje, że nie boi się dryblować i grać odważnie. No, ale – tak jak już wcześniej wspomniałem – czy naprawdę gra Barcelony powinna zależeć między innymi od 16-latka?

Messi zadecyduje?

Czy Valverde po początkowym kryzysie zażegna kłopoty i wyjdzie obronną ręką? Jak na razie możemy jedynie wróżyć z fusów. Zważywszy jednak na to, że podczas podróży na galę FIFA The Best Messi rozmawiał z prezesem klubu, sytuacja hiszpańskiego szkoleniowca w dużej mierze może zależeć od Argentyńczyka. Mimo plotek, że Messi wcale nie decyduje o przyszłości klubu, to wszyscy wiemy, że jego zdanie ma na Camp Nou duże znaczenie. Wyobraźmy sobie teraz sytuację, że Messi mówi Bartomeu, że jak Valverde zostanie, to on odchodzi. A jak wiemy, wskutek zapisu w kontrakcie Argentyńczyka, Duma Katalonii nie może na siłę zatrzymać 32-latka w klubie. Druga sprawa, to czy Messi rzeczywiście będzie chciał zwolnienia Valverde lub odejścia z Barcelony, klubu w którym spędził całą seniorską karierę. No ale, chyba nie macie wątpliwości, kogo z tej dwójki Bartomeu wolałby zostawić w klubie. Messiego czy Valverde…

Facebook Comments