Mistrzowie Polski

Z pasją opowiadamy o futbolu

MMA

Urodzeni by przegrywać

Podobno niepowodzenia uczą. Czasem nawet najwięksi mistrzowie muszą pogodzić się z porażkami. Są też osoby które z przegranych zrobiły swój znak rozpoznawczy. Nie przejmują się fatalnymi rekordami i złośliwymi komentarzami ze strony fanów. Co motywuje takie osoby? Dlaczego nie chcą powiedzieć „dosyć”? Do naszego dzisiejszego zestawienia wybrałem sześciu zawodników MMA, którzy do perfekcji opanowali umiejętność przegrywania.

Dawid Haras 0-16 (16 porażek w pierwszej rundzie)


W tym miejscu zatrzymam się na samym rekordzie. Jak niektórzy z Was mogą kojarzyć, „Harnaś” zanotował ostatnio dziewiętnastną porażkę z rzędu i ogłosił zakończenie kariery. Skąd więc bilans 0-16? Kieruję się informacją z Sherdoga, na której oczywiście może brakować kilku walk Pana Dawida. Nie zmienia to jednak faktu że Haras jest prawdziwym ewenementem na naszej rodzimej scenie MMA. Facet ma podobno papiery trenera personalnego, regularnie trenuje, w młodości ćwiczył judo. Ciężko go więc uznać za typowego freaka, chociaż skala przegranych robi wrażenie. Według portalu tapology w rankingu najlepszych zawodników wagi średniej w Polsce zajmuje obecnie 182 miejsce (w gronie 182 zawodników).


Bob Sapp 12-20 (17 porażek w pierwszej rundzie)


Myślisz porażka, mówisz Bob Sapp. Człowiek który w pewnym momencie nokautował w K-1 Ernesto Hoosta po dziesięciu latach stał się turystą zwiedzającym kolejne zakątki świata, w międzyczasie podkładając się kolejnym rywalom. Japonia, Holandia, Francja, Szwecja, Węgry, Polska, Rumubia, Słowenia, Turcja, Rosja, Kazachstan, Australia, Indie, Chiny. „Bestia” odwiedził więcej państw niż Robert Makłowicz i Martyna Wojciechowska razem wzięci. Co ciekawe, w samym USA Bob Sapp nie walczył od blisko 9 lat! Ostatnio sprawił sporą niespodziankę wygrywając pojedynek na gali Rizin. Ma 45 lat i z pewnością nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.


Scott Blevins 0-17 (17 porażek w pierwszej rundzie)


Nie wierzę że ten człowiek jest zdrowy psychicznie. Wystarczy poczytać sobie jego wpisy z mediów społecznościowych, gdzie wspomina o negocjacjach z UFC i nazywa się legendą MMA. Ba! Wrzucał nawet smsy od Dany White, w których ten miał proponować utworzenie oddzielnej kategorii wagowej specjalnie dla Scotta. Sam siebie nazywa „Lwie Serce”, chociaż na wielu forach spotkałem się z pseudonimem „Karate Pederasta”. Koleś miał problemy z prawem za wyłudzenie pieniędzy od znajomych, oskarżono go o molestowanie dzieci, a niedawno dźgnął nożem sąsiada. Szkoda że ktoś w odpowiednim momencie nie wysłał go na leczenie, tylko pozwolił żyć w urojonym świecie.


Janusz Dylewski 2-20 (20 porażek w pierwszej rundzie)


Były strongman i stolarz z Iławy walczył dla takich organizacji jak PLMMA i FEN, ostatnio bez walk. Kariera Pana Janusza to jedna wielka niewiadoma. Dlaczego przyjmował kolejne walki? Czemu nagle przestał? W przeciwieństwie do reszty z tego rankingu, wyglądał na w miarę normalnego kolesia, dla którego MMA było odskocznią od codziennego życia. Nikogo nie udawał, nie wmawiał że jest wybitnym wojownikiem. Taki poczciwy koleś, który w wolnych chwilach zbierał wpier… Z drugiej strony „Dylek” ma już 42 lata i najwidoczniej uznał że czas przestać robić z siebie pośmiewisko.

 


Will Cairns 0-23 (23 porażki w pierwszej rundzie)


37 porażek amatorskich, 23 zawodowe. Sam siebie określa jako bokser który przyjmuje zlecenia w MMA, bo tam lepiej płacą (co ciekawe w boksie ma nawet jedno zwycięstwo). Śledząc jego media społecznościowe można dojść do wniosku że mamy do czynienia z sympatycznym kolesiem który dobrze się bawi tym co robi, ma wielki dystans do swoich porażek i z przyjmowania walk na ostatnią chwilę zrobił swój dodatkowy zarobek. W jednym z wywiadów zapytano go czy miałby problem z podłożeniem się dziewczynie. Domyślacie się odpowiedzi.


Kenneth Allen 1-39 (35 porażek w pierwszej rundzie)


Człowiek legenda. W tym roku niestety tylko jedna walka, w której wytrzymał całe 86 sekund. Ciekawy jest sam jego pseudonim, „plaster”. Skąd taki nick? Ano Pan Kenneth bardzo chętnie przyjmuje zastępstwa gdy ktoś złapie kontuzje. Facet swego czasu stworzył wiele profili na popularnych portalach MMA i funkcjonował jako kilku zawodników. „Kenneth Allen” przegrywał walkę za walką, „Kenneth Micah Allen” miał bilans 10-2, a „Keneth Allen” rekord 5-6. O co tutaj chodzi? Facet mógł w każdej chwili zgłosić się do organizacji i pokazać swój profil w internecie, gdzie widać było całkiem niezły rekord. Organizatorzy kupowali to i kontraktowali, po czym widzieli jak zawodnik po 10 sekundach jest sprowadzany do parteru i poddawany. Coś jak bajki Bonusa o świetnym rekordzie walk z Norwegii.

Facebook Comments

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *