Mistrzowie Polski

Z pasją opowiadamy o futbolu

Premier League

United z Ole kopie się po czole. Czas na zmianę?

Pamiętacie jeszcze piosenkę na część obecnego trenera MU zaczynającą się od słów: „Ole’s at the wheel, tell me how good does it feel…”? Dzisiaj brzmi to nieco śmiesznie, ale wtedy? Wtedy było wspaniale. Pogba szalał i biegał jak natchniony, Rashford zdobywał kolejne gole, a Man United w Premier League ogrywał kolejnych rywali. Kulminacja pozytywnych emocji i prawdziwa euforia wśród kibiców Czerwonych Diabłów zapanowała po pamiętnej nocy na Parc Des Princes. Wówczas ekipa Ole Gunnara Solskjaera dokonała niemożliwego. Odrobiła dwubramkową stratę z pierwszego domowego meczu i odprawiła z kwitkiem PSG. I to mimo braku Paula Pogby, pół roku temu niezastąpionego zawodnika dla United.

Mecz w Paryżu był głównym powodem, dla którego Ole podpisał stały kontrakt z klubem z Old Trafford. Wówczas nikt nie podważał decyzji włodarzy Czerwonych Diabłów. Norweg wyprowadził zespół z kryzysu, wyciągnął ze swoich podopiecznych maksimum potencjału, poprawił atmosferę w drużynie i scalił cały klub. Sprawił, że United powoli odzyskiwało swoje DNA i miał tę misję kontynuować. Jednak – jak każdy fan futbolu wie – urok trenera znika, kiedy z tymczasowego staje się stałym

Pierwsze wpadki United

Wraz z kolejnymi miesiącami Czerwone Diabły gasły. Ostatecznie Manchester United pod sterami Ole Gunnara Solskjaera zakończył sezon na szóstej pozycji. Jednak nikt w klubie nie miał mu tego za złe. Przymknięto nawet oko na fatalną końcówkę rozgrywek, kiedy United zremisowało z Huddersfield, a potem uległo Cardiff, oboma zespołami już relegowanymi do Championship.

Entuzjazm po zwolnieniu Mourinho, który wlewał w zespół dodatkową motywację i zaangażowanie, powoli malał aż w końcu zniknął. To było dość logiczne i Ole musiał zdawać sobie z tego sprawę, że nadejdzie moment, w którym jego umiejętności trenerskie zostaną poddane wielkiej próbie. Kilka takich sprawdzianów w minionej kampanii Norweg oblał. Ale – według wysyłanych z Old Trafford sygnałów – prawdziwa siła odmienionej przez Solskjaera ekipy miała nadejść wraz z początkiem sezonu 2018/19. Trener w dużym stopniu miał wpływ na przebudowę kadry i przepracował cały okres przygotowawczy z zespołem. Po przedsezonowych sparingach mogło się wydawać, że Ole dobrze wykorzystał czas, bowiem jego zespół wygrał wszystkie 6 meczów (raz po karnych).

Inauguracja sezonu tylko utwierdziła nas w przekonaniu, że United w obecnym sezonie nie zamierza odpuszczać. Mimo, że wysoka wygrana 4:0 nieco zamazała obraz gry to i tak Czerwonym Diabłom należały się pochwały. Czujność i solidność w defensywie, wyrachowanie i zabójcze kontrataki. Taką filozofię przyjął Ole i The Blues wypunktował w pięknym stylu. Ale wtedy nasuwało się pytanie, co będzie kiedy jego zespół zostanie zmuszony do gry w ataku pozycyjnym? No i odpowiedź już znamy. Będzie ciężko. Podział punktów z Wolves i Southampton oraz porażki z Crystal Palace i West Hamem to rezultaty mocno obciążające konto norweskiego trenera.

Bez pomysłu

Niedzielna przegrana na London Stadium przelała czarę goryczy. Była to kolejna wyjazdowa strata punktów, co oznacza, że z obcego stadionu Czerwone Diabły nie wywiozły jeszcze kompletu punktów. Statystyka fatalna, ale jeszcze gorszy był styl. Od początku sezonu widać, że zespół męczy się w ataku pozycyjnym. Gra do bólu schematycznie i przewidywalnie, brakuje kreatora z prawdziwego zdarzenia, który przyspieszyłby grę i wprowadził w szeregi drużyny element nieszablonowości i zaskoczenia. Co prawda, takim zawodnikiem jest czasami Paul Pogba, ale Francuz gra za daleko od bramki przeciwnika, aby były z tego wymierne korzyści.

Od pamiętnego triumfu nad PSG, liczby są dla Solskjaera brutalne. 19 meczów, 5 zwycięstw, 4 remisy i aż 10 porażek. I, co gorsza, Norweg wcale nie może mówić tutaj o pechu. Po prostu jego zespół wygląda blado, a on sam sprawia wrażenie zagubionego. Nie wygląda na człowieka, który miałby plan na tą drużyną. W znacznej części spotkań rywale są lepiej przygotowani taktycznie do meczu i skutecznie wytrącają z rąk atuty Czerwonych Diabłów. Ci zaś, często polegają na pojedynczych zrywach swoich zawodników. Przebłyskach które mogą zagwarantować punkty. Raz świetne podanie pośle Pogba, innym razem Martial z Rashfordem przeprowadzą skuteczną akcję, a w ostatnich meczach wynik często ratował Daniel James. Ale nie o to chodzi. United ma przypominać drużynę, a nie zbiór indywidualności.

Kto tu jest winny?

I to przeciętnych indywidualności. United ma obecnie mocno okrojoną kadrę i przy kontuzji podstawowych zawodników, zwłaszcza w formacji ofensywnej nie ma cennych zmienników. Ostatni mecz z West Hamem Czerwone Diabły kończyły z przodu w ustawieniu James-Mata-Pereira-Lingard. No nie oszukujmy się, nawet w porównaniu z ligowymi „średniakami” wygląda to kiepsko. Podobna sytuacja ma miejsce w środku pola – po odejściu Andera Herrery i przy niedyspozycji Paula Pogby w odwodzie pozostają zaledwie McTominay, Matic i Fred.

Dlatego powinniśmy zadać sobie pytanie – czy to wina Solskjaera, że ma tak wąski wybór? W lecie z Old Trafford odeszli Romelu Lukaku i Alexis Sanchez, którzy z pewnością dostaliby sporo szans do gry oraz Ander Herrera. Dla żadnego z tych zawodników nie sprowadzono zastępstwa. – McTominay oraz Perreira mogą wypełnić lukę po Anderze Herrerze. Spodziewajcie się, że w tym sezonie rozegrają minimum 20 meczów od pierwszej minuty, może nawet więcej. – tak odejście swojego pomocnika skomentował Ole. Dzisiaj możemy się tylko domyślać, czy była to kurtuazja z jego strony, czy naprawdę chciał zaufać młodzieży?

United pozyskało w letnim okienku transferowym Daniela Jamesa, Harry’ego Maguire’a i Aarona Wan-Bissakę wydając ok. 150 mln funtów. Nowe nabytki są dotychczas jednymi z jaśniejszych postaci na Old Trafford. Za te transkacje włodarzom klubu należą się pochwały, ale decyzje o sprzedaży/nie znalezieniu odpowiednich następców dla wcześniej wspomnianych zawodników pozostają ciągle zagadką.

Kibice Manchesteru United za niepowodzenia obwiniają też dyrektora sportowego klubu, Eda Woodwarda. Główne zarzuty stawiane Anglikowi to przede wszystkim przesadne dbanie o sukces finansowy i wizerunkowy klubu, a zbyt małe przywiązanie do aspektów sportowych. Zwolnienie Ole Gunnara Solskjaera byłoby dla Woodwarda przyznaniem się do błędu i jednocześnie porzuceniem wcześniej zapowiadanego długofalowego planu. Sygnałem odejścia od klubowego DNA i zatrudnienia kolejnego trenera z puli.

Pytanie zawarte w tytule pozostawiamy dla Was, drodzy czytelnicy. Do przemyślenia.

Facebook Comments

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *