Mistrzowie Polski

Z pasją opowiadamy o futbolu

MMA

Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść…

Walkę Andersona Silvy z Chrisem Weidmanem z pewnością będę pamiętać do końca życia. To była ciepła lipcowa noc. Niepokonany Amerykanin rzucił wyzwanie żyjącej legendzie sportów walki. Powiedzieć że Spider do tej pory bawił się rywalami, to jak nic nie powiedzieć. Silva wynosił MMA w wyżyny artyzmu, balansem ciała ośmieszał wręcz przeciwników. Pierwsza runda pod dyktando Brazylijczyka. Niby żadnego wielkiego tempa, niby nic specjalnego ale serce szybciej biło gdy mistrz wagi średniej przyśpieszał swoje akcje. Wszystko wskazywało na kolejne imponujące zwycięstwo w rekordzie…

Anderson czuł się pewnie. Zbyt pewnie. Uniknął jednego ciosu, drugiego, trzeciego… czwarty idealnie wylądował na jego szczęce. Coś niewiarygodnego! Cała MGM Grand Garden Arena zamarła w szoku. Dana White chociaż równie zdziwiony, szybko wykalkulował że właśnie pojawia się perspektywa rewanżu roku. Tak też się stało. Silva chociaż początkowo odrzucał możliwość drugiej walki z Weidmanen, błyskawicznie uległ naciskom UFC. Kilka miesięcy później panowie ponownie spotkali się w oktagonie. Tym razem PPV wykupiło 2 razy więcej osób!

Trust me, im back

Ludzie wierzyli że Spider powróci. Zresztą słowo „powrót” zostało później wykorzystane w reklamie piwa Budweiser które sponsorowało Silvę. Ja też wierzyłem. Ufałem że Anderson ma jeszcze coś do udowodnienia. Że mimo wówczas 38 lat na karku zaczaruje jeszcze raz. Być może ostatni.

To już nie był ten sam zawodnik. Człowiek który posiadał pas mistrzowski przez rekordowe 2457 dni stracił swoją pewność siebie. W drugiej rundzie niefortunnie wyprowadził kopnięcie które zakończyło się złamaniem kości piszczelowej. Pomyślałem sobie wówczas że los bywa złośliwy. Facet który latami bawił swoimi walkami, teraz odchodzi przegrany z łzami w oczach, po co by nie mówić pechowej kontuzji.

Pasmo nieszczęść

Anderson chciał wrócić. Czuł że dziedzictwo jakie pozostawił wymaga zamknięcia. Mimo wielu komentarzy że dalsze walki nie mają żadnego sensu postanowił że zrobi wszystko żeby najpierw odzyskać zdrowie, a potem należyty szacunek.

Wielu skreśliło Silvę. Ponad rok pozostawał w cieniu szykując swój wielki powrót. Tym razem jego rywalem zostać miał Nick Diaz, jeden z najbardziej znanych zawodników na świecie, chociaż niekoniecznie najlepszych. Mówiąc inaczej, to był idealny rywal na powrót. Walka odbyła się właściwie bez historii. Brazylijczyk atakował bez większej filozofii, Diaz nie specjalnie się przykładał do robienia czegokolwiek. Jeśli to miała być walka która „odnowi” potęgę Andersona Silvy to takową nie była.

Skandale

Gwoździem do kariery Pająka okazały się doniesienia o dopingowej wpadce. Krótko po walce podano wiadomość że wykryto u niego steryd anaboliczny drostanolon i androsteron. Linia obrony starała się bronić że to mógł być efekt leczenia ciężkiej kontuzji, ale takie tłumaczenia nikogo nie przekonały. Po czasie okazało się że w organizmie Silvy znajdowały się także Oxazepam i Temazepam. Tym razem za linię obrony obrano problemy seksualne zawodnika który wspomagał się lekami na poprawę potencji.

W ciągu półtora roku z absolutnej żyjącej legendy MMA Anderson Silva w oczach kibiców stał się oszustem, impotentem i zarozumialcem który stracił pas przez własną głupotę. Po roku zawieszenia Anderson ponownie pojawił się w oktagonie tym razem kontrowersyjnie przegrywając z Michaelem Bispingiem.

W trakcie starcia idealnie trafił Anglika „latającym kolanem”, po czym rozpoczął celebrację pewny swojej wygranej nad znokautowanym rywalem. Sędzia Herb Dean pozwolił jednak kontynuować starcie które ostatecznie decyzją wygrał Bisping.

Smutny koniec

Pech cały czas nie opuszczał Silvy. Gdy Jon Jones wpadł na testach dopingowych, to właśnie Anderson został rywalem mistrza wagi półciężkiej Daniela Cormiera na UFC200. Bez większego przygotowania, z ogromną różnicą w zapasach nie miał żadnych szans w walce z DC.

Na początku 2017 walkę stoczył z Derekiem Brunsonem i mimo wielu głosów przeciwnych wygrał przez decyzję. To najprawdopodobniej ostatnia walka w karierze Andersona Silvy. Niedługo później ponownie wpadł na dopingu przed planowaną walką z Kelvinem Gastelumem. Tym razem za recydywę kara może wynieść nawet… 8 lat.

Z pewnością nie tak wyobrażali sobie koniec kariery sympatycy Pająka. Ostatnie starcia były mocno na siłę. Silva stracił swój wigor i przebojowość. Na dobrą sprawę od pierwszej walki z Weidmanem to już jest cień dawnego mistrza. Nie potrafił odejść w glorii chwały, nie potrafił przyznać się do porażek. Gorsze występy powodowały coraz większą presję, którą tłumił sięgając po niedozwolone środki.

A inni?

Jeszcze gorzeh wygląda kariera BJ Penna. Zdaniem Andersona to właśnie BJ jest najlepszym zawodnikiem w historii MMA. Był czas gdy posiadał pasy mistrzowskie w wadze lekkiej i półśredniej. Do dziś wielu z sympatią wraca do jego walk z Mattem Hughesem, Takenorim Goim i Frankie Edgarem. To właśnie z tym ostatnim przegrał pas mistrzowski i od tamtej pory rozpoczął się dramatyczny zjazd. Penn do tej pory pojawia się w oktagonie, ale bilans jego ostatnich walk to 7 porażek, 1 remis i 1 zwycięstwo. Dramat.

Ze smutkiem oglądałem jak dawna legenda jest ośmieszana przez młodych wilczków typu Rory MacDonald. Zresztą sam BJ Penn przyznał że nie czuje już tej fascynacji co kiedyś. Od tamtej pory już kilka razy kończył karierę. Za każdym razem nie wytrzymał długo na emeryturze.

Nie lepiej wiedzie się takim zawodnikom jak Johny Hendricks (ostatnio 5 porażek 1 wygrana), Josh Koscheck (6 porażek z rzędu), Ken Shamrock (11 porażek, 3 wygrane), Rashad Evans (6 porażek, 2 wygrane). Wszyscy swego czasu należeli do światowej czołówki.

Ostatnia nadzieja białych

Na polskiej scenie sztuk walki takim człowiekiem był bokser Andrzej Gołota. Nie przesadzając ile to razy Andrew kończył karierę i wracał? I chociaż bez wątpienia to jeden z najlepszych bokserów w historii Polski, to wielu będzie go również utożsamiać z porażkami jakie zaznał na koniec kariery z Adamkiem i Saletą. Sam Adamek również od dawna nie potrafi powiedzieć koniec. Ostatnio wygrał nawet dwie walki. Poziom rywali? Nie ma sensu komentować.

Gdy pojawiła się w mediach informacja o tym że Anderson zapewne najbliższe lata spędzi na zawieszeniu odetchnąłem z ulgą. Szczerze to lepszy scenariusz niż dalsze próby udowodnienia że jeszcze może być wielki. Po co? Z walki na walkę było coraz gorzej.

Czasem warto odejść w glorii chwały. Najlepszy przykład to GSP. Odszedł gdy poczuł że MMA już go nie bawi. Po kilku latach wrócił, pokazał że dalej jest mocny pokonując Michaela Bispinga i ponownie odszedł. Mam nadzieję że nie będzie dalej próbować i szukać walk na siłę. Klasa jest warta więcej od kasy.

Facebook Comments