Mistrzowie Polski

Z pasją opowiadamy o futbolu

Inne ligi

Idealny trener

Idealny trener to dobry kumpel – jak Jurgen Klopp
Idealny trener to srogi nauczyciel – jak Stanislav Czerczesow
Idealny trener to wybitny piłkarz – jak Zinedine Zidane
Idealny trener to mistrz prowokacji – jak Jose Mourinho

Idealny trener nie istnieje. Nie ma żadnej cechy, która definiowałaby idealnego szkoleniowca, jedyne co wyznacza jego wartość, to osiągane wyniki – ewentualnie ich brak. Problem w tym że ocena tymi kategoriami to po prostu błędne koło. Weźmy takiego Zizou – gościa który jest pierwszym i jedyny w dziejach futbolu, który trzykrotnie z rzędu wygrywał Ligę Mistrzów. Czy podejmując pracę w Gdańsku, Wrocławiu albo Krakowie, zdobyłby sięgnąć po mistrzostwo Polski? Nie mamy na to żadnej gwarancji. Wystarczyło że Madryt opuścił Cristiano Ronaldo, a kilku innych zawodników spuściło z tonu i cała magia Zidane’a przestała działać. Dziś mimo transferów rzędu 300 milionów euro, Real dostaje bęcki od PSG, a Zidane bezradne rozkłada ręce. To jak z tym jego geniuszem, nagle zapomniał jak się wygrywa? Niczym w „Kosmicznym meczu”, przylecieli kosmici i wyssali z niego umiejętności?

Pokusiłem się wczoraj o niewinną prowokację, podając Wam rezultaty drużyn które prowadzą starzy znajomi z Ekstraklasy. Część z Was zwróciła uwagę że nie można zachwycać się takim Ricardo Sa Pinto, tylko dlatego że ograł Wolverhampton, skoro w lidze portugalskiej zajmuje odległą, szesnastą lokatę. To prawda, chociaż w ciągu ostatniej dekady ledwie dwóch trenerów Bragi notowało lepszą średnią punktów niż były szkoleniowiec Legii. A jeśli już mówimy o tego typu statystyce, to pod tym względem Aco Vuković w podobnym okresie czasu zajmuje zaszczytne, przedostatnie miejsce. Co z tego, jeśli za kilka miesięcy sięgnąłby po tytuł? Wtedy będzie uważany za wybitnego trenera? Przy okazji mała zagadka, kto miał lepszy dorobek punktowy w Realu Madryt – Zinedine Zidane czy Jose Mourinho? Francuz w latach 2016-18 prowadził Królewskich w 149 spotkaniach, w których zdobywał średnio 2,3 pkt na mecz. Portugalczyk w 178 pojedynkach miał wynik… 2,3 pkt na mecz. Identyczny jak Zizou. Oczywiście, nie ma sensu stawiać znaku równości między Panami, których dzieli naprawdę wiele, ale wychodzi na to że nawet liczba zdobywanych punktów nie jest miarodajnym wyznacznikiem.

Załóżmy hipotetyczny scenariusz, w zeszłorocznym starciu Napoli z Liverpoolem, Arkadiusz Milik wykorzystuje setkę i eliminuje The Reds z Ligi Mistrzów. Co dalej z Kloppem? Szydera że mimo łącznie 600 milionów na przebudowę drużyny wciąż niczego nie potrafi wygrać? Przecież w tamtym momencie nic nie zależało od niego, to była kwestia sekund i centymetrów. Dziś warsztat Niemca broni wygrana Liga Mistrzów, ale nikt z nas nie wie co byłoby z jego drużyną, gdyby ktoś podkupił mu Van Dijka, Mane czy Salaha. Czy gdyby pracę w mieście Beatlesów rozpoczął dziś Michał Probierz, to miałby gorsze wyniki od Kloppa? Mało kto pamięta że Pan Michał osiem lat temu został zwolniony z Arisu Saloniki po porażce z Olympiakosem Pireus, który prowadził wówczas obecny szkoleniowiec Barcelony – Ernesto Valverde. Spotkanie było wyrównane, można jedynie gdybać ja potoczyłaby się kariera obu, gdyby to Polak okazał się jego zwycięzcą. To co teraz robię to zwykłe gdybanie, ale chciałbym zwrócić Waszą uwagę jak niewielkie detale decydują o tym czy trener uważany jest za dobrego. Zresztą daleko szukać nie trzeba – Jerzy Brzęczek ma w naszym kraju potężne grono przeciwników, ale niech trafi na Euro na jakąś poważniejszą drużynę typu Niemcy czy Anglia, a Polsce wyjdzie jeden udany kontratak. Swoją drogą, kto jest faworytem kibiców do posady selekcjonera? Czesław Michniewicz, ten sam który prowadził młodzieżówkę do zwycięstwa nad Włochami, ale i ten sam którego drużyny klubowe stawiały autobus i męczyły bułę przez 90 minut.

Nie tęsknię za Sa Pinto, tak samo jak nie tęsknię za Bjelicą. Obaj Panowie w Ekstraklasie więcej mówili niż robili, co nie zmienia faktu że może z czasem zaczęliby robić lepsze wyniki. Zasadniczy problem polega moim zdaniem na tym że oceniamy ich przez pryzmat wyników, a przecież trener to tylko jeden tryb całej, potężnej machiny zwanej klubem piłkarskim. Załóżmy że w czasie przygotowań do sezonu, gość odpowiedzialny za przygotowanie kondycyjne da d… i piłkarze na starcie sezonu będą przemęczeni. Albo że osoba odpowiedzialna na transfery odrzuci jego wniosek o sprowadzenie napastnika, w zamian sprowadzając siódmego środkowego obrońcę. Możecie się śmiać, ale wszyscy wiemy że takie sytuacje naprawdę mają miejsce. Pełnia odpowiedzialności spada na trenera, który zarazem nie ma pełni swobody w rozwoju drużyny. A nawet jeśli ma jak Guardiola, Klopp czy Zidane, to nie nad wszystkim może zaplanować i wszystkiego przewidzieć.

Dlaczego polscy trenerzy nie są obiektem zainteresowań zagranicznych klubów? Przecież to takie proste. Bjelica, Petrescu czy Sa Pinto po opuszczeniu Polski nie trafili do Serie A albo Premier League, ale słabszych i mniej renomowanych rozgrywek. Jestem pewien że Stokowiec czy Probierz także znaleźliby zatrudnienie w Portugalii czy Chorwacji. Nawet śp. Janusz Wójcik który był postacią groteskową, w pewnym momencie wylądował w Anorthosisie Famagusta. Często powtarza się że taki Jacek Gmoch czy Kazimierz Górski potrafili wyjechać z naszego kraju i świętować wielkie sukcesy jako szkoleniowcy. Oczywiście, tylko gdzie? Czy kluby ligi angielskiej biły się o zatrudnienie Pana Kazimierza, po tym jak osiągnął sukces z reprezentacją Polski, oraz pięciokrotnie sięgnął po mistrzostwo Grecji? Nie. Być może jednak, gdyby któryś z polskich trenerów osiągnął dziś sukces w Grecji, to pracodawcą byłaby jakaś słabsza drużyna Championship, albo drugiej Bundesligi i tak krok po kroku. Przypomnę że Mourinho też zaczynał od Uniao Leiria. Skoro jednak polskie kluby nic nie znaczą w Europie, a polscy szkoleniowcy pracują w 99% w naszym kraju, to nie może dziwić że opinia o nich nie jest najlepsza.

Przy okazji dziwi mnie że nasze czołowe kluby tak ochoczo stawiają na trenerskich „świeżaków”. Brakuje mi takiego systemu awansów i spadków w hierarchii, gdy trener robi dobry wynik ze słabą drużyną, to ma szansę trafić do klubu z większym potencjałem itd. Nasza piłka klubowa jest hermetyczna i nielogiczna. Taki Marcin Brosz od lat pracuje na swoje dobre nazwisko, widać że systematycznie się uczy tego zawodu (oczywiście wciąż zdarzają mu się błędy, ale kto ich nie popełnia) ale jest skazany na Górnika. Z kolei Jerzy Brzęczek wygrał kilka spotkań i sru do kadry. Lettieri od tak dawna robił wyniki ponad stan w Kielcach, ale w Legii postawili na Vukovicia dla którego to dopiero początek przygody z trenerką. Uprzedzę Wasze komentarze że pan Gino ostatnio zawodził – pewien schemat się wyczerpał, przecież to normalna sprawa. Na zachodzie jest nie mniejsza rotacja szkoleniowcami.

Gdyby istniała jedna, łatwa droga do osiągnięcia sukcesu, to każdy by nią podążał. Teksty że powinniśmy stawiać na rodzimego szkoleniowca (bo tak robi Slavia i Dinamo), zagranicznego (Liverpool i Manchester City), doświadczonego (Napoli), młodego (Salzburg) albo byłego piłkarza (Real Madryt) to czysta demagogia. Nie ma jednego, słusznego rozwiązania. Trener jest kimś kto spaja drużynę, kierownikiem który bierze na siebie odpowiedzialność za projekt, ale nie cudotwórcą. To trochę tak jak z kucharzem, każdy z nich może zrobić pomidorową, jest kilku którzy zrobią lepszą niż reszta, ale jak nie będą mieć składników, to ich nie wyczarują.

Facebook Comments

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *