Mistrzowie Polski

Z pasją opowiadamy o futbolu

Premier League

Tour de Sarri

W jednym z ostatnich tekstów porównałem Arsenal do klasycznego auta odzyskującego blask, odradzającego się dzięki trosce nowego właściciela. Klub, na temat którego rozwinę się dzisiaj, także jest legendą i śmiało można dostrzec niejedną analogię do sytuacji Kanonierów. Jednak, moim zdaniem, Chelsea jest bardziej jak kolarz uczestniczący w morderczym, niekończącym się wyścigu. Zazwyczaj utrzymuje miejsce w czołówce stawki, momentami szarżuje, innym razem zwalnia. Co ciekawe, najlepiej wiedzie mu się jadąc na włoskich oponach.

Mam szczerą nadzieję, iż byli menedżerowie nie obrażą się za tę aluzję. Trzymam kciuki za to, że urażony nie poczuje się również Maurizio Sarri. Tak, wiem, żaden z nich nigdy nie dotrze do moich wypocin…

Wracając jednak do meritum, szkoleniowcy rodem z Italii świetnie czują się na Stamford Bridge i potrafią dostawiać kolejne trofea do klubowej gabloty. Vialli, Ancelotti, Di Matteo, Conte – te nazwiska zapisały się w historii The Blues w wyjątkowy sposób. Ostatnie lata pokazują jednak, że ich wpływ na drużynę jest dość krótkotrwały, formuła prędko ulega wypaleniu, następuje zmęczenie materiału. Zjawisko to przywołuje na myśl idealny start wyścigu w wykonaniu cyklisty, który następnie stopniowo traci siły i dopada go peleton. Mimo że jest najlepszy na danym etapie, nie wygrywa całej imprezy. Etapem w przypadku Londyńczyków jest poprzestanie na zdobyciu 1-2 trofeów, by następnie obniżyć loty i popaść w kryzys.

Początek obecnej kampanii bez wątpienia jest świetny. Ba, początek… Chelsea nie zaznała porażki w żadnym z 12 oficjalnych spotkań, gdyż za takie nie można uznawać starcia o Tarczę Wspólnoty. 9 zwycięstw, 3 remisy, 24 zdobyte bramki i 8 straconych. Podopieczni Sarriego idą jak burza we wszystkich rozgrywkach, czego osobiście się nie spodziewałem i biję się w pierś. Niesłusznie sądziłem, że na efekty pracy nowego szkoleniowca przyjdzie nam poczekać nieco dłużej, a te, jak się okazało, nadeszły natychmiastowo.

I tylko jednego fani londyńskiej ekipy mogą na razie żałować. Chodzi oczywiście o wyśmienitą formę Manchesteru City i Liverpoolu, którzy także nie przegrali jeszcze ligowego meczu, a nawet o jeden więcej wygrali, przez co plasują się nieco wyżej w tabeli. Wszystko to jednak tylko niewielkie różnice, wręcz pozorne przewagi. Wiadomo, że liczy się jedynie to, co stanie się faktem na koniec sezonu, a wtedy tabela może prezentować się zupełnie inaczej.

Zostawmy rozważania i przyjrzyjmy się temu, co rzeczywiste, a więc przemianie Chelsea.

W zeszłej kampanii nie zgadzały się ani punkty, ani styl prezentowany na boisku. Utarte schematy, dość defensywne usposobienie ograniczające zawodników, brak polotu zauważalny nawet u Hazarda. To męczyło wszystkich, od kibiców aż po samego Conte. Roman Abramowicz postanowił położyć temu kres i zatrudnił szkoleniowca, który prowadził wcześniej drużynę, nad którą zachwycała się cała Europa – Napoli.

Niebagatelną rolę przy wyborze nowego kapitana okrętu odegrał też jego charakter i sposób bycia. Sarri nie jest przesadnie apodyktyczny, nie unika dyskusji. Nie zwykł też popadać w konflikty z zarządem czy piłkarzami. Ci, którzy wcześniej nie byli zadowoleni ze swojej pozycji, teraz narzekać nie mogą. Po przeprowadzce do Anglii, Maurizio tchnął nowe nadzieje w graczy takich jak David Luiz lub Willian, pewnie postawił na Rudigera, odblokował i uwolnił też Edena, który przewodzi w klasyfikacji strzelców Premier League, a dzięki regularności wchodzi na jeszcze wyższy poziom. Coraz lepiej radzi sobie również Ross Barkley, który pierwszy raz od listopada 2015 roku zdobył 2 gole w 2 ligowych występach z rzędu, a do tego wrócił do reprezentacji, w której zdążył ponownie błysnąć.

Istnie mocarnie prezentuje się natomiast środek pola The Blues. Kante ewoluuje w ofensywnych aspektach i częściej pojawia się w okolicach „szesnastki” przeciwnika, kreatywnością i pomysłowością zadziwia wypożyczony z Realu Madryt Kovacic, a wszystko zabezpiecza ulubieniec Sarriego – Jorginho. Włoch niczym pilny pracownik poczty (podobno są tacy) stawia stempel jakości na każdej akcji zespołu i notuje rekordowe ilości kontaktów z piłką. Nie dość, że „synek menedżera”, to jeszcze „kochanek futbolówki”.

I tylko na szpicy marność nad marnościami… No dobra, przesadzam, ale Morata i Giroud z pewnością nie spełniają pokładanych w nich oczekiwań. Może Batshuayi po powrocie na Stamford Bridge dostanie prawdziwą szansę?

Co do samego stylu gry, spory wpływ miała zmiana ustawienia taktycznego. Elastyczne, lecz momentami zbyt bierne 3-4-3 zostało zastąpione przez bardziej ryzykowne i agresywne 4-3-3. Wskaźniki widowiskowości i efektowności poszybowały w górę, a i na efektywność narzekać nie można, co objawia się choćby dorobkiem punktowym. Chelsea gra zdecydowanie wyżej, stara się odbierać piłkę przeciwnikom bliżej ich bramki, sama dłużej się przy niej utrzymuje, lecz o jałowości nie ma mowy. Ekipa Maurycego stwarza sobie więcej sytuacji do zdobycia gola i oddaje więcej strzałów niż za kadencji poprzednika. „Sarri-ball” w pełni!

Złośliwi i sceptycznie nastawieni napiszą, że The Blues wyglądają świetnie, lecz gdy przychodzi im stanąć naprzeciwko przedstawiciela żelaznej TOP 6, już tak kolorowo nie jest. W bieżącym sezonie dwukrotnie mierzyli się z Liverpoolem i po razie z Arsenalem oraz Manchesterem United. Starcia z City po raz kolejny nie uwzględniam, gdyż, moim zdaniem, zwyczajnie nie warto – zbyt krótki okres pracy nowego menedżera, by oczekiwać zmian pokroju wejścia na poziom mistrza kraju. 2 zwycięstwa i 2 remisy we wcześniej wspomnianych potyczkach nie są złym bilansem. Jasne, jeśli ktoś aspiruje do wejścia na sam szczyt, musi mierzyć wysoko, odrzucać kompromisy. Wyciąganie daleko idących wniosków i definiowanie sytuacji drużyny na podstawie tych 4 meczów nie ma jednak żadnego sensu.

Do ewentualnego sukcesu jeszcze bardzo, bardzo daleko. Chelsea wciąż liczy się w grze o wszystkie trofea i na ten moment ma zadatki, by coś sobie z tej puli uszczknąć. Na powodzenie misji wpłynie jednak wiele czynników począwszy od formy poszczególnych zawodników, przez atmosferę w grupie, a na zdarzeniach losowych skończywszy. Jak wiemy, cechą najlepszych jest radzenie sobie z takimi sytuacjami oraz aspektami, więc i Chelsea będzie musiała się z nimi zmierzyć.

W nieco odleglejszej przyszłości ważne będzie „podtrzymanie ognia” w drużynie, tak by piłkarze byli stale głodni zwycięstw, a myśl szkoleniowa Sarriego mogła być kontynuowana. Być może rowerzyście trzeba będzie podać napój izotoniczny – na przykład w postaci ewentualnych wzmocnień – w celu zregenerowania sił potrzebnych do walki o jak najszybsze przemierzanie kolejnych kilometrów i dotarcie do mety.

Czy niezbędna będzie wymiana sprzętu równie szybko, co ostatnio? Czy jakość, zapał i zaangażowanie  włoskiego trenera okażą się długodystansowe? Czy sztab szkoleniowy nie włoży kija w szprychy?

Facebook Comments