Mistrzowie Polski

Z pasją opowiadamy o futbolu

Premier League

Teriery wracają do budy

Naukowcy z Uniwersytetu Johna Hopkinsa z Baltimore dowiedli, że pies wyczuwa zły nastrój oraz strach człowieka, dzięki czemu gotowy jest ruszyć mu z pomocą. Potwierdza to tezę, że czworonogi mogą być naszymi najlepszymi przyjaciółmi, lecz jednocześnie powinny rozumieć, iż nie zawsze są najważniejsze, a ponadto znać swoje miejsce w szeregu. Podobnie jest w przypadku Terierów z Huddersfield, które po dwóch latach wylegiwania się na miękkiej kanapie zwanej Premier League, wracają do budy, to jest do Championship.

Mimo że do końca sezonu pozostało jeszcze 6 kolejek, drużyna z John Smith’s Stadium nie ma już szans na utrzymanie się. Tych pozbawiło ją Crystal Palace, które w zeszłą sobotę pokonało podopiecznych Jana Siewerta 2:0 i sprawiło, że ekipa z hrabstwa West Yorkshire stała się drugim najprędzej opuszczającym angielską ekstraklasę klubem w jej dziejach. Szybciej zrobili to jedynie piłkarze Derby County, którzy w sezonie 2007/08 już 29 marca musieli pogodzić się ze spadkiem.

Niepowodzenie Huddersfield nie jest żadnym, choćby najmniejszym zaskoczeniem. Przez dwa lata było ono skazywane na pożarcie, wydawało najmniej pieniędzy na pensje zawodników spośród wszystkich drużyn występujących w Premier League i strzelało najmniej goli. Ostatni czynnik jest wręcz znakiem rozpoznawczym Terierów, które przeszły do historii rozgrywek jako zespół z największym współczynnikiem meczów bez zdobyczy bramkowej. Stało się tak aż w 38 na 70 przypadków, co daje 54,3% spotkań “na zero z przodu”. Jednak czego innego spodziewać się po drużynie, która weszła do elity z negatywnym bilansem bramkowym?

Za Huddersfield płakać nie będziemy, wszak nigdy nie porywało ono stylem gry, ani pasjonującą widowiskowością. Mimo to, warto przyjrzeć się jego kończącej się przygodzie z ekstraklasą, bo choć jej ostatni akt jest smutny, kibice klubu niejednokrotnie mieli powody do radości.

Takim bez wątpienia był sam awans, wywalczony po 45 latach rozbratu z najwyższą klasą rozgrywkową. Jego okoliczności mogły przyprawić fanów o dreszcze – dzięki lepszej skuteczności w serii rzutów karnych, Teriery wygrały finał play-offów, zostawiając w pokonanym polu Reading. Choć miały być najsłabszym beniaminkiem w dziejach Premier League, świętowaniu nie było końca.

Latem zarząd wzmocnił kadrę – udało się pobić klubowy rekord transferowy – a sztab trenerski, wraz z zawodnikami, rozpoczął przygotowania do kolejnego sezonu. Te okazały się na tyle efektywne, że zderzenie z elitą nie było dla Huddersfield tak bolesne, jak spekulowały media. Ba, na przestrzeni pierwszych sześciu kolejek ekipa z John Smith’s Stadium przegrała tylko jedno spotkanie. Potem było już znacznie trudniej, a drużyna prowadzona przez Davida Wagnera przeplatała przyzwoite lub nawet fenomenalne występy, jak chociażby wygrana z Manchesterem United, z kompletnie nieudanymi, jak na przykład porażka z późniejszym spadkowiczem ze Swansea. Liczy się jednak efekt końcowy, a tym było 16. miejsce w tabeli, które oznaczało pozostanie w ekstraklasie.

Radości nie mógł przesłonić fakt, że Teriery należały do ligowych miernot. Odniosły przecież zaledwie 9 zwycięstw i straciły dwa razy więcej goli niż zdobyły. Wszyscy mieli świadomość, jak trudny będzie drugi sezon w Premier League i mimo, że w czerwcu 2018 roku ustanowiono nowy rekord transferowy, pieniądze wydawano rozsądnie. Priorytetem było wzmocnienie najbardziej newralgicznych pozycji, co miało pomóc w walce o przedłużenie bytu w najwyższej klasie rozgrywkowej. Dziś wiemy już, że były to płonne nadzieje.

Na pierwsze trzy punkty w nowej kampanii Huddersfield czekało aż do 11. kolejki i starcia z beniaminkiem z Fulham. Rozpoczęło to najlepszy okres drużyny w bieżącym sezonie, który potrwał… 3 mecze. Między 25 listopada a 26 lutego Teriery zdobyły tylko punkt. Cały jeden punkt na 14 spotkań! W trakcie fatalnej serii, statek zdecydował się opuścić jego kapitan i architekt najświeższych sukcesów – David Wagner. Moim zdaniem, był to kulminacyjny moment rozgrywek 2018/19. Moment, który ostatecznie przesądził o losie drużyny z John Smith’s Stadium.

– David, który jest wspaniałym człowiekiem, przyszedł do mnie i wyjawił, iż potrzebuje przerwy od rygoru pracy menedżera. To bardzo smutny dzień, lecz musimy patrzeć w przyszłość – tak o decyzji byłego reprezentanta Stanów Zjednoczonych wypowiadał się Dean Hoyle, prezes klubu. Rany miał zaleczyć Jan Siewert, sprowadzony z rezerw Borussii Dortmund, lecz Niemiec nie odmienił sytuacji drużyny, która pod jego wodzą wygrała zaledwie jedno spotkanie i w kiepskim stylu pożegnała się z Premier League.

Słodko-gorzka przygoda z elitą nie obfitowała w piękne chwile, po których fani znajdowali się w stanie ekstazy. Na przestrzeni niespełna dwóch lat ich ulubieńcy odnieśli zaledwie 12 ligowych zwycięstw, 46 razy cieszyli się po strzelonych golach i aż 117-krotnie wyciągali piłkę z własnej bramki. Byli zwyczajnie zbyt słabi, by rywalizować z najlepszymi drużynami w kraju, co po spotkaniu z Crystal Palace przyznał Christopher Schindler, obrońca Huddersfield:

– W tym momencie jestem pusty. Patrząc na ten sezon retrospektywnie, od początku do końca, nie byliśmy dostatecznie dobrzy, by utrzymać się w najlepszej lidze świata. To frustrujące, trudno jest znaleźć właściwe słowa. Dopóki mi nie powiedziano, nie byłem świadomy, że spadek jest przesądzony, ale musimy być realistami. Od sześciu lub ośmiu tygodni wiedzieliśmy, że będzie nam trudno i potrzebujemy cudu. Nikt nie chce tego doświadczyć, choć oczywiście ostatnie lata były dla klubu znakomite, rozwinęliśmy się, a kiedy nikt nie dawał nam szans na awans, zrobiliśmy to.

Niemiec dodał też, że w ostatnich kolejkach zespół da z siebie wszystko i postara się wykorzystać ten czas na przygotowania do następnego sezonu. Na tę chwilę wydaje się, iż drużyna z John Smith’s Stadium nieprędko wróci do elity, a jedynym pozytywem jest jej sytuacja finansowa.

Dzięki temu, że zarząd rozsądnie dysponował pieniędzmi, klubowi nie grożą problemy związane z majętnością. Owszem, kadra składa się z 15 najdroższych zawodników w historii Huddersfield, lecz podczas ostatniego okienka transferowego oszczędzano i wydano zaledwie dwa miliony funtów. Ponadto Teriery zostaną objęte programem, który pomaga spadkowiczom w odnalezieniu się w realiach niższej ligi, więc o lukach budżetowych nie powinno być mowy.

Istotna w procesie odbudowy jest także pozycja szkoleniowca. W tej kwestii kluczowe mogą okazać się decyzje podjęte zeszłej zimy, gdyż właśnie wtedy zespół objął Jan Siewert. Wprawdzie nie sprawdził się on w roli strażaka, ale może przywrócić drużynie blask, formując ją od podstaw na własną modłę. Co ważne, prezes klubu wyraził chęć dalszej współpracy z Niemcem:

– Wierzę, że Jan wywarł na drużynę duży wpływ. Podjął kilka ważnych decyzji i wykazał się poświęceniem dla klubu. Jestem zadowolony z jego działań i czekam na to, jak zespół będzie wyglądał po przepracowaniu pełnego okresu przygotowawczego. Zarząd ufa Janowi i postrzega go jako człowieka, który jest w stanie odbudować drużynę.

Dean Hoyle dodał również, iż patrzy w przyszłość z nadzieją i choć ma świadomość poziomu rywalizacji, jaki panuje w Championship, sądzi, że przed jego klubem dobre czasy. Osobiście nie mam co do tego pewności, gdyż nie wierzę w rychły powrót Huddersfield do Premier League. Nie z tak mierną grupą piłkarzy, nie z tak wątpliwą jakością oferowanych przez nich usług. Na znaczące inwestycje w nowych, lepszych zawodników się bowiem nie zapowiada, a bez tego ani rusz. 

Oby zetknięcie z zimną, przeciekającą budą nie było dla Terierów zbyt brutalne.

Facebook Comments