Talent czystej wody

Brazylia od wielu lat jest znana z tego, że eksportuje do Europy na masową skalę kawę i piłkarskie talenty. W 2016 roku do Europy trafiło około 18,42 mln worków brazylijskiej kawy. Miłośnicy tego czarnego napoju z pewnością cenią kawę Santos itp., natomiast większość kibiców futbolu uwielbia oglądać Brazylijczyków w akcji. Piłkarze z jednego z największych państw świata są zazwyczaj świetnie wyszkoleni technicznie, grają widowiskowo, strzelają piękne bramki i porywają tłumy. Kiedy przylatują do Europy to praktycznie z miejsca stają się gwiazdami – Romario, Bebeto, Ronaldo Luís Nazário de Lima, Ronaldinho, Kaka, czy chociażby Neymar Jr. to doskonałe przykłady. Inni muszą ciężko pracować na sławę i ogromne pieniądze jak na przykład Philippe Coutinho. Pytanie jak będzie z naszym dzisiejszym bohaterem? Ma dopiero 18 lat i już reprezentuje barwy Realu Madryt. Królewscy zapłacili za niego 46 milionów euro w lipcu 2018 roku. Jego idolami są Robinho i Leo Messi. Uwielbia pić Coca-Colę i grać w FIFĘ na konsoli. Prawdopodobnie jest największym młodym talentem po Kylianie Mbappé. Mowa oczywiście o Viníciusie Júniorze, młodej gwieździe Los Blancos.

Vinícius José Paixão de Oliveira Júnior urodził się 12 lipca 2000 roku w São Gonçalo, mieście w południowo-wschodniej Brazylii.

Brazylijczyk pochodzi z biednej rodziny, ale miał to szczęście, że jego rodziców wspierał finansowo wujek Ulysses. Dzięki niemu Vinícius Júnior nigdy nie doświadczył ubóstwa. Chłopak dorastał w dzielnicy Mutua, zamieszkiwanej przez milion mieszkańców. Jego rodzice, Vinicius Jose Paixao de Oliveira (ojciec) i Tatiana Vinicius (matka) ciężko pracowali. Byli tak zajęci, że praktycznie nie mieli czasu dla swoich dzieci, dlatego Vinícius Júnior i jego rodzeństwo (2 braci i siostra) trafili do domu swojej babci. W domu babci również się nie przelewało, ale Vinicius i jego rodzeństwo przynajmniej mieli co jeść. Dodatkowe atrakcje zapewniał im wujek Ulysess, który pewnego dnia kupił im konsolę PlayStation z grą FIFA. Vinícius Júnior i jego bracia byli zachwyceni prezentem od wujka. Dziś młoda gwiazda Realu tak wspomina tamten czas: „Zawsze grałem ze swoimi kolegami w piłkę na ulicach. Do domu szedłem tylko wtedy kiedy chciałem pograć w FIFĘ lub spać”. Dzieciak uwielbiał futbol i w zasadzie nie interesowało go nic innego poza tym sportem. Żył piłką nożną 24 godziny na dobę. Jego idolami byli Robinho i Leo Messi, a ulubioną drużyną FC Barcelona. To właśnie Blaugraną grał najczęściej na swojej konsoli.

Zresztą trudno się chłopakowi dziwić ze względu na okolicę, w której mieszkał. Mutua to dziwne miejsce. Jest nie tylko pełne kontrastów jak największe aglomeracje w Brazylii. Ta dzielnica São Gonçalo jest zdominowana przez wyznawców religii ewangelickiej, co w Kraju Kawy bardzo rzadko się zdarza. Poza tym Zatoka Guanabara to piękne miejsce w stanie Rio de Janeiro, ale tylko z pozoru. Dlaczego? Ponieważ ciężko znaleźć tam czystą wodę pitną. Ingerencja człowieka i zmiany klimatyczne spowodowały, że obszary czystej wody występują w pobliżu zanieczyszczeń. Kranówki z tamtych okolic raczej pić nie należy…

Wracając do Brazylijczyka, Vinícius Júnior swoją przygodę z piłką rozpoczął w wieku 6 lat. Trafił wówczas do Futsal at Canto do Rio, słynnego klubu futsalu z południowej części São Gonçalo. Młodziutki „Vini” miał ogromną pasję do piłki i był niezwykle zdeterminowany. Chciał być taki jak Robinho. W końcu Robson de Souza również zaczynał swoją przygodę z futbolem jako zawodnik futsalu.

Początki jednak były trudne. Ośrodek treningowy Futsal at Canto do Rio był daleko od miejsca zamieszkania Viniciusa. Uzdolniony chłopak musiał dojeżdżać do niego codziennie dwoma autobusami. Ponadto treningi sporo kosztowały jego rodziców. Za każde zajęcia w klubie musieli płacić ok. 6 euro. Był to ogromny wydatek dla Państwa Vinicius, dlatego ojciec, Vinicius Jose Paixao de Oliveira zmienił pracę i jednocześnie miejsce zamieszkania. Tylko w ten sposób ojciec mógł pomóc swojemu synowi. Całe szczęście, że rodzina „Viniego” miała Ulysessa. Wujek dołożył się do inwestycji w Juniora i zaproponował mu mieszkanie w miasteczku Piedade, by chłopak miał bliżej do klubu, w którym trenuje. Rodzicie Juniora się oczywiście zgodzili. W ten sposób mogli zaoszczędzić na kosztach transportu. Vinícius Júnior widział jak wiele poświęcili jego rodzice, więc dawał z siebie wszystko. Jako piłkarz futsalu bardzo szybko osiągnął wysoki poziom. Był najlepszy wśród rówieśników i błyskawicznie otrzymał koszulkę z numerem „10”. W wieku 8 lat był tak dobry, że bez najmniejszych problemów ośmieszał swoich kolegów wykonując sztuczkę zwaną „chapeau”. Wzorował się oczywiście na Robinho, który wielokrotnie popisywał się „chapeau” grając zarówno w Brazylii jak i Europie.
Kiedy miał 9 lat rodzice zabrali go na testy do „Fominho”, czyli akademii piłkarskiej Flamengo. W ten sposób Pan Vinicius Jose Paixao de Oliveira chciał przekształcić swojego syna z gracza futsalu w normalnego piłkarza. Trenerzy „Mengão” dostrzegli w nim potencjał, ale kazali stawić się na testach za rok, kiedy będzie starszy. Pierwsze odrzucenie w życiu Viníciusa Júniora zabolało, ale nie zniechęciło. Chłopak wrócił na rok do futsalu. W sierpniu 2010 roku, „Vini” pojechał na testy do Flamengo i zdał je bez najmniejszych problemów.

Utalentowany Brazylijczyk zrobił pierwszy krok do kariery profesjonalnego piłkarza, ale treningi w szkółce Flamengo wiązały się z jeszcze większymi kosztami niż w Futsal at Canto do Rio. Pani Tatiana Vinicius musiała przeprowadzić się do Ulysessa, a ojciec pojechał do São Paulo po lepsze pieniądze. Cała rodzina pracowała na Viniciusa Jr. Chłopak codziennie musiał dojeżdżać ok. 70 kilometrów do centrum treningowego Flamengo. Poświęcenie opłaciło się, a Vinicius szybko stał się najlepszym piłkarzem Flamengo Escolinha (szkółki piłkarskiej Flamengo). Chłopak robił prawdziwą furorę na turniejach piłkarskich. Kiedy miał 13 lat otrzymał powołanie do reprezentacji Brazylii do lat 15. Ówczesny trener Canarinhos do lat 15, Claudio Caçapa tak wspomina Viniciusa: „Jego ojciec zawsze się z nami kontaktował i mówił, że jego syn to ogromny talent. Oczywiście miał rację, bo kiedy już dostał się do młodzieżowej reprezentacji to był w niej najlepszy. Żaden rówieśnik nie mógł się z nim równać”.

Bajecznie wyszkolony technicznie Vinícius Júnior szybko stał się największą gwiazdą pokolenia 2000 w brazylijskim futbolu. Poprowadził swoje Flamengo do zwycięstwa w turnieju Copa Votorantim w 2015 roku. Później pokazał się z dobrej strony w młodzieżowych mistrzostwach stanowych Rio de Janeiro (Campeonato Carioca), w których strzelił 10 goli. Jednak największe wrażenie na trenerach i ekspertach zrobił podczas najbardziej prestiżowego turnieju w Brazylii, czyli Copa São Paulo. Mający dopiero 16 lat na karku Brazylijczyk ośmieszał starszych o 2-3 lata przeciwników. Dryblował niczym Robinho mijając jak tyczki kolejnych rywali. Po Copa São Paulo brazylijskie media zaczęły go porównywać do takich tuz futbolu jak Rai, Rivaldo, Djalminha czy Neymar. Inni widzieli w nim lepszą wersję Lucasa Moury.

Piekielnie zdolny napastnik w wieku zaledwie 16 lat został bohaterem meczu derbowego „Fla-Flu”, w którym strzelił dwa gole i zanotował dwie asysty, a jego Flamengo rozbiło Fluminense 4:0. Potem czarował w koszulce Canarinhos do lat 17 na młodzieżowych Mistrzostwach Ameryki Południowej. To głównie dzięki niemu Brazylia wygrała tamten turniej w Chile, a sam Vinícius Júnior został jego królem strzelców z 12 trafieniami na koncie. Jako reprezentant Seleção do lat 15 i 17 strzelił łącznie 23 gole w 25 meczach.

W dniu 13 maja 2017 roku Vinícius Júnior zadebiutował w pierwszej drużynie Flamengo w meczu z Atletico Mineiro. Już dwa dni po debiucie klub z Rio de Janeiro przedłużył z nim kontrakt do 2019 roku i zwiększył klauzulę wykupu z €30 do €45 milionów euro. Pierwszego gola dla „Mengão” strzelił 10 sierpnia 2017 roku w Copa Sudamericana w starciu z Palestino.

Znakomite wejście w dorosły futbol sprawiło, że cudownym dzieckiem z São Gonçalo zaczęły interesować się największe kluby w Europie na czele z Manchesterem United, FC Barceloną i Realem. Pierwszą próbę ściągnięcia Brazylijczyka podjął Ed Woodward. Niestety oferta „Czerwonych Diabłów” nie przekonała włodarzy Flamengo. Konkretniejsi byli szefowie Blaugrany i Los Blancos. Doszło do walki dwóch hiszpańskich gigantów o podpis Viniciusa Jr. Zarówno Barca jak i Real oferowały €45 milionów. Wydawało się, że „Vini” trafi do Barcelony, swojego ulubionego klubu z dzieciństwa. Nawet Neymar Jr. kontaktował się w tej sprawie z przedstawicielami Flamengo. Ostatecznie jednak Vinicius Jr. na Camp Nou nie trafił. Chwilę zawahania Barcelony wykorzystał Florentino Pérez. Prezes Realu zapłacił Flamengo €46 milionów za Viniciusa. Szacuje się, że łącznie Perez wyda na Brazylijczyka €61 milionów euro!

Jak zareagował na ten transfer nasz dzisiejszy bohater? „To najlepsza okazja jaką może mieć piłkarz. Poświęcę wiele i udowodnię, że zasługuję na taką szansę. Poświęcenie to dla mnie nic nowego. Pochodzę z prostej rodziny i jestem jej wdzięczny za to ile dla mnie zrobili, żebym znalazł się w tym miejscu. Już teraz jestem w klubie, który znajduje się na szczycie światowego futbolu, w Realu Madryt”.

Oczywiście to czysta kurtuazja ze strony Brazylijczyka, ponieważ Real stracił wiele na jakości po transferze CR7 do Juventusu. Świadczą o tym m. innymi wyniki w LaLidze w sezonie 2018/2019. Ekipa Santiago Solariego ma wiele gwiazd w składzie, ale brakuje jej prawdziwego lidera. Być może w przyszłości zostanie nim właśnie Vinícius Júnior, który dopiero uczy się gry na najwyższym poziomie. Póki co Brazylijczyk ma całkiem udany początek w barwach Los Blancos. Do tej pory wystąpił łącznie w 27 meczach we wszystkich rozgrywkach, strzelił 3 gole i zanotował 12 asyst.

Czy jest wart tych pieniędzy? Wiele wskazuje na to, że tak. Jest najbardziej utalentowanym piłkarzem od czasu Neymara Jr w Brazylii. Umiejętności ma większe niż Gabriel Jesus. Jest szybki, znakomicie wyszkolony technicznie i przede wszystkim błyskawicznie się uczy. Ponadto jest ambitny, ciężko pracuje na treningach i pod względem mentalnym przypomina Cristiano Ronaldo, który jak wiemy jest tytanem pracy. Ciężko jest prognozować przyszłość, ale wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że chłopak z Flamengo Escolinha będzie gwiazdą światowego formatu. Bez wątpienia jeden z największych prospektów w futbolu. Jeśli tylko woda sodowa nie uderzy mu do głowy to może napisać piękną historię na Estadio Santiago Bernabéu. Oby w Europie zrobił większą karierę niż jego idol Robinho!

Facebook Comments