5 Paź
2018

Szybkość kontra brutalna siła, czyli Adamek vs. Miller

To koniec kariery Tomasza Adamka. Takie nagłówki mogliśmy przeczytać ponad dwa lata temu po upokarzającej porażce Polaka na gali Polsat Boxing Night „Final Call” w Krakowie z Erickiem Moliną. Amerykanin przez całą walkę czekał na jeden, konkretny cios i w końcu trafił Adamka. Porażka Tomka przez nokaut w 10. rundzie zabolała wszystkich jego fanów. Wydawało się, że po kilkumiesięcznej przerwie od boksu „Góral” ogłosi termin ostatniej walki i pożegna się z kibicami, ale nic z tych rzeczy. Polski pięściarz zrezygnował usług z Rogera Bloodwortha i postawił na Gusa Carrena. Efekt? Wygrane z Solomonem Haumono, Fredem Kassim i Joeyem Abellem. Popularny „Góral” odbudował się, wrócił do formy w wielkim stylu i w nadchodzącą sobotę zmierzy się w Chicago z groźnym Jarrellem Millerem. Jeżeli wygra to może dostać ostatnią w życiu walkę o pas. Jeśli przegra? To powinien zakończyć karierę, przede wszystkim dla własnego zdrowia.

Tomasz Adamek jest jednym z najlepszych pięściarzy w historii polskiego boksu i co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Był mistrzem w dwóch kategoriach wagowych i stoczył wiele niesamowitych, ringowych wojen. Wygrywał m. innymi z Paulem Briggsem, O’Neilem Bellem, Stevem Cunninghamem i Johnathonem Banksem. Szybkość, siła, precyzja, świetny timing, twarda szczęka, to były główne atuty „Gorala” w niższych kategoriach wagowych. W walkach mistrzowskich pokazywał piękny styl polskiej szkoły boksu. Wiele nauczył go trener Andrzej Gmitruk. Po przejściu do wagi ciężkiej Tomek musiał zmienić swój styl. Królewska kategoria wagowa miała być dla niego prawdziwym sprawdzianem i nie mam tu na myśli walki z „wrakiem” Gołotą na początek. Wygrane z Jasonem Estradą, Chrisem Arreolą i Michaelem Grantem wlały nadzieję w serca kibiców „Górala”. Cenne było zwłaszcza zwycięstwo w pojedynku z „Nocnym Koszmarem” Arreolą w 2010 roku. Adamek w wielkim stylu wypunktował Chrisa. Pokazał w tamtej walce wszystkie swoje koronne argumenty, czyli szybkość, spryt, schodzenie z linii ciosów i refleks. Później było już tylko gorzej. Polak postawił na złego konia. Dlaczego? Bo Roger Bloodworth robił wszystko, żeby Adamek był gorszym pięściarzem. Nowy trener skupił się na zwiększeniu masy u pięściarza, który nie dysponował nokautującym uderzeniem w wadze ciężkiej. Błędy w szkoleniu „Górala” zauważył nawet Witalij Kliczko i to tuż przed walką we Wrocławiu o pas WBC. Ukrainiec na konferencji prasowej zwrócił uwagę Adamkowi, że ten nie jest naturalnym ciężkim i nie stanie się nim przez to, że będzie coraz więcej jeść. Starszy z braci Kliczko powiedział, że ciężkim trzeba się urodzić. Co było dalej? Witalij zmasakrował Adamka na oczach kilkudziesięciu tysięcy kibiców na stadionie miejskim we Wrocławiu. Polak wyglądał po tej walce jakby zderzył się z parowozem kolei transsyberyjskiej. Wypłata była konkretna, niestety lanie także. Marzenia o mistrzowskim pasie prysnęły i wróciła szara rzeczywistość. Najgorsze było to, że Tomek nie wyciągnął wniosków i nie podziękował trenerowi Bloodworthowi już po walce z Kliczko. Amerykański trener był największym niewypałem w karierze Adamka, ponieważ przy nim Tomek cofnął się w rozwoju. Roger pozbawił „Górala” wszystkich mocnych stron. Po porażce z Witalijem Adamek pokonał Nagy’ego Aguilerę, Eddiego Chambersa, Travisa Walkera, Steve’a Cunninghama i Dominicka Guinna, ale te zwycięstwa nie były przekonywujące (zwłaszcza z „Szybkim” Eddiem i USS-em; wyjątek to Walker, którego pokonał przez TKO). Potem przyszły dwie porażki z rzędu z Wiaczesławem Głazkowem i Arturem Szpilką. Kariera Adamka stanęła pod znakiem zapytania, dlatego jego kolejnym rywalem został Przemysław Saleta. Walki w Atlas Arenie w Łodzi z 2015 roku w ogóle nie ma sensu wspominać. Natomiast gala Polsat Boxing Night „Final Call” miała być dla Adamka przepustką do jednej z ostatnich wielkich walk. Ku zaskoczeniu kibiców zgromadzonych w Tauron Arenie w Krakowie Eric Molina posłał na deski Adamka w 10. rundzie. Polak ledwo wstał, ale sędzia zdecydował się zakończyć ten pojedynek. W 2017 roku reaktywować karierę Adamka postanowił Mateusz Borek i zadebiutował na rynku promotorów bokserskich w Polsce. Znany dziennikarz sportowy zorganizował walkę „Góralowi” w Ergo Arenie w Gdańsku z Solomonem Haumono. Nowozelandzki pięściarz wagi ciężkiej był ociężały jak słoń i wolny jak wagon z kilkunastoma tonami węgla. Adamek wygrał łatwo, ale nie to było najważniejsze. Najistotniejsza była zmiana na stanowisku trenera. Tomasz postawił na Gusa Currena i Jakuba Chyckiego, speca od przygotowania fizycznego. To dzięki nim „Góral” odzyskał świeżość i wygrał ostatnie trzy walki z rzędu. Właściciel House of Champions Boxing Club na Florydzie odmienił Adamka. Wróciła szybkość, a wiadomo, że jak Tomek jest szybki to wygra z każdym, przynajmniej tak twierdzi. Jednak w sobotę czeka go nie lada wyzwanie. Przeciwnikiem Adamka będzie Jarrell Miller i według Dana Rafaela jest to haniebny mismatch. Dlaczego?

Jarrell aka „Big Baby” Miller to potężny facet. Mierzy 193 cm i waży około 130 kg. Jest silny jak tur i ma bardzo niewygodny styl boksowania. W każdej walce rusza na swojego przeciwnika jak taran i nie daje mu ani chwili wytchnienia. Na swoim rozkładzie ma m. innymi Freda Kassiego, Geralda Washingtona, Mariusza Wacha, Johanna Duhaupasa, a teraz na drodze do walki o mistrzowski pas stoi przed nim Tomasz Adamek. Amerykanin wygląda na chodzącą reklamę sieci barów szybkiej obsługi McDonald’s. Waży mniej więcej tyle co Lorenzo Insigne i Samuel Castillejo razem wzięci (swoją drogą jak można warzyć tyle co dwóch piłkarzy…). Jednak to tylko pozory. Krzykliwy „Big Baby” to facet o zwierzęcej sile. Współczynnik wygranych przez nokaut mówi sam za siebie: 21/18 KO (82%). Poza tym pochodzi z Brooklynu, jest głodny sukcesu i niesamowicie pewny siebie. Jest też bardzo blisko walki o pas mistrzowski w wadze ciężkiej. Tomasza Adamka czeka ciężka przeprawa w Wintrust Arena w Chicago.

Jak widzę walkę Polaka z Amerykaninem? Jeżeli Tomasz Adamek chce wygrać to musi być w życiowej formie. Najlepiej, żeby powtórzył to co zrobił z Chrisem Arreolą w 2010 roku w Ontario. Kluczem do zwycięstwa w konfrontacji z Millerem będą szybkość, spryt i fenomenalny refleks. Mam jednak wątpliwości czy „Góral” zrealizuje plan taktyczny nakreślony przez Gusa Currena. Polak ma 41 lat na karku i wiek działa na jego niekorzyść. Co prawda zawsze był doskonale przygotowany pod względem kondycyjnym, ale z kimś takim jak Miller chyba jeszcze nie walczył. Amerykanin się nie cofa i jest zaprogramowany na destrukcję. Będzie nacierać na Tomka, atakować w każdej rundzie, dlatego mam obawy. Jeśli Tomek się zagapi w tej walce to stanie się z nim to co z Qui-Gon Jinnem w filmie „Gwiezdne Wojny – Mroczne Widmo”, w którym Darth Maul pokonał mistrza Jedi. Chwila nieuwagi i jeden cios Jarrella może okazać się tym nokautującym. Na szczęście „Big Baby” też może popełnić błąd i chyba już to robi myśląc o kolejnej walce po potyczce z Adamkiem. Lekceważenie w boksie nie popłaca. Przekonało się o tym wielu pięściarzy, a Michael Moorer i Adrien Broner to tylko przykłady. Legendarny Bruce Lee powiedział kiedyś, że: „Nie obawiam się kogoś, kto trenuje 10000 kopnięć, ale tego, który 10000 razy trenował jedno kopnięcie” i coś w tym jest. Po stronie Tomasza Adamka jest doświadczenie i szybkość. Polak bardzo dobrze opanował szermierkę na pięści. Sparował z Bermanem Stivernem i Bryantem Jenningsem, więc przygotowany powinien być perfekcyjnie. Pozostaje tylko jedno pytanie: czy to wystarczy? Nie jestem przekonany. Cenię natomiast odwagę oraz serce do walki Adamka i już nie mogę się doczekać tego starcia!

Komentarze
Udostępnij: