13 Wrz
2018

Święty Iker, czyli przykre losy legendy Realu Madryt

Są tacy piłkarze których nie sposób określać inaczej niż mianem legendy. Bohater naszej dzisiejszej opowieści już w wieku 29 lat był jednym z najbardziej utytułowanych zawodników w dziejach. Jeszcze będąc dzieckiem słyszał że niczego wielkiego w życiu nie osiągnie bo jest za niski jak na bramkarza. Z upływem lat słowa niedowierzania zamieniały się w zachwyty, a w gablocie z trofeami zaczęło brakować miejsca na kolejne nagrody. Mistrzostwo świata, dwukrotnie mistrzostwo Europy, młodzieżowe mistrzostwo świata, pięciokrotnie mistrzostwo Hiszpanii, trzy razy zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Niewielu jest piłkarzy którzy mogą chwalić się podobnymi osiągnięciami. Po odejściu z Realu Madryt zniknął z pierwszych stron gazet, ale mimo 37 lat już niedługo ponownie wystąpi w rozgrywkach Champions League. Rozgrywkach w których jest absolutnym rekordzistą pod względem rozegranych spotkań (167).

Czasami pisząc teksty zastanawiam się jak szybko czytelnicy domyślą się o jakim piłkarzu mowa, ale w tym wypadku nie mam żadnych wątpliwości że już po kilku słowach wszyscy wiedzieli kim jest ów jegomość. Proszę Państwa, legenda Realu Madryt i reprezentacji Hiszpanii, Iker Casillas!

Dzieciak

Żeby zrozumieć jego fenomen, cofnijmy się w czasie o prawie 21 lat. Jest spokojny, listopadowy poranek roku 1997, gdy w domu rodziny Casillas rozbrzmiewa telefon. Mari Carmen odbiera i słyszy że jej 16-letni syn ma się w ciągu 2 godzin stawić na lotnisku i wylecieć na spotkanie Ligi Mistrzów przeciwko Rosenborgowi Trondheim. Matka Ikera uznała tego typu słowa za nieśmieszny żart, więc młodziak najnormalniej w świecie poszedł do szkoły. Wszyscy wiedzieli że chłopak ma wielki talent, ale szesnastolatek w takiej drużynie, w takich rozgrywkach? Nie, takie rzeczy się nie zdarzają. Niespodziewanie w trakcie lekcji pojawiają się ludzie z Realu Madryt. Ów żart okazuje się prawdziwym pomysłem Alberto Garcii, który wobec kontuzji Santiago Canizaresa musi ściągnąć na mecz w Norwegii bramkarza z kadry juniorskiej. Jego wybór pada właśnie na Ikera. Tak rozpoczyna się kariera „świętego z Madrytu”.

Casillas spotkanie z Rosenborgiem spędził na ławce rezerwowych, ale zrozumiał że wielki futbol ma na wyciągnięcie ręki. Wybór tego właśnie juniora był nieprzypadkowy, mimo młodego wieku szturmem pokonywał kolejne etapy piłki młodzieżowej. Tym najważniejszym osiągnięciem na szczeblu reprezentacji U-20 było zdobycie mistrzostwa świata w 1999 roku. Na turnieju w Nigerii błysnęli tacy piłkarze jak Ronaldinho, Roque Santa Cruz, Esteban Cambiasso i Diego Forlan, ale ostatecznie to Hiszpanie świętowali zdobycie tytułu. Iker nie pozostawił żadnych złudzeń ani wątpliwości czy należy mu się szansa w wielkiej piłce. Był trzy lata młodszy od reszty zawodników występujących na turnieju. Kto widział kiedyś pojedynki 17-sto i 20-sto latków ten wie że różnica poziomów jest bardzo duża. Jak sam powtarzał, gdy inni myśleli o fenomenalnym uderzeniu, on marzył by je obronić.

Mimo takich osiągnięć w młodym wieku, początkowo obawiał się czy w ogóle poradzi sobie w poważnym futbolu. Wywodził się z rodziny o baskijskich korzeniach która sympatyzowała z Athletic Bilbao. Dlaczego więc Jose Luiz Casillas, gdy tylko Iker skończył 9 lat zaprowadził go na trening do Realu Madryt? Królewscy byli wyborem numer jeden, w przypadku niepowodzenia młodziak miał próbować aż do skutku w innych klubach. Wielki talent musiał otaczać się najlepszymi trenerami, więc naturalnym wyborem był właśnie gigant ze stolicy Hiszpanii. Oczywiście istniała obawa że Królewscy podziękują widząc niski wzrost bramkarza, ale po udanych tekstach Iker związał się z Realem i mógł zachwycać kolejnych szkoleniowców drużyn młodzieżowych. Krok po kroku, ale we właściwą stronę.

Zwycięzca Ligi Mistrzów

Mając 18 lat zaliczył debiut w pierwszej drużynie Królewskich. Jak na złość miał on miejsce na stadionie w Bilbao, drużyny której jego rodzina była od lat kibicami. Młody golkiper nie ustrzegł się błędów, ale w krótkim czasie przekonał trenerów że może gwarantować wysoki poziom nawet przeciwko najtrudniejszym rywalom. Sezon 1999/00 Casillas zakończył wznosząc trofeum Champions League. Nastolatek w tak ważnej roli dał sobie radę lepiej niż można się było tego spodziewać. To na co inni czekają latami, on miał na koncie 4 dni po swoich 19-ych urodzinach. Obiektywnie wypada jednak przyznać, że młody bramkarz popełniał wówczas sporo prostych błędów. Może nie o jakiejś dramatycznej randze, ale widać było że czeka go jeszcze sporo nauki i zdobywania doświadczenia.

W końcu Vicente del Bosque odstawił go od pierwszego składu, do którego wrócił dopiero w… finale LM’2002. Został jego bohaterem popisując się kilkoma kluczowymi interwencjami i na kolejną dekadę niezagrożenie pozostał podstawowym zawodnikiem Królewskich. Wkrótce zaistniał także w reprezentacji seniorskiej.

Galaktyczny Iker

W projekcie galaktycznego Realu Madryt pełno było gwiazd sprowadzanych za ogromne pieniądze, ale przez moment nikt nie zastanawiał się nad zmianą golkipera. Casillas stał się symbolem Królewskich, człowiekiem związanym z klubem od dziecka, który nie zachowuje się jak pospolity celebryta. W przeciwieństwie do wielu kolegów imponował skromnością i pokorą, nie przysparzał zespołowi żadnych problemów, nie był bohaterem serwisów plotkarskich, do pewnego momentu szczelnie chronił swoje życie prywatne. Dlaczego do pewnego momentu? Odkąd w 2009 roku związał się z dziennikarką Sarą Carbonero coraz chętniej doszukiwano się informacji z jego bliskiego otoczenia. Paradoksalnie zdaniem hiszpańskiej prasy to małżeństwo z panią Sarą przyczyniło się do późniejszych problemów Ikera.

Kolejne lata kariery Ikera były pod pewnym względem podobne. Casillas co sezon znajdował się w czołówce najlepszych bramkarzy na świecie, a Real walczył o najważniejsze trofea. W 2008 roku klub zdecydował się podpisać „dożywotni” kontrakt ze swoją gwiazdą, zawierając w nim zapisek o kwocie wykupu rzędu 113 milionów funtów (w praktyce kontrakt obowiązywać miał do 2017 roku, ale automatycznie przedłużać się jeśli Iker rozegrałby 30 spotkań w sezonie). Do sukcesów w piłce klubowej zaczęły dochodzić zwycięstwa z reprezentacją Hiszpanii. Jako kapitan wzniósł pierwsze dla tej nacji mistrzostwo świata poprzedzone tytułem na Starym Kontynencie. Udało mu się zapanować nad zwaśnionymi zawodnikami z Realu i Barcy, za co do dzisiaj szanuje go część kibiców z Katalonii. Już wtedy pojawiały się jednak znamiona kryzysu.

Kryzys Casillasa

W trakcie sezonu 2010/11 Real opuścili zawodnicy silnie związani z klubem, Raul oraz Guti. Już to wydarzenie pokazało że władze Królewskich nie mają żadnych sentymentów wobec ludzi którzy Realowi poświęcili większość swojej kariery. Nie będę w tym miejscu krytykować zespołu z Madrytu, bo zdaje sobie sprawę że tego typu klub jest ogromnym przedsiębiorstwem które nie może pozwolić sobie na słabości. Pod koniec 2012 roku ofiarą machiny zmian stał się Iker. Królewscy potrzebowali za wszelką cenę sukcesu, którego ojcem miał został słynny Jose Mourinho. Portugalczyk mimo licznych wzmocnień nie potrafił zapewnić konkretnych wyników, a nikt w klubie nie zachwycał się półfinałem Ligi Mistrzów czy wicemistrzostwem Hiszpanii. W końcu The Special One bez specjalnego wytłumaczenia posadził Ikera na ławce rezerwowych w spotkaniu ligowym.

Nieoficjalnie było to spowodowane niechęcią trenera do zawodnika, w którym widział „kreta” wynoszącego plotki z szatni do mediów. Mourinho połączył fakt związku Casillasa z Carbonero uznając że to bramkarz przekazuje hiszpańskiej prasie niekorzystne dla szkoleniowca informacje. Kwestią czasu była zemsta na Ikerze, na domiar złego Casillas doznał poważnej kontuzji. Kilka tygodni później Jose zażądał sprowadzenia Diego Lopeza z Sevilli.

Długoletni kapitan Królewskich długo czekał na swój powrót który nastąpił dopiero po zmianie szkoleniowca, gdy w klubie pojawił się Carlo Ancelotti. Włoch wbrew oczekiwaniom w lidze dalej stawiał na Lopeza, ale w Lidze Mistrzów to Iker wrócił do gry w roli podstawowego golkipera. Nie lepiej działo się w reprezentacji, gdzie błędy Casillasa na mundialu 2014 doprowadziły do niespodziewanej klęski Hiszpanów. Magia perfekcjonisty przestała działać. Można narzekać że Mourinho uwziął się na swojego zawodnika, ale kilkoma błędami Casillas nie poprawił swoich notowań u szkoleniowca.

Z Madrytu do Porto

W połowie 2015 roku spełnił się scenariusz który jeszcze kilka lat wcześniej wydawał się niemożliwy. Iker Casillas opuścił Real Madryt wiążąc się z portugalskim Porto. -Po 25 latach bronienia barw największego klubu na świecie w mojej karierze nadszedł trudny dzień. Żegnam się z miejscem, które dało mi wszystko- mówił z łzami w oczach na specjalnie zwołanej konferencji prasowej. Niedługo później stracił miejsce w reprezentacji narodowej i kilka bardzo dobrych kontraktów reklamowych. Do dzisiaj szczegóły tamtych wydarzeń budzą spore kontrowersje. Jedni uważają że winny był Florentino Perez który nie lubił Casillasa i wykorzystał właściwy moment na pozbycie się problemu (taki scenariusz przedstawiła matka piłkarza), inni twierdzą że Real potrzebował bramkarza na najwyższym poziomie, a Iker przestał go gwarantować, jest również spora grupka krytyków zarzucających Hiszpanowi stawianie siebie ponad dobro klubu. Być może narażę się wielu sympatykom Królewskich, ale w dalszej części tekstu chciałbym przedstawić Wam swoją subiektywną ocenę sytuacji.

Iker Casillas przez lata był czołowym bramkarzem na świecie, z tym nie ma sensu polemizować. Występując obok galaktycznych piłkarzy sam stał się jedną z najpopularniejszych osób świata futbolu. Ktoś mógłby powiedzieć że rola bramkarza w tak wielkim klubie jest łatwa, bo przecież w wielu spotkaniach jest niemalże bezrobotny, ale pozycja Casillasa wykraczała poza grę między słupkami. Systematycznie stawał się liderem zespołu, elementem spajającym grono gwiazd z ogromnym ego. W takim klubie jak Real nie ma jednak miejsca na słabości, więc nawet największe piłkarskie persony opuszczały drużynę gdy przestawały gwarantować oczekiwany poziom.

Zło konieczne

Pozycja bramkarza jest w tym wypadku specyficzna, bo jego słaba dyspozycja odbija się na wynikach całego zespołu. O ile doświadczony pomocnik czy napastnik może dograć końcówkę kariery wchodząc z ławki, o tyle golkiper musi w danym momencie być w optymalnej formie. Brutalnie to zabrzmi, ale Bayern Monachium stracił co najmniej dwa sezony stawiając na świetnego, ale z wiekiem będącego w coraz gorszej dyspozycji Olivera Kahna. Nikt nie odważył się „odstrzelić” bramkarza reprezentacji Niemiec, ale jego kilka błędów miało bardzo kosztowne konsekwencje dla drużyny z Bawarii. Dochodzimy w tym momencie do konfliku wartości, czy ważniejsza jest wierność ideałom, czy osiąganie sukcesów za wszelką cenę? Bo przecież w piłce nożnej gra się przede wszystkim o trofea. Czy Iker Casillas pod koniec pobytu w Madrycie gwarantował wyższy poziom niż Keylor Navas? Mam co do tego spore wątpliwości, chociaż to zwykłe gdybanie. Królewscy mieli więc trzy opcje.

a) Stawiać na legendę klubu która popełniała błędy
b) Stawiać na Navasa, zmuszając legendę klubu do roli rezerwowego
c) Nakłonić legendę klubu do opuszczenia zespołu

Każdy z tych wyborów niósł za sobą negatywne konsekwencje, ale władze Realu uznały że ta trzecia opcja to najmniejsze zło. Faktem jest że zawaliły pożegnanie z Ikerem, które powinno odbyć się po dżentelmeńsku, co najmniej takim jak rozstanie Juventusu z Buffonem. Niezależnie od wszystkiego, Casillas był, jest i będzie legendą Królewskich.

Kret

Ile prawdy jest w doniesieniach o byciu Kretem w szatni Realu? Postawcie się w roli Ikera. Jego żona jest znaną dziennikarką na którą wszyscy patrzą przez pryzmat związku ze znanym zawodnikiem. Próbuje swojej kariery prowadząc kilka firm (odzieżowa, reklamowa, kosmetyczna), które generują ogromne straty. Jej mąż żali się że w klubie ma problemy, że piłkarze nie dogadują się z trenerem. Absolutnie nie widzę nic dziwnego w tym że piłkarz wygadałby się ze swoich spostrzeżeń najbliższej sobie osobie. Czy Sara Carbonero wykorzystała te informacje i puściła dalej w obieg? Taki scenariusz trzeba jak najbardziej brać pod uwagę. Ktoś podkoloryzował tekst i tak media dowiadywały się o smaczkach które nie powinny opuszczać szatni Królewskich. Casillas może i nie miał złych intencji, ale mógł powiedzieć kilka słów za dużo. Mógł, bo nie ma na to żadnych dowodów. Z jego perspektywy był zawsze uczciwy wobec klubu, z perspektywy kibiców pojawiły się różne opinie.

Przyszłość w Stanach?

Ostatnie lata spędzone w Porto to dosyć specyficzny okres. Iker z jednej strony powtarza że w Portugalii znów cieszy się spokojem i czerpie przyjemność z gry nie mając nad sobą ogromnych oczekiwań, z drugiej władze klubu przez jakiś czas narzekały że nie przełożyło się to na osiągnięcia zespołu. Wydawało się zresztą że przed trwającym sezonem Casillas odejdzie do MLS, ale ostatecznie dosyć niespodziewanie przedłużył umowę z Porto. Hiszpańskie media kilka tygodnii temu próbowały przemycić dwie dziwne plotki. Ile w nich prawdy, nie potrafię Wam odpowiedzieć, chociaż brzmią mocno naciąganie.

Po pierwsze, Iker miał mieć spory wpływ na zwolnienie Julena Lopetegui’a z posady selekcjonera reprezentacji Hiszpanii. Podobno prezes tamtejszej federacji dowiedział się o zatrudnienia szkoleniowca w roli Realu Madryt podczas wspólnego obiadu z Ikerem i Xavim, którzy mieli podpuszczać go do wyciągnięcia surowych konsekwencji. Dziwne to z jednego prostego powodu. To Lopetegui był trenerem Porto który ściągnął do swojego klubu Casillasa. A skoro trener kilka lat temu sprowadzał do siebie tego golkipera, to podobno teraz miałby być skłonny na powrót Ikera do Realu. Tego typu rozwiązanie brzmi jednak po prostu niewiarygodnie. W klubie są Keylor Navas i Thibault Courtois, jaki sens ściągać teraz Casillasa? Zwykła, bezwartościowa plotka.

Podsumowanie

Co dalej z Ikerem? Ano dogra kontrakt w Porto, potem być może ruszy na podbój MLS uczestnicząc w projekcie klubu Davida Beckhama. Czas leczy rany, więc pewnie za kilka lat wróci do Madrytu, ale już w innej roli. Niezależnie od końcówki pobytu w Realu, należy mu się szacunek na który pracował latami. Jego interwencje pomogły Królewskim dojść na szczyt, z którego nieoczekiwanie spadł. Być może stał się po prostu ofiarą własnej perfekcji i pogrążyły go oznaki spadku formy. Nigdy nie dowiemy się co stałoby się gdyby nie opuścił tego klubu. Być może do dzisiaj grałby u Zinedine Zidane’a, ale równie prawdopodobne że mielibyśmy przykry widok bolesnego upadku na dno. Osobiście wolę pamiętać go wznoszącego trofeum Ligi Mistrzów, niż wpuszczającego klopsy eliminującego Królewskich z tych rozgrywek. Tym bardziej że takowych nie było dużo.

Dziś Iker już nic nie musi. Właściwie to nic nie musiał już wiele lat temu. Możliwe że brak motywacji miał swoje odbicie na gorszych występach, ale dekada w klubie o tak ogromnej presji wyniku, to i tak fantastyczne osiągnięcie. Ciężko nie odnieść wrażenia że osiągnięcie które przy obecnym rozwoju piłki będzie zdarzać się coraz rzadziej. Dziś piłkarz jest jedynie maleńkim trybem który wymienia się gdy zaczyna zawodzić.

Komentarze
Udostępnij: