Mistrzowie Polski

Z pasją opowiadamy o futbolu

Bundesliga

Spójrzmy na Bayern Niko Kovaca

Mecz z Tottenhamem był prawdziwym testem dla Bayernu, weryfikacją siły obecnej drużyny, czy jest już gotowa na pojedynki z czołowymi drużynami Europy. Wynik poszedł w świat, pogrom na Tottenham Hotspur Stadium widziała cała Europa i w chwili obecnej odpowiedź może być tylko jedna. Jednak, czy aby na pewno Bawarczycy zagrali piorunujący mecz i wystrzegli się błędów? Jak to mawia Darek Szpakowski w Misji Futbol – spójrzmy na Bayern… Niko Kovaca.

Pokaz siły

Mecze na europejskiej arenie to coś, co w ostatnich latach mogło śnić się po nocach kibicom klubu z Monachium. Mimo, że Bayern przez wielu ekspertów uznawany był za najlepszy zespół w Europie, to od triumfu w LM w sezonie 2012/13 zawsze czegoś brakowało. Detalów, które sprawiały, że Die Roten byli tak blisko, a zarazem tak daleko. Z czasem, od podpisania kontraktu z Niko Kovacem nastąpiła lekka stagnacja. Włodarze Bayernu boją się wydawania kosmicznych sum na sprowadzanie gwiazd i w efekcie sprawiło to, że o Bawarczykach nie mówimy już tak często w kontekście kandydatów do zdobycia Pucharu Europy.

Jednak koncert, który dała ekipa Niko Kovaca we wtorkowy wieczór zapewne zmieni nastawienie. Tak efektowna wygrana w ogromny sposób polepszy wizerunek klubu, jak i samego trenera. To był mecz, w którym Bayern w brutalny sposób pokazał swoją siłę. Wykorzystał błędy Tottenhamu i uwidocznił ich braki, a zamazał nieco swoje. Piłkarze z Allianz Arena byli skuteczni do bólu i w perfekcyjny sposób wypunktowali rywala. We wtorkowy wieczór wysłali jasny sygnał do pozostałej reszty europejskich gigantów – walczymy o najwyższe cele.

W blasku fleszy

Efektowne zwycięstwo w przekonującym stylu było nie tylko potrzebne samemu klubowi, ale również Robertowi Lewandowskiemu. Polak już stał się żywą legendą Bundesligi, ale na europejskich salonach – nawet pomimo zajmowania czwartego miejsca pod względem liczby strzelonych goli w LM (56) – nie może czuć się do końca spełniony. Po pierwsze, nigdy nie sięgnął po najcenniejsze trofeum na starym kontynencie. Po drugie, w decydujących meczach LM często zawodził i nie był w stanie poprowadzić swojej drużyny do zwycięstwa.

Bicie kolejnych rekordów w Bundeslidze nie robi już na nikim efektu „wow”. Światła reflektorów najmocniej skierowane są na Roberta podczas zmagań w Lidze Mistrzów z największymi zespołami. Czy starcie z Tottenhamem można do takich zaliczyć? Uważam, że nie do końca. Takie mecze przyjdą dopiero w fazie pucharowej, a wtorkowa rywalizacja była do tego świetnym przetarciem. „Lewy” był wczoraj kluczową postacią Bayernu, zwłaszcza gol na 2:1 był przepięknej urody i w mojej opinii decydujący dla dalszego przebiegu spotkania. Uważam, że takie spotkanie było mu bardzo potrzebne. Również pod kątem mentalnym.

A może jednak nie jest tak kolorowo?

Wśród mnóstwa pochwał i zachwytów nad grą Bayernu, warto pochylić się również nad tym, co nie funkcjonowało tak, jak powinno. Otóż łyżką dziegciu w beczce miodu jest postawa defensywy. Co prawda Bawarczycy w 6 ligowych meczach stracili 6 goli i nie jest to wynik rozczarowujący, jednak ciężko powiedzieć, że ich obrona jest monolitem. W pierwszych 30 minutach meczu wydatnie pokazał to Tottenham, który raz po raz zagrażał bramce Manuela Neuera.

Tottenham z wielką łatwością odbierał piłkę w pressingu i stwarzał sobie sytuacje. Boczni obrońcy przy wejściach mieli mnóstwo miejsca i czasu na dośrodkowanie. Napisze naprawdę szczerze – nie pamiętam, kiedy ostatni raz widziałem Tottenham, który z taką łatwością stwarza sobie okazje bramkowe. Nawet w zwykłym meczu Premier League, z zupełnie przeciętnymi drużynami ma o wiele większe problemy. Jasne, zespół Mauricio Pochettino zaczął mecz na dużej intensywności, Bayern wytrzymał napór, a potem rzucił siły na zmęczonego rywala. Jeśli taki był plan Niko Kovaca, chwała mu za to.

Już po końcowym gwizdku sędziego natknąłem się na statystykę expected goals (xG), czyli spodziewane bramki (grafika poniżej) i według tego modelu Bayern wcale nie dominował nad rywalem. Choć nie lubie powoływać się na tego typu statystyki to jednak w tym przypadku – przy tak dużej dysproporcji pomiędzy spodziewaną, a rzeczywistą ilością goli – moim zdaniem warto. Wniosek jest prosty – Bawarczycy byli do bólu skuteczni.

Bayern zdobył 7 goli przy xG równym 2.1 – imponująca skuteczność

Wiem, że krytykowanie zespołu po meczu, w którym rozgromił rywala 7:2 jest nieco dziwne. W mediach przeczytacie zapewne, jaki to Bayern był świetny. I słusznie, też się z tym zgadzam. Jednak jeśli są aspekty, w których powinni się poprawić to uważam, że należy je uwzględnić. Naprawdę, nie czepiałbym się, jeśli ekipa Kovaca na te 30 minut oddałaby piłkę przeciwnikowi i efektywnie broniłaby dostępu do własnej bramki. Ale tak nie było. Bayern w 20 minut dał sobie zagrać cztery prostopadłe podania za linię obrony, dopuszczając do klarownych szans. Mieli szczęście, że skończyło się to tylko jednym golem. Takie były moje przemyślenia po pierwszej części spotkania i nie zamierzam wymazywać ich z pamięci.

Facebook Comments