Czy spełni się sen Profesora?

21 lat. Tyle na powrót do Ekstraklasy czekali kibice Cracovii. Gdy wreszcie w sezonie 2004/05 Pasy powróciły do elity, wydawało się że nadchodzą złote lata dla Krakowskiej drużyny. Janusz Filipiak jasno deklarował. „Cracovia wróci na szczyt”.

Doskonale pamiętam baraże z Górnikiem Polkowice. Cracovia absolutnie zdemolowała rywali dwukrotnie zwyciężając 4:0. Ponad 12 tysięcy osób zgromadzonych na stadionie Pasów z niekrytą dumą mogło powiedzieć „nadchodzi nasz czas”. I tak pokrótce było.

Pierwszy sezon Pasów po powrocie był bardzo udany. Cracovia zajęła dobre 5 miejsce, pokonując w trakcie sezonu m.in. Legię Warszawa. To właśnie wtedy piłkarska Polska usłyszała o takich graczach jak Piotr Giza, Marcin Cabaj i Piotr Bania. Właściciel klubu profesor Janusz Filipiak wyraźnie poczuł sportową adrenalinę i szumnie zapowiadał że Pasy w krótkim czasie zostaną mistrzem. Niestety tutaj wypada przedstawić pierwszy zarzut wobec działaczy najstarszego istniejącego klubu w Polsce.

1. BRAK CIERPLIWOŚCI.

Ówczesny trener Pasów Wojciech Stawowy cieszył się tak wielką sympatią profesora Filipiaka, że dostał do podpisania kontrakt na… 10 lat. Finalnie odszedł po zaledwie dwóch tygodniach. Sprawa tamtych wydarzeń wciąż owiana jest tajemnicą, chociaż według opowieści byłego trenera Pasów wszystko rozbiło się o… brak transferów i zgrupowania. Od tamtej pory można zauważyć kilkanaście koncepcji budowania drużyny. Właściwie co trener to inny pomysł. Brakowało konsekwencji i wytrwałości w realizowaniu planów. A wracając do trener Stawowego, widać na dłoni przykład braku spokoju i opanowania. I tutaj idealnie można zauważyć kolejny błąd w prowadzeniu klubu…

2. ZAŁATWIANIE SPRAW PRZEZ MEDIA

Wojciech Stawowy w jednym z wywiadów zdradził że po rundzie jesiennej debiutanckiego sezonu przedstawił władzom klubu listę piłkarzy których chciałby w składzie. Nie sprowadzono nikogo z tamtej listy, więc zaproponował przeprowadzenie trzeciego zgrupowania za zaoszczędzone na braku wzmocnień środki oraz po części z budżetu planowanego na premie dla zespołu. W wypadku gdyby piłkarze nie chcieli poświęcać swoich premii, całość swojej premii zadeklarował oddać właśnie Stawowy. W niedługim czasie Janusz Filipiak ogłosił w mediach że piłkarze sami sfinansują nieszczęsne zgrupowanie, co spotkało się z protestami graczy. Dżentelmeńskie ustalenia między właścicielem a trenerem wypłynęły do mediów. Protestujący zawodnicy zostali ukarani, a Wojciech Stawowy uniósł się honorem i odszedł. Czy rzeczywiście sprawa wyglądała tak jak później relacjonował szkoleniowiec? Ciężko wyrokować, chociaż faktem jest że Janusz Filipiak bardzo chętnie dzielił się sprawami klubowymi z mediami. Czy tamtą sprawę można było załatwić inaczej niż poprzez pranie brudów w wywiadach?

W samym 2006 roku Cracovia miała 3 szkoleniowców. Unikano jednak jakichkolwiek transferów gotówkowych. Dopiero w 2008 roku Pasy wydały ponad milion euro na wzmocnienia (same zarobiły 400 tysięcy euro na Piotrku Gizie).

3. BŁĘDNA POLITYKA TRANSFEROWA

No właśnie kogo wówczas sprowadzono? Sacha, Sasin, Wasiluk, Ślusarski. Cracovia stawiała na ilość, a niekoniecznie jakość. Na obronę tamtych transferów wypada przyznać jednak że o takiego Sachę i Wasiluka biło się wówczas wiele silniejszych klubów. Prezes Filipiak zdecydował się jednak na politykę „produkcji piłkarzy brutto”. Co to miało znaczyć? Sprowadzanie tanio utalentowanych, młodych graczy, ogrywanie i sprzedaż za spore sumy. Paradoksalnie od tego momentu Cracovia z sezonu na sezon grała coraz gorzej. Kulminacją był tok 2011 gdy w klubie postawiono na model Holenderski. Dyrektorem Sportowym został Tomasz Rząsa, a do drużyny zaczęto sprowadzać wielu piłkarzy z zagranicy. Prawie 2.5 mln euro wydane na transfery w jednym sezonie kompletnie się nie zwróciło. Kto dziś pamięta takich kopaczy jak Marian Jarabica, Bojan Puzigaca czy Pavol Masaryk? Gwoli sprawiedliwości wypada jednak przyznać że Pasy w końcu również zarobiły na sprzedaży graczy. 1.5 mln euro za Mateusza Klicha i 0.8 mln za Piotra Polczaka mocno poprawiły bilans transferowy. Nie poprawiała się natomiast gra klubu który po sezonie 2011/12 spadł z Ekstraklasy.

Banicja nie trwała długo, a ratownikiem drużyny został… Wojciech Stawowy. Zmieniła się ponownie polityka transferowa klubu. Tym razem oszczędzano na wydatkach, przez kilka lat nie wydając większych sum. Stawowy ponownie opuścił klub skonfliktowany z władzami. Swoją szansę otrzymał Robert Podoliński ale to za Jacka Zielińskiego Pasy rozpoczęły marsz ku czołówce tabeli. 4 miejsce w sezonie 2015/16 przyjęto z ogromnym zadowoleniem. Cracovia wydawała się być skazana na sukces.

4. ZANIECHANIA.

Pasy były wówczas jedną z najefektywniej grających drużyn w Ekstraklasie. Wzrosło zainteresowanie ze strony widzów, Bartosz Kapustka przebił się w reprezentacji. Z milionami za jego transfer i zgraną kadrą wydawało się że szturmem Pasy powalczą o najwyższe miejsca w kolejnym sezonie. Tymczasem jedynym konkretnym wzmocnieniem gotówkowym był Krzysztof Piątek sprowadzony za 0,5 mln euro. Zamiast oczekiwanych zawodników na wysokim poziomie do drużyny sprowadzono kilkunastu piłkarzy ze Słowacji, Bułgarii i Węgier. Pytanie dlaczego? Co takiego sprawiło że klub na fali, mający pieniądze na wzmocnienia musiał szukać substytutów wzmocnień zamiast solidnych graczy? W tamtym czasie popularność zdobyło stwierdzenie „nie jesteśmy klubem pierwszego wyboru”. Problem polegał jednak na tym że Pasy miały wówczas mnóstwo argumentów. Solidny budżet, miejsce w europejskich pucharach i renomę po sprzedaży Kapustki. Czy zdolni piłkarze olali by drużynę z której inny piłkarz wybił się do ekipy mistrza Anglii? Drużyna Zielińskiego mocno spuściła z tonu. Profesor Filipiak obiecał wzmocnienia i… zwolnił Zielińskiego.

Nowo zatrudniony Michał Probierz musiał korzystać z tego co ma. Na początek przewietrzył mocno kadrę, ale realnie mówiąc nie udało się sprowadzić żadnego wybitnego zawodnika. Wydano za to rekordowe 850 tysięcy Euro na Jaroslava Mihalika co można póki co uznać za wielką pomyłkę.

Pytanie, czemu zabrakło wzmocnień? Czemu mimo wielu zapowiedzi klub nie potrafił przeprowadzić konkretnych transferów na poziomie? Kto ponosi za to odpowiedzialność? Profesor Filipiak, wiceprezes Tabisz czy jeszcze ktoś inny? Cracovia mimo iż deklaruje wybór jakiejś drogi rozwoju to bardzo szybko ją porzuca. Widać to było jak na dłoni w okienku gdy najpierw zdecydowano że to Jacek Zieliński ma przygotować klub do sezonu, potem romansowano z Waldemarem Fornalikiem a na końcu postawiono na Probierza który z miejsca odstrzelił Forsella i Kędziora, dwójkę graczy z listy życzeń Zielińskiego.

5. TYMCZASOWOŚĆ

Problem większości klubów Ekstraklasy. Nie ma żadnego długofalowego pomysłu. Nawet w obecnym sezonie gdy Michał Probierz deklarował że potrzebuje czasu na budowę czegoś sensownego, pojawiały się głosy o jego zwolnieniu. Cracovia działa „na już”. Klub gra słabo? To zwalniamy trenera. Piłkarz z zagranicy zawodzi? To olewamy ten kierunek. Junior popełnił błąd w meczu? To stawiamy na seniorów. Oczywiście nie tędy droga.

Odpowiadając na najważniejsze pytanie, wątpię czy Janusz Filipiak będzie kiedykolwiek świętować tytuł mistrza Polski w piłce nożnej. O ile wierzę że z wiekiem uczy się spokoju i cierpliwości, o tyle nie widzę szans żeby usunął się w cień i jedynie wykładał pieniądze na transfery, zostawiając odpowiedzialność za wzmocnienia na trenerze. Gdybyśmy mieli wybrać najlepszy transfer Pasów w ciągu ostatnich 20 lat to zapewne mielibyśmy spore problemy. I nie byłyby to możliwe kłopoty bogactwa. Pozostaje więc życzyć panu profesorowi by słowa bardziej przekładały się na czyny. Michał Probierz choć przeżywa jako trener ciężki czas i zapewne do końca sezonu będzie zmuszony martwić się o utrzymanie, to ma pomysł na budowę klubu „od podstaw”. Czy dla Pasów nadejdą lepsze dni? Czy transfery w końcu będą jakościowe, a nie ilościowe? Czy rozwinie się szkolenie młodzieży? Te pytania póki co pozostają bez odpowiedzi.

Patrząc przez pryzmat czasu jaki spędził w Krakowie Janusz Filipiak, wypada docenić to co robi dla Cracovii. Nie rozwija się jednak ten kto nie podchodzi do problemów krytycznie. Musi przede wszystkim odpowiedzieć sobie na pytanie czego oczekuje od drużyny. Wyników na teraz, czy też stabilnego rozwoju? Wielokrotnie przecież deklarował że jest nawet w stanie wydać kilka milionów na transfer jeśli uzna to za dobrą inwestycję. Póki co powinien wziąć sobie do serca zasadę rozwoju. Krok po kroku, ale ważne że we właściwą stronę.

Facebook Comments