Sandecja Nowy Sącz – Oblany egzamin dojrzałości

Sezon 2017/18 w piłkarskiej Ekstraklasie dobiega końca, pora więc na pierwsze podsumowania. Zaczynamy od Sandecji Nowy Sącz, dla której debiut w najwyższej klasie rozgrywkowej nie zakończył się happy endem.

Zespół prowadzony wówczas przez Radosława Mroczkowskiego intrygował mnie w pierwszej lidze. Skład oparty na Polakach, w dużym stopniu skreślonych w innych zespołach (Dudzic, Baran). W drużynie grało dwóch obcokrajowców (Kuban, Piter-Bucko), ale na pierwszy rzut oka można było odczuć polskość ekipy. Liczyłem że to może być powiew świeżości w Ekstraklasie zdominowanej przez wielu przeciętniaków. Tym bardziej że przecież Nowy Sącz wyprzedził w rozgrywkach pierwszoligowych Górnika Zabrze, który tak dobrze poradził sobie w najwyższej klasie rozrywkowej. Dlaczego nie wyszło?

Problemy rozpoczęły się, gdy ogłoszono że Sandecja mecze „u siebie”, będzie rozgrywać na stadionie w Niecieczy. Skazani na tułaczkę znaleźli się w ciężkiej sytuacji jeszcze zanim rozbrzmiał pierwszy gwizdek sezonu. Przy niewielkim budżecie, nie wzmocniono wystarczająco zespołu. Sprowadzani z Cracovii gracze (Brzyski, Cetnarski) kompletnie zawiedli. Jasne że Sandecja nie jest finansowym krezusem i nie mogła pozwolić sobie na milionowe wzmocnienia, ale rozumowanie na zasadzie „ściągniemy kogokolwiek, może ktoś odpali” to już akt desperacji. Nie krył tego trener Mroczkowski który przed startem rozgrywek miał do dyspozycji ledwie kilkunastu graczy. Profesjonalne przygotowanie pod Ekstraklasę? Nie za bardzo.

Jeszcze większym dramatem okazała się próba ściągania obcokrajowców. Nowy Sącz stał się perfekcyjnym miejscem do wciskania szrotu. Bez urazy, ale wystarczyło trochę wygooglować żeby już przed podpisaniem kontraktu z takim Bengu, wiedzieć że to słaby obrońca. Tymczasem koleś wywalony z najsłabszej drużyny w Rumunii miał ratować Ekstraklasowy byt Sandecji. Zabrakło pomysłu, jakiegokolwiek modelu rozwoju klubu. Takie typowe, polskie „jakoś to będzie”. Stadion sam się wybuduje, punkty same się zdobędą. Nie mamy solidnych graczy? To dajmy zarobić menedżerom, niech nam kogoś wcisną. A jak!

Sama sytuacja z Freddym Adu pokazała że relacje w klubie są dalekie od idealnych. Do Nowego Sącza przyjeżdża piłkarz na testy, a trener dowiaduje się o tym ostatni? Ciężko to logicznie skomentować. Nie zarzucam złych chęci działaczom Sandecji. Po prostu poziom Ekstraklasy ich przerósł. Z perspektywy czasu rację miał Mroczkowski, który zarzucał działaczom brak zaangażowania w autentyczne wzmacnianie zespołu. Adu? Typowa akcja pod publikę.

NAJLEPSZY PIŁKARZ:

Dawid Szufryn. Facet w wieku 31 lat zasmakował Ekstraklasy w barwach klubu którego jest wychowankiem. Oczywiście jako środkowy obrońca ostatniej drużyny w lidze nie ma zbyt wielu powodów do euforii, ale pokazał to czego brakowało wielu jego kolegom. Determinację, zaangażowanie, wolę walki. W każdym spotkaniu w którym zagrał nosił opaskę kapitana. W perspektywie walki o powrót do elity, Szufryn powinien być jednym z najważniejszych zawodników. Pytanie czy pozostanie w Nowym Sączu? Myślę że tak. Zaporowy może okazać się właśnie jego wiek. W innym wypadku kilku chętnych z pewnością by się znalazło. Inaczej mówiąc, był to jeden z nielicznych zawodników po których czułem że zależy im na pozostaniu w Ekstraklasie i przeżywali spadek. Reszta? Typowi Najemnicy. Ten nieszczęsny Benga wypłynie zaraz na jakimś Cyprze, byleby hajs się zgadzał. Co mu w życiu zmienił spadek Sandecji, skoro jasne było że to jedynie tymczasowy przytułek.

MINUS SEZONU

Mateusz Cetnarski. 2 bramki i 1 asysta w wykonaniu ofensywnego pomocnika to dramatycznie słaby wynik. Początkowo wydawało się że to właśnie on będzie motorem napędowym Sandecji, tym bardziej że już w czwartej kolejce poprowadził swoją drużynę do zwycięstwa nad Jagiellonią w Białymstoku. Paradoksalnie mimo niezłego wejścia w sezon, coraz częściej lądował na ławce, w rundzie wiosennej ciężko go było w ogóle dostrzec w kadrze meczowej. Ile w tym winy beznadziejnej formy Mateusza, a ile braku szans od trenera? Myślę że szkoleniowcy z Nowego Sącza mocno przyczynili się do zmarnowanego sezonu Cetnarskiego. Ustawianie go na pozycji defensywnego pomocnika, co w pewnym momencie spróbował Radosław Mroczkowski zakrawa na farsę.

Momentem krytycznym w sezonie okazało się zwolnienie trenera Mroczkowskiego, w grudniu 2017. Sandecja zajmowała wówczas 14 miejsce i miała za sobą 10 kolejek bez zwycięstwa. Kazimierz Moksal jako nowa miotła zaliczył na start dwa remisy, ale do końca sezonu, łącznie z grupą spadkową udało mu się zwyciężyć zaledwie dwukrotnie. Nie chcę wróżyć co by było gdyby, ale fakt jest taki że za Mroczkowskiego drużyna potrafiła ograć Jagiellonię, czy też zremisować z Legią i Lechem (dwukrotnie). Skłamałbym pisząc że Moskal jest winowajcą spadku, ale faktem jest też że nic się w grze Sandecji nie poprawiło za jego panowania.

CO DALEJ?

Mozolne próby powrotu do Ekstraklasy. Już bez wynalazków z zagranicy, mam nadzieję że ze sporą dawką świeżej krwi w postaci młodych zawodników. Sandecja nie zdała egzaminu dojrzałości i po pierwszym sezonie opuściła elitę. Najważniejsze żeby nie wykonywać zbyt gwałtownych ruchów. Powrót na własne boisko, konsekwentny rozwój infrastruktury i wyciągniecie wniosków na przyszłość. Stało się, teraz trzeba pracować jeszcze intensywniej żeby udowodnić że Sandecja nie powiedziała ostatniego słowa.

Facebook Comments