Jeżeli myślicie, że Mario Balotelli jest najbardziej szalonym piłkarzem ostatnich lat to się mylicie. Kontrowersyjny Włoch odpalał fajerwerki w swoim mieszkaniu, nosił koszulkę z napisem „Why always me?” i nie słuchał wielu trenerów, ale przy naszym dzisiejszym bohaterze wygląda jak ministrant. Francuz jest zakochany w sobie. Uwielbia dryblować i popisywać się swoją techniką. Nie znosi też krytyki i zawsze głośno mówi to co myśli. Trenerowi Laurentowi Blanckowi zarzucił kunktatorstwo. Hugo Lloris usłyszał od niego, żeby się „pier****ł”. Jest także jedynym piłkarzem w historii PSG, który opuścił ławkę rezerwowych w meczu Ligi Mistrzów i udał się do szatni obrażony na cały świat. Przed Wami „Le Petit Zizou”, czyli Jérémy Ménez.

Jérémy Ménez urodził się 7 maja 1987 roku Longjumeau, miejscowości we Francji, w departamencie Essonne.

Jego rodzice pochodzą z Bretanii, ale Jérémy dorastał w miejscowości Vitry-sur-Seine. Młodziutki Ménez zainteresował się futbolem dzięki ojcu i starszemu bratu, którzy byli piłkarzami. Chłopak pokochał też Paris Saint-Germain i obiecał sobie, że kiedyś zagra dla klubu ze stolicy Francji. Treningi rozpoczął w klubie CA Vitry w 1994 roku. Po roku dołączył do Centre de Formation de Paris, akademii piłkarskiej dla zawodników do 19 roku życia. W tej kuźni talentów Jérémy doskonalił swoją technikę. Trenerzy zazwyczaj ustawiali go na pozycji ofensywnego pomocnika. Po 5 latach Jérémy opuścił akademię ponieważ… chciał grać jako napastnik, a nie typowa „10”. Już w wieku 13 lat podważał decyzje trenerów. Był jednak przekonany, że swój nieprzeciętny talent może rozwijać w innym miejscu. W 2000 roku dołączył do amatorskiego klubu CSF Brétigny (grali w nim m. innymi Patrice Evra i Jimmy Briand). Po roku gry w CSF Brétigny Francuz stwierdził, że było fajnie, ale poprzeczka została zawieszona zbyt nisko, a on potrzebuje wyzwania. Ménez podziękował trenerom, kolegom, nie spalił za sobą mostu, rozstał się z klasą i ruszył na podbój Ligue 1.

Jérémy Ménez dostał się do akademii piłkarskiej Sochaux. Ponadto dobrze się uczył. Warunkiem gry były niezłe wyniki w szkole (coś na wzór szkółki Ajaxu Amsterdam w latach 90.). W wieku 16 lat Jérémy podpisał pierwszy profesjonalny kontrakt w swojej karierze i tym samym stał się najmłodszym piłkarzem w historii Ligue 1. Trener Guy Lacombe natychmiast włączył go do pierwszego składu. Ménez oczarował publiczność ze Stade Auguste Bonal. Był najbardziej utalentowanym piłkarzem ekipy „Les Lionceaux”, dlatego szybko zaczęły się nim interesować największe kluby w Europie. Doszło nawet do tego, że ówczesny prezes Sochaux Jean-Claude Plessis oskarżył Sir Alexa Fergusona o potajemne spotkania z rodziną piłkarza. Sam Jérémy Ménez aniołkiem tez nie był i skorzystał z zaproszenia trenera „Czerwonych Diabłów”. Miał okazję zobaczyć Old Trafford na żywo. Zdecydował się jednak zostać w Sochaux. Pierwszego gola na boiskach Ligue 1 zdobył 20 listopada 2004 roku w meczu przeciwko Monaco. Dwa miesiące później został najmłodszym zdobywcą hat-tricka w historii Ligue 1 (3 bramki w wygranym 4:0 meczu z Bordeaux). W sezonie 2005/2006 zmienił numer z „26” na „11”, a trener Dominique Bijotat dał mu więcej minut gry. Cofnięty napastnik szansę wykorzystał i po zakończeniu sezonu było wiadomo, że długo w Sochaux nie zostanie. Zgłosiły się po niego PSG, Bordeaux, Monaco i Arsenal.

Latem 2006 roku Monaco zapłaciło za niego 3,5 mln euro. Ménez podpisał czteroletni kontrakt z klubem z księstwa Monaco. Otrzymał też numer „10” na koszulce. W dniu 30 września 2006 roku Francuz strzelił swojego pierwszego gola w barwach Monaco w meczu przeciwko Le Mans. Na początku 2007 roku kontuzja pachwiny wykluczyła go z gry na 2 miesiące. Po wyleczeniu kontuzji wrócił do formy i strzelił trzy gole w meczach przeciwko Lille, Valenciennes i Olympique Marsylii. Swoją przygodę z Monaco zakończył latem 2008 roku. Roma zapłaciła za niego Monaco 12 mln euro.

Leandro Cufré był pod wrażeniem jego umiejętności. Kiedy pierwszy raz zobaczył Méneza na Stadio Olimpico powiedział: „On jest taki sam jak Antonio Cassano”. Argentyńczyk się nie pomylił, problem w tym, że Francuz był podobny do kontrowersyjnego Włocha nie tylko pod względem umiejętności piłkarskich. Jérémy otrzymał numer „24” w Romie, który kiedyś należał do Marco Delvecchio. Na boiskach Serie A zadebiutował 31 sierpnia 2008 roku w meczu z Napoli. Pierwszego gola dla Romy zdobył w meczu przeciwko Chievo. Mimo wszystko Luciano Spalletti nie widział go w pierwszym składzie, dlatego Francuz często siedział na ławce rezerwowych. Napastnikowi się to nie podobało i postanowił udowodnić łysemu jak kolano trenerowi, że się myli. Rezerwowy Ménez wszedł na murawę San Siro 24 maja 2009 roku w 76. minucie. Zastąpił Mirko Vucinicia i po 4. minutach wpisał się na listę strzelców, a jego Roma pokonała Milan 3:2 w dramatycznych okolicznościach. Jérémy był z siebie dumny, ale trener Spalletti zdania nie zmienił.

Wybujałe ego francuskiego napastnika ucierpiało, ale sezon 2010/2011 przyniósł w Romie zmianę na stanowisku trenera. Luciano Spallettiego zastąpił Claudio Ranieri. Dzięki nowemu trenerowi Francuz wskoczył do pierwszego składu Romy. Niestety miał problemy ze skutecznością, dlatego od września do listopada 2010 roku był systematycznie zmieniany, zazwyczaj w drugiej połowie. Pełne 90 minut rozegrał dopiero w meczu z Juventusem 3 listopada. Tydzień później strzelił gola i zanotował asystę w meczu przeciwko Udinese. W grudniu 2010 roku nie strzelił ani jednej bramki. Jego niemoc strzelecka trwała do 22 stycznia 2011 roku, wówczas Francuz zdobył gola w meczu z Cagliari. Pod koniec lutego 2011 roku z funkcji trenera Romy zrezygnował Claudio Ranieri. Zastąpił go Vincenzo Montella. Ranieri był ulubionym trenerem Méneza. Włoch dał mu wiele cennych wskazówek. Zbyt wiele dobrego Francuz nie mógł powiedzieć już o Montelli, z którym kompletnie się nie rozumiał. Panowie robili sobie na złość. W końcu „Pan uśmiech” nie wytrzymał i wyrzucił Jérémyego z treningu „Giallorossich”. Napastnik nie pozostał Montelli dłużny i poskarżył się włoskiej prasie, że to najbardziej demotywujący trener z jakim pracuje w całej swojej karierze. Dni Méneza w Romie były policzone. Po meczu Romy w Pucharze Włoch z Interem kibice „Wilków” zniszczyli samochód Francuza. Tego Ménez znieść nie mógł i poprosił włodarzy Romy o transfer.

Pod koniec lipca 2011 roku Paris Saint-Germain zapłaciło za niego Romie 8 mln euro. Marzenie z dzieciństwa Méneza się spełniło. Wreszcie mógł zagrać na Parc des Prince. Rozpoczynała się też nowa era w PSG. Nowym właścicielem paryskiego klubu został Qatar Sports Investments Nassera Al-Khelaifiego. Jérémy otrzymał numer „7”. Ponadto ekipę „Les Parisiens” zasilił Blaise Matuidi. Sezon 2011/2012 był w wykonaniu „małego Zizou” dobry. Strzelił 11 goli i zanotował 12 asyst w 33 meczach ligowych dla PSG. W dniu 4 grudnia 2011 roku strzelił gola numer 2000 w historii paryskiego klubu. Świetnie grało mu się dla Carlo Ancelottiego. Jego sytuacja w PSG zmieniła się kiedy Carletto zastąpił Laurent Blanc. Panowie nadawali na innych falach. Cofnięty napastnik coraz częściej siedział na ławce rezerwowych i ta sytuacja mu się nie podobała. Podczas meczu Ligi Mistrzów z Benfiką Lizbona ponownie siedział na ławce i tym razem nie wytrzymał. Coś w nim pękło, więc w 70. minucie meczu wstał i zszedł do szatni. Laurent Blanc nie tolerował niesubordynacji i odsunął Méneza od następnego meczu ligowego. Jaka była reakcja Jérémyego? Powiedział, że Blanc to narcyz, który nie ma pojęcia o taktyce i jako trener może czyścić buty Ancelottiemu.

Latem 2014 roku zmienił barwy klubowe i trafił do Milanu. Wtedy był warty 14 mln euro, a włodarze Rossoneri nie zapłacili za niego nic. Ménez dołączył do Milanu na zasadzie wolnego transferu i podpisał z „Il Diavolo” trzyletni kontrakt. Francuz oczarował wszystkich na początku sezonu 2014/2015. W swoim debiucie na San Siro strzelił gola z karnego w meczu z Lazio. Tydzień później zdobył dwie bramki w szalonym meczu z Parmą (5:4 dla Milanu). Jego bramka zdobyta piętą na Stadio Ennio Tardini przeszła do historii Serie A. Miał prawdziwe wejście smoka w Serie A. Od początku zaufał mu Pippo Inzaghi dlatego Jérémy odpalił. W pierwszych 15 meczach strzelił dla Milanu 8 goli, oddał 16 celnych strzałów i stworzył 19 sytuacji bramkowych. Nawet Zvonimir Boban był zachwycony. Chorwat powiedział o nim, że: „Kiedy Ménez prowadzi piłkę wygląda jak Ronaldo, tylko jest bardziej elegancki. Musi tylko popracować nad formą”. Jérémy Ménez eksplodował w Milanie, ponieważ trener Inzaghi dał mu wolność na boisku. Francuz był jak wolny elektron. Mógł robić wszystko co chciał i to do pewnego czasu się opłacało. Strzelał piękne gole i ośmieszył wielu obrońców w Serie A. W meczu przeciwko Napoli na San Siro zabrał na karuzelę Raula Albiola. Zakręcił nim tak, że Hiszpan zwątpił w swoje umiejętności. Ménez wyrósł na lidera formacji ofensywnej Milanu. W Derby della Madonnina strzelił pięknego gola po podaniu El Shaarawy’ego. Później wpakował dwie bramki Udinese i został wybrany graczem meczu. W rewanżowym spotkaniu z Parmą na San Siro również strzelił dwie bramki. Na początku marca wpisał się na listę strzelców w meczu przeciwko Cagliari. To była jego 15 bramka w sezonie (najlepszy wynik w karierze – dla PSG strzelił 14 goli w jednym sezonie). To jednak nie był koniec czarów napastnika w czerwono-czarnej koszulce. W meczu przeciwko Palermo popisał się fantastyczną indywidualną akcją i strzelił gola na 2:1 dla Milanu. Niestety sezon zakończył w fatalnym stylu. Otrzymał czerwoną kartkę w przegranym przez Milan meczu z Genuą i został zawieszony na 4 mecze. Mimo to został najlepszym strzelcem Milanu w sezonie 2014/2015 – 16 goli w 34 meczach (4 asysty).

Podczas okresu przygotowawczego do kolejnego sezonu nabawił się kontuzji pleców. Musiał poddać się operacji w Monaco. Lekarze powiedzieli, że nie będzie mógł grać przez miesiąc, ale się pomylili. Rehabilitacja Méneza się przedłużała. Napastnik opuścił aż 26 meczów w sezonie 2015/2016. Pierwszy mecz po kontuzji rozegrał 1 marca 2016 roku w Pucharze Włoch (Milan 5:0 Alessandria). Sezon 2015/2016 zakończył z dorobkiem 4 goli w 12 meczach.

W dniu 1 sierpnia 2016 roku Milan osiągnął porozumienie z Bordeaux i oddał Méneza za darmo. Jego przygoda z klubem z francuskiej stolicy wina nie była udana. Jérémy mocno ucierpiał w starciu z Didierem Ndongiem z Lorient. Piłkarz z Gabonu nadepnął na głowę Méneza podczas meczu sparingowego. To cud, że Ménezowi nic poważnego się nie stało. Można powiedzieć jaki początek taki cały sezon. Pobyt Méneza na Stade Matmut-Atlantique to jedno wielkie nieporozumienie (3 gole i 1 asysta w 31 meczach). Powrót do Francji był nieudany, dlatego Jérémy postanowił poszukać szczęścia w Turcji i podpisał kontrakt z klubem Antalyaspor. Jak wypadł? Koszmarnie. Rozegrał 9 meczów i nie strzelił ani jednej bramki. Na początku 2018 roku opuścił słoneczną Turcję i podpisał kontrakt z meksykańskim Club America. Na boiskach Liga MX też nie czarował. Strzelił dwie bramki z rzutów karnych, to jednak trochę za mało jak na gracza tego formatu. Jego umowa z Club America obowiązuje do 31.12.2019 roku.

Karierę reprezentacyjną rozpoczął w 2002 roku. Kibice we Francji doskonale pamiętają „Pokolenie 1987”, czyli znakomity rocznik piłkarzy takich jak Hatem Ben Arfa, Karim Benzema, Samir Nasri i właśnie Jérémy Ménez. Ten ofensywny kwartet poprowadził reprezentację Francji U-17 do mistrzostwa Europy. W seniorskiej reprezentacji Francji zadebiutował w 2010 roku. Pierwszego gola dla „Les Bleus” strzelił 5 czerwca 2012 roku w meczu przeciwko Estonii. Podczas turnieju Euro 2012 wpisał się na listę strzelców w meczu przeciwko Ukrainie na Donbass Arenie w Doniecku. Koszulkę „Tricolores” zakładał 24 razy (2 gole). Pewnie rozegrałby więcej meczów gdyby nie konflikt z Laurentem Blanckiem i Hugo Llorisem. Trener Blanc usłyszał od niego, że jest kiepskim szkoleniowcem. Natomiast Lloris zwrócił mu uwagę podczas jednego z meczów, że nie cofa się do obrony i nie pomaga kolegom. Jakie słowa usłyszał bramkarz reprezentacji Francji? „Pier**l się”.

Biorąc pod uwagę karierę klubową i reprezentacyjną, Jérémy Ménez rozegrał łącznie 547 meczów, strzelił 95 goli i zanotował 81 asyst.

Jérémy Ménez grał na wielu pozycjach. Był testowany jako skrzydłowy, ale sprawdził się tylko jako fałszywa 9. Następcą Zinedine’a Zidane’a nie został. Pseudonim „Le Petit Zizou” był dla niego uciążliwy. Bardziej pasuje do niego określenie samotny wilk. Dlaczego? Bowiem Ménez zawsze kroczył własnymi ścieżkami. Na boisku jest egoistą. Często nie widzi partnerów z ataku i liczy się jego własne dobro. Gdyby chociaż trochę zmienił swoje podejście do gry to mógłby być graczem wybitnym. Niestety Francuz wybrał inną drogę. Leandro Cufré miał rację mówiąc, że jest taki sam jak Antonio Cassano. Zarówno Włoch jak i Franuz cierpią na syndrom „Piotrusia Pana”. Ci piłkarze nie dorośli do gry na najwyższym poziomie. Rozwój emocjonalny Cassano zatrzymał się na etapie chłopca, z kolei Ménez miał problemy z odpowiedzialnością za własne czyny. Kariery nie zmarnował, bo grał w takich klubach jak Monaco, Roma, PSG czy Milan, ale mógł osiągnąć zdecydowanie więcej. Ciekawe czy w ogóle ma wyrzuty sumienia? Jeśli tak to pewnie marzy o tym, żeby znaleźć się w filmie „Faceci w czerni”. Miałby szansę spotkać w nim Willa Smitha, który za pomocą błyskającego stroboskopu skasowałby jego wspomnienia z przeszłości. Jednak życie to nie film. Oby Jérémy Ménez w przyszłości wyciągnął wnioski ze swoich błędów. Piłkarzem lepszym już nie będzie, ale może pomóc innym młodym zawodnikom.

Facebook Comments