Rozkraczeni

Dzisiaj jest sobota, środek weekendu. Pewnie niektórzy z Was dopiero wracają z imprezy, jeszcze inni na nią idą a jest też i garstka takich jak ja którzy ciągle są na imprezie. Imprezie zwanej życiem. W sumie tacy jak my nie różnimy się niczym od piłkarzy dla których mecze są tylko dodatkiem do wystawnego trybu życia. Nie by to był jakiś zarzut. Po to się pracuje nad sobą, szkoli umiejętności, gra po jakichś klepiskach by w końcu dotrzeć do tego punktu kariery gdy gra się na poważnym stadionie w poważnym mieście gdzie jest sporo dobrych lokali. Tak było wcześniej, tak jest i teraz i tak zawsze będzie.

Całe sportowe środowisko oczywiście szuka przyczyny kompromitacji (jak to nazywają) mistrza Polski z mistrzem Luksemburga. A ja wam mówię, że to nie jest żaden wstyd. To logiczna kolej rzeczy. Pozwólcie, że się posłużę motoryzacyjnym przykładem. Nasza liga jest takim Fiatem 126p. W latach 70 XX w. po drogach zachodu jeździły różne marki ale nasz Maluch miał jakieś 10/20% szans by taką Skodę czy Renault w wyścigu pokonać. Może po wielu próbach, może z dużą dozą farta ale dawał radę. Świat jednak poszedł do przodu. Wychodziły nowe modele Skody, Renault, Ferrari zaś my ze swoim Fiatem siedzieliśmy w garażu i przespaliśmy ten moment. Teraz zaś gdy wyjeżdżamy naszym średnio ruchliwym autkiem jesteśmy przeganiani nie tylko przez auta i motory ale pokonują nas także i co lepsze motorowery. Nie pójdziemy jednak do mechanika zawodowego, oj nie nie! Pójdziemy do Pana Zbysia, który ma zakład przy domu i jest specjalistą od Maluchów. Niby się zna ale jego klientelą są tylko Maluchy i nic więcej. Lecz my i tak wciąż myślimy, że jesteśmy na dobrym poziomie, bo któryś z tych autek jest lepszy od innych równie wymęczonych i zniszczonych autek. Lecz gdy wyjeżdżamy już na drogę to życie brutalnie nas weryfikuje, no chyba że trafimy na jeszcze gorsze autko albo Tico na trzech kołach.

A potem mechanicy się kłócą. Taki Michał Probierz, który wrócił na Twittera postanowił pokłócić się z Tomkiem Smokowskim o to, że Ekstraklasa to pozłacany szmelc opakowany w jedwab „Canal +” oraz, że nikomu nie chciało się zauważyć problemu jakim było przespanie końcówki lat 90′ jeśli chodzi o szkolenie. Ja mam takie pytanie: czy powinien się tym zająć dziennikarz a nie chociażby prezes związku albo prezesi klubów? To tak jakbyście o ratowanie teatru prosili Maję z klasy 2B bo kiedyś występowała na scenie i ze sztuką ma tyle wspólnego. Dziennikarze mają nagłaśniać i komentować a nie budować. Są tymi, którzy opisują rzeczywistość a nie ją kreują. No i najważniejsze – im się ma zgadzać stan konta. A jaki widz obejrzy ligę o której sam komentujący mówi, że jest dnem do dupy i generalnie tragedią? No właśnie. Piłkarskie środowisko to środowisko głupich oszustów – każdy każdemu chce patrzy się w kieszeń chcąc go wydymać podczas gdy kto inny wyciąga sąsiadowi portfel. Perpetuum mobile ułudy. A potem płacz, że wszyscy zostali z niczym bo we wszystko wmieszał się ktoś spoza grupki, który wpadł, zabrał co lepsze kąski i wyszedł zadowolony.

Oczywiście we wszystko wmieszał się Zbigniew Boniek ale jeśli chodzi o niego to nic nie powiem i to nie ze strachu (nie mylić go z respektem) ale dlatego, że ten cały proces zaczął się jeszcze przed jego rządami i trudno oczekiwać, by taplanie się w błotku przez X lat naprawiono w dwie kadencje. Chyba, że ktoś faktycznie myśli iż prezes PZPN jest w swojej organizacji cesarzem. Bzdura. Bardziej bym powiedział, że kimś kto musi chodzić i przekonywać. Taki król demokracji szlacheckiej – niby przewodzi ale jest wybierany przez tych, którymi ma rządzić. Dlatego musi się pytać o różne rzeczy i iść na ustępstwa. A jak wiemy z historii piłki na związkowym dworze byli zarówno dobrzy królowie jak i osoby, których latarnia intelektu zbyt jasno nie świeci, wśród których prym wiedzie znany bileter Kazimierz „jutro wyjawię prawdę” Greń.

Jeśli ktoś zapytałby mnie co bym zrobił na miejscu prezesa Bońka to bym to najchętniej olał i czekał aż statek sam zatonie. Większości prezesów i działaczy bowiem nic się nie przetłumaczy póki, pisząc to bardzo delikatnie, oni sami nie dostaną po dupie. Taki prezes Mioduski, który z hegemona ligi jakim nie wątpliwie jest (była?) Legia zrobił pośmiewisko na pół Europy. W Poznaniu tabelki w Excelu co roku się zgadzają ale na boisku przychodzi bolesna weryfikacja zwieńczona spaleniem kawałka płyty i zroszenie jej końskimi odchodami. Reszta ligi zaś generalnie gra w swoim gronie i jest zadowolona ze swojego stanu rzeczy. Bezpieczna przestrzeń.

Czasem mi brakuje tych lat 90. Oczywiście była korupcja ale była też i taka złość, której dzisiaj brakuje. Teraz zawodnicy Pogoni mówią o „gniewie” i chęci poprawy. Zobaczymy jak będzie. Legia przed meczem z Dudelange mówiła o potrzebie odbudowania zaufania kibiców a teraz jest w problemie mentalnym po łomocie jakim dała im ekipa z Luksemburga. Mam takie dziwne przekonanie, że gdyby w latach 90′ w szatni Legii, Widzewa czy jakiegokolwiek innego klubu ktoś powiedział, że ma problem mentalny to salwa śmiechu i zjebka byłaby słyszalna od Zgorzelca do Terespola. Nie mówiąc już o tym, że taki Mistrz Polski AD 2018 by sobie nie dał rady i w I lidze lat 90′ bądź początku XXI wieku walczyłby o utrzymanie a taka Odra Wodzisław mogłaby im spokojnie wbić piątkę. O Wiśle Kraków Frankowskiego i Żurawskiego nawet nie będę wspominał, bo aż mi się zrobiło przykro.

Taka prawda. Jesteśmy na autostradzie zwanej futbolem. Niektórzy jadą szybko, niektórzy wolno. My zaś stoimy z boku przy rozkraczonym Fiacie126p z założonymi rękami. A wokół malucha kilkunastu mechaników kłóci się jakiego koloru powinna być karoseria.

Facebook Comments