Mistrzowie Polski

Z pasją opowiadamy o futbolu

Bez kategorii

Ronda Rousey-pionierka MMA, przyszłość WWE

Dla osób śledzących doniesienia ze świata WWE tego typu informacja nie była żadnym zaskoczeniem. Brązowa medalistka olimpijska z Pekinu, pierwsza mistrzyni UFC i jedna z pionierek kobiecego MMA podpisała kontrakt z WWE. Jedni powiedzą że rozmieniła się na drobne zamieniając sportową rywalizację na „udawaną rozrywkę”. Inni stwierdzą że Ronda Rousey w MMA osiągnęła co miała osiągnąć, a teraz chce trochę zarobić a przy okazji dobrze się bawić. Jak jest w rzeczywistości? To będzie opowieść o jednym z najciekawszych transferów roku.

O kimś takim jak Ronda Rousey pierwszy raz usłyszałem gdy zdobyła pas mistrzowski Strikeforce. Mając 22 lata porzuciła karierę w judo które przyniosło jej m.in. medal olimpijski i postanowiła spróbować swoich sił w MMA. Prezydent UFC Dana White wiele razy powtarzał że nie ma miejsca dla kobiet w jego organizacji. Ronda nie zważając na to chciała spróbować czegoś nowego. Jak sama stwierdziła nigdy nie przeżywała takich emocji w judo jak oglądając walki MMA. Ta jedna decyzja najprawdopodobniej zmieniła kobiece sporty walki na zawsze.

Mistrzyni

Nie ma co owijać bawełnę. W tamtym czasie kobiece MMA na świecie nie miało najwyższego poziomu. Znakomite judo i wyćwiczona od dziecka dźwignia (armbar) pozwoliły Rousey błyskawicznie odprawiać kolejne rywalki. Walka z Mieshą Tate o pas Strikeforce była pierwszą która trwała powyżej 50 sekund, a i tak Tate nie poradziła sobie z dźwignią rywalki.

Finalny bilans Rousey w tej organizacji to 6 walk z czego 6 wygranych przez poddanie w pierwszej rundzie. Absolutna dominacja. Nie uszło to uwadze Dany White’a. Nie oszukujmy się przede wszystkim zobaczył kogoś na kim można nieźle zarobić. Młoda, zdolna, atrakcyjna. Już w 2012 roku ogłoszono że UFC otwiera się na kobiety a Ronda Rousey zostaje pierwszą mistrzynią. Pierwsza obrona pasa z Liz Carmouche potrwała prawie całą rundę, ale i tak zakończyła się poddaniem.

Dana White nie bał się ryzyka. Po raz pierwszy w historii trenerkami Ultimate Fightera zostały kobiety. Program łączący reality show ze sportową rywalizacją to była idealna okazja do promocji Rondy. Tym bardziej że pod nieobecność kontuzjowanej Cat Zingano jej rywalką została ponownie Miesha Tate. Program bardzo mocno pogorszył wizerunek Rousey. Została pokazana jak manipulatorka, prowokatorka i osoba nie mająca żadnego szacunku do rywalek.

Gwiazda

Kontrowersyjny wizerunek przyniósł… znakomity efekt. Przede wszystkim zwrócił uwagę milionów widzów na całym świecie. Ronda pewnie pokonała Mieshę a jej popularność przeszła wszelkie oczekiwania. Kolejne starcia to była czysta przyjemność dla Rousey. 16, 14 i 34 sekundy. Łącznie niewiele ponad minuta w oktagonie, za to na koncie zarobione miliony. W 2015 Ronda Rousey została ogłoszona najlepszą atletką na świecie. Dziennikarze na całym świecie zakochali się w Amerykance uznając ją za najbardziej dominującego sportowca, ESPN oznajmiło nawet że Rousey to najlepsza zawodniczka w dziejach sportu. Jej nazwisko było 3 wyszukiwanym hasłem w google. Absolutne szaleństwo.

Ronda miała w UFC wszystko. Chciała jednak czegoś więcej. Już w 2015 spróbowała swoich sił w hitach Niezniszczalni oraz Szybcy i Wściekli. Dodatkowo niespodziewanie pojawiła się na największej gali WWE-Wrestlemanii. Dana White nie robił żadnych problemów swojej gwieździe bo wiedział że jej potencjał przekracza sam świat MMA. Właściwie z przypadku narodziła mu się topowa gwiazda organizacji. Znakomita sportowo, znakomita wizerunkowo. Dla promotora spełnienie marzeń. Kolejną rywalką Rondy miała zostać wielokrotna mistrzyni świata w boksie Holly Holm.

Ronda Rousey od dłuższego czasu szukała dla siebie nowych wyzwań. Obok tych aktorskich pojawiały się zapowiedzi chęci walk z mężczyznami oraz sprawdzenia się w boksie. To wszystko wydawało się kwestią czasu, ale najpierw miała odbyć się walka z Holm. Dziennikarze nie dawali większych szans Holly, ale to miała być walka inna niż wszystkie. Dlaczego? Większość wcześniejszych rywalek Rousey za wszelką cenę chciała szybko zakończyć swój pojedynek. Ronda zdawała sobie z tego sprawę błyskawicznie kontrując i poddając przeciwniczki. Styl Holly Holm świadczył o tym że z pewnością skupi się na punktowaniu i cierpliwości. Tak też się stało.

Przegrana

Rondę Rousey zgubiło jej własne ego. Na każdym kroku chciała udowadniać że jest najlepsza. Gdy więc mijały kolejne sekundy a Holm nie atakowała, to Rousey ruszyła do ataków. A gdy te nie przyniosły efektu, decydowała się na coraz bardziej desperackie szarże. Już w pierwszej rundzie jasne się stało że Ronda tego nie wygra. W drugiej Holly wykorzystała błędy zmęczonej fizycznie i psychicznie rywalki brutalnie ją nokautując wysokim kopnięciem.

To był koniec kariery Rousey w MMA. Zniknęła z mediów społecznościowych, w wywiadach po długim czasie przyznała że chciała popełnić samobójstwo. Oczekiwania ją przytłoczyły. Sama sobie narzuciła tak krytyczne i bezwzględne zasady. Z absolutnej dominatorki została obiektem żartów, tysięcy memów i gifów pokazujących jak słaby ma boks. Rousey wróciła do oktagonu rok później. Po co? Zapewne bo takie były oczekiwania. Nie miała żadnych szans z Amandą Nunes ponownie przegrywając przed czasem. Ta walka była zupełnie niepotrzebna. Rondy w świecie MMA nie było już po walce z Holm. Opowieści o tym że wróci, że jeszcze ma coś do udowodnienia były próbą oszukania przeznaczenia. Balonik oczekiwań pękł, a w płucach zabrakło sił żeby go na nowo dmuchać.

Wrestlerka

Ponownie zniknęła z mediów. Jej dalsza kariera w MMA nie miała żadnego sensu. Nie musiała nic nikomu udowadniać. To ona jest pionierką MMA. Bez niej zapewne UFC nigdy nie dopuściłoby kobiet do oktagonu w roli innej niż Ring Girls. Wolny czas wykorzystała na ślub z Travisem Brownem. Coraz częściej słychać było o jej możliwym pojawieniu się w WWE. Dlaczego właśnie organizacja Vince’a McMahona? Bez żadnego ryzyka brutalnej weryfikacji Ronda znowu może być dominatorką. Znowu może stać się gwiazdą światowych mediów. A to że nie będzie to już sportowa rywalizacja a wyreżyserowane widowisko? Myślę że Ronda wybrała taką drogę w której będzie czuć się szczęśliwa.

Po tegorocznym Royal Rumble pojawiła się w ringu oznajmiając światu że swoją pierwszą walkę stoczy na Wrestlemanii. W wywiadzie dla WWE opowiedziała również że podpisała kontrakt według którego ma być regularnie występującą zawodniczką. Co to w praktyce oznacza? Ano tyle że Rousey najbliższą przyszłość poważnie wiąże właśnie z pro-wrestlingiem. Nie widzę tym nic złego. Na świecie są miliony osób które kochają oglądać gale WWE. Kibice MMA zapewne czują wielką niechęć słysząc takiego newsa ale prawda jest taka że WWE robi większą oglądalność od UFC. Nawet jeśli chodzi o durne lajki na Facebooku, WWE ma 38 milionów osób, UFC 22 miliony. Spora różnica.

Dla Rondy Rousey dalsza przygoda w MMA nie miałaby żadnego sensu. Bez wiary w to co robi, doprowadziłoby to tylko do kolejnych porażek. Teraz jest szczęśliwa z tego co robi. Czy będzie dużym wzmocnieniem dla WWE? Marketingowo ogromnym. W końcu sama Ronda patrząc na jej media społecznościowe to niemalże połowa obserwujących profil UFC. Zresztą sam fakt że angaż Rousey w WWE zainteresował media na całym świecie już o czymś świadczy. Ringowo również powinna sobie poradzić. Dziwi mnie osobiście czemu podpisała kontakt „full time” a nie gwiazdorski jak robił to Brock Lesnar. Rousey co tydzień na RAW? Szczerze myślę że w takiej formie szybko się znudzi. Ba! Mogę postawić dużą kwotę że jeśli pierwszą walkę rzeczywiście stoczy z Asuką to przegra. Taka logika w WWE od wielu lat. Co innego być gwiazdą która od święta pojawi się przyciągając miliony fanów, a co innego co tydzień pojawiać się na tygodniówkach.

Co dalej?

Czy będę oglądać Rondę w WWE? Może czasem. Szczerze mówiąc kompletnie odrzuca mnie jej słaba gra aktorska. Nie potrafi trzymać powagi, miny które robi są niezwykle przerysowane. Tak wiem, to można wyćwiczyć. Zabawne że wielu polskich ekspertów krytykuje taki ruch a jednocześnie przyzwala na walki celebrytów w KSW. Z całym szacunkiem ale wolę żeby Ronda Rousey spełniała się w WWE niż próbowała swoich sił obijając jakieś celebrytki w Bellatorze albo Rizin. Kto będzie chciał to obejrzy, komu to zwisa to oleje. Czyż nie proste? Lepsze już to niż sztuczne nabijanie rekordu albo udawanie że wszystko jest okej.

Jednym z najlepiej zarabiających aktorów na świecie jest „The Rock”, człowiek który wypromował się występując w WWE. Zresztą wciąż od czasu do czasu pojawia się w organizacji McMahona. I chociaż jego gra aktorska może budzić ogromne wątpliwości to jest gwiazdą, celebrytą wartym setki milionów. Czy Ronda może iść tą drogą? Nie ma żadnych wątpliwości że kolejne filmy z jej udziałem to też kwestia czasu. A może nawet powrót do UFC na jedną-dwie walki? Scenariusz science-fiction? Już Brock Lesnar który zakończył karierę w MMA pokazał że nigdy nie można mówić nigdy. Jeśli Rousey w WWE odbuduje się psychicznie to myślę że jeszcze wróci do oktagonu. Stała się ofiarą słabej psychiki, ale to co osiągnęła już na zawsze będzie jej. Teraz przed nią kolejny etap. Czy jej rozdział w WWE będzie udany? Zapewne tak. W końcu tym razem wyniki będą odgórnie znane.

 

Facebook Comments