Roast Arka Milika

„Największym grzechem telewizji jest to, że upraszcza. Zmniejsza wielkie, złożone idee, całe kariery zostają zredukowane do pojedynczej migawki.” Cytat Jamesa Restona Juniora z filmu „Frost/Nixon” idealnie oddaje moje spostrzeżenia o wczorajszym spotkaniu Napoli z Liverpoolem. 94 minuty rywalizacji sprowadziły się do ułamków sekund, w których Alisson Becker instynktownie obronił strzał Arkadiusza Milika. Strzał słabszą nogą, poprzedzony fantastycznym przyjęciem piłki. Tak się składa że spotkanie oglądałem z angielskim komentarzem, gdzie cała uwaga ekspertów skupiła się na zachwytach wobec brazylijskiego bramkarza. Polska? Zupełnie inny odbiór sytuacji. Alisson został trafiony piłką, ale ten Milik beznadziejny!

Dowalenie Arkowi to bardzo prosty sposób na zdobycie wielu lajków i wyświetleń. Trwający od wczoraj festiwal wymyślania „zabawnych” memów i haseł trwa w najlepsze, a największe portale nie mogły darować sobie wytknięcia zmarnowanej okazji napastnikowi Napoli. Zaskakujące jednak że roast polskiego napastnika trwa głównie w Polsce. Angielskie i włoskie media skupiły uwagę na świetnym zachowaniu bramkarz, sam Carlo Ancelotti nie tylko nie zganił swojego zawodnika, ale wręcz komplementował „nadzwyczajną kontrolę piłki”. Żeby było weselej, kilka dni temu wszyscy chwalili Arka i podkreślali że spośród wszystkich napastników Serie A jest najefektywniejszy w zestawieniu zdobywanych bramek i minut spędzonych na boisku. Dziś znowu jest drewniakiem który nic nie potrafi.

„Zarabia kupę kasy, a zje..ł łatwą sytuację”

-napisał na swoim twitterze Krzysztof Stanowski z portalu Weszło. Jaki ja lubię taką argumentację Janusza siedzącego z piwem na kanapie. Oczywiście każdy krytyk w takiej sytuacji na luzie wpakowałby piłkę do siatki. Co tam! Podrzuciłby futbolówkę i załadował z przewrotki. Za co oni mu tyle płacą? Logika która jest tak bezsensowna że szkoda aż ją komentować. Nie rozumiem nawet porównań do Tomka Frankowskiego, który często efektownie kończył akcje podcinkami. Mam wielki sentyment do „Franka” ale jako piłkarz Ligę Mistrzów znał jedynie z telewizji. Co innego mieć dużo miejsca i czasu w polu karnym Odry Wodzisław, a co innego mieć ułamki sekund przeciwko Liverpoolowi. Według wyliczeń statystyków Arek zmarnował w tym sezonie 6 „setek”. Cristiano Ronaldo zmarnował takowych 9, a Robert Lewandowski 12.

Zdrowy rozsądek zachowuje dziś sam zawodnik i studzi nerwowe emocje które udzielają się kibicom: „Jedna noc wystarczy, żeby zapomnieć o tym błędzie, bo następny mecz z Cagliari już blisko. Taka właśnie jest piłka. Mogliśmy osiągnąć lepszy wynik, ale mamy wielki szacunek dla Liverpoolu, który rozegrał świetny mecz u siebie. Wielka szkoda, że nie wykorzystałem tej okazji. Jest mi bardzo przykro. Przed nami następny mecz z Cagliari i musimy się na nim skupić”.

Żywot napastnika jest kolejką górską. Kilka dni temu był bohaterem, wczoraj wrogiem publicznym numer jeden, za chwilę znowu ludzie będą się nim zachwycać. Mógł przejść do historii Napoli, nie zrobił tego. Trzeba żyć dalej.

Facebook Comments