Rewolucja po mediolańsku

Wiem, że dzisiejszy temat będzie mało popularny, albo popularny negatywnie przez to, że wiele osób, które obserwuje nasz profil, sympatyzuje z ekipą prowadzoną przez Gennaro Gattuso. Jednak sami przyznajcie, że nie da przejść się obojętnie wobec tego, co dzieje się w niebiesko-czarnej części stolicy mody, gdzie Erick Thohir, Piero Ausilio i Luciano Spalletti chcą odtworzyć potwora, podobnego do tego, w którym grali Milito, Sneijder, Eto’o, Zanetti, czy Cambiasso.

Serie A przeżywała do niedawna kryzys, czego najlepszym odzwierciedleniem był upadek wielkiego bastionu piłkarskiego, czyli Mediolanu, który od lat godnie na arenie międzynarodowej reprezentowały Milan oraz Inter. W czasie gdy to Rossoneri wspomagani przez Yonghonga Li byli szykowani do roli tego pierwszego, który wróci do elity, Inter wykonując jeden bardzo przemyślany ruch, wyszedł na prowadzenie w walce o powrót do lat świetności. Ruchem tym było zatrudnienie Luciano Spallettiego, który poszukiwał nowego miejsca na ziemi, po tym, jak nie mógł wybaczyć AS Romie tego, że został rzucony na pożarcie kibicom, z powodu tego, iż nie mógł odnaleźć nici porozumienia z starzejącym się Księciem Rzymu, który mimo blisko 40 lat domagał się regularnej gry.

Pozycja trenera to był do niedawna wspólny problem obydwu ekip z Mediolanu, które od czasu straty Jose Mourinho i Massimiliano Allegriego nie potrafiły znaleźć odpowiednich następców. Nerazzurri od 2010 roku, czyli od czasu odejścia The Special One mieli kolejno jedenastu trenerów: Rafael Benítez, Leonardo, Gian Piero Gasperini, Claudio Ranieri, Andrea Stramaccioni, Walter Mazzarri, Roberto Mancini, Frank de Boer, Stefano Pioli, Stefano Vecchi próbowali w jakikolwiek sposób nawiązać do osiągnięć wielkiego Portugalczyka. Niestety każda kolejna zmiana prowadziła do powiększenia panującego już chaosu. Na szczęście nadażyła się okazja by do zespołu ściągnięty został Spalletti, którego głównym zadaniem było poukładanie puzzli, które zafundował mu Erick Thohir po kolejnych zwolnieniach kolegów po fachu.

Dla porównania, w sezonie 2016/2017 Inter miał trzech trenerów, co nawet w Palermo Maurizio Zampariniego wydawałoby się aż nazbyt dziwne. Pamiętamy jak żenująco wyglądali, gdy prowadził ich pierwszy z nich: Frank de Boer, który kompletnie nie potrafił odpowiednio przygotować zespołu do trudów związanych z nadchodzącym sezonem. Na ławce trenerskiej zasiadał tylko 14 razy, zaliczając w tym czasie 7 porażek. Większość transferów do klubu okazała się wielkimi niewypałami: z Joao Mario, Gabrielem Barbosą, czy Canerem Erkinem na czele. Mauro Icardi, chciał opuścić tonący statek, nie widząc przyszłości w drużynie, która nie potrafi mu zapewnić odpowiednich warunków do zdobywania upragnionych tytułów.

Wszystko waliło i paliło się, do czasu, gdy zatrudniony w zespole został Spalletti. Na samym początku podziękował on większości zawodników, która została sprowadzona poprzedniego lata. Gabigol został wypożyczony do Santosu, Joao Mario został zawodnikiem West Hamu, Cristian Ansaldi udał się do Turynu, Ever Banega wrócił na stare śmieci reprezentować Sevillę, Juan Jesus został oddany Romię, a Stevan Jovetić, który po raz kolejny nie potrafił wrócić do czasów, gdy marzył o nim każdy zespół w Europie, wytransferowany został do AS Monaco. Klub zarobił dzięki tym transakcjom blisko 80 milionów euro, należy również wziąć pod uwagę, że Inter zrzucił z siebie brzemię kontraktowe takich zawodników jak Joao Mario, czy Steven Jovetić, których pensje nie należały do najmniejszych. Oczyszczoną szatnię trzeba było jak najszybciej wzmocnić. Za sprawą Spallettiego, Ausilio oraz Zanettiego postanowiono zainwestować w zawodników, którzy sprawdzili się w Serie A. Milan Skriniar, Matías Vecino oraz Borja Valero mieli pomóc Icardiemu, czy Candrevie sprawić, by Inter Mediolan powrócił do europejskich pucharów.
I to właśnie za sprawą genialnej gry nowych zawodników Inter Mediolan w ostatniej kolejce sezonu zapewnił sobie czwarte miejsce, kosztem Lazio, które pokonali w bezpośrednim starciu 2:3. Jeszcze w 77 minucie Biancocelesti prowadzili 2:1, by przegrać to spotkanie w ciągu 4 minut, po golach Icardiego i Vecino.

Sukces ten skłonił właściciela Interu, by spełnić prośby Spallettiego, który sprawił, że Inter Mediolan znów zobaczymy w Lidze Mistrzów. Tak oto do zespołu jako pierwszy trafił Stefan de Vrij, czyli jeden z najlepszych obrońców Serie A. Mimo zainteresowania ze strony innych klubów, Holender od początku zapowiadał, że jego pierwszym wyborem są Nerazzurri. Najlepsze w całej tej transakcji jest to, że zawodnik tego pokroju został sprowadzony za darmo, ponieważ 30 czerwca wygasł jego kontrakt z Lazio Rzym. Jeśli omijać go będą kontuzję, to fani Interu będą mieć z niego wielki pożytek. Skriniar, de Vrij, Miranda oraz Ranocchia to czwórka środkowych obrońców, których chciałoby większość trenerów w Europie. Spalletti ma to szczęście, że wszyscy z nich zakładają niebiesko-czarne koszulki.

Kolejną prośbą trenera było wzmocnienie boków obrony zawodnikami, którzy w razie potrzeby mogliby również pełnić funkcję wahadłowych. Tym bardziej że z zespołem pożegnał się Cancelo, który został sprzedany przez macierzysty klub do Juventusu, Dalbert jak do tej pory nie potrafi nawiązać do występów, które oglądaliśmy w jego wykonaniu w czasach gry w Nicei, a Danilo D’Ambrosio jest solidnym obrońcą, który nie oferuję zbyt wiele w ofensywie. Wybór padł na Kwadwo Asamoaha, którego kontrakt z Juventusem dobiegł końca. Jest to zawodnik, który przegrał rywalizację z Alexem Sandro co skłoniło go do poszukania nowego zespołu. Asamoah w czasach gry w Udinese występował na lewej pomocy, co idealnie wkomponowuję się w role nowoczesnego wahadłowego, którego poszukiwał Inter. Wielkim plusem jest również to, że Kwadwo jest zawodnikiem, który 40 razy wystąpił w europejskich pucharach. Właśnie takiego doświadczenia brakuję ekipie Spallettiego, który dość mocno odmłodził skład Interu. Po odejściu Cancelo potrzebny był również prawy obrońca, który będzie potrafił dać wiele zespołowi w ofensywie, jednocześnie będąc zawodnikiem, który gra odpowiedzialnie w obronie. Wybór padł na Santiago Ariasa, zawodnika PSV, który został najlepszym zawodnikiem Eredivisie w sezonie 2017/2018. Podczas gdy Kolumbijczyk przebywał na Mundialu Ausilio starał się zamknąć transfer prawego defensora. Gdy wydawało się, że CEO Interu wygrał rywalizacje z innymi klubami, Atletico Madryt ogłosiło transfer byłego zawodnika Sportingu Lizbona. Szybko trzeba było znaleźć alternatywę dla Ariasa. Padło na zawodnika, którego były zawodnik PSV miał zastąpić, czyli Šime Vrsaljko. Chorwat od dłuższego czasu zanosił się do odejścia z Atletico, ponieważ jego celem był powrót do Serie A. Udany Mundial w wykonaniu byłego zawodnika Sassuolo tylko potwierdził słuszność zainteresowania Sime. Szybko dopełniono wszelkich formalności i wypożyczono prawego obrońcę za kwotę 6 milionów euro, z gwarancją wykupu za 25 milionów euro. Jest to nowy sposób, by ominąć zasady Finansowego Fair Play, co tylko pokazuje jak przepisy te zostały skonstruowane na szybko, na kolanie przez pierwszego, lepszego działacza. Żenujące.

Mimo, iż środek pomocy Interu prezentował się bardzo solidnie, pojawiła się okazja na sprowadzenie jednego z najlepszych pomocników świata i to za kwotę, którą w obecnych czasach płaci się za niektórych juniorów. 38 milionów kosztowało zakontraktowanie belgijskiego Ninjy – Radja Nainggolana, z którym to Spalletti znał się z czasów, gdy prowadził AS Romę. Radja jest jaki jest, może nie powinien być przykładem dla naszych dzieci, ale jednego nie można mu odebrać-piłkarskich umiejętności, które są na światowym poziomie. Z Ninją nie potrafił poradzić sobie Eusebio Di Francesco, Monchi czy Roberto Martinez, ale Spalletti jako jeden z nielicznych, zaliczany jest do grona tych, którzy potrafili trafić do głowy byłego pomocnika Cagliari. Związek idealny? Oby, bo przecież Radja miał oferty chyba z każdego poważnego, angielskiego klubu, a mimo to postanowił pozostać w Serie A. Włoska liga potrzebuje gwiazd, by powrócić do lat świetności, a Belg jest jedną z nich.

Kolejnym wzmocnieniem Interu został Matteo Politano, który za łączną kwotę 27 milionów zamienił Sassuolo na stolicę mody. Dobrze znany większości kibiców Serie A. Filigranowy skrzydłowy, którego najmocniejszą stroną jest kapitalna lewa noga. Powinien on pełnić funkcję wartościowego rezerwowego, który z czasem posadzi na ławce Antonio Candrevę. Metteo jako skrzydłowy w poprzednim sezonie w 36 spotkaniach zaliczył 10 bramek i 5 asyst w zespole, który w większości spotkań grał z kontrataku. Dobre występy z poprzedniego sezonu pozwoliły mu zadebiutować w Squadra Azzurra, miało to miejsce 28 maja 2018 roku w starciu z Arabią Saudyjską.

Jednak najlepszym zakupem w wykonaniu Interu może okazać się Lautaro Martineza z Racing Club. Większość kibiców nie miała pojęcia o istnieniu Argentyńczyka do czasu, gdy media napisały o zainteresowaniu jego osobą Cholo Simeone i jego Atletico. Później nastąpiło pierwsze powołanie do reprezentacji, gdzie dość głośno mówiło się o możliwym powołaniu na Mistrzostwa Świata kosztem Paulo Dybali, Mauro Icardiego, czy Gonzalo Higuaina.
Takiej sensacji nie oglądaliśmy (Icardi i tak nie pojechał), ale za to doszło do podpisania kontraktu z Interem Mediolan. Wydawało się, że młodzieniec będzie pełnić funkcje zmiennika Mauro Icardiego szczególnie, że z zespołem pożegnał się Eder. Po przedsezonowych przygotowaniach nie jestem jednak przekonany, ponieważ Lautaro prezentował się w nich kapitalnie. Bramkę, którą strzelił Atletico Madryt można bez namysłu zaliczyć do przyszłego kandydata do zdobycia nagrody imienia Ferenca Puskasa. Wyobrażacie sobie dwóch Argentyńczyków w ataku Nerazzurri? Potężna siła rażenia. Oczywiście, wszystko zweryfikują mecze o punkty, ale wydaję się, że Martinez to talent czystej wody, z którego Inter będzie miał dużo pociechy. Kwota zapłacona za niego to tylko 16 milionów euro.

W drodze do Mediolanu jest za to Keita Baldé Diao, który w najbliższych godzinach ma przejść testy medyczne. W Monaco nie spełnił pokładanych w nim nadziei, dlatego zdecydował się na powrót do Serie A i jeśli nawiąże do czasów gry w Lazio to Ivan Perišić może obawiać się o miejsce w wyjściowym składzie.

Nawet jeśli zainteresowanie Luką Modricem było czysto teoretyczne, to efekt tych plotek był taki, że o Interze znów mówiono i to dużo. A przecież w dzisiejszych czasach chodzi o tzw. clickbait. Internetowe pieniądze na ulicy nie leżą. Najlepiej pokazuję to transfer Ronaldo, który prócz wymiaru sportowego, ma również wymiar marketingowy.

Vidal wybrał Barcelonę. Mówi się trudno i żyje się dalej. Środek pomocy Nerazzurri i tak wygląda imponująco: Nainggolan, Vecino, Valero, Gagliardini, Brozović, Emmers, czy mogący grać za napastnikiem Candreva. A Icardi? Szykuje się do podpisania nowego kontraktu. To będzie najlepsze wzmocnienie Interu.

Z zespołu nie odszedł żaden znaczący zawodnik. Geoffrey Kondogbia od dawna był skreślony przez osoby zarządzające Interem, Eder pojechał zarobić ostatnie poważne pieniądze do Chinese Super League, Davide Santon bez żalu został oddany do Romy, a młodzi Zaniolo, Odgaard, Bettella, Carraro oraz Valietti odeszli z zespołu w poszukiwaniu minut. Inter skasował za nich łącznie 25 milionów euro, co w ogólnym rozrachunku dopełniło 78 milionów zysku z transferów. W tym oknie wyłączając transfer Keity Balde, wydano 72 miliony euro. Pytanie zatem brzmi, czy Ausilio wyrasta na cichego bohatera Serie A? Kupienie tak różnorodnych zawodników sprawiło, że Spalletti w czasie meczu może nawet kilkukrotnie zmieniać taktykę. Z 3-5-2 na 4-4-2, później 4-3-3, czy w końcy 4-2-3-1, niesamowita elastyczność składu i zmiany ustawienia będą wielkim problemem dla przeciwników.

Transfery przeprowadzone przez Inter są imponujące. Oczywiście, czy będą w stanie nawiązać rywalizację z Juventusem pokaże czas. Co nie zmienia faktu, że udało im się to, czego do tej pory nie udało się uczynić Milanowi. Powrót do Ligi Mistrzów stał się faktem, a wszystko wskazuje na to, że będzie tylko lepiej. I nie ma co tutaj źle życzyć rywalowi, ale cieszyć się, że Serie A być może w najbliższym czasie powróci do lat świetności, dzięki Juventusowi, Napoli oraz Interowi. Każdy kibic zespołu z Półwyspu Apenińskiego chce znów by była to liga, w której grają gwiazdy, a trenerzy nie są ludźmi z przypadku. Życzę Milanowi jak najlepiej, ponieważ lubię oglądać dobrą piłkę, nieważne, czy to Serie A, Premier League, czy Bundesliga. I mam nadzieję, że za jakiś czas będę mógł napisać podobny artykuł wpisując tutaj nazwiska Leonardo, Gattuso, Bakayoko, Higuaina czy Caldary.

Facebook Comments