Relacja z Pucharu Azji

Mieszkam w Chinach od trzech lat, teraz zaczął się czwarty, ale jakoś w lokalną piłkę nie udało mi się nigdy za bardzo wkręcić. Drużyna z mojego miasta, Hangzhou Greentown, pomimo obecności na ławce trenerskiej takich asów jak Sergi Barjuan i Zdravko Zdravkov już w pierwszym sezonie kiedy tu byłem spadła do drugiej ligi i nie może się wygrzebać. W Changchun niby radzi sobie nieźle Adrian Mierzejewski, ale Changchun jest ode mnie dobrych parę tysięcy kilometrów. I tak minęły już trzy sezony w zasadzie na niczym, chociaż teraz postanowiłem się spiąć i skoro Chiny wyszły z grupy w Pucharze Azji to chcę chociaż zobaczyć ich mecze w fazie pucharowej. Dzięki temu wczoraj miałem okazję w chińskim barze oglądnąć na żywo spotkanie Chiny- Tajlandia.

Trzeba wspomnieć, że tak jak w Chinach generalnie wszystko jest „inne” niż u nas, tak oczywiście dotyczy to też barów. Wchodząc gdziekolwiek na 90% trafi się w miejsce mające imitować filmy z Jamesem Bondem czy jakieś inne o hotelach i kasynach, będzie tam więc ubrany w koszulę i muszkę barman wykonujący jakieś dziwne ruchy, ale za to nie będzie zimnego piwa, bo to przecież nie zdrowo pić zimne, zwłaszcza kiedy na zewnątrz jest zimno. Będą wyglądający na 15- latków Chińczycy palący papierosy i grający w kości (to jest niepowtarzalny odgłos kiedy w jednym pomieszczeniu na raz 100 osób gra w kości) z półmiskami pełnymi pokrojonych arbuzów i dragonfruitów (nawet nie wiem jak to jest po polsku) na stołach. Gdzieś przy stoliku obok może trafić się chińska randka- chłopak już zamówił wszystko i pokazał, że go stać, dziewczyna już zrobiła zdjęcia jedzenia i zapostowała na wechacie (taki „chiński Facebook”) a teraz oboje siedzą wpatrzeni w swoje telefony i nie ozdywają się do siebie. Generalnie to po każdej wizycie w takim przybytku obiecuję sobie, że to już końcówka w tych Chinach i czas wyjeżdzać, ale potem przychodzi następny dzień, inne rzeczy rekompensują i tak się zostaje.

Sam mecz dał naoczny obraz piłkarstwa w Azji Wschodniej czy Południowo- Wschodniej, z wyłączeniem Japonii i Korei. Dwie słabe taktycznie drużyny (chociaż w Chinach na ławce trenerskiej zasiada Marcelo Lippi, obecnie chyba najlepiej opłacany trener na świecie), dużo chaosu, mało składnych akcji i płynności w grze. Tajlandia w pierwszej połowie zdobywa bramkę, w drugiej postanawia się bronić nie tyle na swojej połowie, co bardziej na swoim polu karnym, Chiny strzelają więc dwa razy, po czym same chowają się za potrójną gardą, więc Tajlandia jeszcze na koniec ma sytuację, ale Chińczyków ratuje bramkarz. Tak to można generalnie streścić. Dla mnie dobrym podsumowaniem poziomu tutaj jest fakt, że gra Iranu to w Pucharze Azji wirtuozeria, a kiedy mamy okazję ich obserwować na Mistrzostwach Świata to jest to jedna z bardziej topornie grających drużyn.

Chińczycy nie żyją ich piłką nożną i trudno im się dziwić, bo nie byłoby to życie zbyt porywające.

Facebook Comments