Podsumowanie rundy z Ł3

Już za kilka dni strzelą korki szampanów, będziemy wdrażać postanowienia noworoczne i podsumowywać to co zdarzyło się w przeciągu ostatnich 12 miesięcy. Tymczasem przeanalizujmy rundę jesienno – zimową w wykonaniu Legii Warszawa.

Zaczęło się źle (porażka i remis), a potem było jeszcze gorzej. I szczerze rzecz biorąc trudno było przewidywać inny scenariusz, choć aż takiej tragedii chyba nikt się nie spodziewał – wystarczy przypomnieć to,  że Legia w pierwszych pięciu meczach zdobyła zawrotne siedem punktów, strzelając tyleż goli. A w sezonie 2017/2018 ponownie mieliśmy emocjonować się meczami Wojskowych w Lidze Mistrzów, a klub miał odjeżdżać konkurentem z Ekstraklasy tak daleko, że nie widzieliby go nawet przez lunetę.

Tymczasem najpierw odjechał Vadis Odijda Ofoe, następnie Liga Mistrzów, a na koniec nawet Liga Europejska. Sezon już latem okazał się tragiczny. To musiało wpłynąć na morale drużyny. Choć moim zdaniem kolejność zdarzeń, a tym samym związek przyczynowo-skutkowy był inny. Kwasy w szatni i brak atmosfery miały charakter pierwotny wobec wyników na początku sezonu. Do tego przyjrzyjmy się transferom, które miały pomóc w szturmowaniu Europy.  Łukasz Moneta – pierwsza liga to poziom akurat dla niego, ewentualnie dolne rejony drugiej ósemki naszej mocarnej inaczej Ekstraklasy. Berto – już wiemy, że Legii nie pomoże i krzyż na drogę – powodzenia w smakowaniu fish and chips. Armando Sadiku – jego akurat będę nieco bronił, liczby bardzo słabe, ale kopać piłkę umie, może zacznie to pokazywać, nadzieja w tym, iż jest jednym z tych, którzy potrzebują mitycznego czasu na aklimatyzację. Cristiano Pasquato – Włoch z pewnością techniką przykrywa trzy czwarte ligi i pod koniec rundy zaczął to wreszcie pokazywać, wydaje się, że wiosną może odpalić. Krzysztof Mączyński – najlepszy transfer, solidny gracz środka pola, coś strzelił, coś asystował, poniżej pewnego poziomu nie schodzi. Kopczyński nie powinien mieć prawa gry gdy gotowi są Moulin i Mąka właśnie. I na koniec Jarek Niezgoda – liczby go bronią. Pytanie tylko czy mimo młodego wieku, on może się jeszcze rozwijać, szybszy już pewnie nie będzie a szybkie bieganie to jego główny atut, za to wielką wadą jest brak tzw. kiwki, a biorąc pod uwagę to, że Legia zazwyczaj musi grac atakiem pozycyjnym, ten feler jest szczególnie dokuczliwy. Generalna ocena transferów? 2+.

Jacka Magierę zwolniono po 8 kolejce (piąte miejsce, strata do lidera dwa punkty). Ostatnim jego meczem było spotkanie ze Śląskiem Wrocław. Nie dało się na to patrzeć. Wolno, bez pomysłu, ale co najgorsze bez chęci. Piłkarze wyglądali tak jakby im nie zależało i nie było widoków na zmianę tego stanu rzeczy – nie było to pierwszy mecz tego typu. Przyszedł Romeo Jozak. Zaczął średnio, dno osiągnięto w meczu z Lechem, 5 meczów wygranych po rząd, bardzo słaba końcówka roku, a mimo to zimowanie na pozycji lidera. Czy kibice Legii powinni więc się cieszyć? I tak i nie.

Po pierwsze liderowanie jest wynikiem przede wszystkim tragicznego poziomu Ekstraklasy. Jestem chory – inaczej nie można nazwać kogoś kto ogląda 5-6 meczów w każdej kolejce. Niektóre spotkania powinny być włączane więźniom za karę. Gra na aferę, zero techniki, laga do przodu, przyjęcie na trzy metry to powszechne zjawiska. Po co więc oglądam? Cóż, zboczenia są różne. Kilka dni temu zasiadłem do  El Clasico. To jest inna dyscyplina sportu. Jasne, kasa też jest inna. Ale do ciężkiej cholery, tu i tu grają ludzie, różnica nie powinna być aż tak drastyczna, a jest kolosalna. I właśnie słabość ligi jest w tym sezonie szansą Legii. Nie zrobił niczego nadzwyczajnego. Tak naprawdę różnice w stosunku do Legii Magiery z początku sezonu są dwie. Po pierwsze zawodnikom chce się biegać (to 75% sukcesu w Ekstraklasie), po drugie nowy trener nauczył piłkarzy trochę klepania z pierwszej piłki (połowa obrońców ligi przy czymś takim dostaje zawrotów głowy). Podlejmy to skutecznością i przepis na sukces gotowy. Z tego kibice Legii powinni się cieszyć. Z czego nie? Z fatalnej końcówki. W czterech ostatnich meczach można było spokojnie zdobyć pięć punktów więcej, a 7 oczek przewagi nad drugim zespołem dawałoby już względny komfort

Nie oszukujmy się. Jedynym przeciwnikiem Legii w walce o tytuł jest ona sama. Był Piast, była Jagiellonia, była Lechia, w tym sezonie było już galaktyczne Zagłębie, Korona odpadła, jestem dziwnie pewny, że zaraz minie super Górnik. Lech będzie walczył do końca i to jest główny konkurent. Co może i powinna zrobić Legia.? Nabrać sił na bieganie 90 minut, kupić magika na 10tkę i stopera kogoś na skrzydło. Starczy, ale jakość Panowie nie ilość. Dopłacić komuś, żeby zabrał Chukwu wraz z jego kontraktem, Pazdana nie oddawać za frytki lub wyjaśnić sprawę z nim raz na zawsze (chce odejść? Ktoś wykłada kasę na klauzulę i wszystko), podobnie jak mity o Jędrzejczyku.

Legia nigdy nie wygrała trzy razy ligi pod rząd. Jest duża szansa na to, że tym razem w wyścigu żółwi uda się zwyciężyć. Tylko co potem? Znowu euro…łomot? Bez inwestycji jest on bardzo prawdopodobny. Europa nam odjeżdża. Jeszcze sezon, dwa i zostaniemy z pięknymi stadionami, transmisjami z pierdyliarda kamer, sześcioma magazynami ligowymi, a wystarczy obejrzeć mecz z wysokości trybun żeby złapać się na myśli…kurcze pieczone, tak to i ja bym zagrał.

Facebook Comments