Poczwórne spełnienie

Zdobycie Pucharu Ligi to namiastka sukcesu, traktowana jako dodatek lub nagroda pocieszenia. Wzniesienie w górę Pucharu Anglii to prestiż, przyjmowany z najwyższym szacunkiem i honorem. Wywalczenie Mistrzostwa Anglii to z kolei wyróżnienie za wzorową regularność, przypieczętowanie dominującej pozycji w kraju. Natomiast wygranie Ligi Mistrzów to doścignięcie marzeń oraz uzyskanie przepustki do futbolowego edenu. A gdyby tak skompletować wszystkie trofea w jednym sezonie?

O poziomie trudności całego przedsięwzięcia najlepiej świadczy fakt, że żadna drużyna w historii nie zdołała tego dokonać. Wprawdzie w kampanii 2008/09 Manchester United sięgnął po kwartet laurów, lecz oprócz Pucharu Ligi i Mistrzostwa Anglii, zaliczały się do niego Klubowe Mistrzostwo Świata oraz Tarcza Wspólnoty. Zdaniem wielu, ta ostatnia nie zasługuje na miano pełnoprawnego trofeum, co oznacza, iż o pełnoprawnej poczwórnej koronie nie ma mowy.

Obecnie przed szansą na wiekopomne osiągnięcie stoją piłkarze Manchesteru City, którzy wytrwale dążą do zaspokojenia swoich ambicji i nie przestają śnić o zdobyciu wszystkich możliwych szczytów. Co więcej, wizja ta nie jest wcale oderwana od rzeczywistości, a pierwszy krok w kierunku jej realizacji został już nawet postawiony.

W ostatnią niedzielę lutego drużyna z Etihad Stadium pokonała Chelsea i drugi raz z rzędu sięgnęła po Puchar Ligi. Jak wiadomo, nie jest to najbardziej pożądane i prestiżowe trofeum, a już na pewno nie dla krajowego potentata mierzącego w sukces na Starym Kontynencie. Jest jednak warunkiem koniecznym do spełnienia w przypadku marzeń o poczwórnej koronie i mimo, że wiele drużyn, woląc skupić się na walce o wyższe cele, traktuje rozgrywki sponsorowane przez koncern Carabao “po macoszemu”, Manchester City chce dominować, dawać świadectwo swojej jakości przy każdej możliwej okazji, na wszystkich dostępnych frontach.

Wspomniany wyżej triumf tylko zintensyfikował spekulacje dotyczące szans podopiecznych Guardioli na zdobycie czterech laurów, czego przejawem między innymi niniejszy tekst. Cały raban niespecjalnie podoba się katalońskiemu menedżerowi, który twierdzi, że nakładanie dodatkowej presji na zespół na tym etapie sezonu jest w stosunku do niego nie w porządku. Ponadto przekonuje o skupieniu drużyny na każdym kolejnym meczu, co potwierdzają niejako słowa Kevina de Bruyne:

“Nie można traktować zdobycia czterech trofeów jako standard. Jesteśmy szczęśliwi z tego jak nam idzie, chcemy osiągać postęp w każdych rozgrywkach, w których bierzemy udział. Wygranie wszystkich jest prawie niemożliwe.”

To naturalne, że w interesie The Citizens jest, by o oczekiwaniach mówiło się jak najmniej i jak najciszej. Nie dajmy się jednak zwieść, ekipa z błękitnej części Manchesteru marzy o osiągnięciu “nieosiągalnego”, od tego nie sposób uciec.

Jej drugim skalpem ma stać się Puchar Anglii. Rywalizacja wkracza w decydującą fazę, a szanse na ostateczny triumf ma osiem drużyn, spośród których tylko dwie można zaliczyć do grona potentatów. Oprócz podopiecznych Guardioli, którzy w ćwierćfinale zmierzą się ze Swansea, w grze pozostaje również Manchester United, któremu los zesłał Wolverhampton typowane do miana czarnego konia rozgrywek. O ile na Molineux może dojść do niespodzianki, o tyle na Liberty Stadium zdecydowanym faworytem będą goście i każdy inny rezultat niż ich zwycięstwo będzie traktowany jako sensacja.

The Citizens są głównym kandydatem do sięgnięcia po trofeum za najstarsze zawody piłkarskie w historii i zrobią wszystko, by dopiąć swego. Drugi składnik poczwórnej korony nie jest wprawdzie formalnością, lecz drużyna z Etihad Stadium zdaje się go mieć na wyciągnięcie ręki.

Zdecydowanie trudniej będzie jej o spełnienie pozostałych dwóch warunków wiekopomnego osiągnięcia.

Wciąż trwa bowiem zacięta rywalizacja o Mistrzostwo Anglii, choć realne szanse na jego zdobycie mają już tylko dwa zespoły. Oprócz aktualnie panującego czempiona, łasy na sukces jest także Liverpool, który na sięgnięcie po graal czeka od blisko 29 lat. Jeszcze do niedawna wiele wskazywało na to, że w maju nastąpi przełamanie, lecz za sprawą wydarzeń zeszłej kolejki na fotel lidera powrócił Manchester City. Jego przewaga jest znikoma, wynosi zaledwie 1 punkt, ale na korzyść podopiecznych Guardioli przemawia doświadczenie nabyte przy okazji poprzedniego sezonu, kiedy przewodzili oni w Premier League przez znakomitą większość trwania rozgrywek. Sprzyja im również dotychczasowa dyspozycja – wygrali najwięcej meczów spośród wszystkich drużyn w stawce i zdobyli najwięcej bramek.

Manchester City jest w stanie rozprawić się z klątwą i stać się pierwszym klubem od 2009 roku, który obroni tytuł mistrzowski. Przed nim jednak 9 spotkań prawdy, które przybliżą go do poczwórnej zdobyczy lub pogrzebią szanse na zapisanie się w piłkarskich annałach złotymi zgłoskami.

Ostatnim i prawdopodobnie najtrudniej dostępnym składnikiem poczwórnej korony jest puchar za wygranie Ligi Mistrzów. W długoletniej historii rozgrywek, The Citizens ani razu nie zdołali zdominować futbolu na Starym Kontynencie, a szklanym sufitem, którego dotąd nie udało im się przebić, pozostaje półfinał. W trwającej edycji drużyna z Etihad Stadium bez problemu przebrnęła przez fazę grupową, by następnie trafić na Schalke, które prawdopodobnie wyeliminuje i zamelduje się w ćwierćfinale. Łatwiej już jednak nie będzie.

W gronie kandydatów do ostatecznego triumfu aż roi się od “grubych ryb”, by wymienić chociażby Barcelonę, lepszego z duetu Liverpool-Bayern, kogoś z dwójki Juventus-Atletico, nieobliczalny Manchester United czy niesamowity Ajax. Manchester City jest więc jednym z wielu, niekoniecznie pierwszym do objęcia tronu. O powodzeniu bądź jego braku może zadecydować dyspozycja dnia, mały detal, jeden błąd.

W teorii The Citizens mają bardzo silną i zrównoważoną kadrę, która pozwala na pozbawione ryzyka rotowanie w celu umiejętnego gospodarowania energią zawodników. Kiedy odpoczywa Sterling lub Sane, na murawie może pokazać się Mahrez. Kiedy Silva albo de Bruyne skupiają się na regeneracji, ich zadania przejmuje Gundogan. Kiedy Aguero potrzebuje chwili wytchnienia, do gry może wkroczyć Jesus. Wszystko to jednak piłkarze ofensywni, z tyłu nie jest już tak kolorowo. Kontuzjowany pozostaje Fernandinho, dla którego w kadrze nie ma sensownej alternatywy. Uraz leczy również Laporte, czyli najpewniejszy punkt defensywy w obecnym sezonie. W kluczowym momencie może się więc okazać, że na którejś z pozycji brakuje odpowiedniej jakości, z czego skrzętnie skorzystają rywale.

Bardzo ważna jest także mentalność i nastawienie zespołu. Nie wątpię, że są w nim liderzy i urodzeni zwycięzcy, pytanie tylko czy seryjni? Wprawdzie Pep wpoił drużynie wolę dominacji, a do tego potrafi podsycać głód wygrywania, lecz każdemu zdarzają się chwile słabości, co dobitnie udowodnił poprzedni sezon. Mimo bezpiecznej przewagi w Premier League, Manchester City nie zdołał dostatecznie mocno skupić się na Lidze Mistrzów i poległ w dwumeczu z Liverpoolem. Podobnie jak teraz, wówczas wydawało się, iż ma wszystko, czego potrzeba do zdobycia Pucharu Europy, a jednak coś poszło nie tak…

Nie bez znaczenia dla całego przedsięwzięcia pozostaje również terminarz zaplanowanych spotkań. The Citizens przyjdzie zmierzyć się ze sporym natężeniem gier (jeśli uda się pokonać Schalke i Swansea, na przestrzeni 19 dni odbędzie się ćwierćfinałowy dwumecz Ligi Mistrzów oraz półfinał Pucharu Anglii, a do tego starcia z Tottenhamem i Manchesterem United), ale finisz sezonu jawi się jako sprzyjający zwieńczeniu sukcesu (12 maja rozegrana zostanie ostatnia kolejka Premier League, tydzień później finał krajowego pucharu na Wembley, a 1 czerwca finał rozgrywek europejskich). Całość może sprawiać wrażenie toru przeszkód ze śmiercionośnymi pułapkami czającymi się na każdym kroku, lecz nie ma w tym nic dziwnego – wyjątkowe osiągnięcia wymagają wyjątkowych okoliczności.

Przed Aguero i spółką masa pracy wymagającej dyspozycji fizycznej i psychicznej na najwyższym poziomie. Poczwórna korona nie jest iluzją, wytworem wyobraźni niemożliwym do zrealizowania w rzeczywistości, lecz wypełnienie wszystkich warunków będzie bardzo trudne. Osobiście sądzę, iż Manchester City zgarnie Puchar Anglii i obroni mistrzostwo kraju, ale co do powodzenia w rozgrywkach na Starym Kontynencie mam spore wątpliwości. Mimo że drużynę z Etihad Stadium postrzegam jako niemal kompletną, wydaje mi się, iż trafi kosa na kamień czy inną Barcelonę, która w danym dniu może okazać się skuteczniejsza, bardziej skoncentrowana lub po prostu nieomylna. Koniec końców wszystko zależy od postawy The Citizens, którzy mają podstawy, by wierzyć w osiągnięcie dotąd nieosiągniętego.

Jedno trofeum to zawsze powód do radości. Dwa to bardzo dobry rezultat. Trzy to wynik fenomenalny. Całkowite spełnienie może zapewnić jednak tylko poczwórna korona. Niebawem przekonamy się, czy Manchester City dostąpi zaszczytu jej przymierzenia. 

Facebook Comments