Mistrzowie Polski

Z pasją opowiadamy o futbolu

Bez kategorii Premier League

Początek końca ery Maurico Pochettino

Brakowało kropki nad „i”

Na wstępie tego tekstu od razu chciałbym zaznaczyć, że gdyby nie Pochettino, Tottenham prawdopodobnie nadal byłby klubem aspirującym do bycia w topie. To argentyński trener sprawił, że Tottenham przez ostatnie lata zawsze postrzegany był jako jeden z czołowych zespołów Premier League. To on dał momenty radości fanom, którzy momentami mogli realnie myśleć o mistrzostwie Anglii. To on sprawił, że Koguty wreszcie nie musiały być uznawane przez fanów Arsenalu jako „hałaśliwy sąsiad”. I – wreszcie – to on doprowadził zespół do finału LM.

Pochettino musimy uznać za głównego ojca sukcesu Tottenhamu. Od momentu objęcia sterów w klubie musiał radzić sobie z różnymi problemami, a przede wszystkim z brakiem funduszy na wzmocnienia. Grafika pokazująca jak zmienia się średnia wieku kadry Tottenhamu na przestrzeni kolejnych sezonów idealnie uwidacznia ten problem. Skład z roku na rok robił się coraz starszy, ponieważ w większości grali – i nadal grają – ci sami zawodnicy.

Gdy tego lata prezes Daniel Levy sypnął groszem na nowych zawodników i z klubowej kasy ubyło (licząc łącznie z przychodami za transfery wychodzące) ponad 70 mln funtów, to miało właśnie oznaczać postawienie wspomnianej kropki nad „i”. Paradoksalnie, literka „i” zniknęła i została sama kropka. Tak można podsumować obecną formę i kryzys Tottenhamu. Kryzys, w który z meczu na mecz klub popada coraz głębiej, a dna nie sposób dostrzec.

Pogrążeni w kryzysie

Jeśli prześledzimy sobie wszystkie spotkania Kogutów w bieżącej kampanii możemy dojść do wniosku, że mają problem ze… wszystkim. Z utrzymaniem prowadzenia, koncentracją (mecze z Arsenalem i Olympiakosem), z atakiem pozycyjnym (Newcastle i 70 min z Aston Villą), z graniem na wysokiej intensywności przez cały mecz (Bayern i Leicester). To kłopoty związane z funkcjonowaniem całego zespołu. Jeśli chodzi o poszczególne formacje, czy piłkarzy też nie jest dobrze. Więcej bramek w Premier League od Tottenhamu straciło zaledwie 6 zespołów, a obrona ma ogromne problemy przy podaniach za linię defensywy. W linii pomocy brakuje kreatywności, przyspieszenia akcji i nie pomagają tutaj tarcia na linii Eriksen-Pochettino. Za to przy akcjach przeciwnika, środek pola zostawia mnóstwo miejsca rywalom. Lider zespołu, Harry Kane również sprawia wrażenie zawodnika dalekiego od optymalnej formy, a bramkarz Hugo Lloris i cała linia defensywy popełnia katastrofalne błędy.

Jednak statystyka, która – w mojej opinii – najlepiej oddaje kryzys, w jakim znalazł się Tottenham to akcje defensywne na połowie rywala. 3 sezony wstecz ekipa Pochettino znajdowała się na 2. miejscu w lidze w tym aspekcie, w obecnym – na 16. Krótko mówiąc, oznacza to, że Tottenham przestał grać pressingiem. To, z czego słynął zespół Argentyńczyka zupełnie przestało działać i w zamian to przeciwne drużyny spychają Kogutów pod własne pole karne. Wniosek? Piłkarze Tottenhamu są wypaleni, nie widać w nich zaangażowania i woli walki. Jednak, czy grając szósty sezon pod wodzą tego samego trenera, uczestnicząc w tych samych treningach, słuchając tych samych przemów motywacyjnych i mając w sobie poczucie, że więcej już z tym klubem nie osiągniesz jesteś w stanie się dodatkowo zmobilizować? Śmiem wątpić.

Punkt kulminacyjny

I tu przechodzimy do sedna – finał w Madrycie. Finał, po którym piłkarze zdali sobie sprawę, że doszli już do swojego sufitu i zwyczajnie go nie przebiją. Nie w tym klubie, nie z tymi partnerami, również nie z tym – mimo, że bardzo dobrym – menedżerem. Na mistrzostwo Anglii mają nikłe szanse biorąc pod uwagę siłę Manchesteru City oraz fakt, że Premier League to maraton, gdzie dyspozycja dnia, forma, kontuzje nie mają takiego znaczenia jak w przypadku LM.

Efekt nasycenia to jedno. Fatalne wyniki już w drugiej części minionej kampanii – drugie. Koguty nie wygrały wyjazdowego meczu w Premier League od 20 stycznia, od końcówki lutego punktują na poziomie zespołów walczących o utrzymanie. Moim zdaniem kryzys zaczął się już wtedy, a sukcesy na arenie europejskiej tylko przypudrowały prawdziwą twarz Tottenhamu. Wówczas nie spotkałem się z takimi głosami, nikt o tym nie pisał. Ja również. Dlaczego? Z prostego powodu – sam tego nie zauważyłem.

Władze klubu powinny widzieć więcej i uważam, że słuszną decyzją byłoby zwolnienie (o ile to dobre słowo) Pochettino tuż po zakończeniu minionych rozgrywek. Podziękować sobie po dżentelmeńsku za wspólne lata wspaniałej pracy i rozstać się w zgodzie, w poszukiwaniu nowych wyzwań. Wówczas Argentyńczyk odszedłby w chwale.

Era Mauricio Pochettino w Tottenhamie bez wątpienia dobiega końca, o czym świadczą nie tylko wyniki, ale również wypowiedzi Argentyńczyka, w których z menadżera przekwalifikowuje się w trenera, czy krytykuje szerokość i siłę kadry swojego zespołu, tym samym wysyłając jasne sygnały do władz klubu. Era z pewnością piękna, choć nie skwitowana żadnym trofeum. Era, w której Pochettino zdefiniował Tottenham na nowo i wprowadził klub na szczyt. Ale, jak wiemy, łatwiej wejść na szczyt niż się na nim utrzymać. A to już prawdopodobnie będzie zadanie dla nowego szkoleniowca.

Facebook Comments

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *