Piłkarz (nie) szanowany

Uprzedzam, że artykuł ten wiele osób może potraktować nader nieobiektywnie, ale nie zmienię tego, iż moje zdanie na temat tego zawodnika jest takie, a nie inne. Nie chodzi tutaj o to, że jest piłkarzem Realu, ale chodzi o całe to podniecanie się człowiekiem, przy którym Pepe, czy Lee Cattermole są dobrymi chłopcami z przykościelnego chórku. Marcin przed rozpoczęciem przestrzegał mnie, żebym był obiektywny, bo to przecież jeden z najlepszych obrońców świata. Za chwilę spróbuję udowodnić, że Sergio Ramos wcale nie jest prawdziwym mistrzem, ale tylko dobrym piłkarzem, któremu dało się trafić do najlepszego Realu w historii.

Prawdziwym mistrzem jest dla mnie zawodnik, który prócz kapitalnych umiejętności piłkarskich potrafi również godnie prezentować się na boisku, jak i poza nim. Paolo Maldini, Carles Puyol, Lilian Thuram, Iván Córdoba, Eric Abidal, czy Sami Hyypiä to dla mnie obrońcy, którzy prócz wielu trofeów zdobytych na boisku byli również wzorami do naśladowania. Pamiętacie jak były kapitan Barcelony po ataku na siebie odpychał Ronaldinho by ten nie bawił się w samosąd? Albo francuski lewy obrońca, który po walce z nowotworem wątroby wrócił na boisku i wygrał Ligę Mistrzów? Kolumbijczyk z Interu, który był zawsze tym dobrym w zestawieniu z Chivu, czy Materazzim? A może Maldini, który ma czerwono-czarne serce?

POCZĄTKI

Zacznijmy jednak od początku. Sergio przyszedł na świat 30 marca 1986 w Camas, małej miejscowości w autonomicznej wspólnocie Andaluzji. Z racji miejsca urodzenia rozpoczął karierę w Sevilli, gdzie szybko poznano się na jego talencie. W wieku 16 lat został zaproszony na treningi pierwszego zespołu przez ówczesnego trenera – Joaquína Caparrósa. Przy pierwszej grze w dziadka starł się ze starszym kolegą, który postanowił utemperować młodego zawodnika. Smutny Sergio schodząc z treningu został zaproszony na rozmowę z trenerem, który klepiąc go po plecach poradził zawodnikowi, by ten następnym razem kopnął kolegę, ale dwa razy mocniej (te słowa chyba wziął sobie najbardziej do serca). W wieku 18 lat po raz pierwszy znalazł się w kadrze pierwszego zespołu na mecz wyjazdowy. Z racji tego, że nie miał prawa jazdy to jego dotarcie do klubowego ośrodka było uzależnione od ojca, który niefortunnie spóźnił się i odwiózł młodego zawodnika pod pełny autokar niesamowicie rozjuszonych kolegów z zespołu. Wszyscy oczekiwali tylko na młodego zawodnika.

Nie wystarczyły tłumaczenia, ponieważ wściekły Caparros wykrzyczał w jego stronę następujące słowa: „Panicz powinien spać w samochodzie albo zostać wczoraj po treningu przy bramie! Albo jeszcze lepiej, powinien spać pod tym godłem Sevilli. Nie wkurzaj mnie, Sergio, nie wkurzaj! Panicz nie może się spóźniać na swój pierwszy wyjazd! Nie może się spóźniać, ale… niech wejdzie, bo spóźnimy się na lotnisko”. Myślicie, że spóźnił się jeszcze kiedyś? Nie, oczywiście, że nie.

Wyjazd ten był również debiutem obrońcy w ligowym spotkaniu. Było to dokładnie 1 lutego 2004 roku w spotkaniu przeciwko Deportivo La Coruña. W 64. minucie spotkania wszedł na boisko zmieniając Paco Gallardo. Mimo że był to przegrany mecz to Segio kilkoma zagraniami zaskarbił sobie sympatię kibiców z Sevilli. W całym sezonie udało mu się rozegrać blisko 400 minut, co dla młodego zawodnika było czymś szczególnym. Przecież jego konkurentami do gry byli tacy zawodnicy jak Dani Alves, Javi Navarro, czy Pablo Alfaro.

Kolejny sezon był tym w którym młody zawodnik stał się piłkarzem podstawowego składu. Rozegrał 31 spotkań w La Liga i 6 w ówczesnym Pucharze UEFA. W jednym meczu potrafił wystąpić jako środkowy defensor, by w kolejnym musieć biegać po prawej stronie obrony. Dzięki temu dziś o Ramosie możemy mówić jako o zawodniku, który jest niesamowicie wszechstronny, nie ogranicza się on tylko do bronienia, ale potrafi również rajdem w środku pola dobrze rozegrać piłkę. Jedna kampania wystarczyła, by Florentino Perez zakochał się w młodym zawodniku. Zaproponowane 27 milionów euro wystarczyłoby włodarze klubu z Andaluzji pozwolili odejść swojemu podstawowemu zawodnikowi.

REAL MADRYT

Ramos nie będzie dobrze wspominać swoich pierwszy dni w Realu Madryt. Na konferencji prasowej nie potrafił podnieść mikrofonu, na pomoc przyszedł mu prezydent Los Blancos co dziennikarze skwitowali wyśmianiem przyszłego kapitana. Później przyszedł czas na niefortunny występ w magazynie, gdzie opublikowane były jego zdjęcia z rozbieranej sesji fotograficznej, na której mogliśmy zobaczyć roznegliżowanego Sergio z przewieszonymi korkami za szyją, które zasłaniały tylko i wyłącznie przyrodzenie. Szybko przez większość kibiców został ogłoszony kryptohomoseksualistą. Słaby początek, który nie zwiastował powodzenia operacji pod tytułem „Sergio w Realu”.

Jednak los okazał się przewrotny i przewidywania dziennikarzy oraz kibiców okazały się błędne. Z miejsca stał się podstawowym obrońcą Realu Madryt, którego ówczesnym trenerem był Vanderlei Luxemburgo. Na pierwszym treningu Ramos musiał niezwykle denerwować się, ponieważ jego nowymi kolegami z zespołu zostali tak wspaniali zawodnicy jak Zinedine Zidane, David Beckham, Roberto Carlos, Ronaldo, Raul, Iker Casillas oraz wschodzące gwiazdy światowego futbolu Robinho oraz Antonio Cassano. Ponadto mógł udowodnić swoją wartość w starciu z takimi tuzami jak Jonathan Woodgate, Thomas Gravesen, czy Cicinho (a.k.a. „Nowy Cafu”). Jego kolegą ze środka obrony była legenda Realu Madryt – Ivan Helguera, który w całej konstelacji gwiazd zawsze był niedocenianym rzemieślnikiem gwarantującym niesamowitą równowagę w formacjach obronnych Realu

Wszyscy jednak pamiętamy jak wyglądał Galacticos pod wodzą Luxemburgo. Żenująca gra mimo najlepszego składu na świecie, co najlepiej odzwierciedla mecz z Barceloną przegrany 0:3 – kapitalny spotkanie wielkiego Ronaldinho, oklaski na stojąco i pierwsze zderzenie Sergio z najbardziej zażartą rywalizacją w klubowej piłce.

CAPELLO

Nowy sezon był zupełnym przetasowaniem wartości, które panowały w szatni Królewskich. Odpowiedzialny był za to nowy trener-Fabio Capello (swoją drogą spotkałem go kiedyś w Poznaniu na ulicy i posiadam jego autograf). Nowym partnerem w środku obrony został legendarny, kapitalny zdobywca Złotej Piłki Fabio Cannavaro. Kunktatorska, włoska robota dała Realowi upragniony tytuł. Co ciekawe po sezonie Capello został… zwolniony z Realu. Jaki był tego powód? Styl gry, który nie odpowiadał ówczesnej władzy. Perez i Predrag Mijatović chcieli widowiskowego spektaklu godnego Santiago Bernabeu, a nie siermiężnej pracy, która koniec końców dała pierwszy tytuł od czterech lat…

Kolejnym trenerem został Niemiec Bernd Schuster, który w przeszłości był również zawodnikiem Królewskich. Nowym kolegą Ramosa został Portugalczyk Pepe, zakupiony wtedy za niewyobrażalną jak na obrońcę kwotę 30 milionów euro. Jak się później okazało, nikomu nieznany były zawodnik Porto na wiele lat został partnerem bohatera dzisiejszego wpisu. W tym sezonie również udało się zdobyć Mistrzostwo Hiszpanii. Przeżywająca kryzys Barcelona nie była w stanie odeprzeć ataków van Nistelrooya, Robbena, Raula, Higuaina, Sneijdera, czy Robinho. Sam Sergio po cichu budował swoją pozycję, gdzie miał w szatni coraz więcej do powiedzenia. Razem z Casillasem i Gutim dowodził szatnią Los Blancos.

Wszyscy w stolicy myśleli, że marsz Królewskich po kolejne tytuły to kwestia czasu, tym bardziej, że ich największy przeciwnik – FC Barcelona po słabym sezonie zdecydowała się na zatrudnienie Pepa Guardioli, niedoświadczonego trenera, który kilka lat wcześniej zakończył kapitalną, zawodniczą karierę.

PORAŻKI

Pamiętna porażka Blaugrany z Wisłą Kraków rozpoczęła zwycięski marsz Katalończyków. Niesamowity debiutancki sezon Guardioli obrodził w trofea i jedną z najboleśniejszych porażek w karierze Ramosa. 2:6, czyli to pogrom, którego piłkarski świat dawno nie widział. Występ na prawej obronie Sergio był jedną wielką porażką, mimo strzelonej bramki to prawie przy każdej straconej „asystował”, łamał linie spalonego, co chwilę ośmieszany był przez kapitalnie grającego Titiego Henry’ego, który sprawił, że wieczór ten był dla Ramosa prawdziwym koszmarem.

Kolejna kampania to znów niespełnione marzenia kibiców z Madrytu. Dwie porażki w Gran Derbi, przegrane Mistrzostwo Kraju, blamaż z Lyonem w 1/8 finału Ligi Mistrzów, która od zawsze w stolicy Hiszpanii była prawdziwą obsesją. Władze Galacticos wiedzieli, że muszą podjąć niekonwencjonalne kroki, by przywrócić tytuły na Santiago Bernabeu.

Tym krokiem było zatrudnienie Jose Mourinho, jedynego człowieka, który był w stanie zatrzymać potwora zwanego potocznie Pep Guardiola. Ten moment na zawsze zmienił całą historię La Liga oraz samego Ramosa, który do roku 2010, przez 5 lat poważnej kariery otrzymał tylko jedną czerwoną kartkę.

Od pierwszego spotkania z Barceloną było czuć niesamowite napięcie. Ostre, cięte riposty The Special One na konferencji prasowej, piłkarze Realu napakowani jak kabanosy, skończyło się jedną, wielką katastrofą. La Manita to jedno z największych wydarzeń w historii rywalizacji obydwu klubów. Jednak większość nas będzie kojarzyć to spotkanie z bestialskim faulem Ramosa na Leo Messim, który chyba tylko przez palec boży nie doznał żadnego poważnego urazu. Jednak to, co później się wydarzyło było najlepszym odzwierciedleniem tego, co siedzi w Sergio Ramosie. Uderzył on Puyola, swojego partnera z obrony w reprezentacji oraz Xaviego, który był generałem zarówno w Barcelonie, jak i w kadrze La Furja Roja. Przecież kilka tygodni wcześniej razem świętowali Mistrzostwo Świata, a teraz prawy wtedy obrońca kadry rzucił się na swoich kolegów. Żadne emocje nie są w stanie wytłumaczyć tego, co zrobił Ramos. Później Casillas musiał godzić zwaśnione strony, za co Jose Mourinho zażądał jego głowy.

BARCELONA

Kolejny przegrany tytuł i porażka w półfinale również z Barceloną była najlepszym podsumowaniem żenującego sezonu Realu, który pod batutą Jose Mourinho przeobraził się w klub, który powoli tracił swoją mistrzowską tożsamość. Jednak kolejna kampania okazała się rekordowa pod każdym względem, tytuł zdobyty z liczbą punktów, która wynosiła 100. W Barcelonie nastąpił kryzys, który spowodowany był zmęczeniem relacją na linii trener – zawodnicy. Guardiola to szkoleniowiec, który wyciska z piłkarzy maksimum. Na tamtym etapie swojej kariery zauważył, że nic już nie jest w stanie zrobić dla piłkarzy i postanowił odpocząć od futbolu.

Rywalizacja coraz bardziej się zaogniała, po odejściu Pepa nastąpiło wyrównanie sił. Pamiętamy jego bramkę w finale Ligi Mistrzów z 2014, kiedy to w ostatnich sekundach spotkania po golu strzelonym głową doprowadził do dogrywki w starciu przeciwko Rojiblancos, dodatkowe 30. minut było już koncertem Realu. Ramos po raz pierwszy mógł się cieszyć ze swojego triumfu w najbardziej prestiżowych, klubowych rozgrywkach. W sezonie 2015/2016 został kapitanem drużyny i poprowadził Los Blancos do zdobycia upragnionej Ligi Mistrzów – jego gol w finale przeciwko Atletico Madryt sprawił, że Królewscy wyszli na prowadzenie, później również pewnie pokonał Jana Oblaka w serii rzutów karnych i to biała część Madrytu cieszyła się z kolejnego triumfu. Był to początek kosmicznej serii zakończonej trzema wygranymi Ligami Mistrzów Realu Madryt, we wszystkich trzech Puchar ku niebu wznosił Sergio Ramos, kapitan Realu Madryt. Okres 2015-2018 był dla niego i dla Realu niesamowity, ale był również naszpikowany wieloma negatywnym sytuacjami.

SKANDALE

Coraz częściej dochodziło do sytuacji, w których Ramos zachowywał się w sposób nieadekwatny jak wtedy, kiedy po prostu skopał Leo Messiego. Styl narzucony przez Jose Mourinho, który dawno już nie pracował w Madrycie pozostał głęboko zakorzeniony w Sergio. Przez całą karierę otrzymał on 24 czerwone kartki, z czego dużą większość po 2010 roku. W sezonie 2015/2016 podczas Gran Derbi próbował połamać nogi Suarezowi kosząc go niczym trawę w niedziele o 8 rano, w sezonie 2016/2017 jego celem pozostał Leo Messi, znów wślizg, który miał na celu wyeliminowanie Argentyńczyka, w kampanii 2010/2011 potrafił wskoczyć kolanem w klatkę piersiową Nilmara, by po chwili poprawić jeszcze uderzeniem w twarz. Napluł na Iago Aspasa, w pełnym biegu z prawego sierpowego powalił ponownie Suareza, próbował połamać twarzoczaszkę Neymarowi, a jego pojedynki z Diego Costą stały się legendarne.

Nie myślcie jednak, że Ramos próbuje wyładować się tylko na graczach z prawdziwego topu. W kompilacjach jego chamskich zagrań możemy również zauważyć jak traktuję łokciem zawodnika Rayo, naskakuje z pełnym impetem na stawy kolanowe Moussy Dembele, szarpie się z Mikelem Oyarzabalem, uderza łokciem w ucho obrońcę Athletic. W popularnym serwisie, gdzie można oglądać filmiki i słuchać muzyki istnieją specjalne kompilacje z Ramosem, oczywiście te negatywne. On nawet wczoraj próbował skasować zawodnika Victorii Pilzno…

Pomyślcie teraz ile czerwonych kartek w swojej karierze otrzymali Paolo Maldini albo Carles Puyol? Ramos ma dwie twarze, jedna to znakomity zawodnik, a druga to rzeźnik z Camas. Gdyby VAR był dłużej obecny na salonach to liczba czerwonych kartek przynajmniej by się podwoiła, ponieważ często dochodzi do sytuacji, w których sędzia nie widzi idiotycznych zachowań Sergio. Kreowany na bohatera i kapitana, często jest zwykłym boiskowym robakiem, jak teraz kiedy w mediach po cichu krytykuje CR7, umniejszając jego wartość. Ciekawe ile dzisiaj pucharów miałby Ramos, gdyby nie Ronaldo?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *