Piłkarz (nie) kochany

Barcelona od dawna była przedstawiana jako klub, który jest skrajnie uzależniony od Leo Messiego. Opowiadano historie o tym, iż zespół ten byłby ligowym średniakiem, gdyby nie geniusz La Pulgi, jednak ostatnie El Clásico na chwilę zamknęły usta krytykom zespołu z Katalonii. „Who needs Ronaldo?” – to szeroko zakrojona akcja części kibiców Królewskich (przeciwników Portugalczyka), którzy chcą umniejszyć osiągnięcia CR7 w Madrycie. Jak pokaz siły Pereza wpłynął na Real? Chyba wszyscy wiemy. Skąd taki wstęp? Ponieważ dzisiejszym bohaterem jest człowiek, który stał się Ronaldo – Interu Mediolan. Zawodnik, który w pojedynkę potrafi wygrać spotkanie, kochany w Mediolanie, znienawidzony w Argentynie, kat Milanu wychowany w Barcelonie – przed Wami Mauro Icardi, napastnik światowego formatu.

Mauro urodził się 19 lutego 1993 roku w Rosario (rodzinne miasto Leo Messiego, Che Guevary, czy José Cury). Już w wieku pięciu lat rozpoczął treningi w lokalnym zespole Sarratea. Co ciekawe, początkowo zawodnik Interu nie chciał być piłkarzem, ojciec musiał go przekonywać kolejnymi butelkami coca coli, żeby Argentyńczyk zechciał łaskawie biegać po boisku. Jego przygoda z argentyńskim futbolem trwała zbyt długo. Cztery lata później ze względu na trudną sytuację ekonomiczną w Argentynie, rodzina Icardiego wyemigrowała do Hiszpanii, a dokładniej mówiąc na Wyspy Kanaryjskie. Bakcyl do piłki nożnej, który załapał od taty sprawił, że szybko rozpoczął treningu w nowym klubie – UD Vecindario (dziś już klub ten nie istnieje). Cudowny klimat hiszpańskich wysp oraz wielki talent stał się mieszanką wybuchową. Według różnych źródeł Mauro przez sześć lat gry zdołał ustrzelić ponad 500 bramek dla klubu.

Podczas jednego z turniejów nikomu nieznana drużyna UDV pokonała inne, bardziej renomowane kluby. Wszystko to wydarzyło się dzięki bramkom Mauro. Obecni na trybunach skauci Barcelony, Realu, Sevilli, Atletico, Liverpoolu, Arsenalu, Valencii, czy Deportivo rozpoczeli wyścig o podpis młodego Argentyńczyka. Wybrał on katalońskiego giganta, nie ze względu na La Masię, nie dlatego, że jest to jeden z najlepszych klubów świata, ale dlatego, że wysłannik Barcelony przyjechał do domu Icardich i wręczył im proporczyki z podpisem i pozdrowieniami od Leo Messiego. Prosty gest, który sprawił, że młody chłopak oszalał na punkcie przejścia do Barcelony, czuł się doceniony i bardzo pożądany. Mauro wspomina swój pierwszy trening w młodzieżowym zespole Blaugrany w następujący sposób – „Kiedy pierwszy zespół trenował na stadionie, poszedłem na parking i czekałem na niego. Było bardzo zimno, ale moim marzeniem było spotkać Messiego. Zapukałem przez szybę jego auta i powiedziałem: „To ja, Mauro Icardi, chłopak, któremu wysłałeś proporczyk”. Miałem szansę go poznać, zabrał mnie na posiłek, potem jadłem z zespołem. To był dla mnie wyjątkowy dzień”.

Bardzo szybko pokazał swój niebywały talent, omijał kolejne kategorie wiekowe i szybko zameldował się w Juvenil. W debiucie wszedł na ostatnie 15 minut, Barcelona przegrywała wtedy 1-2. Icardi po dośrodkowaniu strzelił bramkę, a wynik ten pozwolił dostać się zespołowi do fazy play-off. Dzisiaj Mauro wspomina tamto spotkanie jako „najważniejsze 15 minut w karierze”. Po trzech latach w Barcelonie, mimo tego, że prezentował się kapitalnie zauważył, że nie ma szans na odniesienie sukcesu w stolicy Katalonii. Jego styl odbiegał od zawodników, których preferowali kolejni trenerzy. Najbardziej przekonał go jednak przypadek Zlatan Ibrahimovića, który mimo umiejętności na światowym poziomie, musiał odejść z hiszpańskiego zespołu zaledwie po jednym sezonie. Mauro widział odbicie siebie w genialnym Szwedzie. Razem ze swoimi doradcami zdecydował się odejść do klubu, gdzie jego zamiłowanie do przebywania w polu karnym będzie bardziej akceptowane, aniżeli w Barcelonie.

Wybór padł na Sampdorię, początkowo półroczne wypożyczenie i gra dla zespołu Primavery, a później wykup za 400 tysięcy euro. Argentyńczyk szybko się przekonał, że włoski styl gry idealnie wpasowuje się w jego spojrzenie na futbol. Szybko stał się piłkarzem, z którym w Sampie wiązali wielkie nadzieje. 28 bramek w 36 spotkaniach robiło wrażenie tym bardziej, że zespól z Geniu nie jest tuzem włoskiej ligi. Niby młodzieżowe rozgrywki, ale ustrzelenie tylu bramek na włoskich boiskach, które bardziej preferują taktyczną perfekcję, aniżeli boiskową magię, robi wrażenie.

W sezonie 2012/2013 trenerem pierwszej drużyny Blucerchiati był Ciro Ferrara i to on ze względu na dość mierną kadrę pierwszego zespołu, dał zadebiutować Icardiemu. W przegranym meczu z AS Romą zmienił on w 50 minucie Marcelo Estigarribię. Swoją pierwszą bramkę ustrzelił w najważniejszym spotkaniu sezonu, czyli w derbach. 18.11.2012 udało się pokonać Genoę 3:1, a strzelcem jednej z bramek był Mauro. Tamto spotkanie nazwał „swoim punktem zwrotnym” w Serie A. W tamtym meczu Icardi był jednym zdrowym napastnikiem Sampy, nieszczęście kolegów z drużyny, okazało się kapitalną okazją, którą Mauro wykorzystał. Tamten sezon był wyjątkowy jeszcze z jednego względu – Blucheratti na czele z Argentyńczykiem stali się katem Juventusu. W 19 kolejce pokonali Bianconeri na ich stadionie 1:2, Icardi strzelił obydwie bramki, a także w 38 kolejce, 3:2, gdzie zawodnik pochodzący z Rosario strzelił bramkę i zaliczył asystę. Szczególnie po tym pierwszym spotkaniu wszystkie oczy na Półwyspie Apenińskim zwrócone zostały w stronę młodego piłkarza. Icardomania w Genui nasiliła się, gdy w 22 kolejce Sampa pokonała Pescarę 6:0, a sam napastnik czterokrotnie pokonał młodego Mattię Perina.

Jeden sezon wystarczył, by kilka poważnych klubów zapukało do drzwi Massimo Ferrero. Icardi po dość krótkich negocjacjach wybrał Inter Mediolan, który za 50% karty zapłacił 6,5 miliona euro (już w kwietniu było wiadomo o odejściu Mauro). Drugim dnem oczywiście jest jego romans z Wandą Narą, żoną swojego przyjaciela Maxi Lopeza (również były zawodnik Barcelony). Modelka zostawiła Maxiego i razem z młodszym piłkarzem przeprowadziła się do stolicy mody. Wybór Interu okazał się logiczny, ponieważ zespól ten był w fazie restrukturyzacji pod rządami Waltera Mazzarriego. Diego Milito oraz Rodrigo Palacio byli konkurentami do gry w pierwszej jedenastce. Układ idealny, dwóch kapitalnych, doświadczonych napastników, do tego rodaków Icardiego, przy których mógł stać się tylko lepszym piłkarzem.

Pierwszy sezon naznaczony jest kontuzją, która wykluczyła piłkarza z kilku ważnych spotkań. Do pełni sprawności wrócił dopiero przed 24 kolejką, jednak to wystarczyło, by podczas 12 spotkań pokazał, że Inter pozyskał niesamowity talent, który w krótkim czasie zawładnie stadionem Giuseppe Meazzy. Wyjątkowe było spotkanie z 33 kolejki, gdzie naprzeciwko siebie spotkali się Icardi oraz Maxi Lopez. Niedawni przyjaciele nie podali sobie rąk, młodszy z kolegów przypomniał się jednak kibicom Blucheratti w najlepszy możliwy sposób, aplikując im dwie bramki.

Przed sezonem 2014/2015 zarząd klubu mocno postawił na Icardiego, ponieważ współpracę zakończono z Diego Milito, Antonio Cassano, Ishakiem Belfodilem oraz w krótkim czasie z Danim Osvaldo. Razem z podstarzałym Palacio został jednym z dwóch poważnych napastników w pierwszym zespole Nerazzurrich. Dla samego Mauro kampania okazała się niesamowita. Strzelał gola za golem, był motorem napędowym słabego Interu Mediolan, który potrafił przegrać u siebie z Calgiari 1:4. Mazzarri stracił szatnię, a takie tuzy jak Dodo, Juan Jesus, Yuto Nagatomo odstawały ewidentnie poziomem. W lutym 2015 miało miejsce pamiętne wydarzenie, które mocno wpłynęło na relację Mauro z kibicami. Po przegranym spotkaniu z Sassuolo tylko Icardi oraz Guarin mieli odwagę podejść do kibiców, którzy oczekiwali wyjaśnień. Słowna przepychanka Argentyńczyka z Tifosi sprawiła, że mimo świetnej gry trybuny odwróciły się od Icardiego. Niepokorny charakter dał o sobie znać. 8 miejsce Interu było policzkiem dla wszystkich związanych z Interem Mediolan.

W trakcie sezonu na ławkę powrócił Mancini, który miał sprawić, by Nerazzurri znów byli wielcy. Sprowadzenie Perisica, Kondogbi, Edera, czy Mirandy miało pomóc klubowi w powrocie na szczyt. Mimo niesnasek z kibicami nowym kapitanem zespołu został Mauro Icardi, którego przywódcze usposobienie miało być przedłużeniem myśli trenerskiej Manciniego. W wywiadzie o tym, że został najważniejszym zawodnikiem w zespole mówił w następujący sposób: – Bycie kapitanem w klubie jak Inter, po kimś takim jak Javier Zanetti to wielki zaszczyt dla mnie. Widzę kapitana jako nie tylko osobę, która nosi opaskę, ale jest liderem grupy. Myślę, że podchodzę do spraw poważnie, jestem profesjonalny i robię wszystko, co mogę, by pomóc osiągnąć sukces.

Czwarte miejsce było minimum, które udało się osiągnąć. Problemem był jednak fakt, że do trzeciego miejsca stracili 13 punktów, do drugiego 15, a do pierwszego 24 punkty. Do tego doszła sytuacja z autobiografią Mauro, w której groził kibicom nasłaniem na nich morderców z Argentyny. Na trybunach Tifosi zażądali oddania opaski wymownym transparentem: „Oddaj opaskę KLAUNIE”, a przed jego domem widniał napis: „Jesteśmy tutaj. Kiedy przyjadą twoi argentyńscy przyjaciele ostrzeżesz nas, czy zachowasz się jak tchórz?”. Podczas meczu z Cagliari, gdy Icardi przestrzelił karnego wybuchła szaleńcza radość wśród kibiców Nerazzurri. Miłość Icardiego do klubu, na własne życzenie została wystawiona na próbę.

Kolejny sezon odbudował w małym stopniu zaufanie do piłkarza. W całej kuriozalnej kampanii gdzie Inter zajął 7 miejsce mając czterech różnych trenerów (Mancini, de Boer, Vecchi, Pioli) sam Icardi zaprezentował się ze znakomitej strony. 24 bramki i 7 asyst w 34 spotkaniach, spotkaniach w którym Inter nie miał pojęcia jak grać. W całym tym zamieszaniu największa gwiazda Interu wyrosła na jedną z najlepszych „9″ świata. Zaczęto spekulować o możliwości odejścia do Realu Madryt, czy Chelsea. Tifosi zapaliła się czerwona lampka, mimo iż nie był i nie jest ulubieńcem kibiców to klub w obecnej sytuacji nie mógł sobie pozwolił na stracenie takiego zawodnika.

W Interze zastanawiali się, w jaki sposób zaradzić kryzysowi, który ich spotkał. Postanowiono, że na ławce trenerskiej powinien być człowiek, który sprawdził się już w Serie A. Wybór padł na Luciano Spallettiego, który jest niezwykle charyzmatycznym szkoleniowcem. Kilka kapitalnych transferów z Milanem Skrinarem oraz Matiasem Vecino i Roberto Gagliardinim skonsolidowało zespół, który zainwestował w ludzi, którzy znali realia najwyższej klasy rozgrywkowej we Włoszech. Efekt? Upragniona Liga Mistrzów wywalczona w ostatniej kolejce w pamiętnym spotkaniu przeciwko Lazio. Kilka kapitalnych spotkań na czele z pokonaniem Romy na wyjeździe, wygraniem z Milanem 3:2 (wszystkie gole Icardiego), czy zniszczenie Sampy na Stadio Luigi Ferraris 0:5 (cztery bramki Mauro). 29 bramek w 34 spotkaniach! Icardiego sprawiło, że odebrał koronę króla strzelców, którą jednak musiał podzielić się z niesamowitym Ciro Immobile. Po sezonie okazało się jednak, że Icardi nie zostanie powołany na Mistrzostwa Świata rozgrywane w Rosji. Spekulowało się, iż wpływ miał na to Leo Messi, który nie jest zwolennikiem napastnika Interu po sprawie z Narą oraz Lopezem (Maxi grał razem z Leo w Barcelonie). W swoim stylu Maro skomentował całą sytuację: „Messi? Jest fantastyczny, ale nie jestem jego fanem, zawsze podziwiałem Gabriela Batistutę i dlatego chce być jak on”. Dybala, który strzelił 22 bramki i poprowadził Juve do kolejnego tytułu Mistrza Włoch również ledwo załapał się do kadry, rozgrywając na samym Mundialu 22 minuty. Z drugiej jednak strony jak wybrać dwóch napastników skoro masz do wyboru jeszcze Higuaina, Aguero, Martineza, czy Simeone?

W przerwie letniej mówiło się o tym, że Icardi stał się pierwszym wyborem Florentino Pereza na pozycji napastnika. Cena? 100 milionów euro. Jednak sam Argentyńczyk odrzucił możliwość opuszczenia Interu, deklarując dozgonną miłość klubowi z Mediolanu. Potwierdzeniem tego są słowa Javiera Zanettiego, który stał się mentorem kapitalnego napastnika. W wywiadzie powiedział, że przygotowywany jest nowy kontrakt dla zawodnika co potwierdziła partnerka oraz agentka Icardiego, Wanda Nara: „Mauro zostaje w Mediolanie, jesteśmy szczęśliwi i wybijcie sobie z głowy transfer”. Trudna miłość z Interem, ale jednak miłość.
W obecnej kampanii po słabym początku Inter wrócił na właściwe tory. Drugie miejsce i tylko 6 punktów straty do Juve świetnie prognozuję na przyszłość. Sam Icardi się nie zmienił, strzela gola za golem, 8 bramek i 2 asysty w 11 spotkaniach i ta jedyna, najważniejsza, w 92 minucie w Derby della Madonnina. Sytuacja zmieniła się również w kadrze, ponieważ obecnie powoływany jest również do reprezentacji Argentyny, gdzie razem z Dybalą grają pierwsze skrzypce. Czy będzie tak również po powrocie Leo do reprezentacji?

Icardi jest niesamowitym piłkarzem, który jednak często odrzuca od siebie innych, swoim idiotycznym zachowanie. Ma tylko 25 lat, a w tym czasie zdążył już stać się jednym z najlepszych napastników świata, zdołał odbić przyjacielowi żonę, narazić się sycylijskiej mafii, rozkochać w sobie kibiców Interu, by później jednym zdaniem w książce wszystko zniszczyć. Niesamowicie ciężki charakter, który jest gwarancją wielu goli. To zawodnik czarno-biały albo się go kocha, albo nienawidzi. Nie ma nic pośrodku. Uzależnił od siebie Inter Mediolan i wszystkim jak na razie wychodzi to na dobre.