Piłka to ciągły szał

Kończy się mundialowy szał, jeszcze przez chwilę będziemy wspominać to, czego byliśmy świadkami przez ostatni miesiąc. Niewątpliwie kres reprezentacyjnych potęg zostanie na długo zapamiętany, Mistrzowie Świata po kilku dniach urlopu wrócą do swoich klubów i… i w większości spotkają tam nowych kolegów. Gdzieś po cichu dzień w dzień dostarczane są informacje o transferach, które dokonały się w klubowym odłamie piłki nożnej. O wielu dowiadujemy się dopiero po jakimś czasie, bo wykonywane są przez kluby, które nie są topowe, o innych pieją media na całym świecie. W tym tekście chciałbym podsumować to, co wydarzyło się do tej pory, wybrać zespoły, które swoimi ruchami transferowymi najbardziej mi zaimponowały i napisać również o tych, których ruchy transferowe nie do końca są dla mnie zrozumiałe.

Zacznę od mojego ukochanego Liverpoolu. Fundusze, które udało się pozyskać ze sprzedaży Coutinho uruchomione zostały od pierwszego dnia okienka transferowego. Po tym, jak na Anfield zameldował się długo wyczekiwany Gwinejczyk Naby Keïta, który dzięki temu słabej postawie RB Lipsk w końcówce sezonu kosztował mniej niż zakładano załatano dziurę po odchodzącym z zespołu Emre Canie. W The Reds zrozumieli, że ze słabą ławką rezerwowych nie dadzą rady powtórzyć sukcesu z poprzedniego sezonu, nie mówiąc już o zdobyciu tytułu za wygranie upragnionej Premier League, czy Ligi Mistrzów. Kiedy media rozpisywały się o zainteresowaniu takimi zawodnikami jak Jorginho, James Maddison, Victor Wanyama, czy ponownie Piotrem Zielińskim w zaciszu klubowych biur dopięto transfer Fabinho z AS Monaco, który ogłaszany był już zawodnikiem Manchesteru United, PSG, czy Atlético Madryt. 50 milionów euro przy założeniu, że jest to młody zawodnik z doświadczeniem zdobytym w Ligue 1 i Lidze Mistrzów nie ziębi ani nie parzy. Świat transferowy oszalał i nie ma co do tego wątpliwości, dlatego kwota przelana na konto zespołu z Księstwa Monaco w perspektywie kilku lat może okazać się śmieszna. Mam duże oczekiwania wobec tego zawodnika, bo od kiedy pojawił się w Monaco, obserwowałem go bacznie. Wysoki zawodnik środka pola, który przy swoich warunkach fizycznych nie stracił „na szybkości”. Wprowadzi również kilka dodatkowych centymetrów przy stałych fragmentach gry co w połączeniu z VVD, Lovrenem, czy Matipem może okazać się zabójczą bronią w starciu z takimi zespołami jak Barcelona, która w swoich szeregach ma mniej wyrośniętych zawodników. Czy jest on moim długo wyczekiwanym końcowym elementem układanki? Czy będzie w stanie nawiązać równą walkę z Kante, Dierem, czy Maticem? Jestem o tym przekonany. W poprzednim sezonie zmiennikami Salaha i Mane byli… a nie, czekajcie, oni nie mieli zmienników. Każda konieczna rotacja wymagała zmiany taktyki. Ox kierował się bliżej środka pola, tak samo, jak wiecznie kontuzjowany Lallana, wejścia Solanke najczęściej kończyły się na tym, że jego nazwisko wpisane było w protokole tylko przy zmianie. Tutaj nadarzyła się okazja, która porównywalna jest do wyprzedaży asortymentu w Factory Outlet. Xherdan Shaqiri, którego dobra gra nie uchroniła Stoke przed spadkiem zamieścił w swoim kontrakcie klauzulę, która pozwoliła mu opuścić Garncarzy za kwotę około 13 milionów funtów. Były zawodnik Basel, Bayernu, czy Interu jest zawodnikiem, który wprowadzi jeszcze więcej szaleństwa w szeregi heavy metalowego The Reds. Niezwykle szybki, umiejący zdobyć bramkę, która nominowana jest do nagrody: „Bramka Sezonu”, który przy wchodzeniu z ławki powinien uniknąć kontuzji, które towarzyszą mu podczas kariery. Guardiola nie potrafił dotrzeć do głowy Xherdana, może Kloppowi się uda? Skoro gdzieś po cichu widać lepszą grę Lovrena to może i Szwajcar w końcu będzie grać na miarę swoich kapitalnych możliwości. Wyobrażacie sobie jego wejścia w 60 minucie? Kiedy bierze się do sprinterskiego biegu z podmęczonym Walkerem, Bellerinem, czy Youngiem? Nie mogę się doczekać. A przecież wróciły plotki o Fekirze (minus za to, że nie dopięli transferu przed Mundialem, ale dziwnie jestem spokojny, że po małym udziale Nabila w osiągnięciach Francji, Jean-Michel Aulas podpiszę jego transfer prawą i lewą ręką, a nawet i nogą) i o Alissonie, którego niezwłocznie musi opchnąć Roma po wojażach Monchiego. Chociaż moim wymarzonym bramkarzem jest Kasper Schmeichel (ale jego miłość do Leicester jest chyba większa niż mojego kolegi do pepsi, kilograma żelek i paczki chipsów by Tesco).

Drugim klubem, który pozytywnie mnie zaskoczył jest West Ham. Czy David Sullivan w końcu poszedł po rozum do głowy i zaczął budować klub inaczej, czyli od porządnego trenera? David Moyes, Sam Allardyce, Awram Grant, czy inne tuzy z trenerskiej karuzeli nie byli w stanie zapewnić odpowiedniego poziomu The Hammers, mimo że rok w rok sprowadzani tam są bardzo dobrzy zawodnicy. Marko Arnautovic, Chicharito, João Mário, Robert Snodgrass, Manuel Lanzini, Sofiane Feghouli, Dimitri Payet, Angelo Ogbonna, Cheikhou Kouyaté to piłkarze, z których kolejni trenerzy nie potrafili wyciągnąć to, co najlepsze. Dlatego dobrym wyborem może okazać się Manuel Pellegrini, którego doświadczenie powinno okazać się kluczowe przy wprowadzeniu kilku nowych zawodników. Łukasz Fabiański w końcu zapewni spokój między słupkami, którego nie byli w stanie zagwarantować Adrian oraz Joe Hart. Ryan Fredericks sprowadzony za darmo z Fulham obok Mitrovica oraz Sessegnona był najjaśniejszym punktem zespołu Slavisa Jokanovica i powinien być świetną alternatywą na bokach obrony przy często kontuzjach Cresswella, czy sędziwym wieku Zabalety. Namówienie Jacka Wilshere’a, żeby założył koszulkę The Hammers jest prawdziwym majstersztykiem, bo jak pokazał poprzedni sezon: Jack still alive. Kanonierzy płaczą, Żelaźni się cieszą. Issa Diop i Fabián Balbuena mają rządzić w obronie, która mimo nazwisk w poprzednich sezonach była dość… fantazyjnym tworem. Rekordowe 45 milionów wydane na Felipe Andersona z Lazio pokazuje, że West Ham bardzo mocno zaufał Pellegriniemu, a kupienie Yarmolenko za kwotę 20 mln euro jest okazją, której nie mogli przepuścić. Jeśli Ukraińca będą omijać kontuzje to kibice zgromadzeni na London Stadium będą oklaskiwać jego kapitalne zagrania, bo piłkarz z niego pierwszej klasy. Czy to koniec transferowego szaleństwa ekipy z Queen Elizabeth Olympic Park? Wydaje się, że 14.07 zamknęli okno transferowe zapewniając trenerowi spokój przy przygotowaniach. Może nastąpią jakieś zmiany, ale to już będzie tylko kosmetyka.

Arsenal chyba w końcu zrozumiał, że sprowadzanie zawodników pokroju Holdinga, czy Chambersa nie będzie w stanie zapewnić im należytej jakości oraz wymaganego na tym poziomie doświadczenia. Lichtsteiner oraz Sokratis mają wzmocnić obronę, która w ostatnim czasie była piętą achillesową zespołu z Emirates Stadium. Kontuzja Kościelnego otwiera drogę przed Grekiem, który wraz z Mustafim ma zapewnić spokój bramkarzowi. Jeśli o bramkarzach już mowa to Cechowi przybył poważny konkurent, który musi udowodnić, że nie przespał czasu, który spędził na BayArena. Bernd Leno, bo o nim mowa rok w rok miał być bohaterem wielkiego transferu. Niestety mimo zainteresowania wielu klubów nie zmieniał on otoczenia i jego progres został zahamowany, a i zainteresowanie tych największych malało z każdym oknem transferowym. Od wielu lat rywalizował z innymi bramkarzami o miano tego, który w przyszłości ma zastąpić Neuera. Podczas gdy Bernd dalej bronił barw Aptekarzy to Marc-André ter Stegen stał się w Barcelonie jednym z najlepszych bramkarzy świata, Loris Karius zdążył już zagrać w finale Ligi Mistrzów (wiemy jak wypadł, ale jednak dojście do finału można uznać za sukces), Kevin Trapp reprezentuje barwy PSG, a u Leno… stagnacja, którą przerwał Unai Emery. Czy hiszpański trener będzie miał tyle odwagi, by posadzić na ławce coraz słabszego Cecha? Arsenal nie byłby sobą, gdyby nie sprowadził nikomu nieznanego zawodnika: Mattéo Guendouzi, bo o nim mowa jest melodią przeszłości, inaczej rzecz się ma po transferze do zespołu Lucasa Torreiry, który z miejsca ma stać się liderem drugiej linii. Pierwszy raz od dawna Arsenal wygrał walkę o tak utalentowanego zawodnika, który zdążył już pokazać się szerszej publiczności w barwach Sampdorii, czy podczas Mundialu rozgrywanego na rosyjskich boiskach. Ciekawy jestem tego chłopaka, bo dobrze o nim piszą. Przyznam, że nie oglądam zbytnio spotkań Serie A, tym bardziej Sampdorii, ale skoro interesował się Tobą Inter, Juventus, czy Sevilla to znaczy, że w piłkę grać potrafisz.

Pierwsza nagana dla Tottenhamu, który nie wykonał jeszcze żadnego transferowego ruchu. Mimo że ich kadra wygląda bardzo ciekawie to w perspektywie odejście Dembélé, czy Alderweirelda zrobi się duży problem. Poprzedni sezon pokazał, że jeszcze czegoś brakuję ekipie Pochettino i tym może być zawodnik z topu, którego od dawna nie sprowadzono w szeregi Kogutów. Levy znajduję się w trudnej sytuacji, bo o ile Kane deklaruję przywiązanie do zespołu to brak sukcesów może zmusić Eriksena do opuszczenia Londynu. Wszyscy wiedzą, że każdy klub świata chciałby zatrudnić Duńczyka, którego umowa wygasa 30 czerwca 2020 roku. Heung-min Son jest w trudniej sytuacji i nie wiadomo jak zakończy się sprawa ze służbą wojskową. Kto zastąpi na skrzydle przebojowego Koreańczyka? Lamela, Moura? Nawet nie żartujcie.

Wydaję się, że po zwolnieniu Conte i zatrudnieniu Sarriego w Chelsea w końcu zapadną jakieś decyzje. Pierwszą było sprowadzenie Jorginho, który przecież od długiego czasu miał zostać zawodnikiem Manchesteru City, który podobno jest śmiertelnie obrażony na Aurelio De Laurentiisa, który pokazał im perfidnie środkowy palec z charakterystycznym dla siebie uśmiechem. Jeśli już o Obywatelach piszemy to nie rozumiem transferu Riyada Mahreza. Może zrozumiem w trakcie sezonu? Może Guardiola po stworzeniu tiki taki w Barcelonie teraz znów chce zrewolucjonizować futbol i grać systemem 1-2-7-1?

Z Wysp lądujemy w słonecznej Hiszpanii, gdzie dwa poważne ruchy wykonała Barcelona. Arthur Melo oraz Clément Lenglet zameldowali się w ostatnich dniach na lotnisku El Prat i mają pomóc Katalończykom wygrać Ligę Mistrzów. Blaugrana się zmienia pod wodzą Valverde. W odróżnieniu od topornego poprzedniego sezonu w tym mają powrócić do korzeni. Były zawodnik Gremio, który szykowany jest do roli następcy Xaviego ma wraz z Busquetsem, Rakiticem i Coutinho zdetronizować każdy środek pomocy na świecie. Były zawodnik Sevilli przebojem wdarł się do europejskiego futbolu. Jeszcze rok temu nosił koszulkę drugoligowego Nancy, a teraz przez Andaluzję wylądował w ekipie, w której będzie musiał rywalizować o pierwszy skład z Umtitim, Pique, Miną oraz Vermaelenem. Konsekwencją i uporem doprowadzili do transferów, które niebywale wzmocniły kadrę. To pierwsze zakupy od dawna, które nie wywołały tak negatywnych emocji jak ściąganiu na Camp Nou Coutinho, Paulinho, czy Dembele.

Ten sezon może być przełomowy dla Atletico Madryt, ponieważ pokazali, że są w stanie oprzeć się bogatszym klubom. Griezmann po jednej z najbardziej irytujących sag transferowych postanowił się pozostać na Estadio Metropolitano de Madrid odrzucając tym samym ofertę Barcelony. Do klubu w miejsce odchodzącego Gabiego zakupiony został Rodri, który w kapitalny sposób rozwinął się w zespole Żółtej Łodzi Podwodnej. Trochę magii z przodu ma dodać Thomas Lemar, który za blisko 70 milionów euro opuścił AS Monaco. Ta niebagatelna suma jak na możliwości tego biedniejszego klubu z Madrytu pokazuję, że Simeone przebojem chce wygrać Primera Division oraz spowodować by brak awansu z grupy Ligi Mistrzów stał się jednorazowym wypadkiem przy pracy. Atletico nie straciło żadnego kluczowego zawodnika, co w ostatnich latach było normą, dołożyło kilku ciekawych zawodników, którzy mają podnieść poziom oraz zwiększyć rywalizację. Nieuchronne pożegnanie legend takich jak Gabi i Torres odbyło się bezboleśnie i w dobrym smaku.

Czy przed Realem dopiero wielki transferowy czas? Po odejściu CR7 muszą odnaleźć nowego cracka, który utrzyma Madryt na najwyższym poziomie. Media donoszą, że wybór padł na Edena Hazarda, który nie chce już uczestniczyć w ciągłych zawirowaniach w swoim obecnym klubie. Będą to niezwykle ciekawe negocjacje na linii Madryt-Londyn, bo mają się również tyczyć Thibaut Courtoisa, który chętnie powróci na łono rodziny, która zamieszkuję w stolicy Hiszpanii. Nowym zawodnikiem Królewskich został Álvaro Odriozola, który ma być zmiennikiem Carvajala, którego zdrowie jest kruche niczym żytnie chlebki Wasa. Perez przelał również na konto Santosu 45 mln euro w zamian za kartę Rodrygo, który ma być kolejnym Neymarem. Ten młodzieniec dopiero za rok założy białą koszulkę, ponieważ zawodnicy z Kraju Kawy mogą zostać wytransferowani dopiero po skończonym 18 roku życia. Czy wraz z Viníciusem Juniorem wygoją serce prezesa Realu po porażce związanej z transferem Neymara do Barcelony?

Bardzo podobają mi się również transfery wykonane przez Villarreal, który może nigdy nie przeskoczy pewnego poziomu, ale największe kluby w Hiszpanii zawsze będą obawiać się spotkania na stadionie La Cerámica, gdzie nigdy nie możesz grać na pół gwizdka. Ramiro Funes Mori dobrze znany z Evertonu oraz próby zabicia Origiego podczas derbów miasta Beatelsów spróbuje odbudować swoją formę po ciężkiej kontuzji, to samo się tyczy uwielbianego w piłkarskim świecie Santiego Cazorli, który dzisiaj powinien stanowić o sile reprezentacji oraz Arsenalu, a nie walczyć o normalne funkcjonowanie. Gerard Moreno po trzech latach przerwy znów założył koszulkę Żółtej Łodzi Podwodnej, wypuszczenie go z tej małej mieściny z prowincji Castellón było kosztowne, ponieważ ponowne zatrudnienie zmusiło włodarzy do pobicia rekordu transferowego – 20 mln euro dla tego jest wielkim wydarzeniem, bo ostatnim zawodnikiem, który dzierżył numer jeden na tej liście był Karl Toko Ekambi z Angers, który został sprowadzony… kilka dni wcześniej. Mam nadzieję, że będą w stanie nawiązać rywalizację z Valencią, Sevillą, czy Betisem o miano czwartej siły Primera Division.

Jednak największego wygranego w Hiszpanii zostawiłem na koniec. Real Betis Balompié w poprzednim sezonie z przytupem wyprzedzili rywala zza miedzy, czyli Sevillę i zgłosili mocny akces do napsucia krwi swoim rywalom. Pau López ma zastąpić odchodzącego z zespołu Antonio Adana. Takashi Inui po świetnym sezonie w barwach Eibar i dobrym występie na Mundialu przywdzieje zielono-białą koszulkę Betisu. Prawdziwym hitem jednak jest sprowadzenia na Benito Villamarín Mistrza Europy Williama Carvalho, o którego biły się o wiele większe zespoły. Jak Verdiblancos namówili go na transfer? Nie mam pojęcia, ale jedno jest pewne-Betis będzie niezwykle groźny, także w Lidze Europy, bo przecież w zespole obecny jest już Marc Bartra, Andres Guardado, Ryad Boudebouz, Antonio Sanabria, czy Javi García. Może i stracili Fabiána Ruiza, ale czy 30 milionów euro nie przekonałoby włodarzy każdego klubu z poziomu Betisu?

Byliśmy już w Anglii i Hiszpanii, więc pora obrać swój kierunek w miejsce, gdzie wydarzyły się cuda. Juventus wydał 100 milionów euro na piłkarza, którego metryki nie oszukasz. 33 lata na karku robią wrażenie, jak i kwota, którą Agnelli postanowił wydać. O transferze Ronaldo szeroko rozpisałem się w tekście pod tytułem: „Wyścig szczurów, czyli kiedy Liga Mistrzów staje się Twoją obsesją”, dlatego przejdźmy dalej. Nie ma Buffona, jest Perin. Kiedy wszyscy kibice w Polsce myśleli, że Szczęsny dostanie pierwszy skład w spadku po Gigim zaskoczyli się bardzo, ponieważ były bramkarz Genoi uznawany jest we Włoszech za tego, który powinien stanąć w reprezentacji pod nieobecność byłego bramkarza Parmy, nikt nie zakładał, że prawdopodobnie w klubie również może zająć miejsce Buffona. Wszyscy raczej myśleli, że zostanie następcą Donnarummy, którego wszyscy chcą się pozbyć z Mediolanu, a tutaj taka niespodzianka. Idąc dalej, nie ma Lichtsteinera jest za to Cancelo, który po mniej udanym epizodzie w Interze otrzyma wielką szansę, ponieważ nie ma on wielkiej konkurencji na prawej obronie. De Sciglio to De Sciglio, natury nie oszukasz, umiejętności również w trakcie meczu nie podniesiesz. Za darmo do Juve sprowadzony został Emre Can, którego skusiła wizja gry w topowym europejskim klubie oraz zarobki na poziomie 4,5 mln euro. Co by nie powiedzieć, Can wielce Bianconeri nie zmieni, a wypłata ta nie należy do najmniejszych. Niemiec został bowiem szóstym najlepiej opłacanym zawodnikiem w ekipie po: Ronaldo, Dybali, Higuainie, Matuidim oraz Pjanicu. Trudno, ich wybór. Ja jako kibic Liverpoolu nie będę wielce po nim płakał.

Transfery Juve zrobiły wrażenie, ale to jak do roboty na „transferowym polu bitwy” zabrał się Inter sprawia, że nawet z Ronaldo Stara Dama zyskała poważnego konkurenta. Pierwszym sukcesem okazało się przekonanie do pozostania na Giuseppe Meazza Mauro Icardiego, który pokaże się w końcu publiczności podczas spotkań Champions League. Prawdziwym majstersztykiem było zakontraktowanie jednego z najlepszych defensorów Serie A Stefana de Vrija za darmo, a wisienką na torcie przekonanie niechcianego na Olimpico di Roma Radja Nainggolana, by ten kontynuował karierę na Półwyspie Apenińskim. Do dzisiaj nie potrafię zrozumieć jak Giallorossi mogli poświęcić Belga, by dopiąć bilans przed rozliczeniem z Finansowym Fair Play, a może to kwestia dyscyplinarna zdecydowała o tym, że oddano bezwzględnie najlepszego zawodnika, wzmacniając przy tym bezpośredniego rywala? Bo jak inaczej komentować całą sprawę, gdy w miejsce jednego z najlepszych pomocników świata zatrudniasz Javiera Pastore, który ostatnie lata dłubał palcem złote gile z nosa na ławce PSG.

Na koniec znaleziono zmiennika dla Icardiego, został nim wielki talent argentyńskiej piłki Lautaro Martinez, który wybrał ofertę Interu, mimo że Atletico Madryt jeszcze niedawno było blisko przekonania go do przeprowadzki do Madrytu. Wzmocniono również lewą stronę boiska za sprawą Kwadwo Asamoaha, który wniesie dużo doświadczenia, które zdobył podczas europejskich przygód w barwach Juventusu. Jeśli Luciano Spalletti zdoła przekonać Ivana Perisica do pozostania w stolicy mody to nie byłbym przekonany, że Stara Dama zdobędzie kolejne mistrzostwo Włoch, bo po latach posłuchy, działania Nerazzurri w końcu imponują.

Wielka nagana dla Milanu za to, że zawirowania właścicielskie wstrzymały transfery, te poważne transfery. Ciężko nazwać Pepę Reinę wielkim wzmocnieniem, to samo tyczy się Ivana Strinica, który w wywiadzie podkreśla, że odszedł z Napoli, bo grał… za mało. Już widzę jak przy Ricardo Rodríguezie gra więcej, ale cóż, to jego wybór. Kupienie, a raczej podpisanie kontraktu z Alenem Halilovicem zakrawa o śmieszność. Przechodził cztery lata temu do Barcelony z łatką wielkiego talentu, który w niedługim czasie miał zostać następcą Luki Modrica. Żeby nie hamować jego rozwoju, zarząd Barcelony zdecydował się wypożyczyć go kolejno do: Gijón oraz Hamburga, po czym wytransferował go do klubu z miasta, w którym wydawany jest Der Spiegel. W Bundeslidze nie potrafił zaprezentować swoich umiejętności, więc został wypożyczony do Las Palmas, gdzie przez dwa lata uzbierał 1900 minut. Teraz ma wzmocnić środek pola AC Milan i dumnie nosić numer 77, bo jego ulubioną 7 zajął inny wybitny zawodnik: Nikola Kalinić. Powiadają, że zakontraktowanie Halilovica przez Milan jest jak kupienie czegoś na AliExpress. Zamówiłeś Modrica, a przyszła chińska podróba Halilović-niby podobny, ale to nie to. Czy fundusz Elliot pozwoli wykonać jakieś poważniejsze ruchy transferowe? Czy Milan sprowadzi jakiegoś poważnego zawodnika w tym sezonie? Wątpię. Wszystko, co się dzieje wokół tego klubu jest tak toksyczne, że jeszcze kilka lat smród ten będzie unosić się nad San Siro.

Ruchy transferowe Napoli nie powalają. Verdi, Ruiz, Karnezis, Meret nie są zawodnikami, którzy wprowadzą Azzurri na wyższy poziom. W zespole nie ma już Jorginho, który decydował o tym, jak grała druga linia zespołu z Neapolu. Jak dla nich potoczy się dalsza część okna transferowego? Oby lepiej, bo stracili na jakości, a w perspektywie wzmocnień Interu, świetnej formy Lazio, czy rywalizacji z zawsze groźną Atalantą mogą spaść z wysokiego konia. Carlo Ancelotti musi wpłynąć na właściciela, bo wagonik z napisem „Mistrzostwo Serie A” jest już bardzo daleko.

Zapewnienie optymalnych warunków do przygotowań dla trenera jest niezwykle ważne. Jeśli na pierwszym treningu zobaczysz nowych zawodników i Ci będą mogli przepracować z Tobą cały okres przygotowawczy to zaczynasz sezon z prawdziwym handicapem. Transfery last minute najczęściej potrzebują dłuższego okresu aklimatyzacji co rzutuje na formę zawodnika, od którego przecież wymaga się tak wiele. To podsumowanie zweryfikuje oczywiście sezon, ale czasem nie warto tak po prostu kogoś pochwalić? A i zganić?

Facebook Comments