Orlando Sa rusza na podbój Chin, czyli jak radzą sobie obcokrajowcy po odejściu z Legii?

Mocno zastanowiła mnie wypowiedź właściciela Viktorii Pilzno który nie dowierzał że klub z takim budżetem jak Legia nie potrafi mocniej zaistnieć w Europie. Jego zdaniem jednym z najważniejszych elementów budowy potęgi klubowej są przemyślane i konsekwentne transfery. Jego Viktoria mimo niskiego budżetu potrafi dokonywać ciekawych wzmocnień i zarabiać na sprzedaży gracz, a przy okazji grała już dwukrotnie w Lidze Mistrzów. Przez ostatnie 10 lat przez Warszawę przewinęło się wielu obcokrajowców. Czy Legia potrafiła na nich solidnie zarobić, czy też marnowała czas i kasę?

Orlando w Chinach

Ciekawym przypadkiem jest były napastnik Legii Orlando Sa. W Warszawie zanotował 13 bramek w 26 spotkaniach, ale zapragnął podboju angielskiej Championship. Tam nie zachwycał, a jeszcze gorzej wypadł podczas krótkiej przygody z ligą izraelską. I gdy w Legii zacierali ręce że w ostatniej chwili zarobili na nim solidną sumkę (1.5 mln euro), Orlando rozstrzelał się w Belgii. Na tyle dobrze radził sobie w Standardzie Liege, że 28 lutego za 4.8 miliona euro przeniósł się do… 1 ligi chińskiej. A konkretniej do piętnastej drużyny tej ligi, HN Jianye. Sportowo już raczej emerytura, finansowo zapewne ustawi się do końca życia. Jak oceniać sprzedaż Orlando? Myślę że Legia mogła na nim zarobić zdecydowanie więcej. Nawet gdyby miała opchnąć go do Chin, to 1.5 miliona euro za czołowego strzela ligi nie można uznać za wybitny wynik. Solidny, ale bez szału.

Warszawianie błąd popełnili już na samym starcie. Zamiast być przygotowanym na „wymuszanie odejścia” przez zawodnika który w żadnej drużynie dłużej miejsca nie zagrzał, byli zdziwieni że Sa chce odejść. Charakterologicznie to nie jest człowiek z którym można budować drużynę na lata. Wczoraj grał w Belgii, dziś gra w Chinach, a jutro może trafić do Grecji. Jedyne co może zatrzymać jego zapędy to kasa, a tą w Chińskiej lidze ma dostawać bardzo dużą (prawie 4 miliony euro rocznie).

Trickovski na Cyprze

Kibice Legii pamiętają zapewne również takiego grajka jak Ivan Trickovski. Może z niezbyt dobrej strony bo facet w Warszawie niczym nie zachwycał, ale 17 spotkań na koncie w Ekstraklasie ma. Co z tym Ivanem? Ano trafił do drużyny AEK Larnaka i ma statystyki conajmniej dobre. Trwa drugi sezon gdy gra na Cyprze, a już na koncie ma zdobyte 36 bramek. Tutaj mamy inny przykład zależności. Legia zwyczajnie nie potrafiła wykorzystać jego potencjału. A może i on sam źle czuł się w Warszawie. Fakt jest taki że to nie był dobry ruch transferowy w wykonaniu Legii. Może gdyby został dłużej to rozstrzelałby się jak na Cyprze? A może grzechem było ustawianie go na skrzydle, skoro potem udowodnił swoją wartość w napadzie?

Langil w Holandii

A Steeven Langil? W Polskiej lidze zagrał całe… 350 minut. Oczywiście został odsunięty od drużyny nie ze względu na beznadziejne występy a za palenie zioła, ale cała sytuacja z jego odejściem była conajmniej dziwna. Oto Langil sprowadzony przez Legię za 0.5 mln euro został najpierw wypożyczony do Belgii, a następnie za darmo oddany do NEC Nijmegen, gdzie notuje całkiem solidny sezon i jest jednym z najlepszych zawodników. Steeven nie widział swojej winy w całej sprawie. Jak sam wspominał palił sziszę we Francji i Belgii, gdzie to popularny zwyczaj wielu sportowców. Odstawiono go od drużyny, ale jednocześnie obiecano że dostanie jeszcze szanse. Jeśli wierzyć jego słowom umówił się z dyrektorem sportowym Michałem Żewłakowem że po turnieju Gold Cup na którym reprezentował Martynikę (i zaprezentował się całkiem dobrze na tle USA i Panamy) dostanie chwilę urlopu, a potem wróci do treningów z Legią. Trener Jacek Magiera miał o takich ustaleniach nie wiedzieć i stwierdził że skoro ważniejszy jest urlop, to temu panu już dziękujemy. Tym sposobem Legia zmarnowała pół miliona euro.

Mezenga i Cabral

Cofając się o 8 lat, warto wspomnieć o takim grajku jak Bruno Mezenga. Na fali budowy „wielkiej Legii” ITI wypożyczyło zdolnego Brazylijczyka z Flamengo. Było to po świetnym sezonie w 1 lidze Tureckiej gdy Mezenga został królem strzelców rozgrywek. W Warszawie pograł całe 489 minut, zdobył 3 gole i nie zdecydowano się na wykupienie z wypożyczenia. Tak trafił do Turcji gdzie znowu potwierdzał talent strzelecki. W poprzednim sezonie zdobył 16 bramek, w tym ma „tylko” 5. Był jednak czas gdy wycenianio Mezengę na kwoty rzędu 2 milionów euro. Czy Legia zrobiła źle że odpuściła sobie wykupienie Brazylijczyka? Myślę że i tak sporo straciła na opłatach dla menedżerów.

Identyczny przykład to Alejandro Cabral. Do Legii trafiał jako facet z występem w kadrze Argentyny. Wydawało się że Warszawianie robią genialny ruch, tym bardziej że Cabral początek w Legii miał świetny. Z czasem Legia radziła sobie gorzej, więc olano Argentyńczyka. Alejandro odnalazł się w Velez a następnie w Cruzeiro Belo Horizonte. Może wielkiej kariery nie zrobił, ale radził sobie bardzo solidnie. Dziś gra w jednym składzie z m.in. słynnym Brazylijczykiem Fredem. I co ważniejsze, gra.

Nikolics, Prijovic i Ofoe

Więcej można było zarobić na Nemanji Nikolicsu. Oczywiście Węgier wymusił transfer do Chicago Fire, a 3 miliony euro to nie była zła suma. Kto mógł wtedy spodziewać się że Nikolics rozstrzela się w MLS sięgając po koronę króla strzelców? Aleksandar Prijovic został sprzedany za 1.9 mln euro. Również na Vadisie Odidji-Ofoe Legia mogła zarobić więcej. Z tą trójką sytuacje można oceniać z różnych perspektyw. Z jednej Legia mogła na nich zarobić większe pieniądze. Z drugiej, piłkarz wart jest tyle ile zainteresowani chcą za niego zapłacić. Skoro nie było wyższych propozycji, to zostali sprzedani za takie sumy. Oczywiście możemy narzekać że Ofoe dałby więcej korzyści sportowych niż te 2 miliony zarobione na nim.

W wypadku Belga nie sądzę że Olympiakos jeszcze na nim zarobi. Starzeje się, co jakiś czas łapie kontuzje. To nie jest facet na którego ktokolwiek da teraz 4-5 milionów euro. Nikolics nigdzie z MLS się nie wybiera. Większe szanse na zarobek ma PAOK na Prijoviciu, ale tutaj też wiek będzie sporą przeszkodą. Inaczej mówiąc, Legia zostawiając tych trzech graczy zapewne grałaby lepiej, ale musieliby oni być w pełni skoncentrowani na grze. Musiałoby im się chcieć. Skoro wymuszali odejście to raczej nie dawaliby z siebie wszystkiego.

Młodzi, utalentowani

Pochwalić Legię wypada za sprzedaż Ondreja Dudy i Thibault Moulin. Słowak ma spory talent ale jeszcze większą podatność na kontuzję. Francuz póki co początek w PAOKu Saloniki ma słaby. W 4 spotkaniach na boisku pojawił się całe 12 minut. 1.3 miliona euro zarobione na nim uważam za spory zysk. Zwyczajnie nie byłem nigdy fanem talentu Moulina. Na jego odejściu Warszawianie wiele piłkarsko nie stracili. Bądźmy szczerzy, Legia więcej na nich zarobić nie mogła.

Specyficzna sytuacja to Valeri Qazaishvili i Dominik Nagy. Gruzin w Legii pokazywał symptomy dużego talentu, ale odpuszczono sobie bez żalu jego osobę. Obecnie szaleje z formą w MLS. Spory minus, myślę że można było na nim zarobić i to nie miałe pieniądze. Nagy mentalnie nie dorósł jeszcze do wielkiej piłki. Wiecznie niezadowolony w Legii, teraz walczy żeby pokazać się na Węgrzech i póki co nie bardzo mu to wychodzi. Z jednej strony Legia wywaliła milion euro na niepoważnego Węgra, z drugiej szkoda jej było postawić na przebojowego Gruzina.

To jak z tymi transferami?

Zaczynając ten wpis myślałem że wyleję wiadro pomyj na politykę transferową Legii. Analizując konkretne przypadki muszę przyznać że na większości ze sprzedanych zawodników zwyczajnie nie dało się więcej zarobić. Mogę oczywiście narzekać że część transferów była nieprzemyślana. Po jaką cholerę wypożyczać piłkarzy których potem nie zamierza się wykupić? Albo wydawać wielkie sumy na piłkarzy których następnie za darmo ich odsyłać? Dwa największe grzechy Legii to beznadziejna mentalność obcokrajowców i ich wiek. Mamy różnicę między Dudą a Ofoe. Jasne że Belg prezentował się lepiej, a został sprzedany za połowę sumy zarobionej na Słowaku. Bo w obecnych czasach młody wiek to jeden z największych atutów w sprzedaży piłkarzy.

Co do mentalności to widać nawet po wyborach w karierach tych zawodników. Jeden wybrał Chiny, drugi MLS. Z dala od poważnej piłki, za to z pewną płacą. Ich sprawa można powiedzieć, ale gdy piłkarze „zmusili” władze klubu do odejścia, to nie była zbyt korzystna sytuacja dla Legii. Jak budować drużynę gdy któryś z graczy wymusza odejście? Legia na spontanie szukała zastępstwa co widać było na spadku poziomu sportowego.

Jakie rozwiązanie? Ano lepiej skonstruowane kontrakty, niepozwalające na groźby wobec klubu. Nie takie w których zawodnik odstawia szopki a i tak dostaje pensje. Kiedyś popularne były kontrakty 3/3 gdzie 1/3 zarobków była gwarantowana, 1/3 zależała od liczby występów, a 1/3 od wyników drużyny. Jeśli ktoś bardziej niż na grze skupia się na wymuszaniu transferu, to przy takim stosunku zarobków szybko byłby postawiony do pionu.

Facebook Comments