Nasze opinie po sobotnich spotkaniach Ekstraklasy

Na termometrach temperatury sięgające -10 stopni Celsjusza. Na boiskach mnóstwo emocji i ważnych dla całej ligi wyników. Sobota z Ekstraklasą za nami i wypada obiektywnie przyznać że działo się całkiem sporo. Przedstawiamy nasze opinie po spotkaniach Nieciecza-Sandecja, Pogoń-Wisła Płock oraz Cracovia-Legia Warszawa.

Marcin:

Wszystko rozpoczęło się od starcia Bruk-Betu z Sandecją.

Nieciecza z „nową miotłą” Jackiem Zielińskim ugrała cenne 3 punkty które mogą okazać się kluczowe w walce o utrzymanie. Bądźmy szczerzy, to było bardzo przeciętne widowisko. Od jakiegoś czasu twierdziłem że to dwie ekipy które najprawdopodobniej spadną. Mimo to wierzyłem że dzisiaj obie powalczą ile sił w nogach. Był kiedyś taki slogan „mecz walki”. Mówiono tak o spotkaniach w których niewiele piłkarskiego się działo. Nie nazwałbym spotkania Niecieczy z Nowym Sączem meczem walki. Cholera, drażni mnie widok dwóch drużyn nad którymi wisi widmo spadku, które tak po prostu bez większego zaangażowania sobie klepią. Panowie… Można nie mieć wysokich umiejętności, ale serducho wypada zostawić na boisku. Szczególnie w tak ważnych starciach.

Taki wynik pogrąża Nowy Sącz który właśnie spadł na ostatnie miejsce w tabeli. A to dzięki zwycięstwu Pogoni Szczecin nad Wisłą Płock. Teoretycznie moglibyśmy mówić o niespodziance, bo przecież Nafciarze w tym roku prezentowali się w lidze bardzo, bardzo dobrze. Niestety, tutaj też widać było brak motywacji u piłkarzy. Wiecie jaki mam do tego stosunek, ale pewnie ktoś odpowie że przecież Wisła ma pewne miejsce w tabeli, ani mistrzostwo ani spadek im nie grozi, więc nie będą co spotkanie zostawiać płuc na boisku. Smutne ale prawdziwe. Myślę że Portowcy szybko wydostaną się na bezpieczne miejsca, bo zwyczajnie mają większy potencjał piłkarski niż taka Nieciecza czy Sandecja.

 

Hitem dnia miał być pojedynek Cracovia-Legia Warszawa.

I hitem był. Scenariusz kompletnie niespodziewany. Oto Pasy przez większość spotkania rządziły na boisku, a Warszawianie skupiali się na grze z kontry. Po obu stronach były niewykorzystane setki. Cracovia bardzo dobrze stosowała pressing, po Legii widać było spore umiejętności techniczne. Oczywiście dla odmiany nie popisał się Michał Pazdan który znowu wypadł słabo. Miro Radović ze swoją firmową symulką zwyczajnie się zbłaźnił. Panie Miro doświadczonemu zawodnikowi takie cyrki zwyczajnie nie przystoją. Dziwi mnie brak konsekwencji w karaniu takich zachowań. To już nie pierwsze i pewnie nie ostatnie. Nikt już się na to nie nabiera, a wstyd pozostaje.

Wisienką na torcie były pojedynki Krzysztofa Piątka z Williamem Remy’m. O ile z Pazdanem napastnik Cracovii bardzo często wygrywał, o tyle starcia z Remy’m były niezwykle zacięte. Z pewnością taką grę Pasów chcieliby oglądać kibice z Krakowa. Zaangażowanie, determinacja, ambicja. Wiadomo że na rywalizację z Legią drużyna Michała Probierza miała wielką motywację, ale sytuacja w której Legia rozpaczliwie broni się przed atakami Cracovii to spore zdziwienie. Jeśli Pasy potrafiły zdominować obecnego mistrza Polski, to strach myśleć co Legia zaprezentowałaby na tle mocnego europejskiego rywala.

Taki wynik sprawia że wtorkowy hit Legia-Jagiellonia będzie wręcz arcyhitem. Zwycięstwo będzie oznaczało fotel lidera Ekstraklasy. Co dalej z Cracovią? Walka o utrzymanie. Spokojne zapewnienie sobie miejsca w najwyższej lidze powinno być obecnie celem numer jeden dla Krakowian. Nie ma co rozpamiętywać wyniku z Legią, bo przecież to tylko 1 punkt. Dobre spotkanie, Cracovia pokazała że może powalczyć z czołowym ligowym rywalem, ale to nie oznacza że z taką Sandecją czy Niecieczą bez problemu sięgnie po komplet punktów. Legia może mieć problemy z Jagą która gra podobnie jak Cracovia dzisiaj, tylko że skuteczniej. Oddzielny komentarz wobec Miro Covilo. Za dzisiejsze spotkanie czapki z głów. Myślę że nawet kibice rywalizujących z Pasami drużyn muszą przyznać że dzisiaj absolutnie rządził w środku pola

Piotrek:

Ładne 0 do 0

Gdy do meczu przystępują lider oraz 11. drużyna w tabeli, a różnica punktowa wynosi 19 punktów, to każdy inny wynik, niż wygrana tej pierwszej będzie niespodzianką i zdarzyła się ona dziś przy  ul. Kałuży w Krakowie.

Mecz ocenię z perspektywy kibiców obydwu drużyn.

Kibicuje gospodarzom i co myślę? Jest spory niedosyt. Dziś była ogromna szansa pokonać Legię, już okrzykniętą przez dużą część środowiska drużyną z innej ligi. Tymczasem każda wrzutka to panika jak za Magiery. „Nowy Lewandowski” parę razy przestawił Remy’ego, który przecież jest „kocurem”. Tak naprawdę wystarczyło się nie przestraszyć i momentami Legia była tłamszona, a klepki z dwóch pierwszych spotkań wychodziły nader rzadko. Po raz kolejny okazało się, że technika techniką, ale w naszej „Ekstra”-klasie liczy się głównie siła/ambicja. Pokazała to dziś Cracovia i wystarczyło to do zdobycia punktu.

Kibice Legii w swej masie mieli tylko jeden dylemat – jak okazałe okaże się zwycięstwo. Tymczasem, skończyła się skuteczność, skończyły się zwycięstwa. W pierwszej połowie zmarnowali dobre okazje Niezgoda i Hamalainen oraz Vesović, w drugiej Szymański pokazał dlaczego jeszcze długo nikt nie zapłaci za niego 10 mln choćby polskich złotych. Hlousek powinien sobie odpocząć na ławce rezerwowych, a jeśli Radović ma grać tak jak dziś to niech się lepiej zajmie robieniem atmosfery.

Najsłabsze punkty to bez wątpienia boki obrony.

Zagadką pozostanie też to, co miało dać wejście Kucharczyka w obecnej formie. Kibice stołecznej drużyny mają tylko dwa powody do radości. Pierwszy to prawdziwy debiut Vesovicia – umie w drybling i bieganie. Drugi polega na tym, że klepanie jednak jest już przez trenera zaprogramowane i z czasem może być z tego wymierna korzyść. Dziś nie wpadło, los zabrał to co dał w Warszawie w ubiegły piątek.

Mecz mógł się skończyć wynikami 0;1, 1;0, ale nawet i 3;4 i nikt by nie miał pretensji. Remis można uznać za sprawiedliwy. Przyda się obydwu drużynom. Cracovia dostanie trochę wiary w siebie potrzebnej do utrzymania. Legia dostała zimny prysznic w mróz na głowę. To powinno zmotywować do pracy piłkarzy i sztab, a kibicom dodać trochę pokory.

Facebook Comments