21 Kwi
2018

Odejście, które zabolało najbardziej

Jeśli miałbym znaleźć moment, w którym zakochałem się w Liverpoolu, to przyjście Fernando Torresa do zespołu byłoby właśnie tym momentem. Mając w pamięci to, co wydarzyło się w 2005 roku, gdzie wielki udział w niesamowitym triumfie miał nasz rodak Jerzy Dudek, dodając do tego fakt, że dwa lata później za rekordowe wtedy pieniądze udało się sprowadzić młodą gwiazdę La Liga, na którą patrzyłem maślanymi oczami, sprawiło, że zespół z hrabstwa Merseyside na stałe zagościł w moim sercu.

Początki


Fernando Torres przyszedł na świat 20 marca 1984 roku w hiszpańskiej Fuenlabradzie. Od najmłodszych lat wykazywał pociąg do piłki nożnej. W wieku pięciu lat rozpoczął treningi w amatorskim klubie Parque 84, gdzie grał jako bramkarz. Szybko zauważono jednak, że miejsce Torresa jest z przodu i tak został przekwalifikowany do gry w ataku. W wieku 10 lat stał się zawodnikiem klubu zwanego Rayo 13, gdzie skauci Atletico Madryt zauważyli go na jednym z młodzieżowych turniejów. Było to połączenie idealne, ponieważ dziadek Fernando był kibicem Rojiblancos i uczucie to przelał również w serce swojego wnuka.

Atletico


Po dołączeniu do Atletico przebijał się przez szczeble młodzieżowej kariery szybciej niż Usain Bolt przebiegał 100 metrów. W 1998 zespół z Madrytu wygrał Nike Cup dla rocznika 84′, podczas którego kapitalna gra Torresa sprawiła, że został on wybrany najlepszym czternastolatkiem Europy, co pozwoliło mu rok później podpisać swój pierwszy profesjonalny kontrakt z wielką marką, jaką jest drużyna z Wanda Metropolitano.

Często gościł na treningach pierwszego zespołu, gdzie mógł podziwiać takich zawodników jak Salva Ballesta, Hugo Leal, Aguilera, Fernando Correa, czy Antonio López. Nikt nie spodziewał się, iż w 2001 roku, siedemnastoletni wtedy Torres zostanie najmłodszym debiutantem w historii Atletico. Stało się to krótko po sukcesie, jakim było wywalczenie korony króla strzelców Mistrzostw Europy U-16. Tydzień po debiucie zaliczył swojego pierwszego gola w starciu z Albacete.

Wielki talent


Po sezonie 2001/2002 pod wodzą świętej pamięci Luisa Aragonésa Los Colchones awansowali do najwyższej klasy rozgrywkowej, która miała być oknem wystawowym dla wielkiego talentu, za jaki uważano Fernando Torresa. Osiemnastoletni zawodnik, który przygodę z piłką rozpoczął po obejrzeniu kreskówki – Tsubasa, od początku spisywał się znakomicie. Już w drugiej kolejce zaliczył swoją pierwszą bramkę w Primiera Division w starciu przeciwko Sevilli. W trzeciej kolejce zapakował Mallorce dublet i oczywiste było, że zawodnik urodzony w Fuenlabradzie poprowadzi Atletico do wielkich rzeczy. W całym sezonie ustrzelił 13 bramek, między innymi jedną FC Barcelonie, co sprawiło, że w lipcu 2003 roku do gabinetów dyrektorskich faksowane spływały oferty transferowe. 28 milionów euro zaproponowane przez Chelsea zostały jednak szybko odrzucone. Władze klubu z Madrytu nie mogły sobie pozwolić na utratę nowego bożyszcza kibiców, wtedy z Vicente Calderon.

W sezonie 2003/2004 zaliczył 20 trafień, co pozwoliło zająć mu miejsce na najniższym stopniu podium, w walce o koronę króla strzelców. Musiał on uznać wyższość dwóch kapitalnych Brazylijczyków-Ronaldo z Realu Madryt oraz Julio Baptisty z Sevilli. W tym też sezonie jako dziewiętnastoletni zawodnik został mianowany kapitanem zespołu. Nazwisko „Torres” było na ustach kibiców w całej Hiszpanii. Znów o jego podpis starał się Roman Abramowicz, który to jednak spotkał się ze stanowczą odmową prezesa Atletico-Enrique Cerezo. W sezonie, w którym El Nino strzelił 20 bramek, udało się zapewnić zespołowi 7. miejsce, które w tamtych latach uprawniało do gry w Pucharze Intertoto.

Transfery Atletico


W kolejnym sezonie już pod wodzą Césara Ferrando postanowiono porządnie zainwestować w klub. Do Torresa dołączyli tacy zawodnicy jak: Luis Perea, Pablo Ibáñez, Cosmin Contra, Peter Luccin, Jesper Grønkjær, czy dzisiejszy kapitan Gabi. Niestety sam napastnik, jak i jego klub zaliczyli regres w stosunku do poprzedniego sezonu. 16 bramek w lidze i 10 pozycja klubu nie satysfakcjonowała prezesa klubu Enrique Cerezo, który zwolnił trenera Ferrando po nieudanym sezonie.

Karuzela trenerska


Niestety klub nie miał pomysłu kim zastąpić poprzedniego szkoleniowca i tak oto w sezonie 2005/2006 zaczęła się prawdziwa karuzela trenerska, która obejmowała Carlosa Bianchiego, Pepe Murcia oraz Javiera Aguirre. Częste zmiany nie pomagały nikomu, szczególnie młodemu zawodnikowi, jakim nadal był Fernando Torres. 13 bramek strzelone w tamtym sezonie patrząc na grę kolegów, było wynikiem dobrym. Długo zapamiętany zostanie szczególnie jego występ z 5 lutego 2006, gdzie jako kapitan poprowadził Los Colchoneros do wygranej nad liderującą wtedy Barceloną, która była wówczas gospodarzem. Dwie bramki strzelone pomogły pokonać Iniestę, Messiego, Larssona, van Bommela, Deco, Marqueza i spółkę. Po tym sezonie pierwszy raz prezes Cerezo potwierdził, że klub gotowy jest wysłuchać ofert za swoją gwiazdę.

Zainteresowanie wielkich klubów


W wywiadach po Mistrzostwach Świata 2006 Torres przyznał, że odrzucił ofertę dołączenia do Chelsea Londyn. Dzisiaj wiadomo, że była to przynajmniej trzecia próba sprowadzenia blondwłosego zawodnika na Stamford Bridge. Wydawało się, że w Atletico nastąpiła stabilizacja. Na ławce trenerskiej dalej można było zauważyć Javiera Aguirre, transfery wydawały się przemyślane (Costinha, Maniche, Jose Manuel Jurado, Ze Castro i młody Kun Aguero). 14 goli, w tym pierwszy gol w derbach Madrytu sprawił, że kolejny angielski klub oszalał na punkcie Fernando Torresa-wszystkie angielskie gazety sportowe pisały o zakusach Liverpoolu, którego trenerem był rodak El Nino. Trzeba przyznać, że napastnik miał w czym wybierać, ponieważ w wywiadzie prezes Cerezo przyznał, że na stole miał oferty z United, Arsenalu, Milanu oraz Liverpoolu. Zauważono jednak, że podczas spotkania z Sociedad Torres od wewnętrznej strony opaski kapitańskiej miał wyhaftowane znamienite słowa: ” You will never walk alone”, co wywołało lawinę spekulacji.

Transfer do klubu z miasta Beatlesów


2 lipca 2007 roku gazety obiegło zdjęcie Fernando Torresa, który przerwał wakacje i wsiadł do samolotu, który lądował w mieście miasto Beatlesów. Po przejściu testów medycznych w Melwood podpisał on umowę, otrzymując numer 9, który wcześniej nosili tacy zawodnicy jak Fowler, czy Rush. Trener Benitez przyznał, że ponad 20 milionów funtów plus karta zawodnicza Luisa Garcii było najbardziej kosztowną transakcją w historii The Reds.

Początki na Anfield


Od samego początku Torres zdobył serca kibiców. W drugim spotkaniu zaliczył swoją pierwszą bramkę w Premier League, który mógł strzelić tylko jednemu klubowi… Chelsea. W 16. minucie spotkania po podaniu Gerrarda, w charakterystyczny dla siebie sposób dotknięciem piłki zwiódł obronę The Blues i strzałem w długi róg pokonał Petra Cecha. Razem z Dirkiem Kuytem tworzył bardzo groźny atak, gdzie wielki talent Hiszpana kapitalnie komponował się z walecznością Holendra. W sezonie 2007/2008 w samej Premier League ustrzelił 24 gole, co pozwoliło mu zostać najlepszym debiutantem, obcokrajowcem w historii angielskich rozgrywek, wyprzedzając w tej klasyfikacji wielkiego Ruuda van Nistelrooya. W tamtej kampanii zasmakował również gry w Lidze Mistrzów, w której strzelał bramki FC Porto, Marsylii, Interowi, Arsenalowi, czy Chelsea, z którą zresztą The Reds odpadli po dogrywce w meczach półfinałowych. Bramka z Marsylią została uznana za trafienie sezonu przez kibiców The Reds, tytuł najlepszego zawodnika sezonu również trafił w ręce Hiszpana. Debiutować w takim stylu? Imponujące.

Piosenka na cześć Torresa


Na cześć Hiszpania powstała piosenka, której słowa brzmiały następująco:

His armband proved he was a red – Torres, Torres
You’ll never walk alone it said – Torres, Torres
We bought the lad from sunny Spain
He gets the ball he scores again
Fer-nan-do Torres Liverpool’s number 9.
na na na na na na na na na na na na
na na na na na na na na na na na na
ner ner ner ner ner ner na nan ana na
Fernando torres liverpools number 9!

Euro 2008


Kapitalna gra Torresa zapewniła mu wyjazd na Euro 2008, które rozgrywane były na boiskach Szwajcarii i Austrii. Dobrze znany mu trener Aragones prócz niego do samolotu rozdał bilety Danielowi Guizie, Davidzie Villi oraz Segio Garcii i to z nimi El Nino miał rywalizować o miejsce w podstawowej jedenastce. Żaden kibic w Hiszpanii nie wyobrażał sobie, żeby podstawową parę napastników nie tworzyli zawodnik The Reds oraz goleador z Valencii. Tak też się stało i właśnie ta dwójka poprowadziła La Furia Roja do samego finału rozgrywanego na Ernst-Happel-Stadion. Tam jedynego gola w 33 minucie strzelił napastnik Liverpoolu i to Hiszpania została Mistrzem Europy.

Kontuzje


Następny sezon był niestety naznaczony kontuzjami. Szczególnie mięsień dwugłowy uda spowodował, że opuścił on blisko 20 spotkań, co obiło się na indywidualnych wynikach samego El Nino. „Tylko” 17 bramek w sezonie nie zadowalała napastnika, który od pierwszego dnia miał niezwykle wysoko zawieszoną poprzeczkę przez kibiców The Reds. Pod koniec 2008 roku został wybrany do XI FIFA. Kontuzję z początku sezonu nie przeszkodziły jednak zająć drugiego miejsca w Premier League drużynie prowadzonej przez Rafę Beniteza. Cztery punkty straty do United oznaczały, że kibice wierzyli, iż następny sezon będzie tym, w którym po wielu latach odzyskają mistrzostwo Anglii.
Niestety, zamiast sukcesywnie wzmacniać klub The Reds osłabili się tracąc Xabiego Alonso oraz Alvaro Arbeloę. Na ich miejsce zostali sprowadzeni tacy zawodnicy jak Glen Johnson, Alberto Aquilani, Sotiris Kyrgiakos, którym nigdy nie udało się zastąpić zawodników, którzy Merseyside zamienili na stolicę Hiszpanii.

Sytuacja w The Reds


Niestety osłabienie kadry, kontuzje Fernando Torresa oraz pogorszenie relacji Beniteza z właścicielami klubu dały o sobie znać w postaci słabych wyników. Siódme miejsce zdobyte w Premier League szybko zweryfikowało marzenia kibiców o kolejnym tytule Mistrzów Anglii. El Nino opuścił 15 spotkań przez problemy z kolanem, co spowodowało, że utracił miejsce w podstawowej 11 na Mistrzostwa Świata w 2010 roku, co było dla niego sytuacją nie do zaakceptowania. Torres poczuł, że w wieku 26 lat nie osiągnął w klubowej piłce nic wielkiego, a jego obecny zespół nie jest zainteresowany daniem mu lepszych warunków do zdobycia upragnionego tytułu. Zatrudnienie Roya Hodgsona dla największych laików piłki nożnej było przedziwnym ruchem, nie mówiąc już o fanach The Reds.

Roy Hodgson i… Chelsea


Na konferencji prasowej Hodgson powiedział: „Torres nie jest na sprzedaż, sam powiedział nam, że nie może się doczekać powrotu do zajęć”. Dzięki działaniom byłego trenera Fulham do klubu przyszli niesamowici zawodnicy: Paul Konchesky, Joe Cole, Chrisitan Poulsen, Milan Jovanovic mieli być tajną bronią w starciu z zawodnikami takimi jak Drogba, Anelka, Lampard, Rooney, Hernandez, Nani, Nasri, Rosicky, Fabregas, Song, Silva, Balotelli, Milner, czy Toure. Torres wytrzymał pół roku i złożył „transfer request”. 27 stycznia 2011 roku oferta za Torresa w wysokości 40 mln funtów złożona przez Chelsea została odrzucona. Co nie udało się na trzy dni przed końcem okna, udało się w ostatni dzień. Na 3 godziny przed zamknięciem okna ofertą rzędu 58 mln euro skłoniła działaczy The Reds do zaakceptowania oferty. Transfer ten uczynił El Nino najdroższym piłkarzem kupionym przez brytyjski klub oraz wywindowało go na 6. miejsce w klasyfikacji najdroższych transferów w historii piłki nożnej. W akcie desperacji Liverpool kupił Andiego Carrola z Newcastle za blisko 41 milionów euro. Anglik otrzymał numer 9 i miał być tym, który wypełni lukę po kochanym przez Anfield Torresie. Bogu dzięki, w ostatnim oknie innym zakupionym zawodnikiem został Luis Suarez, bo historię Carrola dobrze znamy…

Przyczyny odejścia Hiszpana


Czy mam za złe, że El Nino odszedł z zespołu w takich okolicznościach? Nie. Mam za złe klubowi, że nie był w stanie zatrzymać Hiszpana. Warunki do zdobycia Mistrzostwa były żadne, ruchy kadrowe wyglądały żenująco, a sytuacji nie uratowało nawet zatrudnienie legendy The Reds Kennego Dalglisha. Transfery takich zawodników jak Konchesky, czy Jovanovic były gwoździem do trumny w liverpoolskich ambicjach Torresa. Tego było za dużo, 27 lat i brak jakiegokolwiek klubowego tytułu. A przecież miało być tak pięknie…

Rok po odejściu z The Reds w wywiadzie Torres powiedział: „Kibice Liverpoolu nie znają prawdy, dlaczego opuściłem Anfield Road i przeniosłem się do Chelsea. Fani nie znają nawet połowy z tego co się wydarzyło. Nie wiedzą jak ludzie z władz klubu mnie potraktowali. Oni mają zupełnie inny punkt widzenia i według niego mnie oceniaj. Szefowie klubu obiecali mi, że Liverpool będzie coraz silniejszy, ale tak się nie działo. Odszedłem, bo zdałem sobie sprawę, że nie mam czasu na uczestniczenie w projekcie, który ma zająć całe lata. Nic nie mam do fanów The Reds. Nie chciałem opuszczać drużyny w ten sposób, ale to działacze zawiedli, nie ja. Nie rozumiem, dlaczego kibice mnie nienawidzą”. I to chyba najlepsze podsumowanie tego, co zdarzyło się w 2011 roku.

Szacunek do kibiców


W wywiadzie przed meczem charytatywnym w 2015 roku podkreślił: „Czuję do nich wielki szacunek. Dla mnie kibice the Reds zawsze będą wyjątkowi. Okres spędzony w Liverpoolu był prawdopodobnie najlepszym w mojej karierze, w związku z czym mam wiele dobrych wspomnień. Nie mam nic złego do powiedzenia na ich temat i nigdy tego nie zrobię. Traktowali mnie bardzo dobrze i czułem się tu jak w domu.”. Tak kibice The Reds, to nie El Nino nas oszukał, tylko to został oszukany przez zarząd.

Podsumowanie


Uwielbiałem Torresa za jego sposób prowadzenia piłki, za jego magiczny zwód, który polegał na dotknięciu piłki i niszczenia obrońców prostym balansem ciała, za szybkość i za umiejętność gry przodem do bramki. Po odejściu z The Reds zatracił pewność siebie, która już nigdy nie pozwoliła mu wrócić na szczyt.

Komentarze
Udostępnij: