22 Maj
2018

Ocena transferów przeprowadzonych przez kluby angielskiej elity

O Premier League mówi się najczęściej w kontekście pieniędzy. Niewyobrażalne sumy krążą na tamtejszym rynku, a wydają i zarabiają wszyscy. Umożliwiają to umowy dotyczące praw telewizyjnych, bogaci właściciele, sponsorzy i kibice, którzy chętnie zostawiają swoje oszczędności w kasach biletowych oraz sklepikach klubowych. Nie da się z tym walczyć, toteż mało kto próbuje. Jak przekłada się to na wyniki sportowe i poziom rozgrywek?

Niezależnie od tego, czy jesteś beniaminkiem, czy kandydatem do mistrzostwa, musisz się przed sezonem wzmocnić. Wydać tyle kasy, ile tylko możesz. Kupić kogo się da i za ile się da. Taką zasadę wyznaje większość klubów angielskiej ekstraklasy. O tym, że za pieniądze nie da się kupić sukcesu (choć pewnie ludzie niesympatyzujący z Manchesterem City się nie zgodzą) przekonało się wielu. W niniejszym tekście postaram się przedstawić najlepsze i najgorsze, moim zdaniem, transfery, których zeszłego lata i zimy dokonali przedstawiciele Premier League.

Zacznijmy od tego, że pozytywów było, w moim mniemaniu, więcej niż ruchów zdecydowanie słabych. Abstrahując od konkretnych kwot, sporo ekip wzmocniło się mądrze i korzystnie. Nie będę rzecz jasna oceniał, czy dany zawodnik był wart takich pieniędzy, gdyż te liczby są niekiedy zbyt absurdalne, by nawet na chłodno stwierdzić, że suma X, to dobra cena, ale suma Y już nie. Jak to się prezentuje w praktyce?

Mistrzowskie decyzje

Na pierwszy ogień – najlepsi w Anglii. Guardiola nie bawił się w półśrodki i po swoim pierwszym roku na Etihad gruntownie przewietrzył szatnię. Na rynku transferowym robił pewne i dla większości nieosiągalne ruchy. Jak wiemy, opłaciło się, gdyż Manchester City ma dziś kadrę kompletną pod każdym względem. Do bramki wskoczył Ederson, który rozegrał fenomenalny sezon. Nowa jakość między słupkami, to coś, czego potrzebował cały zespół. Brazylijczyk nie popełniał głupich błędów i świetnie operował piłką przy jej wyprowadzaniu. Miła odmiana względem poczynań Claudio Bravo.

Wymieniono również boki obrony i o ile Mendy dużo nie pograł przez kontuzję, o tyle Kyle Walker spisał się na medal. Dosłownie i w przenośni. Anglik szalał na prawej flance i momentami więcej było go w ofensywie, niż w defensywie. Idealnie wpasował się w filozofię menedżera i pokazał krytykom, iż czasami zbyt surowo na niego patrzą.

Czerwona moc

Na Anfield również nie oszczędzali i wyszli na tym lepiej, niż dobrze. Sprowadzenie Salaha, to z perspektywy czasu istny majstersztyk. Nie będę teraz wymieniał jego osiągnięć i tytułów, lecz chyba każdy, kto choć trochę interesuje się piłką nożną wie do czego zdolny jest Egipcjanin. Wydawało się, iż nie da się już znacznie zwiększyć siły ataku drużyny Kloppa, tymczasem popularny Mo wrócił na Wyspy i wciągnął konkurencję nosem.

Władze pomyślały też o formacji obronnej, do której zawitał Andrew Robertson. Obok Milnera – drugie płuca drużyny. Szkot był niesamowicie zdeterminowany, by pokazać na co go stać i w każdym meczu dawał z siebie wszystko. Wygryzł Moreno i nie zamierza oddać swojego miejsca w składzie.

Obok niego gra sprowadzony zimą van Dijk. Holender wprowadził spokój i luz z tyłu, tak bardzo potrzebny Liverpoolowi. Kibice wreszcie mogą liczyć na solidną obronę, która nie popełnia mnóstwa niezrozumiałych błędów.

Nowe diabły

W czerwonej części Manchesteru postawili na nieliczne, ale jakościowe transfery. Mourinho uparł się na Maticia, który miał dość współpracy z Conte. Trzeba przyznać, iż był to fenomenalny ruch, gdyż Serb z miejsca stał się liderem środka pola i grał w niemalże wszystkich meczach. To od niego menedżer zaczynał ustalanie składu i w większości przypadków zawodnik odpłacał mu się solidnymi występami.

Kolejnym pewniakiem był sprowadzony latem Romelu Lukaku. To na nim w dużej mierze opierał się atak zespołu, a 27 goli we wszystkich rozgrywkach, to przyzwoity wynik jak na debiutancki sezon. Belg wciąż się rozwija i może stać się dla United napastnikiem na lata.

Rodzynek wśród niewypałów

Everton wydał naprawdę sporo pieniędzy, które w dużej mierze nie zostały dobrze wykorzystane. Wielu ekspertów zwracało uwagę na to, iż kupowano zbyt dużo graczy na jedną pozycję. Sigurdsson, Rooney, Klaassen. Klasowi zawodnicy, ale jak pomieścić ich obok Gueye, Daviesa i Schneiderlina? Nie da się.

I o ile Wazza był jednym z najlepszych w minionej kampanii, o tyle wspomniani wyżej Islandczyk oraz Holender zawiedli na całej linii. Grali mało, a jeśli już to bezproduktywnie. Nie tego od nich oczekiwano i wątpliwe, by Klaassen dostał kolejną szansę. Gylfi z racji dłuższego stażu na Wyspach prawdopodobnie znajdzie się w planach menedżera w kolejnych rozgrywkach.

Rodzynkiem wśród nowo przybyłych nie był jednak Rooney, lecz uciekinier ze spadkowicza – Pickford. Młody, zdolny bramkarz, który dobrymi występami w barwach The Toffees zapracował na bilet do Rosji. Czy uda mu się przełożyć formę klubową na reprezentację?

Miłe zaskoczenie i zjazd do bazy

Tak sprawa wygląda jeśli chodzi o West Ham. Kiedy do Londynu zawitał Arnautović wielu krytykowało sięgnięcie po Austriaka. Głównie z uwagi na cenę, ale też przez jego temperament, który niekiedy tuszuje jego umiejętności piłkarskie. Dziś nikt nie nazwałby tego transferu złym posunięciem. Marko był kluczowym zawodnikiem drużyny i wydatnie pomógł jej w utrzymaniu. Początki nie były łatwe, lecz po przyjściu Moyesa jakby odblokował się psychicznie i zaczął strzelać ważne gole.

Ich gwarancją miał być Chicharito, lecz nie do końca podołał. Nieco przeszkodziły mu w tym kontuzje, ale po Meksykaninie spodziewano się znacznie więcej. Co więc napisać o Harcie? Najlepszym podsumowaniem jego sezonu jest brak powołania na mundial i utrata miejsca w bramce Młotów na rzecz Adriana. Anglik nie jest już czołowym golkiperem Premier League i konsekwentnie obniża loty.

Niby drewno, a jednak nie do końca

Chris Wood pewnie niejednokrotnie spotkał się z żartami lub memami spowodowanymi jego nazwiskiem. Obecnie jednak nie daje powodów, by nazywać go drewnianym, gdyż po przejściu do Burnley stał się czołową armatą drużyny. Drużyny, która nie zdobywa wielu bramek, a jednak zagra w europejskich pucharach. Drużyny, która skupia się przede wszystkim na defensywie. Nie przeszkodziło to jednak Nowozelandczykowi 11-krotnie wpisać się na listę strzelców i zyskać sympatię kibiców.

Nadmorskie wpływy

Beniaminek z Brighton może zaliczyć sezon 2017/18 do udanych. Utrzymali w elicie, a do tego zapewnili radość kibicom. Nie byłoby to możliwe bez odpowiedniej determinacji oraz zgrania zespołu. Nie mniej ważne są w nim poszczególne jednostki. Dobra ekipa nie istnieje bez solidnego bramkarza, który zapewnia spokój z tyłu i potrafi uratować skórę obrońcom. Kimś takim jest bez wątpienie Mathew Ryan, który zachował 10 czystych kont w 38 spotkaniach angielskiej ekstraklasy. Jego sprowadzenie okazało się strzałem w dziesiątkę, a sam Australijczyk może być pewny swojej pozycji w kadrze.

Drugim najlepszym transferem w całym zestawieniu (zaraz po Salahu) jest, moim zdaniem, pozyskane Pascala Grossa. Nie sposób w jego przypadku nie wspomnieć o kwocie. 3 miliony euro! 3 miliony za 7 bramek i 8 asyst! Niewyobrażalny stosunek ceny do jakości, szczególnie w dzisiejszych czasach, w których za byle grajka na Wyspach potrafią zapłacić 10 razy więcej. Niemiec, to niekwestionowany lider Mew i pewny punkt drużyny. Potrafił w ważnych momentach pomóc kolegom lub w pojedynkę dopisać kolejne punkty do dorobku ligowego.

Skandynawskie Teriery

Latem, chwilę po awansie do elity, Huddersfield poszło na zakupy. Nie łudzili się, że zawojują Premier League wystawiając skład z Championship, więc nie zamierzali oszczędzać. Dziś wiemy już, iż inwestycje się spłaciły. Szczególnie te defensywne, na które zwrócę szczególną uwagę.

Potrzebny był powiew świeżości między słupkami, a wybrańcem okazał się Jonas Lossl. Duńczyk, podobnie jak wcześniej wspomniany Ryan, rozegrał 10 spotkań „na zero” z tyłu, a pracy nie brakowało. Większość przeciwników dysponowała silniejszą ofensywą, toteż Teriery sporo broniły. Bramkarz wielokrotnie wykazywał się swoimi umiejętnościami i załatwił swojej drużynie kilka punktów.

Skandynawski duet uzupełnia Mathias Jorgensen, czyli popularny Zanka. Środkowy obrońca rozegrał wszystkie mecze ligowe w pełnym wymiarze czasowym, dzięki czemu stał się liderem zespołu. Doskonale odnalazł się w nowych dla siebie realiach i z nadzieją patrzy w kierunku kolejnego sezonu.

Złe wybory = spadek

Władze Swansea po raz kolejny musiały pogodzić się z utratą najlepszych graczy. Odszedł Llorente i Sigurdsson, dzięki którym w kampanii 2016/17 udało się utrzymać. Co zrobiono, by ich zastąpić? Ano niewiele. Ich następcy w najmniejszym stopniu nie podołali, czego skutkiem jest spadek do Championship.

Na szpicę powrócił Wilfred Bony. Efekt? 3 gole w pierwszej drużynie. Iworyjczyk zwyczajnie przestał strzelać. Próżno szukać jego formy sprzed odejścia z Walii. Słabo było i w Manchesterze City, i w Stoke. W barwach Łabędzi cudownie nie zmartwychwstał i niestety nie pomógł w walce o byt w Premier League.

Nie zrobił też tego Renato Sanches. Objawienie EURO 2016 najpierw nie odnalazł się w Niemczech, a następnie kompletnie zniknął podczas pobytu w Anglii. Walczył z urazami, lecz nie one są powodem słabej formy. Portugalczyk zwyczajnie nie udźwignął presji.

Wypożyczenia, wypożyczenia i jeszcze raz wypożyczenia

Tylko na tyle mógł liczyć Rafa Benitez i trzeba przyznać, że zrobił coś z niczego. Utrzymał Newcastle mimo napiętych stosunków z właścicielem i braku znacznych wzmocnień. Jakiekolwiek sensowne nadeszły dopiero zimą, lecz są to na razie efekty tymczasowe. Ważne, że zadziałały, choć nie wszystkie były trafne.

Na plus z pewnością należy zapisać przyjście Kenedy’ego, który wsparł ofensywę i dodał grze Srok kolorytu – nie mylić z tanim efekciarstwem. Pomyślano również o defensywie, a do bramki wskoczył Dubravka. Hiszpański menedżer naciskał na sprowadzenie nowego golkipera, a Słowak spełnił jego oczekiwania. Czy uda się wykupić obu zawodników? Z Brazylijczykiem może być różnie, gdyż Chelsea łatwo go nie odda.

Z St James’s Park chętnie pożegnają Slimaniego, który nie sprawdził się po przybyciu z Leicester.

Snajperska zima

W styczniu do Anglii przybyło kilku nowych napastników, a kilku zmieniło barwy wewnątrz ligi. Kto wyszedł na tym najlepiej?

Zdecydowanie Arsenal, który sprowadził Aubameyanga. Gabończyk z marszu wszedł do zespołu, nie potrzebował sławnej aklimatyzacji i strzelał jak najęty. 10 goli w 13 występach, to naprawdę dobry rezultat, a sam zainteresowany powinien w przyszłej kampanii powalczyć o koronę króla strzelców.

Z The Emirates odszedł Giroud, który okazał się dobrą alternatywą dla Moraty w Chelsea. Podczas 18 występów miał udział przy 8 akcjach bramkowych i potrafił wpisać się na listę strzelców w trudnych momentach, jak choćby w starciu z Southampton. Wielu, w tym ja, sądziło, iż na Stamford Bridge będzie tylko rezerwowym, a tymczasem Francuz w końcówce sezonu stanowił o sile ataku The Blues.

Do wspomnianego zespołu Świętych przybył Guido Carillo. Miał być lekiem na niemoc w ofensywie, lecz zdołał zaliczyć jedynie dwie asysty.

Tak wygląda mój bilans transferów, których dokonały kluby Premier League. Solidnych wzmocnień było naturalnie więcej, jak choćby Bernardo Silva czy Davinson Sanchez. Tak samo z resztą jak wpadek, do których poniekąd łapie się Morata oraz Gray. Postanowiłem jednak skupić się na przypadkach jaskrawych i jednoznacznych. Każdy z pewnością ma swój ranking, który różni się od wszystkich innych. Tak to już jest z tymi zakupami… Letnie okienko znowu otwarte, co oznacza napływ kolejnych graczy. Oby jak najlepszych.

Zapraszam na facebook’a, gdzie również dzielę się swoimi przemyśleniami na temat świata futbolu: https://www.facebook.com/Życie-na-okrągło-204630866792371/

Grafika: Sky Sports, The Sun

Komentarze
Udostępnij: