Ntibazonkiza, Van der Biezen, Kosanović czyli najlepsze i najgorsze transfery Cracovii

W XXI wieku Ekstraklasa stała się miejscem pracy wielu obcokrajowców. Kluby bardzo chętnie podpisują kontrakty z zawodnikami, wierząc że za niewielkie pieniądze można pozyskać zdolnych i utalentowanych piłkarzy. Czy rzeczywiście ma to jakiś sens? Czy naprawdę do Ekstraklasy trafiają uzdolnieni gracze, czy też od lat menedżerowie wykorzystują naiwność działaczy?

Przeanalizuje dla Was losy obcokrajowców sprowadzonych przez ostatnie lata do Cracovii. Saidi Ntibazonkiza, Koen van der Biezen, Milos Kosanovic. Kto z byłych piłkarzy Pasów zabłysnął a kto przepadł bez echa? Dla fanów Pasów do idealna okazja żeby powspominać co słychać u starych znajomych, dla innych niech to będzie świadectwo jak wygląda „polski skauting” na przykładzie jakim są transfery Cracovii.

Kierunek Słowacki

Póki co kompletnie nie udany. W ostatnich latach Pasy sprowadziły 9 Słowaków. Najlepiej zaprezentował się Erik Jendrisek, ale on przechodząc do Polski miał już wyrobioną renomę. Mówimy w końcu o zawodniku który grał wcześniej w Hannoverze 96, 1.FC Kaiserslautern oraz Schalke 04 Gelsenkirchen.

W Ekstraklasie miał świetny sezon 2015/16 gdy w 35 spotkaniach zdobył 13 bramek. Obecnie regularnie strzela dla Xanthu w greckiej Superlidze. Reszta zawodników przychodziła do Cracovii z łatką niezwykle uzdolnionych. O ile Jakub Cunta, Milan Dimun i Michal Siplak to wciąż niewiadome, o tyle Jaroslav Mihalik który kosztował ogromne jak na Ekstraklasę pieniądze póki co mocno zawodzi. I to najdelikatniej mówiąc.

Podobnie było swego czasu z Marianem Jarabicą. Facet kosztował 400 tysięcy euro, i ciężko zrozumieć czemu Pasy zdecydowały się na tego typu transfer. Bo chyba nie obserwując jego grę w Dynamie Czeskie Budziejowice gdzie w 2 sezony pojawił się na boisku ledwie 17 razy. Od Ekstraklasy odbił się bardzo szybko, a swoje kolejne miejsce pracy odnalazł w… Ludogorcu. Obecnie brzmi to sensacyjnie ale były czasy gdy Bułgarzy nie sprowadzali czołowych zawodników Ekstraklasy a szrot który był na nią za słaby.

Dziś Marian Jarabica ma 28 lat i gra w jednym z najsłabszych zespołów Fortuna Ligi-FK Senica. Wielkiej kariery nie zrobił i już nie zrobi. Menedżer który polecił go Pasom opowiadając że to czołowy obrońca ligi Słowackiej zapewne i tak swoje zarobił.

Jak oceniać transfery rodem ze Słowacji? Niezbyt przychylnie. Dodatkowo część z nich kosztowała niemałe pieniądze. Właściwie ciężko znaleźć Słowaka na którym Cracovia cokolwiek by zarobiła. Oczywiście to się może jeszcze zmienić jeśli Spilak czy Mihalik odpalą, ale generalizując ten kierunek nie należy do udanych.

To samo tyczy się Czecha Jana Hosek który miał podbić europejskie boiska a póki co ciężko mu wybić się z lig słowackiej i czeskiej. Mówiąc inaczej, to zwykły przeciętny grajek.

Lepiej na Bałkanach.

4 Chorwatów, 4 Bośniaków, 3 Serbów, 3 Bułgarów i jeden Czarnogórzec. Nie sądzę że nawet najwierniejsi kibice Cracovii pamiętają takich piłkarzy jak Vladislav Romanov, Tomislav Mikulić, Vule Trivunovic czy Semjon Milosevic. Żaden z nich kariery w Krakowie nie zrobił a gra w Ekstraklasie była początkiem końca ich przygód z futbolem.

Nieźle poradzili sobie w dalszej karierze Milos Budakovic i Bojan Puzigaca którzy co prawda wielkiej piłki nie podbili, ale w swoich rodzimych ligach radzili sobie co najmniej solidnie. Zdecydowanie lepiej wyglądała sprawa Milosa Kosanovicia i Vladimira Boljevicia. Obok grającego wciąż dla Pasów Miro Covilo to zdecydowanie jedni z najlepszych obcokrajowców w historii Cracovii.

Boljević Ekstraklasę zamienił na gorący Cypr gdzie od 2014 roku reprezentuje barwy Larnaki. W obecnym sezonie stracił miejsce w podstawowym składzie, ale w poprzednich radził sobie na tyle dobrze żeby dostać się do reprezentacji Czarnogóry. Oceniając transfery Cracovii warto o nim wspomnieć, ale pamiętajmy że w pewnym momencie i jego skreślono.

Pluć w brodę mogą sobie w Krakowie obserwując karierę Milosa Kosanovicia. Gwoli ścisłości Pasy chciały zatrzymać na dłużej Serba który był jednym z lepszych zawodników Cracovii, ale nie wierzyły w niego na tyle żeby zagwarantować mu znaczną podwyżkę. Milos za 300 tysięcy Euro trafił do KV Mechelen szybko stając się wyróżniającym zawodnikiem w Belgii, a już 2 lata później za 2.5 miliona euro sprowadził go do siebie Standard Liege.

Obecnie jest na wypożyczeniu w tureckim Goztepe gdzie za dużo nie gra. Dziwi trochę że Pasy mając problemy w obronie nie walczą o jego powrót. Mówimy przecież o facecie który dobrze radził sobie z językiem Polskim i z pewnością grając w Belgii jeszcze bardziej się że rozwinął, a po powrocie z wypożyczenia ciężko mu będzie odzyskać miejsce w składzie Standardu. Kierunek Bałkański przypomina ten ze Słowacji. Wiele ślepych strzałów, z których 3 okazały się trafione. W drużynie do dnia dzisiejszego pozostaje jedynie Miro Covilo, a i na nim będzie Pasom ciężko zarobić.

Niestety biorąc pod uwagę ile wydano na piłkarzy a ile na nich zabroniono nie wygląda to dobrze. Dlaczego? Bo nawet jeśli ktoś zabłysnął jak Kosanović to odszedł za śmieszne pieniądze. A spora część z tych graczy przychodziła za 100-150 tysięcy euro. Niby niewielka suma, ale doliczając prowizję dla menedżerów pieniądze wyrzucone w błoto.

Afryka niespełniona.

Saidi Ntibazonkiza. Oj ile to było oczekiwań wobec reprezentanta Burundi. Wydane 700 tysięcy euro miało być opłacalną inwestycją a Saidi miał mieć w Krakowie status gwiazdy. To miał być ktoś z innej planety, szybki, przebojowy, doskonały technicznie produkt Holenderskiego systemu szkolenia. W pierwszym sezonie wypadł bardzo solidnie. 19 spotkań i 6 bramek. Po spadku Pasów z Ekstraklasy leczył kontuzje, a w kolejnym miał całkiem solidne wyniki, 8 goli w 30 meczach.

Mimo to nie zdecydowano się przedłużać z nim kontraktu. Dlaczego? Bo uznano że charakterem psuje atmosferę w klubie. Lubił narzekać, szukać winy u wszystkich dookoła. Mówiąc wprost, był cholernie upierdliwym marudą. I choć piłkarsko wypadał całkiem pozytywnie, to w końcu uznano że nie ma sensu płacić wielkiej pensji komuś o takiej charakterystyce.

Saidi szybko odnalazł się w Turcji zdobywając gola w debiucie i jeszcze szybciej przepadł. Po roku trafił do Caen grającego w Ligue 1 a ostatnio na chleb zarabia w… Kazachstanie. Absolutnie zmarnowany talent i absolutnie wyrzucone w błoto 700 tysięcy euro. Ntibazonkiza owszem potrafił nieźle grać w piłkę, ale nie miał właściwej mentalności żeby zrobić dużą karierę.

Następca Saidiego w ekipie Pasów zostać miał Senegalczyk Boubacar Dialiba. Facet regularnie grał w belgijskim Mechelen, więc wydawał się być solidnym graczem. I takim był. Solidnym i nic więcej. Oczekiwano od niego zdecydowanie więcej niż 7 bramek w dwa sezony więc bez żalu oddano go do drugiej ligi tureckiej gdzie… walczył o koronę króla strzelców z m.in. Bruno Mezengą, mówi Wam coś to nazwisko?

Holandia, Hiszpania, Izreal, Grecja…

Co w Cracovii robili Tamir Cahalon, Giannis Papadopoulos i Armiche do dzisiaj nie rozumiem. To wyglądało jak typowe transfery na zasadzie „kopnął piłkę prosto 3 razy? Bierzemy go, a nóż się sprawdzi”. Panowie zanim zdążyli zadomowić się w Krakowie, to już go opuszczali. Żaden z nich oczywiście nie zrobił później kariery. Zupełnie innym transferem jest Javi Hernandez, ale to piłkarz wypatrzony w Górniku Łęczna więc nie trudno było ocenić poziom jego umiejętności.

Zabawnym zawodnikiem był Hesdey Suart. Wiele razy pisał do mnie na Facebooku. Kompletnie mnie nie znał a twierdził że jestem jego ziomkiem i że czuje się w Polsce znakomicie. Mega wariat. Cały czas miałem wrażenie jakbym miał do czynienia z jakimś amatorskim piłkarzem który przez pomyłkę poszedł do zawodowego klubu i jara się tym że na każdym kroku. Odkąd wyjechał z Polski cały czas wspomina Cracovię na mediach społecznościowych, przy okazji grając w jakichś niskich ligach.

O ile Suart był eksperymentem, o tyle ligę podbić miał Koen van der Biezen. Do Cracovii przychodził po znakomitym sezonie w holenderskiej drugiej lidze gdzie zdobył 16 bramek. W Krakowie zawiódł więc już po pierwszym roku grzecznie mu podziękowano i obserwowano jak w barwach Karlsruhe ponownie strzela gola za golem. Od tamtej pory grywa w niższych ligach niemieckich gdzie szału nie robił, obecnie poszukuje nowego klubu. Transfery Cracovii z Holandii nie wypaliływypalił.

Węgry, Mołdawia, Rumunia, Słowenia

Muszę Wam się przyznać że był czas gdy myślałem że Arpad Majoros podbije Ekstraklasę. Węgier uchodził za spory talent ale słaba kondycja i niska wola rozwoju sprawiły że stał się jednym z wielu niewypałów o których Wam piszę. Zupełnie nie rozumiem zjawiska Roberta Litauszki który w Ujpeście był jednym z najlepszych piłkarzy, w Ekstraklasie zagrał tylko 3 razy, a po powrocie na Węgry znowu radzi sobie na tyle dobrze że znalazł się w kręgu zainteresowań selekcjonera. O co tutaj chodzi?

Po ludzku szkoda mi również Olo Suvorova który w Cracovii radził sobie bardzo dobrze, w reprezentacji Mołdawii strzelał gole Ukrainie, Szwecji, Finlandii, Węgrzech ale ostatnio ma problemy z regularną grą w swojej lidze.

Egzotycznie rozwinęła się kariera Słoweńców Roka Strausa i Andraza Struny. Pierwszy trafil do Japonii, drugi ostatnio kopał dla NYCFC gdzie kolegami z drużyny byli Andrea Pirlo i David Villa. To się nazywa przygoda.

Z Rumunii do Polski trafił za to Florin Bejan. Cały czas nie mogę wyjść z podziwu że jedna z lepszych ekip ligi rumuńskiej ma podstawowy środek obrony Florin Bejan-Piotr Polczak. To są dopiero jaja. Piłkarze będący symbolami beznadziejnej defensywy, w lidze Rumuńskiej kierują 4 obroną ligi.

Obraz transferów

Sami możecie wyciągnąć wnioski widząc ilu ze sprowadzonych obcokrajowców podniosło poziom gry Cracovii. Część z nich została odstrzelona za szybko. To spory błąd wielu klubów Ekstraklasy że szybko skreślają piłkarza. Czy rzeczywiście Bejan i Litauszki byli gorsi od obecnych defensorów Cracovii? Śmiem wątpić. Popełnili kilka błędów, zostali zwolnieni i obecnie radzą sobie bardzo dobrze w niezłych klubach. Czy nie warto było być konsekwentnym i dalej im ufać?

Pasy bardzo lubią sprowadzać piłkarzy tylko po to żeby po kilku miesiącach im podziękować. O ile ryzyko w wypadku Suvorova, van der Biezena, Ntibazonkizy czy Mihalika było wkalkulowane i przychodząc do Cracovii można było przypuszczać że sobie tutaj poradzą, o tyle cała reszta wzmocnień to czysta loteria. Nie grałeś na Słowacji? A jeśli grałeś to niczym się nie wyróżniałeś? Chodź do nas, może czymś zaskoczysz.

Zastanawia mnie często jakie opłaty za te dziesiątki wtop pobierali menedżerowie. Bo nie wierzę że Pasy same z siebie wynalazły graczy z Grecji czy Senegalu. Najdroższy transfer Mihalik wciąż wygląda na kompromitację transferową, pieniędzy wydanych na Ntibazonkizę nie udało się odzyskać nawet w niewielkim procencie. Bardziej jednak niż kosztowne strzały dziwi mnie szastania kasą na absolutnych średniaków. O ile wydanie 700-800 tysięcy euro na człowieka który ma być inwestycją można nazwać ryzykiem, o tyle sprowadzanie 10 piłkarzy po 150 tysięcy z których 7 odchodzi za darmo, dwóch zalega na liście płac a jeden gra jakieś ogony to zwyczajna głupota.

Przez lata udało się z Kosanoviciem i Covilo. Nie kosztowali kosmicznych sum a podnieśli poziom gry Pasów. To jednak niewielki odsetek dla tle reszty zawodników. Nie wierzę że coś w tym względzie się zmieni. Nawet w obecnym okienku Cracovia chętnie sięga po obcokrajowców. Zmieniła się taktyka, według której to piłkarze którzy coś sobą reprezentowali ale mieli z różnych względów moment załamania mają odbudować się w Polsce. Lepsze już to niż anonimowe transfery kogoś tylko dlatego że zagrał kilka spotkań na Słowacji.

Działaczom Cracovii życzę również cierpliwości. Po to sprowadzacie zawodników żeby dać im szansę weryfikacji. Po to też macie skauting żeby nie ściągać kelnerów a ludzi z określonymi umiejętnościami. A przynajmniej tak to powinno wyglądać.