17 Wrz
2018

„Niezwyciężony” Milan kontra „Dream Team” Cruyffa, czyli finał Ligi Mistrzów z 1994 roku

Dokładnie 18 maja 1994 roku na Stadionie Olimpijskim w Atenach spotkały się dwie potęgi europejskiego futbolu, FC Barcelona i AC Milan. Trenerem drużyny z Katalonii był wówczas legendarny Johan Cruyff. Holender prowadził Barcelonę od 6 lat. Dzięki niemu Blaugrana stała się hegemonem w Hiszpanii, a na trzy dni przed finałem zapewniła sobie czwarte z rzędu mistrzostwo kraju. Natomiast klub z włoskiej stolicy mody prowadził Fabio Capello. Włoski szkoleniowiec przejął drużynę po Arrigo Sacchim i zrobił z niej maszynę do wygrywania meczów (jego poprzednik zrewolucjonizował grę we Włoszech, również był wielkim trenerem). Rossoneri zdobywali Scudetto trzy razy z rzędu i przeszli do historii Serie A jako „Niepokonani” (58 meczów z rzędu bez porażki). Jednak przed finałem w Atenach trener Capello miał ból głowy spowodowany formą piłkarzy jak i kontuzjami. Zawodnicy „Il Diavolo” w 1994 roku zdobyli Scudetto, ale w ostatnich 6 meczach sezonu nie odnieśli ani jednego zwycięstwa. Dodatkowo ze składu wypadli Franco Baresi i Alessandro Costacurta, a najdroższy wówczas piłkarz świata, Gianluigi Lentini nabawił się kontuzji. Ponadto z powodu limitu obcokrajowców w drużynie Milanu w finale nie mogli zagrać m. innymi Jean-Pierre Papin i Brian Laudrup. Wielki finał miał jednego faworyta pomimo tego, że grali w nim zwycięzca Ligi Mistrzów sprzed dwóch lat z finalistą poprzedniej edycji. Znakomita większość stawiała na Barcelonę, ale Fabio Capello miał swój plan na ten mecz…

Pikanterii przed finałem dodał Johan Cruyff. Trener „Dumy Katalonii” powiedział, że: „Barcelona jest faworytem. Jesteśmy kompletni, konkurencyjni i bardziej doświadczeni niż oni. Milan wcale nie jest taki nadzwyczajny. Ich mocną stroną jest obrona, a naszą atak”. Rzeczywiście wyniki Barcelony robiły wrażenie. W Hiszpanii szli jak burza i zdobywali mistrzostwo za mistrzostwem. Oprócz tego włodarze Blaugrany na Camp Nou sprowadzili w sezonie 1993/1994 Brazylijczyka Romário, który strzelił 30 goli w 31 meczach. Pewnego siebie Holendra popierała gazeta El Mundo Deportivo, która kilkanaście godzin przed finałem napisała, że ten Milan to najsłabsza drużyna w erze Silvio Berlusconiego, a Fabio Capello niczego jeszcze nie osiągnął na arenie międzynarodowej.

Tymczasem Milan Capello był jak Chicago Bulls z 1993 roku. Drużyna Michaela Jordana mierzyła się rok wcześniej w finałach z Phoenix Suns Charlesa Barkleya. Ekipa z Chicago nie była faworytem tamtych finałów, dlatego przystąpiła do nich niczym rekin, który spokojnie czeka na odpowiedni moment do ataku. Geniusz trenerski Phila Jacksona w połączeniu z fenomenalnymi umiejętnościami Jordana i Pippena doprowadził Bulls do trzeciego tytułu mistrzowskiego w NBA z rzędu. Fabio Capello też miał swój plan na finał. Brakowało mu dwóch podstawowych obrońców, Baresiego i Costacurty, dlatego musiał przeprowadzić kilka ważnych zmian taktycznych. Włoch wiedział, że formacja obronna zmierzy się z duetem Hristo Stoichkov i Romario, dlatego dokonał roszady ustawiając jako parę stoperów Filippo Galliego i Paolo Maldiniego. Prawym obrońcą został Mauro Tassotti, a na lewej flance zagrał Christian Panucci. W pomocy postawił na Włochów Albertiniego i Donadoniego oraz Francuza Marcela Desailly’ego oraz Chorwata Zvonimira Bobana. Dejan Savicević miał być wolnym elektronem, a Daniele Massaro odpowiadać za strzelanie bramek. Rossoneri już bez trzech tulipanów, osłabieni brakiem Baresiego i Costacurty, mieli tylko statystować, tymczasem było odwrotnie.

Zdeterminowani piłkarze Milanu chcieli koniecznie coś udowodnić Johanowi Cruyffowi, który przed finałem zrobił sobie zdjęcie z Pucharem Ligi Mistrzów. Zachowanie Holendra podziałało na Rossonerich niczym płachta na byka.
Składy Barcelony i Milanu:

Barcelona: Andoni Zubizarreta; Albert Ferrer, Miguel Angel Nadal, Ronald Koeman, Sergi Barjuan; Guillermo Amor, Josep Guardiola, Jose Mari Bakero, Txiki Beguiristain; Hristo Stoichkov, Romario.

Milan: Sebastiano Rossi; Mauro Tassotti, Filippo Galli, Paolo Maldini, Christian Panucci; Marcel Desailly, Demetrio Albertini, Roberto Donadoni, Zvonimir Boban; Dejan Savicević, Daniele Massaro.

Widowisko miało być wyrównane i niezwykle emocjonujące, ale mecz szybko zamienił się w pogrom „Dumy Katalonii”. Worek z bramkami rozwiązał Daniele Massaro w 22. minucie po fantastycznym podaniu Dejana Savicevicia. Włoski napastnik podwyższył na 2:0 przed przerwą. Wydawało się, że Johan Cruyff wstrząśnie w szatni swoimi piłkarzami. Tak się jednak nie stało. Zdruzgotani psychicznie piłkarze Barcelony nie potrafili odrobić dwubramkowej straty, a Milan poszedł za ciosem. Dwie minuty po wznowieniu gry Dejan Savicević strzelił na 3:0. Była to jedna z najpiękniejszych bramek w historii finałów. Czarnogórzec przelobował Andoniego Zubizarretę. W 58. minucie było już po wszystkim. Nieudolnie zastawiona pułapka ofsajdowa przez obrońców Barcelony została wykorzystana przez Marcela Desailly’ego. Francuz ostatecznie przypieczętował okazałe zwycięstwo Rossonerich. Drużyna Marzeń Johana Cruyffa zderzyła się z włoskim murem i została bezlitośnie wypunktowana.

Co było dalej?

Milan zdobył piąty Puchar Europy w historii i rok później ponownie zagrał w finale Ligi Mistrzów, ale uległ w nim drużynie młodych gwiazd z Amsterdamu. Natomiast ateńska klęska okazała się być początkiem końca „Dream Teamu” Johana Cruyffa. Na Holendra runęła fala krytyki. Odsunęli się od niego nawet piłkarze na czele z Romario, Stoichkovem i Laudrupem. Brazylijczyk dwa miesiące później zdobył Mistrzostwo Świata z Canarinhos i powiedział: „Cruyff nigdy nie wygrał Mistrzostw Świata, a ja tak”. Szpileczkę Holendrowi wbił także Hristo Stoichkov mówiąc po Mundialu w USA: „Albo ja albo Cruyff”. Szeregi Barcelony opuścił również Michael Laudrup, wielki nieobecny finału w Atenach (swoją drogą to ciekawe, że w tamtym finale mogło dojść do pojedynku dwóch braci, reprezentantów Danii, Briana i Michaela Laudrupów…). Jaki z tego morał? Pycha nie popłaca. Johan Cruyff był zarówno wielkim piłkarzem jak i trenerem. Jednak przed finałem z Milanem się po prostu przeliczył. Był pyszałkowaty niczym Muhammad Ali przed swoją pierwszą porażką na zawodowych ringach. Pewny siebie Holender zlekceważył Fabio Capello i przegrał z kretesem. Za to Milan odniósł jeden z największych sukcesów w swej historii. Rossoneri w wielkim stylu ograli giganta z Katalonii i udowodnili, że motywacja w połączeniu z dobrze dobraną taktyką to przepis na sukces w futbolu. To był magiczny wieczór w Atenach. Marcel Desailly jako pierwszy piłkarz w historii wygrał Ligę Mistrzów z dwoma różnymi klubami, a gwiazdy Romario i Stoichkova przestały świecić dzięki doskonałej grze duetu Galli-Maldini. Daniele Massaro rozegrał mecz życia, a Dejan Savicević został graczem meczu. Nazajutrz włoska prasa pisała o nim „Una cosa da Savicević”. Cóż za czasy i piękne wspomnienia. Miałem wówczas niecałe 10 lat i pierwszy raz widziałem jak piłkarz Milanu podnosi Puchar Ligi Mistrzów. Tamtego wieczoru nie zapomnę do końca życia. Forza Milan!

Komentarze
Udostępnij: