Niespełniony rekordzista ze Stuttgartu

Sezon 2003/04. 60 minuta spotkania Werderu Brema z VfB Stuttgart. Angelos Charisteas minutę po wejściu na boisku zalicza honorowe trafienia dla gości. Timo Hildebrand bezradnie rozkłada ręcę. Właśnie zakończyła się jego znakomita seria 884 minut bez straconego gola. Niemiec przez prawie 10 spotkań z rzędu bronił jak w transie, cudownie wyłapując strzały z bliska i uderzenia z karnych. Licznik zatrzymuje się, ale niemiecki bramkarz ma powody do dumy. O jego wyczynie opowiadają media na całym świecie. W wieku 24 lat staje się obiektem zainteresowania piłkarskich potęg. Konsekwentnie odmawia transferu, a trzy sezony później prowadzi Stuttgart do sensacyjnego mistrzostwa Niemiec. W glorii chwały może w końcu szukać nowych wyzwań. Jak się później okaże, to był ostatni udany sezon w jego piłkarskiej karierze.

Rekordzista

Niemieckie media od początku zachwycały się drużyną zbudowaną przez Felixa Magatha. Na skutek problemów finansowych Stuttgartu, zmuszony on został do postawienia na zdolną młodzież, która szybko zaczęła przynosić nadspodziewanie dobre wyniki. Jedną z najważniejszych postaci tamtego zespołu był Timo Hildebrand. Praktycznie od początku stawiano przed nim perspektywę ogromnej kariery. Młody bramkarz chciał spokojnie pokonywać kolejne kroki, zaczynając od sukcesu w Bundeslidze. W grudniu 2006 roku postawił wszystko na jedną kartę, ogłaszając że nie przedłuży wygasającego pół roku później kontraktu. Dziś można zastanawiać się, czemu służyć miały kolejne sezony w zespole Felixa Magatha, skoro już pod koniec 2003 roku miał możliwość wyjazdu?

Myślę że kluczem w tej sytuacji mogła być kwestia bramkarza numer jeden w reprezentacji Niemiec. Timo Hildebrand zdawał sobie sprawę że Jens Lehmann oraz Oliver Kahn w niedługiej przyszłością odejdą na emeryturę. Tym którego namaszczono na następcę, miał być właśnie zawodnik Stuttgartu. Dodatkowo zwalniało się miejsce w bramce Bayernu, giganta niemieckiego futbolu. Przed zdolnym golkiperem pojawiały się wspaniałe perspektywy.

Zwycięstwo w Bundeslidze pozwoliło mu przebierać w ofertach. Zdecydował się na dosyć ryzykowny krok, podpisując kontrakt z hiszpańską Valencią. Decyzja była o tyle dziwna, że w bramce Nietoperzy bronił wówczas kultowy Santiago Canizares. Możemy porównać to do wyboru Wojciecha Szczęsnego który przeszedł do Juventusu, wiedząc że Gigi Buffon jest tam nie do ruszenia. Timo Hildebrand zakładał że Valencia będzie liczyła się w Europie, a on sam przejmie pozycję bramkarza numer jeden. Tak też się stało, choć na swoje szanse Niemiec musiał poczekać. Niestety dla niego, wkrótce szkoleniowcem hiszpańskiego klubu został Unai Emery, który sprowadził ze sobą Brazylijczyka Renato Brito. Teoretycznie miało to być jedynie zabezpieczenie na wypadek kontuzji Niemca, tym bardziej że Brazylijczyk golkiperem wielkiego poziomu nigdy nie był.

Upadły nietoperz

Hildebrand który w Stuttgarcie nie miał żadnej konkurencji, nie poradził sobie z perspektywą walki o miejsce w składzie. Przegrywał rywalizację z Brito i zamiast powalczyć o swoje, podobno otwarcie oznajmił trenerowi że nie zamierza marnować czasu na ławce rezerwowych. Transfer który miał być krokiem ku wielkiej karierze, zakończył się odstawieniem od gry i rozwiązaniem kontraktu w grudniu 2008. Pomocną dłoń wyciągnęło Hoffenheim, które zamierzało szturmem podbić Bundesligę. Mimo regularnej gry, po jednym sezonie podziękowano mu za współpracę. Widać było że jest w gorszej formie niż przed wyjazdem z ligi. Coś się zacięło, niczym nie przypominał magika bijącego rekordy bez wpuszczonej bramki.

Timo zrozumiał że wielka kariera ucieka mu z każdym tygodniem. Podjął więc desperacką próbę wyjazdu do Portugalii, gdzie stał się zaledwie rezerwowym Sportingu. Co prawda Manchester City zaprosił go na testy przed kolejnym sezonem, ale nie wypadły one najlepiej. Poważnie zainteresowany był wówczas również angielski West Ham, z tym że tam Hildebrand miał zostać jedynie rezerwowym golkiperem. Szansą powrotu do świata żywych okazała się kontuzja Ralfa Fahrmanna, podstawowego bramkarza Schalke.

Hildebrand spędził w Gelserkirchen 2 sezony, ale w końcu przegrał rywalizację z powracającym do zdrowia Farmannem. Duże znaczenia miały w tym wypadku błędy z rozgrywek Ligi Mistrzów, w których Timo podarował bramkę ówczesnemu napastnikowi Chelsea, Samuelowi Eto. Porażką zakończyła się również próba zaistnienia w Eintrachcie Frankfurt. W każdym z tych klubów traktowany był jak opcję rezerwową, kogoś kto przychodzi bo można go ściągnąć za grosze. Czy bronił fatalnie? Nie. Jednocześnie nie miał występów nad którymi można było się zachwycać. Popadł w zwykłą przeciętność.

Talent który spadł na samo dno

Zdesperowany Niemiec który ogłaszał wcześniej w mediach że jest gotowy przyjąć propozycję pracy w 2 Bundeslidze, a także rozważał wyjazd do USA, w końcu powiedział stop. Z czołowego bramkarza Europy, Timo Hildebrand stał się kolesiem przepędzanym z każdego kolejnego klubu. Swoje zrobiły kontuzje, chociaż nie przesadzajmy że to był powód załamania świetnie zapowiadającej się kariery. Mówimy przecież o człowieku którego IFFHS zapisało na pozycji 54 w rankingu bramkarzy wszechczasów. Po zakończeniu przygody z piłką żartował że najczęstszym pytaniem jakie słyszał od dziennikarzy, była kwestia „czy transfer do Valencii był błędem?”. Obecnie sprawdza się jako działacz w związku piłkarskim Niemiec, był również ambasadorem niemieckiej ligi piłkarskiej dla osób niewidomych. Co więcej, jako ambasador sam rozegrał kilka spotkań z zasłoniętymi oczami. Napisał książkę dla dzieci, często udziela się w mediach. Widać że odżył po odwieszeniu rękawic na kołek.

Dlaczego nie udało mu się podbić europejskich boisk? Timo w dużym stopniu wini działaczy Nietoperzy, którzy przekonali go do transferu sugerując że stanie się następcą Canizaresa. Tymczasem Hiszpan postanowił bronić kolejny sezon, co było sprzeczne z początkowymi ustaleniami. W ten sposób Hildebrand na starcie przegrał z klubową legendą, wypadając z cyklu meczowego. Kiedy w końcu Santiago odszedł, działacze sprowadzili innego bramkarza, który miał powalczyć z Niemcem o miejsce w składzie. Dodatkowo w owym czasie w Valencii zmienił się zarząd klubu oraz trenerzy. Hildebrand miał umowę z jednymi, ale na ich miejsce przychodzili inni którzy nie respektowali wcześniejszych ustaleń. Oczywiście można to wszystko traktować ze sporym przymrożeniem oka, ale wygląda na to że Timo rzeczywiście oczekiwał że bez większego wysiłku dostanie bluzę z numer jeden, a perspektywa walki o skład mocno go przytłoczyła.

Podsumowanie

Osobiście rozbawiły mnie tego typu tłumaczenia, podobnie jak żal który można wyczuć w opowieściach Hildebranda. W jednym z wywiadów wspomniał on bowiem że nigdy nie dostał poważniejszej szansy w kadrze. Momentem zwrotnym był 2006 rok, gdy Hildebrand oczekiwał że przejmie schedę po wiekowych bramkarzach reprezentacji. Tymczasem Jens Lehmann jeszcze przez dwa kolejne sezony, aż do zakończenia Euro 2008 pozostawał pierwszym wyborem selekcjonera. Po raz ostatni w kadrze Timo Hildebrand wystąpił 17 października 2007 roku, podczas spotkania eliminacji mistrzostw Europy z Czechami. Niemcy sensacyjnie przegrali na swoim boisku 0:3. Raczej nikogo nie mogło dziwić że część sprawców tej porażki została odstawiona od składu. Zresztą, nawet wówczas Joachm Loew zapowiadał że drzwi dla Hildebranda zawsze będą otwarte, ale swoją wyższość nad Lehmannem musi udowodnić występami na boisku.

Już jako działacz, zapewniał że chociaż nie udało mu się zrobić kariery na miarę oczekiwań, to nie czuję się niespełniony. Paradoksem jest fakt że Timo Hildebrand wypowiadał się na temat mocnej psychiki, gdy Marc-Andre ter Stegen miał problemy z regularną grą w Barcelonie i gdy Manuel Neuer stracił cały sezon przez kontuzje. To właśnie brak umiejętności radzenia sobie z presją i słaba mentalność pogrzebały talent Hildebranda. Przez cały czas oczekiwał że miejsce w składzie kolejnych drużyn mu się z miejsca należy. Gdy przyszło mu mierzyć się z konkurentami, wymiękał. Umiejętności miał duże i tego negować nie wypada. Szkoda jedynie że futbol go przytłoczył. Zaczął z wysokiego C, ale szybko spadał coraz niżej.

Facebook Comments