Niespełnione talenty: Barcelona

Liczba kandydatów do zestawienia niespełnionych talentów Dumy Katalonii jest na tyle duża, że początkowo ta lista miała liczyć koło 15 nazwisk. Postanowiłem jednak tak jak w przypadku innych klubów ograniczyć ją do sześciu subiektywnych wybór, chociaż zdaje sobie sprawę że wielu z Was wskazałoby na inne osoby. Najmłodszy na mojej liście zawodnik ma 26 lat i teoretycznie może jeszcze „wrócić do świata żywych”, ale na dzień dzisiejszy przy każdym z tej szóstki możemy dopisać słowo „niedosyt”. Pamiętam jak wielkie wiązano z nimi nadzieje i jak bardzo przeżywano że nie spełniają oczekiwań. Ale po kolei…


Bojan Krkić, 28 lat, (163 spotkania dla Barcy, 41 bramek)


Aż się nie chce wierzyć że chłopak który swego czasu uchodził za jednego z największych prospektów na świecie, dziś jest rezerwowym 16-ej drużyny Championship. Początki Krkicia były wręcz bajeczne. Rekord za rekordem w drużynach młodzieżowych, efektowne wejście do zespołu seniorskiego, powołanie do reprezentacji. Moment zwrotny dla jego kariery miał miejsce w roku 2008, gdy niespodziewanie odmówił wyjazdu na mistrzostwa Europy w Austrii i Szwajcarii. Był wówczas rozbity psychicznie, leczył się z depresji i uznał że potrzebuje odpoczynku od wielkich emocji. Hiszpanie zdobyli mistrzostwo, które Bojan mógł jedynie podziwiać w telewizji. To musiało boleć. Świat nie mógł zrozumieć jak młody piłkarz może zrezygnować z takiej szansy, młody piłkarz nie mógł zrozumieć dlaczego świat na każdym kroku stawia przed nim potężne oczekiwania. Nie czuł się dobrze z presją, zbyt szybko znalazł się w świecie w którym nie ma miejsca na słabości. Psychicznie nie był na to gotów. Niedługo później nowym szkoleniowcem Barcelony został Pep Guardiola, który wyżej stawiał chociażby Pedro.

Otwarcie trzeba sobie jednak przyznać, że Krkić nie dawał mu zbytnio szans na zmianę decyzji. Nawet gdy Guardiola chciał zaufać jego talentowi, to nie dawał ku temu żadnych argumentów. Barca nie chciała skreślać tak utalentowanego gracza, ale uznano że zmiana barw klubowych to najlepsze wyjście z zaistniałej sytuacji. Bojan ruszył na podbój lig włoskiej, holenderskiej, a później także niemieckiej i angielskiej, ale nigdzie nie został gwiazdą. W poprzednich częściach tego cyklu czytałem komentarze że piłkarzy wypożyczonych z wielkich klubów do słabszych lig nie można skreślać, bo zawsze mogą się odbudować.

Nie do końca się z tym zgadzam. Jeśli od kogoś oczekuje się że będzie wyróżniającym się zawodnikiem w takiej Barcelonie, Realu czy Chelsea, gdzie co tydzień gra się spotkania o najwyższą stawkę przy kilkudziesięciotysięcznej widowni, a następnie kopie w lidze holenderskiej gdzie poziom jest zdecydowanie niższy, a mimo to nie jest w stanie zostać tam gwiazdą, to wątpliwe że dostanie się kolejną szansę w macierzystej drużynie. W wypadku Bojana Krkicia nie udało mu się zaistnieć w słabszych zespołach, doszło kilka kontuzji i zbliżając się do trzydziestki ma już znikome szanse powrotu do wielkiej piłki. Sam przyznał że dobijały go nieustanne porównania do Messiego, od którego miał lepsze statystki w rozgrywkach młodzieżowych. Co z tego? 28 lat lat to nie jest wiek w którym kończy się kariery, ale znak że pewnego poziomu może już się nie udać przeskoczyć. Krkić pewnie sam się teraz zastanawia jak można było tak zmarnować najlepsze lata.


Gai Assulin, 28 lat, (1-0)


Są tacy piłkarze o których śmiało można powiedzieć że zakończyli karierę zanim ją na dobre rozpoczęli. O Assulinie głośno zrobiło się gdy zaczarował sztab trenerski Barcelony podczas castingów do zespołu juniorskiego. Mimo 12 lat wydawał się piłkarzem doskonałym, dysponującym świetną techniką i szybkością, ale co nie mniej ważne twardo stąpającym po ziemi. Od początku porównywano go do Leo Messiego, nie tylko ze względu na umiejętności, ale właśnie charakter. Pokonując kolejne szczeble w klubie, w końcu trafił pod skrzydła Pepa Guardioli, który współpracował wówczas z młodszymi rocznikami Blaugrany. Kwestią czasu wydawał się debiut w zespole seniorskim, tym bardziej że Assulin wyróżniał się na tle innych młodzieżowców. Wydawało się że wszystko zmierza we właściwą stronę, tym bardziej że Gai dostał swoją szansę podczas spotkania Pucharu Hiszpanii. Jak się później okazało był to jego pierwszy i ostatni występ w seniorskim zespole Barcelony. Zdaniem samego zawodnika wszystkiemu winni byli trenerzy. W Barcy „uwziął” się na niego Luis Enrique, który wolał stawiać na innych graczy.

W Manchesterze City, do którego Gai odszedł mając 19 lat, nie po drodze było mu z Roberto Mancinim, który zarzucał że nie przykłada się do gry w defensywie. W całej jego biografii osobiście widzę mnóstwo nieścisłości. Z jednej strony trenerzy twierdzili że „Izraelski Messi” ma świetny charakter do futbolu i jest bardzo inteligentnym człowiekiem, z drugiej Assulin potrafił rzucić w stronę swojego klubowego trenera że faworyzuje swoich synów, a nie daje grać komuś lepszemu. Totalny samobój, przecież jasne że po takim tekście był już u Manciniego spalony. Tego typu „odważne” hasła może głosić klubowa legenda, a nie młodziak kopiący w juniorach. Lata mijały, a Gai wciąż czekał na regularną grę, aż w końcu przyjął propozycję z mniejszych klubów w Hiszpanii, Izraelu i… Kazachstanie.

Od kilku miesięcy pozostaje na bezrobociu. Dlaczego nie udało mu się zrobić wielkiej kariery? Nie zgodzę się z tym że miał mocną głowę. To brak umiejętności zrobienia kroku w tył sprawiły że nigdy nie zrobił kroku do przodu. Ogromną naiwnością była wiara że przebije się w zespole „Obywateli”, skoro nie radził sobie w Barcelonie. A gdy w końcu trafił od mniejszych klubów, brakowało mu doświadczenia i wiary że może jeszcze coś osiągnąć.

Giovanni Dos Santos, 29 lat, (28-3)


Ach, co to miał być za grajek! Podobnie jak Gai Assulin, związał się z Barceloną mając 12 lat, ściągając ze sobą z Meksyku swojego młodszego brata Jonathana. Kluczem do wielkiej kariery miały być Mistrzostwa Świata U-17 w 2005 roku, podczas których Meksykanie zdobyli tytuł, a Gio został najlepszym asystentem turnieju. Niedługo później szanse awansu do pierwszej drużyny Barcy dał mu Frank Rijaard, w której porównano go do (niespodzianka!) Leo Messiego. Co ciekawe, w tym wypadku tego typu określenie nadał sam Argentyńczyk, który w jednym z wywiadów stwierdził że dos Santos przypomina mu stylem gry jego młodszą wersję. Meksykanin zbierał coraz więcej minut w lidze, kończąc debiutancki sezon z hat-trickiem przeciwko Realowi Murcia. Gdy wydawało się że ma spore szanse na regularną grą w kolejnych rozgrywkach, zdecydował się odejść do Tottenhamu. Do dzisiaj tamta decyzja budzi ogromne niezrozumienie. Dlaczego opuścił klub który chciał na niego stawiać? Dlaczego Koguty a nie Chelsea czy Manchester City? O ironio, Giovanni w Londynie wylądował na ławce rezerwowych z nikłymi szansami na grę.

Niedługo później wysłano go na wypożyczenie do Ipswich, gdzie również głównie przesiadywał na ławkę. Spektakularny upadek kogoś kto rok wcześniej zaliczył hat-trick dla Barcelony. Pomocną dłoń postanowił wyciągnąć wówczas Rijkaard który objął posadę trenera Galatasaray. Pobyt w Turcji również nie należał do udanych, dopiero sezon 2013/14 w barwach Villarealu przypomniał światu o kimś takim jak Dos Santos (11 trafień i 8 asyst w La Lidze. Od jakiegoś czasu gra natomiast w MLS, gdzie jest jedną z gwiazd Los Angeles Galaxy. Obiektywnie trzeba przyznać że był największą postacią tego zespołu, ale ostatnio stracił na popularności w kontekście sprowadzenia Zlatana Ibrahimovicia. Czy można to nazwać wielką karierą? Potencjał miał większy, przejechał się na chęci podboju Premier League (to dziwne że wiele talentów z Barcelony decydowało się na wyjazd do zupełnie innej kulturowo ligi angielskiej), a dobiła go przygoda z Galatą.

Ricardo Quaresma, 35 lat (28-1)


Gdy w sezonie 2003/04 Frank Rijkaard przymierzał się do odbudowy potęgi Barcelony, jego wzrok skierował się na pewnego młodego Portugalczyka. To on miał być nową gwiazdą europejskiego futbolu, w tamtym momencie oceniano jego talent za większy od chociażby Cristiano Ronaldo. Quaresma mimo ledwie 20 lat miał za sobą bardzo udany czas w Sportingu Lizbona i wydawało się że bez problemu udźwignie pokładane w nim nadzieje. To on miał być liderem nowo budowanego projektu, dać jakość Barcelonie której we wcześniejszych latach systematycznie zaczynało brakować. Niestety, praktycznie od razu przyćmił go Ronaldinho. Ricardo większość spotkań oglądał z pozycji ławki rezerwowych, przez cały sezon trafiając zaledwie raz. Zdesperowany brakiem gry wymusił odejście do Porto, w którym ponownie błyszczał, budząc zainteresowanie największych klubów w Europie, w tym Realu Madryt.

To był typ charakteru który chciał być numerem jeden, nie interesowała go gra w cieniu kolegów. Ufał swoim umiejętnościom, niechętnie stosując się do taktycznych rozkazów ze strony szkoleniowców. Mimo niełatwego charakteru wierzono że niepowodzenie w Barcelonie nie musi oznaczać że Ricardo jest złym piłkarzem, że jest na tyle młody że będzie mógł jeszcze udowodnić swoją wartość. Niespodziewanie zwycięzcą wyścigu po Quaresmę został Inter Mediolan, w którym Portugalczyk niezbyt sobie radził, nie lepiej było na wypożyczeniu do Chelsea. Łatka wielkiego talentu powoli zaczynała go przytłaczać, podobnie jak nieustanne pochwały ze strony Luisa Figo który namaścił go swoim następcą. Zbliżając się do trzydziestki opuścił świat wielkiej piłki, skupiając się na występach w lidze tureckiej (z krótką przerwą na Zjednoczone Emiraty Arabskie i jeden sezon w Porto).

Dlaczego Quaresma nie zrobił kariery na miarę talentu? Dlaczego facet któremu wróżono ogromne sukcesy skończył w przeciętnym Besiktasie? Wielu ekspertów podkreśla że radził sobie jedynie w mniejszych klubach, gdzie z miejsca mógł liczyć na status gwiazdy. W pewnym momencie zaczęły wychodzić na światło dzienne problemy z prawem, nie zawsze koncentrował się w 100% na piłce nożnej. Z takim podejściem nie miał co szukać w poważniejszych klubach. Dziś możemy jedynie zastanawiać się jak potoczyłaby się historia futbolu, gdyby swego czasu to Quaresma, a nie Ronaldinho został wypromowany na lidera Barcelony? Ktoś kiedyś powiedział że Quaresma miał większy talent od Ronaldo, ale Cristiano nadrobił i wyprzedził go ciężką pracą. To może być klucz do niepowodzeń Ricardo.

Cristian Tello, 27 lat, (59-11)


Jako rodowity Katalończyk zaczynał karierę w Espanyolu, ale zrobiło się o nim głośno dopiero po przejściu do Barcelony. O dziwo, początkowo dosyć często dostawał szanse gry, udało mu się nawet wpisać na listę strzelców podczas debiutu w Lidze Mistrzów w 2012 roku, w kolejnym sezonie dołożył w tych rozgrywkach kolejne trafienie, jednocześnie dostając nagrodę dla zawodnika spotkania. Wydawało się że nic i nikt nie może stanąć na jego drodze ku poważnej karierze, dopóki do klubu nie sprowadzono Neymara. Brazylijczyk z miejsca wygryzł Tello, który niedługo później musiał szukać swoich szans na wypożyczeniu do Porto. Tak jak często powtarzam, jeśli młody piłkarz jest wypożyczany do słabszej ligi i nie robi tam furory, to znikome są szanse że dostanie możliwość powrotu. W przypadku Tello ta reguła potwierdziła się, gdy Cristian został wysłany na kolejne wypożyczenie, tym razem do Fiorentiny.

Czy grał tam źle? Oczywiście że nie. Tylko że wymagania w Barcelonie znajdowały się na zupełnie innym poziomie, stąd bez cienia zastanowienia przyjęty propozycję sprzedaży do Realu Betis, gdzie Hiszpan gra do dzisiaj. W tym sezonie zaledwie dwukrotnie wybiegł w podstawowym składzie (na 8 możliwych spotkań), ciężko więc uwierzyć że zrobi jeszcze wielką karierę. Dlaczego mu się nie udało? Nie miał szans na walkę o skład z Neymarem, a idąc na wypożyczenie musiał liczyć się z tym że już nie wróci. Odpowiedzcie sobie sami, co takiego musiałby zrobić żeby ktoś stawiał go ponad Brazylijczykiem? 30 bramek w lidze portugalskiej? 40? Tello miał tego świadomość.

Marc Muniesa, 26 lat, (4-0)


Młody Marc miał ledwie 15 lat gdy o jego transfer zabiegała Chelsea. Mimo takiego zainteresowania zdecydował się powalczyć o miejsce w składzie Barcelony, zbierając występy w młodzieżowych reprezentacjach Hiszpanii i ekipie Blaugrany B. W lutym 2011 roku podpisano z nim kontrakt z kwotą wykupu rzędu 30 milionów euro, odrzucono oferty wypożyczeń z mniejszych drużyn, a następnie… bez żalu oddano za darmo do Stoke City. Niestety, Mark Hughes traktował Muniesę jako mocnego rezerwowego, który może grać jedynie gdy reszta graczy jest kontuzjowana. Z upływem czasu szkoleniowiec coraz bardziej przekonywał się do swojego środkowego obrońcy, dzięki czemu Mark spędził w Premier League prawie 4 lata. Z upływem czasu poczuł że staje się coraz starszy, a jego pozycja w Stoke słabnie, stąd w 2017 roku wypożyczenie, a następnie transfer definitywny do Girony. Wielkiej kariery już raczej nie zrobi, a przecież uważano go za potencjalnego następcę Puyola czy Pique. Sporo w jego karierze namieszało zerwanie więzadeł w sparingu z HSV Hamburg, po którym przegrywał rywalizację nawet z Bartrą.

Facebook Comments