Mistrzowie Polski

Z pasją opowiadamy o futbolu

Bundesliga

Niesamowity. Niedoceniony. Nienawidzony.

Był taki czas kiedy oglądałem niemiecką telewizję. Tak po prostu, żeby przypomnieć sobie język którego uczyłem się w szkole. Pamiętam jak dziś lato 2013 i faceta który pojawiał się dosłownie na każdym kanale. Na RTLu gotował, na ZDF gościł w talk-show, na ARD opowiadał o piłce. Ów jegomość zwał się Stefan Kiessling. Był świeżo upieczonym królem strzelców Bundesligi, ulubieńcem milionów Niemców. Media w Niemczech zachwycały się dokonaniami napastnika Bayeru Leverkusen twierdząc że snajpera z takim instynktem strzeleckim nie było od czasów Gerda Mullera. Zapamiętałem sobie jego nazwisko i z ciekawości śledziłem informacje w prasie. Kilka miesięcy później ulubieniec milionów stał się wrogiem publicznym numer jeden. Poznajcie historię jednego z najskuteczniejszych niemieckich napastników XXI wieku.

Skazany na sukces

W Rodzinie Kiesslingów piłkarskie tradycje sięgają kilku pokoleń. Dziadek Stefana jest założycielem klubu Eintracht Bamberg, ojciec przez wiele lat występował jako bramkarz. Młody Kiessling na pierwszy trening trafił mając 4 lata, oczywiście do klubu z Górnej Frankonii. Początkowo nie wiązał swojej przyszłości z futbolem. Poważnie zastanawiał się nad przyszłością… kucharza. Nawet w jednym z programów które oglądałem na kanale RTL w którym znakomicie radził sobie w fartuchu stwierdził że jako nastolatek był o krok od porzucenia piłki bo to właśnie kulinaria są jego największą pasją. Początki w klubie nie były łatwe, szczególnie mając piętno „wnuka założyciela klubu”. Późniejszy król strzelców zagryzał zęby i konsekwentnie przebijał się do kolejnych drużyn młodzieżowych. Wierzył że ciężka praca popłaci.

Na boisku Stefan Kiessling radził sobie na tyle dobrze że zwrócił uwagę skautów 1. FC Nurnberg. Błyskawicznie przebił się do kadry pierwszoligowego zespołu, a już 26 kwietnia 2003 zadebiutował w Bundeslidze. Drużynie nie udało się utrzymać, ale spadek dał szansę kilku młodym zawodnikom na zaprezentowanie swoich umiejętności. Jednym z nich był właśnie Kiessling. Kiedy więc w 2004 Norymberga wracała do elity, Stefan był już jej podstawowym piłkarzem. Pierwszy w pełni rozegrany sezon przyniósł zaledwie 3 gole, ale już w kolejnym Kiessling z 10 bramkami stał się jednym z najlepszych snajperów Bundesligi.

Gwiazda Aptekarzy

Na młodego zawodnika apetyt miało wówczas wiele europejskich drużyn. Najlepszą ofertę złożył Bayer Leverkusen który potrzebował następcy sprzedanego do Tottenhamu Dimitara Berbatowa. W barwach Aptekarzy z sezonu za sezon poprawiał swój dorobek strzelecki. 8 goli w 2007 roku, 9 w 2008 i 12 w 2009. Prawdziwym majstersztykiem były rozgrywki 2009/10 w których do ostatniej chwili walczył o koronę króla strzelców z Edinem Dżeko. Ostatecznie z 21 bramkami został drugim strzelcem Bundesligi. Świat stał przed nim otworem. O ile Dżeko zaryzykował opuszczenie Niemiec, o tyle Kiessling nie wyobrażał sobie wyjazdu. Eksperci widzieli w nim nowego Gerda Mullera, więc on niczym Muller chciał zdominować Bundesligę.

Kolejne dwa sezony przyniosły łącznie 26 bramek, co można uznać za niedosyt. Do wielkiej formy powrócił w rozgrywkach 2012/13 gdy bramką zdobytą w ostatnich sekundach spotkania z Hamburgiem zapewnił sobie koronę króla strzelców (1 gol więcej od Roberta Lewandowskiego), a Bayerowi trzecie miejsce w tabeli. Dziennikarze na każdym kroku zachwycali się jego przydatnością dla drużyny. Bowiem Stefan Kiessling to nie tylko dziesiątki zdobytych bramek, ale wiele asyst, mnóstwo wywalczonych stałych fragmentów gry. Pod tym względem przez wiele lat był niepodzielnym liderem statystyk w Niemczech, podobnie jak w kategorii wygranych pojedynków główkowych. Nie sposób opisać jego wkładu w wyniki Bayeru. Nienaganna technika, świetne wykończenie akcji. Kiessling ze świetnego napastnika stał się machiną do zdobywania bramek.

Czas na kadrę

Mimo wielu propozycji z Premier League zdecydował się kontynuować karierę w Leverkusen. Miał tam wszystko czego chciał, tysiące kochających fanów na trybunach, miliony przed telewizorami. Kiedy więc kontuzji doznali Mario Gomez i Miroslav Klose jasne się stało że nadchodzi jego czas w reprezentacji. Co prawda tajemnicą poliszynela była niechęć selekcjonera Joachima Loewa który już na mundialu 2010 wolał stawiać na Klose’go i Podolskiego mimo iż to Stefan osiągał lepsze wyniki, ale przy kontuzji czołowych snajperów Niemcy zostawali bez napastnika. Kandydat do gry w napadzie był tylko jeden. Nazywał się Stefan Kiessling. Miał za sobą wsparcie milionów Niemców. W ankiecie Bilda 83% pytanych osób wskazywało go na najlepszego napastnika w ich kraju. Kiessling czuł się pewnie bo miał do tego wszelkie prawo.

Jakim szokiem było więc ogłoszenie powołań Loewa na którym zabrakło miejsca dla króla strzelców Bundesligi, a znalazło się dla Maxa Kruse, człowieka który w całej karierze zdobył do tego momentu mniej bramek niż Kiessling w jednym sezonie?

Stefan Kiessling nie bał się kontrowersji. Odważnie zapowiedział że nie zagra dla reprezentacji póki jej szkoleniowcem jest Joachim Loew. Czuł się zawiedziony i załamany brakiem szansy mimo świetnej gry w lidze. Loew go nie lubił. Nigdy na niego zdecydowanie nie postawił. Jak się później okazało Niemcy grający bez nominalnego napastnika zostali mistrzami świata, a obaj panowie do tej pory za sobą nie przepadają. Po sukcesie na mundialu w Brazylii bezsensowne stało się podważanie decyzji Loewa. Kiessling mimo piekielnej skuteczności stał na straconej pozycji.

Wróg narodu

Wsparcie kibiców skończyło się w trakcie ligowego spotkania z Hoffenheim. Niepozorna sytuacja podczas której Kiessling strzałem głową posłał piłkę obok bramki. Ta wtoczyła się jednak przez dziurawą siatkę, a sędzia… uznał gola. Fala krytyki skupiła się głównie na zawodniku, który nie zaprotestował decyzji arbitra. Kilka dni później zaliczył dwa gole w spotkaniu Ligi Mistrzów z Szachtarem Donieck, ale złość niemieckiej opinii publiczna jeszcze bardziej narastała. Dostawał tysiące pogróżek, jego konta społecznościowe przepełnione były wyzwiskami. Niedługo później przeprosił za swoje zachowanie, ale i to nie poprawiło sytuacji. Z symbolu sukcesu stał się symbolem oszustwa. Sezon zakończył jako najskuteczniejszy Niemiec, ale na mundialu w Brazylii nie było dla niego miejsca.

Do 2015 roku regularnie zaliczał dziesiątki trafień. Dopiero pojawienie się Javiera Hernandeza sprawiło że zszedł na drugi plan w drużynie. Gdy cały świat skupiał się na Borussii Dortmund Jurgena Kloopa i Bayernie zwyciężającym Ligę Mistrzów niewielu dziennikarzy opisywało człowieka który grający w słabszym klubie co sezon należał do czołówki snajperów. Nawet gdy tworzę ten artykuł nie znajdziecie w sieci zbyt wielu artykułów po polsku o Kiesslingu. Doprawdy przykre że tej klasy zawodnik zapamiętany jest w polskich mediach głównie z „gola widmo” przeciwko Hoffenheim.

Powolny koniec

Coraz głośniej pojawiały się również informacje o problemach z biodrami. W sezonie 2016-17 Stefan Kiessling ogłosił że najprawdopodobniej będzie musiał z tego powodu przedwcześnie zakończyć przygodę z futbolem. W Bundeslidze wystąpił co prawda w 20 spotkaniach zaliczając 4 bramki, ale to już nie był ten sam piłkarz z instynktem killera co wcześniej. W obecnych rozgrywkach pojawił się raptem na kilkadziesiąt minut. Sam zresztą oficjalnie podjął decyzje że to jego ostatni sezon. Z aktywnych graczy jedynie trio Gomez-Lewandowski-Pizzaro zaliczyło większą liczbę bramek. Pod względem ilości bramek i asyst zajmuje 10 miejsce w historii Bundesligi.

Na zawsze zapisał się w historii Bundesligi, chociaż już na zawsze z jego nazwiskiem kojarzona będzie afera „Phantomtor”. Podejrzewam że jest to również pokłosie zawiedzionych nadziei. Oglądając niemiecką telewizję i śledząc niemieckie fora widziałem jak wielu Niemców widzi w Kiesslingu zbawcę. Gdy reprezentacja Niemiec poradziła sobie bez niego Kiesslingomania drastycznie osłabła. Może gdyby zaakcentował swoją karierę jakimiś golami gdy w towarzyskich spotkaniach grał dla Niemiec, albo gdyby zdobył więcej bramek w europejskich pucharach to dzisiaj byłby znany każdemu kibicowi futbolu na świecie? Czy reprezentacja Joachima Loewa zdobyłaby mistrzostwo świata z Kiesslingiem w napadzie? Odpowiedzi na te pytania nigdy nie poznamy. Po ludzku szkoda mi Stefana. Sam dałem się porwać zachwytom nad jego osobą. I czuję się dziś zawiedziony.

Facebook Comments