12 Cze
2018

Nieprzewidywalny Buldog z Paragwaju

Zawsze kiedy słyszę powiedzenie że bramkarze są dziwni, przychodzi mi na myśl Jose Luis Chilavert. Szczerze mówiąc nigdy nie byłem wielkim fanem jego talentu. Moi koledzy przez kilka lat przekonywali mnie że to jeden z najlepszym bramkarzy na świecie, wspominając że jest jedynym golkiperem który w oficjalnym spotkaniu skompletował hat-tricka. Wątpliwości nie mieli również eksperci, którzy trzykrotnie nagradzali Paragwajczyka nagrodą najlepszego bramkarza na świecie. Dziennikarze BBC stwierdzili wówczas że to pierwszy tak charyzmatyczny rewolucjonista w Ameryce Południowej od czasów Che Guevary. Skąd wzięły się zachwyty nad zawodnikiem który grał w średniakach ligi francuskiej i hiszpańskiej? Zabrakło mu szczęścia, czy też wcale nie był tak dobry jak się powszechnie uważa? Zapraszam do opowieści o karierze szalonego Paragwajczyka.

Nieprzewidywalny

Chilaverta od zawsze korciła gra w ataku. Sam z rozbawieniem przyznał że kibice Realu Saragossa, czyli jego pierwszej europejskiej drużyny mieli z nim niezłe problemy. Uważano wówczas że miejsce golkipera jest w bramce, a nie pod polem karnym rywali.„Nie obchodziło mnie co inni mówili, skupiałem się na doskonaleniu swoich umiejętności”-uznał Jose i postanowił udowodnić krytykom że dopnie swego. Co prawda w sezonie 1989-90 Paragwajczyk zdobył nawet ligowego gola, ale nieustannie traktowano go jak szaleńca. Zresztą nawet we współczesnej piłce takie zachowanie byłoby mocno hejtowane. Wszyscy szanujemy takiego Neuera za to że potrafi grać daleko od własnej bramki, ale gdyby co spotkanie ruszał pod pole karne rywali, pewnie uznalibyśmy to za sporą przesadę.

Rok później Real uznał że ryzyko jest zbyt duże i oddał bramkarza do Velezu Sarsfield. Już na tym etapie można zauważyć rysy na wizerunku Paragwajczyka. Nie będę Was okłamywać że nie poradził sobie w lidze hiszpańskiej, albo wpuszczał tam straszne babole bo to nie prawda. Miał jednak okazję pokazać się w silnej europejskiej lidze i niczym nie zwrócił na siebie uwagi mocniejszych klubów. Był ciekawostką, ale na zasadzie faceta biegającego z gołym tyłkiem po mieście. Zwróci uwagę, ale mało kto potraktuje go później poważnie.

W lidze argentyńskiej Jose Luis Chilavert miał możliwość rozwijania swoich nietypowych pasji. Velez zdominował rozgrywki ligowe, ich łupem stały się również Copa Libertadores oraz Puchar Interkontynentalny. Stał się wówczas etatowym wykonawcą rzutów wolnych i karnych, dzięki czemu udało mu się zostać pierwszym w historii bramkarzem który skompletował w oficjalnym spotkaniu hat-tricka (wszystkie 3 gole z karnych). Wkrótce zbliżały się mistrzostwa świata we Francji, na których Chilavert zamierzał zabłysnąć.

Mundial 1998

Paragwaj na mundialu 1998 radził sobie całkiem przyzwoicie. Po wyjściu z grupy los zestawił ich z gospodarzami turnieju. Mimo porażki po złotej bramce zdobytej przez Laurenta Blanca w dogrywce, drużyna z Ameryki Południowej wracała do domu w dobrym nastroju. Ulubieńcem kibiców na całym świecie stał się bramkarz który w fazie grupowej był bliski pokonania golkipera Bułgarii mierzonym strzałem z rzutu wolnego. W pewnym momencie nawet widzowie którzy niezbyt przepadali za Paragwajem dopingowali Chilaverta w spełnieniu jego marzenia o bramce na mistrzostwach świata. Z drugiej strony co innego fantazjować w spotkaniu ligowym, a co innego na poziomie takiej imprezy. Źle wykonany rzut wolny i rywal rusza z atakiem na pustą bramkę.

Chilavert zapewniał że wszystko ma wykalkulowane i jest pewien swoich strzałów, ale nie miało to przełożenia na efekty bramkowe. Kiedy więc ktoś rzuca argumentem że był genialnym strzelcem stałych fragmentów, ja zmuszony jestem zauważyć że strzelał głównie z karnych. Z wolnych kilka razy mu się udało, ale nie było w tym regularności.

4 spotkania na mundialu wystarczyły żeby Jose znalazł się w drużynie turnieju, jako drugi bramkarz obok Fabiena Bartheza. Rosła jego popularność, chociaż w Europie wciąż traktowano go z dużym dystansem. Nieprzewidywalny, krnąbrny, niechętnie słuchający się innych. Chilavert uważał że jeśli chce zrewolucjonizować futbol, to musi sam kierować swoją karierą. O ile w lidze argentyńskiej taki indywidualizm spotykał się ze sporą sympatią, o tyle w Europie taktyka stawała się coraz ważniejsza. Nie było w niej miejsca na bramkarza który biegał po boisku jak chciał.

Strasbourg

Ostatnie lata kariery, Chillavert spędził w lidze francuskiej gdzie reprezentował barwy Strasbourga. Nie zdobył dla niego bramki w lidze, chociaż w finale pucharu Francji 2001 skutecznie wykonał decydującego karnego. Nie oszukujmy się, jego kariera klubowa była mocno przeciętna jak na kogoś kogo wybierano bramkarzem roku na świecie. Ostatnią szansą ukoronowania przygody z futbolem stały się mistrzostwa 2002. Mimo dużych oczekiwań, Jose Luis Chilavert musiał pauzować w pierwszym spotkaniu turnieju. Dlaczego? Jeszcze podczas eliminacji opluł słynnego Roberto Carlosa. Sprawa nabrała politycznego wydźwięku, a Brazylia domagała się surowej kary dla bramkarza.

Z perspektywy czasu można to ocenić za totalną głupotę. Głupotę kilka lat później zrobił nawet Zinedine Zidane w finale mistrzostw świata uderzając głową Materazziego, ale przynajmniej po tym wydarzeniu zachował powagę. Jose brnął w opowieści że Roberto obraził jego siostrę, potem dodał tekst o dogryzaniu całemu narodowi Paragwaju. Słabe to niesamowicie. Nawet jeśli Brazylijczyk powiedział coś niestosownego, to wymyślanie że przez cały mecz mówił o „dzikich indianach z Paragwaju” wydaje mi się mocno naciąganą bajką.

Ostatecznie Chilavert został powołany na mistrzostwa przez selekcjonera Cesare Maldiniego i od drugiego spotkania mundialu grał w bramce Paragwaju. Wszystko zaczęło się źle, błędem który na gola zamienił napastnik Hiszpanii Fernando Morientes. Zwycięstwo w decydującym meczu ze Słowenią pozwoliło Paragwajczykom wyjść z grupy. Złośliwy los znowu przydzielił im ponownie silnych rywali. Mimo świetnej gry Chilaverta, Paragwaj przegrał z Niemcami 0:1 i mógł wracać do domu.

Legenda? Nie bardzo.

Jose nie chciał rozmieniać się na drobne. Co prawda pograł jeszcze chwilę w Urugwaju, ale już w 2003 oficjalnie pożegnał się z boiskiem. Przez długi czas zapowiadał udział w wyborach prezydenckich, był również komentatorem telewizyjnym. Dziś można porównać go do Jana Tomaszewskiego, bo tak samo jak on skupia się na barwnej krytyce polityków i działaczy sportowych.

Dlaczego nigdy nie zachwycałem się Chilavertem? Być może dlatego że nie widziałem wielu spotkań z jego udziałem. Szczerze mówiąc bawią mnie opowieści polskich dziennikarzy którzy rozpisują się że Paragwajczyk jest legendą futbolu. Proszę Państwa, ile spotkań ligi argentyńskiej z jego udziałem widzieliście? Jasne że w tamtym czasie był jednym z lepszym bramkarzy na świecie, ale osobiście nie umieściłbym go nawet w TOP50 wszech czasów. Skoro nawiązałem do Jana Tomaszewskiego, to porównajmy obu golkiperów. Pan Janek z Polską sięgnął po medal mistrzostw świata, jest pierwszym który obronił dwa rzuty karne. Pan Jose 2 razy odpadł tuż po fazie grupowej, a największym jego wyczynem jest PRÓBA strzału z rzutu wolnego przeciwko Bułgarii i hat-trick po bramkach z rzutów karnych. Z całym szacunkiem, ale dla mnie to za mało by nazywać go legendą.

Komentarze
Udostępnij: