9 Sie
2018

Niedoszły finalista

Złośliwi mówią że skończył karierę w wieku 25 lat, bo od tamtej pory częściej od trafień zaliczał wizyty u fryzjera. Oczywiście to mocna przesada, bo przecież udało mu się uzbierać ponad 100 ligowych bramek. Swego czasu okrzyknięto go „snajperem nowej generacji”, a sir Alex Ferguson trzykrotnie zasiadał do rozmów w sprawie jego transferu. Wayne Rooney stwierdził zresztą że gra u jego boku to najprzyjemniejszy okres jego kariery. Louis Saha dołączył wczoraj do grona czterdziestolatków. Jak sam stwierdził, niczego w swojej karierze nie żałuje, chociaż można odnieść wrażenie że osiągnął zdecydowanie mniej niż pozwalał mu na to talent. Przegapił dwa finały pucharu Anglii, finał Ligi Mistrzów oraz finał mistrzostw świata. Jak sam przyznał, dzięki temu wiele stracił jako piłkarz, ale mnóstwo zyskał jako człowiek.

Na podbój Fulham

Początek kariery Francuza nie zapowiadał wielkich sukcesów. Podczas gry w Metz zaliczył zaledwie 5 trafień, na wypożyczeniu w Newcastle wiodło mu się jeszcze gorzej. Wielkie nadzieje wiązał z występami w Pucharze Anglii, w którym Sroki doszły aż do finału. Tam spotkał go pierwszy zawód, Ruud Gullit bez słowa wytłumaczenia odstawił go od składu. Na nikim nie robiło wrażenia że wywodzi się z tej samej szkółki co wielu mistrzów świata z 1998 roku. Mimo słabej skuteczności, w 2000 roku ofertę transferową złożył występujący na zapleczu Premier League, Fulham. W tej drużynie talent Sahy eksplodował w niewiarygodnym tempie.

Egipski biznesmen Mohamed Al-Fayed przejmując Fulham w 1997 roku obiecał że w ciągu 5 lat doprowadzi zespół do gry w Premier League. Udało mu się tego dokonać w czasie o rok krótszym. Drużyna prowadzona przez Jeana Tiganę dosłownie zdemolowała rywali w drodze do najwyższej klasy rozgrywkowej, strzelając ponad 100 bramek na sezon. Saha szybko zaaklimatyzował się w Londynie, stając się największą gwiazdą projektu zwanego przez część dziennikarzy jako „Manchester południa Anglii”. Al-Fayed w owym czasie był jedną z najpopularniejszych osób na Wyspach Brytyjskich. Jakim cudem? Czy nie czujecie że już gdzieś słyszeliście te nazwisko? Jakieś skojarzenia z rodziną królewską?

Jego syn Dodi związał się w latach 90 z księżną Dianą, a gdy oboje zginęli w wypadku samochodowym, Mohamed publicznie oskarżył że to Królowa zaplanowała zamach. Prawdy zapewne nigdy nie poznamy, ale faktem jest że śmierć ukochanego syna, Al-Fayed chciał pomścić podbojem ligi angielskiej. A może inaczej, obecność w świecie sportu pozwalała mu na często obecność „na salonach”. Dopiero z czasem pojawiły się informacje o nieprawidłowościach finansowych i skandalach seksualnych.

Na celowniku Fergusona

John Collins, Lee Clark, Barry Hayles, Luis Boa Morte, a później także Edvin van der Sar. Egipcjanin nie miał problemów z wydawaniem ogromnych kwot na wzmocnienia, tylko w lato 2001 przeznaczając 30 milionów funtów na nowych graczy. Żaden z nich nie przebił jednak Louisa Sahy. Po awansie do Premier League, Francuz nie zwalniał tempa. Już na dzień dobry Fulham pokazało że nie zamierza zadowalać się samą obecnością w lidze, tocząc piękny i wyrównany pojedynek z Manchesterem United.

To właśnie w tym momencie Saha zachwycił Fergusona. W 4 minucie z zimną krwią przelobował Fabiena Bartheza, ale ostatecznie to Czerwone Diałby zwyciężyły 3:2. Do klubu błyskawicznie zaczęły napływać zapytania o transfer, odrzucane przez Al-Fayeda. Niestety świetna gra jednego zawodnika, nie przekładała się na wyniki całej drużyny, która prezentowała się efektownie, ale niezbyt efektywnie. 13 miejsce w tabeli na koniec sezonu uznano za niedosyt i rozpoczął się początek końca snów o potędze. Al-Fayed zaczął wykonywać coraz bardziej nerwowe ruchy, łącznie z publiczną krytyką Tigany.

Alex Ferguson cierpliwie czekał na swój moment, stopniowo podbijając oferowane stawki. Mimo ofert powyżej 10 milionów funtów, zarząd Fulham odrzucał możliwość sprzedaży swojej największej gwiazdy. W końcu na początku 2004 roku, sam zawodnik zdecydował się spróbować gry w nowym miejscu. Uznano że z niewolnika nie ma pracownika, i przyjęto ofertę wysokości 12.4 miliona. Dlaczego napastnik nagle zmienił zdanie? Myślę że zdawał sobie sprawę że Egipski miliarder ma destrukcyjny charakter i w końcu znudzi mu się pakowanie kasy w futbol. Że lojalność klubowi to jedno, ale możliwość zrobienia kariery jest najważniejsze. Szczególnie że zachowanie „Fergiego” wskazywało że Saha może liczyć na miejsce w składzie jednego z największych klubów na świecie.

Kontuzje…

Louis Saha błyskawicznie udowodnił że Szkocki szkoleniowiec się nie pomylił. Francuz wydał niedawno książkę, w której opisywał jak różne momenty z kariery piłkarskiej wpłynęły na jego życie. Fergusonowi poświęcił jedną z najciekawszych anegdot (generalnie książka jest powszechnie chwalona, ale… sprzedaje się bardzo słabo), opisując jak już w drugim spotkaniu dla ManUtd poczuł czym jest słynna „suszarka Fergusona”. Sir Alex wściekł się na swojego nowego gracza, wytykając mu 2 zmarnowane sytuacje. Louis był zszokowany bo chwilę wcześniej strzelił dwa gole i wydawało mu się że należy do grona ulubieńców trenera. Razem z Ruudem Van Nistelrooyem stworzył skuteczny duet napastników, udało mu się również zadebiutować w reprezentacji Francji. Jak na złość po raz kolejny opuścił finał Pucharu Anglii, ze względu na wcześniejsze występy w tych rozgrywkach w barwach Fulham. Zbytnio się tym nie przejął, wierząc że jest dopiero na początku drogi ku wielkim sukcesom.

Wydawało się że Saha jest na najlepszej drodze żeby zostać jednym z najlepszych zawodników Premier League. Zachwycano się jego techniką, chwalono świetne przyśpieszenie i siłę fizyczną. To właśnie kryło się pod hasłem „napastnik nowej generacji”. Niesamowita wszechstronność. Jeden zawodnik ma świetny strzał z dystansu, inny jest szybki, trzeci radzi sobie w obronie. Louis wydawał się być mocny w każdym z tych elementów. Najbardziej ceniono oczywiście dynamikę, dzięki czemu mógł napędzać akcje Manchesteru. Mówiąc kolokwialnie, piłka mu nie przeszkadzała. Wszystko zaczęły komplikować kolejne kontuzje. W ciągu roku czterokrotnie doznawał różnych urazów, tracąc miejsce w podstawowym składzie. Gdy w sezonie 2005/06 van Nistelrooy odszedł do Realu Madryt, Saha wrócił do składu obok Wayne’a Rooneya, ale gdy do zespołu ściągnięto Carlosa Teveza, ponownie wylądował na ławce.

Czas na zamiany

Podczas całego pobytu w Manchesterze zdobył jedynie 42 trafienia, znacznie poniżej oczekiwań. Często zmieniał fryzury, koledzy twierdzili że jest genialny w robieniu atmosfery w szatni (pozdrowienia dla Sławka Peszki jeśli to czyta), ale z sezonu na sezon był coraz bardziej wyniszczony przez urazy. Przede wszystkim utracił swoją szybkość i pewność siebie. Jasne stało się że jego czas u sir Alexa dobiega końca. Szczególnie że w takim klubie nikt nie zamierza czekać latami na obudowę formy po kontuzjach. W biografii Louis użył stwierdzenia że piłkarsko był nie gorszy od Cristiano Ronaldo, ale to Portugalczyk miał więcej szczęścia w życiu.

Niespodziewanie w 2008 roku, Saha związał się z Evertonem na zasadzie dosyć specyficznego kontraktu. Zawarto w nim klauzule według której Louis miał nie dostawać pensji, w czasie gdy leczył kontuzje. Sam zawodnik zaproponował tego typu zapis, ale przeprowadzka dobrze wpłynęła na jego zdrowie. Spokojnie odbudował formę i po raz pierwszy od czasów gry w Fulham strzelił więcej niż 10 bramek w sezonie. Wszystko co dobre ma jednak swoje granice, a takowe dla Sahy oznaczały jeden udany sezon. Od 2011 roku jego pozycja w Evertonie zaczęła słabnąć. W latach 2011-13 zwiedził 4 kluby (Everton, Tottenham, Sunderland i Lazio), w których łącznie popisał się 4 trafieniami. Dramatyczny wynik jak na napastnika, szczególnie że dostawał regularne szanse. W końcu, w dniu swoich 35 urodzin ogłosił przez twittera że kończy karierę piłkarską.

Pan biznesmen

Jak z perspektywy czasu można opisać przygodę z futbolem Louisa Sahy? Część dziennikarzy zarzuciła mu brak mentalności zwycięzcy. Miał spore umiejętności, ale zadowalał się tym co miał. W całej swojej piłkarskiej karierze jedynie raz zaliczył hat-tricka. Za to właśnie krytykować go miał sir Alex Ferguson, chwaląc charakter takiego Cristiano Ronaldo, który nawet przy wysokim prowadzeniu, dalej szedł po kolejne trafienia. Już jako piłkarski emeryt próbował swoich sił jako agent piłkarski, biznesmen, pisarz i felietonista „Four-four-two”. Przyznał się że do dnia dzisiejszego potrafi rozpłakać się na myśl o finale Ligi Mistrzów 2008, w którym nie zagrał ze względu na kontuzje. „Nuciłem hymn Champions League odkąd byłem dzieckiem, a teraz gdy go słyszę łzy cisną mi się do oczu”-stwierdził po latach. 2 lata wcześniej pauzował w finale mundialu za żółte kartki.

Dziś Francuz jest czterdziestoletnim biznesmenem, chociaż otwarcie muszę przyznać że jego „biznesy” śmierdzą na kilometr. Dlaczego? W wywiadach stwierdził że pracuje „25 godzin na dobę”, ale sam nie potrafił konkretnie wytłumaczyć co robi. Oficjalnie posiada fim „Axis Stars”, która zajmuje się social mediami znanych sportowców. Słuchając wypowiedzi samego Sahy, mam wrażenię że jest to zwykłe naciąganie. Chętnie promuje młodych sportowców i zapewnia im sponsorów, oczywiście robiąc wokół siebie aurę wielkiego mecenasa futbolu, jednocześnie dodając że jedna tego typu „operacja” kosztuje sportowca 5.000 dolców. Jakby tego było mało, chętnie udziela porad… żonom piłkarzy. Tłumaczy im jak powinien funkcjonować związek ze sportowcem. Oczywiście za odpowiednią opłatą. Sami czujecie jak to wszystko brzmi tandetnie. Coś tak czuję że za kilkanaście lat nikt już nie będzie pamiętał kim był Louis Saha…

Komentarze
Udostępnij: