17 Mar
2018

Niedoceniani żołnierze środka pola

Nie od dziś wiadomo, że w futbolu najbardziej eksponowane są pozycje ofensywne. Znacznie więcej mówi się i pisze o tych, którzy bramki zdobywają, niż o tych, którzy jej bronią. Jest to jak najbardziej zrozumiałe, jednak dla tych, którzy trochę bardziej interesują się tą dziedziną sportu oczywiste jest, iż bez solidnych fundamentów nie ma dobrej drużyny. Dlatego każda jednostka jest elementem większej całości i wszyscy członkowie zespołu są sobie równi. Przynajmniej w teorii.

Mnie od zawsze dużo bardziej od tego, kto strzela gola, interesowało to, jak dana akcja została skonstruowana. Z tego powodu od dawna z uwagą śledzę grę oraz zachowania środkowych pomocników, którzy zazwyczaj są głównodowodzącymi jeśli chodzi o poczynania drużyny. To oni rozgrywają piłkę, decydują o tempie i kierunku akcji. Ta grupa także dzieli się na zawodników o charakterystyce ofensywnej, a także defensywnej. I o ile o tych pierwszych często mówi się jako o mózgach zespołu, tak drugich przyrównuje się do płuc. Sądzę, jednak że w wielu przypadkach pomocnicy skupieni na zadaniach obronnych są prawdziwym sercem drużyny. Niestety w ich przypadku powszechne jest zjawisko niedocenienia i deprecjonowania zasług.

Ludzie od „czarnej roboty” niekiedy są generałami na polu bitwy, jakim jest murawa. Historia piłki nożnej udowadnia, iż tym najwybitniejszym nie brakowało charakteru (patrz Gennaro Gattuso lub Roy Keane), choć tego w futbolu coraz mniej. Nie silę się więc na desperackie szukanie go, lecz pragnę zwrócić uwagę na graczy o wysokich umiejętnościach piłkarskich oraz taktycznych. Nie trzeba przecież nikogo przekonywać, że rola defensywnych pomocników, czyli tak zwanych „szóstek”, nie ogranicza się jedynie do przerywania akcji rywala. Nie są tylko przysłowiowymi przecinakami, którzy po odbiorze piłki oddają ją do najbliższego kolegi z drużyny. Wręcz przeciwnie, to oni odpowiadają za wyprowadzenie futbolówki i dostarczenie jej ofensywnym graczom.

Skupię się na przedstawicielach Premier League, gdyż nie ukrywam, że to te rozgrywki są mi najbliższe i to właśnie je obserwuję najdokładniej. Rzecz jasna w każdej topowej lidze grają bardzo dobrzy defensywni pomocnicy. Od Busquetsa, przez Casemiro, aż po Allana. W Anglii wzorem godnym naśladowania jest bez wątpienia N’Golo Kante. O Francuzie nie można jednak napisać, iż jest niedoceniany, bowiem gdy w zeszłej kampanii Chelsea zdobywała mistrzostwo to właśnie on został wybrany najlepszym zawodnikiem ligi. Także w obecnym sezonie nie próżnuje i notuje średnio 3,4 odbioru na mecz oraz 2 przechwyty na każde rozegrane 90 minut. Przejdźmy jednak do tych, o których pisze i mówi się zdecydowanie za mało.

Zacznę, może nieco kontrowersyjnie, od Nemanji Maticia. Serb to uznana firma i gracz cieszący się sporym szacunkiem nie tylko na Wyspach, ale i w całej Europie. Nie jest może specjalnie pomijany, ale ma zdecydowanie nieproporcjonalnie większy wpływ na losy swojej drużyny, względem poziomu docenienia tego przez środowisko. To właśnie on, a nie Paul Pogba, jest kluczowym elementem układanki Mourinho. To on dzieli i rządzi w środkowej strefie Manchesteru United, z którego można się śmiać z powodu odpadnięcia w okropnym stylu z Ligi Mistrzów, lecz nie można mu odebrać tego, iż w angielskiej ekstraklasie radzi sobie dość przyzwoicie.

Wracając jednak do Maticia, jego transfer z Chelsea do ekipy „Czerwonych Diabłów” jest określany mianem największej kradzieży ostatnich lat. Bez niego „The Blues” wyglądali i nadal prezentują się w środku pola co najwyżej poprawnie. Bakayoko nie zastąpił go choćby połowicznie, co bardzo rozczarowało fanów. Serb natomiast robi swoje pod skrzydłami Mourinho i wyrasta na ulubieńca trybun. Szczególnie po niedawnej bramce w końcówce meczu z Crystal Palace, która dała jego zespołowi zwycięstwo. Matić przede wszystkim jednak porządkuje grę na własnej połowie i wydatnie udziela się w defensywie. Jego liczby nie są wprawdzie tak imponujące, jak te Kante, ale biedy nie ma. Udaje mu się odebrać futbolówkę średnio 2 razy na mecz, przy czym notuje do tego jeszcze 1,8 przechwytu. Jego pracowitość i odpowiedzialność, to prawdziwy skarb dla menedżera. Jest jego żołnierzem i prawdziwym wojownikiem, a to się ceni.

Z kolei za miedzą w środku pola haruje Fernandinho. Od samego początku rządów Guardioli jest on pewniakiem w składzie i jeśli tylko nie pauzuje z powodu kartek lub kontuzji, to gra praktycznie zawsze. Jego obowiązki są niewdzięczne, ale kluczowe dla funkcjonowania całej drużyny. Brazylijczyk ma przed sobą takich artystów jak choćby de Bruyne i Silva, toteż nie ma wiele okazji do wykazania się w ofensywie. Jest zazwyczaj jedynym pomocnikiem o stricte defensywnej charakterystyce i to na nim spoczywa największa odpowiedzialność za ład i porządek środkowej strefy boiska. Radzi sobie z tą świadomością wyśmienicie i notuje niecałe 2 odbiory na mecz.

Jednym z największych komplementów i szczerych dowodów uznania było wyznanie Pepa Guardioli, iż obecnie nie znalazłby sobie miejsca w pierwszej jedenastce Manchesteru City, gdyż Fernandinho jest w wybitnej formie. Po jego grze wyraźnie widać, że dobrze czuje się w systemie hiszpańskiego szkoleniowca i umiejętnie realizuje jego założenia taktyczne.

Ostatnim zawodnikiem w tym zestawieniu, który reprezentuje barwy klubu ze ścisłej czołówki jest Mousa Dembele. Wprawdzie wypada go raczej określić jako „ósemkę” niż typowego defensywnego pomocnika, lecz jego zadania nie odbiegają diametralnie od roli „szóstki”. Jest o nim coraz głośniej za sprawą wielu artykułów i wypowiedzi ekspertów. Ma on unikatowy styl gry i poruszania się, przez co porównywany jest do baletnicy. Naprawdę niesamowicie potrafi chronić futbolówkę przed przeciwnikami i wydaje się, iż mógłby kręcić kółeczka w nieskończoność.

Niestety poprzez brak goli i asyst pozostaje w cieniu Kane’a, Eriksena, Dele oraz Sona i nie zapowiada się, by miało się to zmienić. Ale czy to dla niego ważne? Nie sądzę. Liczy się to, iż ceni go Pochettino, który jest pewny, że gdyby miał okazję pracować z belgijskim pomocnikiem, kiedy ten był młodszy, to dziś Dembele byłby najlepszym pomocnikiem świata. Nie sposób zweryfikować tych zapewnień, ale ziarno prawdy może kryć się w słowach Argentyńczyka i sądzę, że to nie tylko pustosłowne kurtuazje.

Zdecydowanie najbardziej niedocenianym zawodnikiem środka pola w Anglii jest Wilfred Ndidi. Został już okrzyknięty godnym następcą Kante, gdyż także gra w barwach Leicester. Trudno jednak wyobrazić sobie, iż osiągnie tam podobny sukces. Prędzej zapracuje na transfer do dużo większego klubu, gdyż obecnie jest trzecim najlepszym zawodnikiem w Europie pod względem średniej ilości odbiorów na mecz. Zalicza ich 4,2, czyli jednocześnie najwięcej w całej Premier League. To on najczęściej niweczy zamiary rywali i to między innymi dzięki niemu „Lisy” pod wodzą Puela radzą sobie tak dobrze.

Kiedy myślimy o klubie z King Power Stadium, pierwsi gracze, którzy przychodzą nam na myśl to Mahrez i Vardy. Tymczasem w środkowej strefie biega nie mniejszy diament, który z pewnością można jeszcze doszlifować. Jestem przekonany o tym, że Nigeryjczyk w niedalekiej przyszłości jeszcze podniesie swój poziom i zobaczymy go w topowej drużynie. Ma zaledwie 21 lat, więc najlepsze lata kariery powinny dopiero nastać, lecz to czy wniesie w górę wiele trofeów zależy od kilku czynników. Sądzę, że warto śledzić rozwój tego zawodnika, choć specyfika jego pozycji nie gwarantuje fajerwerków wizualnych.

W Evertonie zaś występuje kolejny piłkarz rodem z Afryki, który na murawie nigdy nie odstawia nogi. Jest nim Idrissa Gueye. Co prawda, to poprzedni sezon był dla niego bardziej owocny, kiedy to jego drużyna była w dużo lepszej formie i zdobywała znacznie więcej punktów, a on sam był najlepiej odbierającym futbolówkę graczem ligi. W trwającej kampanii także jest w czołówce, nieznacznie ustępując wyżej wymienionemu pomocnikowi. On także jest prawdziwym sercem zespołu i jego cichym przywódcą.

Już za kilka miesięcy powinien lepiej przedstawić się polskiej publiczności podczas spotkania grupowego na mundialu. W barwach Senegalu zaliczył dotychczas 47 występów i jest jej bardzo istotnym elementem. W Anglii dał się poznać już w barwach Aston Villi, a po jej spadku został sprowadzony na Goodison Park. Od tamtego momentu stanowi o trzonie drużyny i niejednokrotnie ratuje ją z opresji. Wydaje się, iż Everton to dla niego optymalny klub, choć niewykluczone, że znajdzie się bogatszy chętny na jego usługi.

Na sam koniec zostawiłem zawodnika z zespołu, który nieoczekiwanie walczy o utrzymanie. W barwach Southampton niewidoczną na pierwszy rzut oka, ale pożyteczną i niezbędną pracę, wykonuje Oriol Romeu. Trochę czasu zajęło mu znalezienie sobie odpowiedniego klubu, gdyż nie przebił się w barwach Barcelony, której jest wychowankiem, nie dał też sobie rady w Chelsea. Jako „Święty” radzi sobie jednak bardzo dobrze. W obecnym sezonie notuje średnio niespełna 3 odbiory na mecz, jednak nie to jest najistotniejsze.

Najbardziej zauważalna jest jego determinacja i cechy wolicjonalne. To on zagrzewa kolegów do walki, a na pole bitwy idzie w pierwszym szeregu. Zdaje się, że nie ma dla niego straconych piłek, ani sytuacji bez wyjścia. Niewykluczone, że również w szatni jest nieprzypadkową postacią i ma zadatki na kapitana. Także z techniką nie jest w żadnym wypadku na bakier. Dla każdego menedżera Romeu, to gracz niezwykle cenny, a jednak mam wrażenie, że wciąż zbyt nisko ceniony.

Zaryzykuję stwierdzenie, że każda drużyna ma swojego „pracusia”. Jeden drugiemu nierówny, lecz wielu się stara. Nie są może najbardziej widowiskowymi graczami, lecz jak już na początku wspomniałem, bez nich nie byłoby najlepszych zespołów. To oni spajają kolektyw i często są najbardziej charakternymi jednostkami. Warto ich zauważać oraz doceniać za tę trudną i gołym okiem niezauważalną pracę. Poniżej załączam listę dziesięciu obecnie najlepszych zawodników pod względem średniej liczby obiorów na mecz w Premier League według portalu whoscored.com.

tabbb.jpg

 

Zapraszam serdecznie na mojego bloga: https://maciejsarosiek.wordpress.com/

 

 

Komentarze
Udostępnij: