Nick Newell. Bez przedramienia, ale z wielkimi jajami.

O kimś takim jak Nick Newell usłyszałem w 2011 roku. Przyznam że z wielkim dystansem podchodziłem do pogłosek że gdzieś w Massachusetts walczy „facet bez ręki”. Meh, nie powinni wykorzystywać niepełnosprawnego w takim sporcie. Z czystej ciekawości obejrzałem starcie Newella z Denisem Hernandezem i byłem zszokowany. Chłopak bez lewego przedramienia bez żadnego problemu sprowadził rywala do parteru i poddał go przepięknym heel hookiem. To nie była żadna ściema, koleś po prostu był niesamowity. W miniony weekend chłopak wygrał swoją 14 walkę w karierze i wprost oznajmił że chce angażu w najlepszej organizacji MMA na świecie. Czy będziemy świadkami pięknej opowieści o człowieku który nigdy się nie poddał i spełnił marzenia, czy też niepełnosprawność okaże się poprzeczką nie do przeskoczenia?

Nie miał łatwo

„Ludzie widzą, że mam jedną sprawną rękę i na tej podstawie mnie oceniają. Nie widzą tego, co mam w sercu. Tego się nie da zobaczyć i ocenić na pierwszy rzut oka, a wierzcie mi, ja będę walczył do upadłego w oktagonie o swoje marzenia. Nigdy nie rezygnujcie z postawionego celu tylko dlatego, że wydaje się za trudny. Nie ma rzeczy niemożliwych, jak ktoś jest odpowiednio zdeterminowany, to osiągnie, co tylko chce”

Gdy tylko zobaczyłem tamtą pamiętną dźwignię, od razu zaciekawił mnie temat Nicka Newella. Od najmłodszych lat żył bez ojca, a matka wychowywała go w przeświadczeniu że nie ma sensu rozczulać się nad swoją niepełnosprawnością. Młody Nick sam musiał sobie radzić że wszystkimi życiowymi problemami. Nikt nie wyręczał go gdy trzeba było wiązać buty, albo wykonywać zwykłe domowe czynności. Psychologowie zapewne przyklasnęliby słysząc o takim zachowaniu. Zresztą nawet w kontekście dzieci bardzo często podkreśla się żeby ich nie wyręczać, ani nie rozczulać się gdy płaczą. Jeśli ktoś widzi że płaczem cokolwiek może wywalczyć, to będzie to dalej robić.

Tego typu wychowanie sprawiło że Nick Newell nigdy nie obawiał się rywalizacji z pełnosprawnymi rywalami. Na studiach poważnie zainteresował się zapasami, tuż po nich zapałał miłością do brazylijskiego jiu-jitsu. Nikt nie okazywał taryfy ulgowej wobec faceta bez lewego przedramienia. Zresztą sam Newell na każdym kroku naciskał na normalne traktowanie. Nie chciał żeby ktoś dawał mu fory tylko dlatego że nie ma dwóch sprawnych rąk. Co z tego, skoro nikt nie chciał z nim walczyć? Pomyślcie sami na logikę. Zwyciężyłeś z kaleką? Żaden wyczyn. Przegrałeś z kaleką? Co za wstyd… Zaściankowe myślenie, ale myślę że nawet teraz niewiele zmieniło się w rozumowaniu sporej części widzów.

Jednoręki Gladiator

Nie zamierzam opisywać Wam cukierkowego wizerunku Newella. Być może gdyby nie jego niepełnosprawność, to byśmy nigdy o nim nie usłyszeli. A może mając sprawną rękę byłby obecnie najlepszy na świecie? Nigdy się tego nie dowiemy. W jego rekordzie nie ma wybitnych nazwisk, jedyny mocniejszy rywal czyli Justin Gaethje dosyć szybko znokautował Nicka. Szum medialny był praktycznie od początku bardzo duży, co nie umknęło właścicielowi UFC. Dana White swego czasu powiedział „W UFC jest ciężko z dwoma rękami, a co dopiero z jedną? Poza tym powiedzcie mi, z kim on walczył? Kogo pokonał? Dzieciak ma talent, ma serce do walki, ale nie chcę – i nikt z was też nie chce – żeby coś mu się stało”.

Mimo to chłopak od razu mi zaimponował. Gdyby nie nagłośniona sprawa braku przedramienia, nigdy nie obejrzałbym gali XFC. Z drugiej strony po tamtej fantastycznej dźwigni nie chwaliłego go bo „to było dobre jak na niepełnosprawnego”, tylko dlatego że zwyczajnie mi się podobało. Podobnie jak 4.5 miliona widzów którzy oglądali nagrania z tamtego pojedynku. Niestety na drodze do poważniejszych pojedynków pojawiło się kilka problemów. Po pierwsze tak jak wspomniałem wcześniej rywale odmawiali walk z niepełnosprawnym zawodnikiem. Po drugie sam Nick Newell nie był zainteresowany walkami dla mniejszych organizacji.

Planowany pojedynek w obronie pasa XFC został odwołany, bo Scott Holtzman wydał mu się zbyt słabym rywalem. Niestety bardzo poważna rysa na jego wizerunku. Nie wiem czy można to nazwać sodówką, czy po prostu przerostem ambicji, ale fakt był taki że Nick Newell postawił ultimatum, albo walki przeciwko zawodnikom rodem z UFC, albo odchodzi. Władze XFC nie dały sobą rządzić, więc Newell został pozbawiony pasa mistrzowskiego (co ciekawe ten słaby Holtzman ma już na koncie 4 wygrane w UFC). Oczywiście szybko pojawiło się zainteresowanie ze strony Bellatora i WSOF.

WSOF

Ray Sefo- prezydent WSOF szybko przekonał Newella do swojej organizacji podpisując z nim kontrakt na kilka walk. Początkowi rywale Caldwell i Fadai nie postawili większego oporu, więc niedługo później doszło do pojedynku o pas z niepokonanym wówczas Justinem Gaethje. To była pierwsza porażka w karierze Newella, który mimo to zebrał mnóstwo ciepłych słów. Zresztą o czym my mówimy… Koleś z amputowanym przedramieniem w pojedynku z facetem ze światowej czołówki MMA. Kto na miejscu Nicka odważyłby się podjąć rękawicę? Kto miałby tyle determinacji żeby starać się latami i mimo ograniczeń zbliżyć się do szczytu? Spora krytyka zebrała się Justinowi, chociaż całkowicie niezasłużenie. Właściwie to co miał zrobić? Poddać się bo rywal jest niepełnosprawny? Obaj podeszli do pojedynku na 100%, wygrał lepszy. W pełni zachowany duch sportu.

Kolejne dwa pojedynki Nick Newell wygrał i gdy wydawało się że może znowu dostać szansę walki o pas, niespodziewanie ogłosił że kończy swoją karierę. Jako powód podał zły stan organizmu, ale być może po prostu zdał sobie sprawę że pewnego poziomu nigdy nie przeskoczy. Że nie możliwe jest rywalizować z najlepszymi strikerami na świecie mając tylko jedną rękę. Może… Ciężko zgadywać jakie myśli targały Nickiem. Na sportowej emeryturze wytrzymał 2.5 roku. W miniony weekend powrócił szybko poddając rywala. Tym razem bez ogródek stwierdził że jego miejsce jest w UFC. Nie wiem jak przez ten czas zmieniło się podejście Dany White’a. W końcu mówimy o osobie z którą „nigdy nie mów nigdy”.

Trafi do UFC?

Podobają mi się słowa Justina Gaethje, jedynego który dotychczas pokonał Newella, który stwierdził że Nick powinien dostać swoją szansę. Czuć ból, przegrywać, ale na własnej skórze przekonywać się jak ciężkim sportem jest MMA. Być traktowanym na równi z innymi. Przyznam szczerze że ciężko mi było obiektywnie ocenić Newella gdy obserwowałem jego walki. Z jednej strony czułem wielkie współczucie. Wiecie o co chodzi, to tak jak w talent showach pojawia się osoba niepełnosprawna i od razu człowiek jakoś inaczej ją ocenia. Nie bądźmy poprawni politycznie, taka prawda. Ile to razy nawet jakieś dziecko wygrywało talent-show tylko dlatego że było dzieckiem? Z drugiej cholera, przecież ten Nick Newell nie jest cyrkowcem tylko zawodnikiem MMA. Zostanie przez kogoś brutalnie pobity? No i co? Czego spodziewał się po tym sporcie? Dałbym mu szansę w UFC. Rozumiem że Dana White boi się hejtu gdy Newellowi coś się stanie. Opinia publiczna w USA jest mocno wyczulona i może mocno zaszkodzić jeśli ktoś nagłośni temat „niepełnosprawnego pobitego przez brutali”. Mimo wszystko jeśli szansę dostają często średni zawodnicy, to facet z bilansem 14-1 efektownie kończący swe pojedynki miałby być skreślony?

A Wy? Uważacie że miejsce Nicka Newella jest w UFC, czy też jako niepełnosprawny zawodnik nie powinien tam walczyć?

Facebook Comments